Jak być mamą i nie zwariować?

450x75-tekstROKU

W życiu każdej matki przychodzi taka chwila, kiedy zadaje sobie to pytanie. Jako mamy jesteśmy obserwowane i oceniane przez wszystkich: rodzinę, sąsiadów, znajomych, przypadkowych przechodniów, a przede wszystkim przez inne matki. W księgarniach, czy na stronach internetowych znajdziemy mnóstwo poradników na temat wychowania dziecka. W sieci krąży cała masa informacji przekazywanych pomiędzy mamami na forach dyskusyjnych. Nagle okazuje się, że coś co uważałyśmy za słuszne postępowanie, bo nasza mama też tak robiła, albo instynkt nam tak podpowiadał, jest powszechnie krytykowane. Jak ustosunkować się do wszystkich cudownych porad, czy uwag? Co zrobić, by nawał informacji napływających zewsząd nas nie przytłoczył? Jak nie popaść w paranoję? Z okazji Dnia Matki pozwoliłam sobie zebrać 10 najważniejszych podpunktów, o których warto pamiętać, by przedwcześnie nie osiwieć. Sama muszę sobie czasami niektóre z nich przypominać 😉

1. Każde dziecko rozwija się inaczej.
Niby wszędzie o tym trąbią, ale do nas matek to nie dociera. Wiecznie porównujemy swoje dziecko z dziećmi koleżanek, albo konsultujemy jego rozwój z innymi mamami na forach internetowych. Na forum, które czytuję przynajmniej raz w tygodniu pojawiają się zapytania: Kiedy pierwszy ząbek? Kiedy wasze dzieci zaczęły siadać, wstawać, chodzić, mówić, korzystać z nocnika etc., etc? Oczywiście pytania tego typu powstają nie tylko z powodu potrzeby znalezienia informacji, ale również z potrzeby pochwalenia się osiągnięciem swojego malucha, który np. ma niespełna rok, a już zaczął składać pierwsze zdania proste. Problem polega na tym, że czytając komentarze innych mam widzimy tylko te, które nas martwią. Tyle dzieci w wieku mojego dziecka zaczęło już siadać, a moje nie… Nagle do naszej głowy napływa miliard czarnych scenariuszy. Do tego jeszcze jakaś życzliwa koleżanka dorzuci oliwy do ognia i przy następnym spotkaniu zapyta: „To Franek jeszcze nie siada???”. Wtedy zaczyna się panika. Szybko do pediatry, bo trzeba dostać skierowanie do neurologa, do poradni rehabilitacji, czy gdzie tam jeszcze. Pediatra stwierdza, że wszystko jest ok., ale trudno w to uwierzyć. Nie pomagają zapewnienia kolejno neurologa, lekarza rehabilitacji, może jeszcze ortopedy, ani przeczytana od deski do deski książka Zawitkowskiego. Martwimy się, bo coś jest nie tak, skoro inne znane nam dzieci w tym wieku siadają. Tym czasem Franek, który jeszcze nie siada, zajął się pracą nad wymową: „tatatatata”, co wciąga go bez reszty, a nie robi tego jeszcze syn wyżej wymienionej życzliwej koleżanki. I tak zazwyczaj właśnie jest. Zanim więc wpadniemy w paranoję zastanówmy się nad tym, w czym nasze dziecko jest lepsze od tego, z którym je porównujemy. Wierzcie mi, że zawsze się coś znajdzie. Bo każde dziecko opanowuje różnego rodzaju umiejętności w swoim czasie. Oczywiście jeśli coś nas martwi, nie ma zakazu konsultowania swoich wątpliwości z lekarzem, sprawdzenia czy wszystko jest w porządku. Nie zamartwiajmy się jednak na widok innego dziecka, które posiadło jakąś umiejętność szybciej od naszego.

2. Ufaj swojej intuicji.
Jesteś mamą i wiesz najlepiej co jest dobre dla Twojego dziecka. Co z tego, że u koleżanki, która ma trójkę dzieci i jest traktowana w pewnym środowisku jak guru sprawdziła się ta i ta metoda. Nie daje to gwarancji, że jej metody będą skuteczne u Ciebie. Na przykład Twoje dziecko w przeciwieństwie do dzieci matki guru nie chce być przytulane w momencie histerii i wcale go to nie uspokaja, a skoro wiesz o tym, to tej metody nie praktykuj.
Oczywiście podążanie za własną intuicją nie oznacza całkowitej rezygnacji z poszukiwania sprawdzonych informacji i dokształcania się. Obecnie dostęp do informacji jest praktycznie nieograniczony. Staraj się czerpać mądrze z dobrodziejstw, których nie miały nasze mamy. Należy filtrować informacje znalezione w internecie, a także te przekazywane przez inne media. Uwierzcie, że Danonek, czy Kubuś to nie jest to, czego potrzebuje wasze dziecko do prawidłowego rozwoju 😉

3. Nie jesteś gorszą matką dlatego, że nie karmiłaś naturalnie albo rodziłaś przez cesarkę. Nie jesteś też lepszą matką jeśli karmiłaś piersią, albo rodziłaś siłami natury.
Karmienie piersią versus karmienie butelką mlekiem modyfikowanym – dwaj zagorzali przeciwnicy oznaczeni na mamusiowych forach, blogach, czy stronach tajemniczymi skrótami kp i mm. Ich starcia są najbardziej brutalne. Wywołują najwięcej kłótni i złości. W obronie swojego faworyta mamuśki przeobrażają się w istne lwice. Po większych wojnach na placu boju mało kto pozostaje. Atmosfery już nie da się naprawić. Minimalnie mniej drażliwym tematem jest temat rodzenia. W tym wypadku chyba najbardziej nieprzyjemnie robi się w momencie, gdy mamy próbują swoim brzuchatym koleżankom wytłumaczyć, który sposób rodzenia jest lepszy.
Zacznijmy od tego, że w większości przypadków nie mamy wpływu na to jak będziemy rodzić i karmić. Mimo wcześniejszych planów, opanowania teorii ze szkoły rodzenia, ogromnego samozaparcia pewnych sytuacji nie przeskoczymy. W tej kwestii liczy się przede wszystkim dobro dziecka, a nie nasze ambicje. Niestety, gdy nie wszystko pójdzie po naszej myśli łapiemy doła, czujemy się niespełnione, a otoczenie w epoce terroru laktacyjnego nie pomaga.
Jednym z pierwszych pytań jakie słyszy młoda mama tuż po urodzeniu dziecka jest pytanie o karmienie piersią. Tylko co to kogo obchodzi? Nie mamy obowiązku tłumaczyć się ze swoich prywatnych spraw. Mój ulubiony demotywator w tej tematyce niestety nie chce się odnaleźć w czeluściach internetu, więc przytoczę go tak na sucho:
– Karmisz?
– Nie. Głodzę.
😛
Myślę, że warto ten tekst zapamiętać i nie raz wykorzystać.
Niezależnie od tego, w jaki sposób karmimy dziecko i z jakich przyczyn daną metodę karmienia wybrałyśmy, ogólne opinie są zawsze takie same:
– jeśli ktoś karmi butelką, to oznacza, że jest leniwy i tylko dba o swój wygląd
– jeśli ktoś karmi piersią i chciałby przejść na mleko modyfikowane, to sypią się na niego gromy z jasnego nieba, że się chce poddać (co za tym idzie, pewno jest leniwy i chce dbać o swój wygląd)
– matki, które długo karmią piersią są uważane za dziwne lub zboczone
– wciąż źle postrzegane jest karmienie piersią w miejscu publicznym
Słowem tak źle i tak nie dobrze.
Nie należy się więc przejmować tymi wszystkimi opiniami, bo w tej tematyce nie można wyłonić zwycięzców. A prawda jest taka, że każda normalna mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Koniec i kropka.

4. Twoje dziecko nie będzie takie, jak sobie wyobrażałaś.
Choćby nie wiem co, nie przewidzimy jakie będzie nasze dziecko. Stworzyliśmy człowieka, który w momencie urodzenia wcale nie jest tylko pustą tablicą, gotową do zapisania. Posiada już jakieś wrodzone cechy charakteru, które ujawnia swoim zachowaniem. Są dzieci spokojne i dzieci mniej cierpliwe. Są dzieci lubiące dużo jeść albo dużo spać oraz ich przeciwieństwa. Twoje pierwsze dziecko może budzić się co 3 godziny w nocy przez pierwsze dwa lata życia, a drugie przesypiać całą noc od samego początku. Nie mamy na to wpływu.

5. Świeć przykładem.
To chyba najbardziej ponadczasowa porada dotycząca wychowania dziecka. Dzieci najlepiej i najszybciej uczą się na dobrym przykładzie. W domu używacie słów: dziękuję, proszę, przepraszam? Dziecko też je bez problemu opanuje. Naprawdę nie trzeba za każdym razem wchodząc gdzieś podpowiadać malcowi: „powiedz dzień dobry”. On to załapie sam.
Dzieci najwięcej uczą się przez naśladowanie, dlatego w towarzystwie dziecka musimy trochę bardziej uważać na to, co robimy.

6. Grzeczne zachowanie i dobre wychowanie to pojęcia względne.
Dziecko ma prawo zachowywać się jak dziecko. Największe trudności z pojęciem tego mają osoby starsze oraz te, które nie mają dzieci. Jeśli twoje dziecko biega, skacze, krzyczy, piszczy, nie może wysiedzieć w jednym miejscu, to wcale nie oznacza, że jest z nim coś nie tak albo ma ADHD. Ono po prostu jest dzieckiem. Nie zostało jeszcze skażone zasadami panującymi w świecie dorosłych, którzy co krok muszą tłumić swoje emocje, aby zachowywać się według takich zasad, jakie zostały uznane w społeczeństwie za normalne. Zdąży jeszcze tych zachowań się nauczyć, bo też żyje w tym społeczeństwie. Będzie to jego kolejny etap rozwoju. Zignorujmy więc uwagi starszej sąsiadki, która podpytuje czemu Hania tak strasznie płakała, czy komentarze pani w autobusie, jak to źle zachowuje się Antek. Szkoda nerwów. Te panie nie zrozumieją, że takie jest prawo dziecka. Czasy za bardzo się zmieniły odkąd one miały dzieci. Jeśli bezdzietna znajoma zwraca nam uwagę, możecie zaśmiać się w duchu albo nawet wprost, bo kiedyś też znajdzie się w takiej sytuacji, jak wy w tym momencie. Nie wcześniej, jak wtedy gdy sama będzie miała dzieci.
Wiadomo, że nie można pozwalać dzieciom na wszystko, chociażby ze względu na ich bezpieczeństwo. Jednak zastanówmy się, czy to za co ganimy nasze pociechy nie jest trochę na wyrost. Przed oczami mam ostatnie zdarzenie z piaskownicy pod blokiem, gdzie siedziałam po pracy z Werką w towarzystwie innych mam i dzieci. Bardzo rzuciła mi się w oczy jedna mama, która przyszła z taką gdzieś dwuletnią dziewczynką, coś w wieku Werki. Odzywała się do dziecka tylko z pretensjami: nie tak syp!, uważaj!, co ty robisz?!, usiądź tutaj!, co ty wyprawiasz?!. Zaznaczam, że to dziecko było najspokojniejsze ze wszystkich bawiących się w tym czasie dzieci, ale matce cały czas coś się nie podobało. Potem mała zaczęła bawić się furtką od ogrodzenia piaskownicy. Starsi chłopcy biegali tu i tam wpadając co jakiś czas przez tą furtkę, ale ani ta mała im nie przeszkadzała, ani oni jej w żaden sposób nie zagrażali. Matka jednak była niezadowolona zajęciem swojego dziecka. Nie rozumiem tylko dlaczego? Dziewczynkę pochłonęło zamykanie i otwieranie furtki, nie wtykała nigdzie paluszków tak, że mogłaby je przyciąć, więc w czym tkwi problem? Mama najwyraźniej go miała. W końcu rzuciła się gwałtownie w stronę furtki i zabrała szybko córeczkę mówiąc, że ma się tak nie bawić. Dziecko się rozpłakało, szczęście tylko na chwilę. Werka popatrzyła na nie, potem na mnie, pokazała furtkę i mówi: „tam”, na co odpowiedziałam łagodnie tak, by ta matka słyszała: „tak, ty też lubisz bawić się furtką”. Werka po tym całym wydarzeniu wcale nie miała ochoty na taką zabawę, choć za odźwiernego piaskownicy robi nie raz 😉
Pewno nie zwróciłabym uwagi na tę sytuację, gdyby nie fakt, że ta kobieta miała pretensje do swojego dziecka przez cały czas. Nie mogę tego pojąć. Też często jestem zmęczona, nie mam humoru, odezwę się z tonem, którego żałuję. Jesteśmy tylko ludźmi. Ale tak cały czas? Co to za tresura? Czy naprawdę można chcieć wytresować swoje dziecko? Przecież konsekwencją tresury jest wychowanie uległego człowieka, zależnego od innych silniejszych od niego osób. Starsza pani pewno powiedziałaby na widok takiego wytresowanego dziecka: „o jakie grzeczne”. Ale czy o to właśnie chodzi?

7. Jesteś najważniejsza dla swojego dziecka.
Pamiętaj to. Nawet jak wiecznie zwracasz się do niego z pretensjami, ono wciąż Cię kocha bezwarunkowo. Aby z wiekiem się to nie zmieniło szanujmy swoje dzieci. Szacunku do nas nauczą się poprzez dobry przykład, który im damy. Szacunek ten będzie też naturalną konsekwencją relacji opartej na bliskości.

8. Twoje dziecko ma też ojca.
Jeśli wychowujesz dziecko sama, nie żyjesz z ojcem dziecka możesz zignorować ten podpunkt. Jeśli wychowujesz dziecko sama, a masz męża uważnie przeczytaj.
Czasy kiedy to mężczyzna miał zbudować dom, zasadzić drzewo i mieć syna dawno minęły. Nie można powiedzieć, że rolą mężczyzny jest tylko zarabianie na dom, a kobieta ma o ten dom dbać, a co za tym idzie wychowywać dzieci. My też pracujemy, zarabiając niejednokrotnie więcej od mężczyzn. Natomiast kobiety, które z takich, czy innych względów postanawiają zrezygnować z pracy zawodowej na rzecz wychowania dziecka również mają prawo do odpoczynku. Praca w domu w przeciwieństwie do pracy zawodowej trwa 24h/dobę, 7 dni w tygodniu. Jeśli nie chcemy oszaleć potrzebujemy zmiennika. Choć od czasu do czasu. Tyle, że zmiennik nie poradzi sobie, jeśli nie będzie przeszkolony od samego początku.
Kobieta rodzi dziecko i od razu wchodzi w rolę matki. Jej nie trzeba nic tłumaczyć, przygotowywać ją specjalnie. Mężczyzna niejednokrotnie potrzebuje czasu do odnalezienia się w nowej roli. Nie oznacza to jednak, że ma dostać fory na starcie. Jeżeli nie chcemy by nasz mąż miał dwie lewe ręce przy obsłudze dziecka, musimy go angażować do wszystkiego od samego początku. Poczynając od wspólnych zajęć w szkole rodzenia, poprzez poród aż do opieki nad dzieckiem. Nie chcę się zagłębiać w kwestię porodu z udziałem partnera, bo to już indywidualna sprawa każdej pary, jednak po doświadczeniu tego zaliczam się do grona zwolenników. No może z drobnymi wyjątkami. Nie chciałabym być mężem kobitki rodzącej przede mną wyzwanym od ch…, który wyrządził swojej żonie taką krzywdę i przez niego musi tak cierpieć…
Pamiętajmy więc: dziecko jest wspólne. Nie usprawiedliwiaj swojego męża tym, że on pracuje, a Ty jesteś w domu, więc on nie przejmie nocnej warty. Problem bardzo często pojawia się dlatego, że kobiety od razu biorą wszystkie obowiązki związane z dzieckiem tylko na siebie, a potem już tak zostaje, nawet gdy pójdą do pracy. Tak więc angażujemy panów od samego początku: przy karmieniu, przewijaniu, kąpaniu. Niewyobrażalne jest by mężczyzna mający małe dziecko nie potrafił zmienić pampersa. Karmisz piersią? Oczywiście mąż Cię przy tym nie zastąpi. Ale może pomóc, np. podając Ci dziecko. Natomiast kąpiel to jest to, co tatusiowie uwielbiają najbardziej.

9. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.
Banał, który można przeczytać wszędzie, gdzie tylko wspomina się o macierzyństwie. Jest to bezsprzeczna, stuprocentowa, potwierdzona prawda. Dlatego będąc mamą nie zapominaj o sobie. Pamiętaj o tym, co podkreśla Agnieszka Stein: osoba dorosła potrzebuje towarzystwa innych osób dorosłych. Wybierz się do koleżanki, fryzjera, czy na zakupy. Zrób coś, co sprawi Ci frajdę.
Jeśli jesteś od dłuższego czasu w domu, a Twoje dziecko z dnia na dzień wydaje się coraz bardziej nieznośne wiedz, że coś się dzieje ;))) A na poważnie to sygnał do tego, by ruszyć się z domu i zrobić coś dla siebie.

10. Dzieci szybko dorastają.
Nawet jeśli dłuży Ci się okres pieluch i nieprzespanych nocy, to ten czas szybko mija. Zanim się obejrzysz będziesz tęsknić za chwilami, gdy miałaś swój największy skarb zawsze przy sobie, mogłaś go przytulać kiedy chciałaś, byłaś dla niego najważniejsza na świecie. Staraj się łapać te ulotne chwile i cieszyć nimi. Mimo, że macierzyństwo to niejednokrotnie ciężki orzech do zgryzienia, to nic w życiu nie dostarcza tak intensywnych wrażeń i nie sprawia tyle satysfakcji, jak uczestniczenie w rozwoju małego człowieka. Naszego małego człowieka 🙂

798408_546804392009344_2110686997_o

http://blogroku.pl/2014/kategorie/jak-bya-mama-i-nie-zwariowaa-,8uv,tekst.html

socialImgUn

  • Nawet jako kobieta bezdzietna, przysięgam, sto razy wolę dokazujące dzieci, brudne, hałaśliwe i szczęśliwe, niż właśnie takie dorosłe matki ze spiętymi pośladami, jak ta od furtki! Z cichych i posłusznych dzieci wyrastają cisi i posłuszni ludzie, którzy świata raczej nie zawojują, poza tym wszystkie niewyrażone emocje gdzieś pozostają, stąd właśnie biorą się ci spokojni i wzorowi obywatele, którzy nagle popełniają samobójstwa albo przemieniają się w psychopatów, więc niech lepiej te matki się ogarną, bo nie życzę sobie by jakiś psychol gonił mnie z siekierą:P

  • Wczoraj zostawiłam komentarz i mi go wcięło, na szczęście wreszcie udało mi się dodać Twój blog do listy czytelniczej i widzę posty na bieżąco 😉

    Do rzeczy. To, że się z Tobą zgadzam w całej rozciągłości – to nie ulega najmniejszej dyskusji. Jeśli o mnie chodzi, czasami muszę staczać krwawą wewnętrzną walkę, żeby nie podejść do jakiejś matki i jej nie przypierwiaszczyć. Nie to, że się uważam za lepszą. Nie jestem alfą i omegą. Nie chcę zbawić świata ani też wychować wszystkich dzieci na własną modę. Nic z tych rzeczy. Tylko po prostu, kiedy jestem obserwatorem sytuacji podobnej do tych, które opisałaś, patrzę na taką matkę i jakiś głos z tyłu głowy mówi mi: „adin…dwa…tri…”. Gdy to nie pomaga, odzywa się drugi głos, który jest już bardziej stanowczy. Tym razem słyszę: „idź , jebnij jej z bańki i będzie spokój” 😀 Bo to nie dziecko ma problem, problem ma matka. Dziecko jest dzieckiem. I naprawdę, myślę że mniej to dziecko drażni innych, niż sama mamunia, zwracająca uwagę co 3 sekundy i przy okazji zwracająca na siebie uwagę osób, które są skazane na jej towarzystwo. Jej towarzystwo, a nie tego dziecka. Ale co ja tam mogę wiedzieć 😛 ja wsadzam mojego syna na drzewo albo zimą zjeżdżam z nim na brzuchu sankami z najwyższej górki. Dzieciaki się wściekają w piaskownicy – czytam w spokoju książę. Póki nie wyczuwam niebezpieczeństwa – po co mam je strofować? Nie chcę mieć w domu manekinów ubranych w wykrochmalone kołnierzyki – wszystko wszystkim, ale to są dzieci. Granice – to jasne – są wyznaczone. Ale wszystko w normie i bez zbędnej przesady. To są TYLKO dzieci. I mają w sobie tyle energii, że mogłyby ją sprzedawać na wiaderka i robić na tym niezły biznes.
    Ale co ja tam wiem, skoro wykarmiłam obydwoje mm 😀 Na pewno wesoło pochrumkują wśród swoich utuczonych przyjaciół w błotnistym bajorku, zaniedbane i rozpuszczone jak dziadowski bicz 🙂

    Tak a propos Twojego wpisu, myślę że warto rzucić okiem, napisane dosadnie aczkolwiek z pewną dozą sarkazmu – na temat powszechnej przypadłości, dźwięcznie zwanej laktoterroryzmem: http://www.mama-trojki.blogspot.com/2014/05/matka-dostojna-dojna-krowa.html#more

  • Wpis z tego bloga trochę za ostry jak dla mnie, choć w pełni rozumiem co autorka chciała przekazać 😉

    • A jak dla mnie wręcz idealny, genialny, delikatny (patrz punkt dotyczący zaangażowania ojców), świetnie wyważony, nie za długi, nie za krótki, zgadzam się ze wszystkim, we wszystkich dziesięciu punktach. Poza tym, napisany świetną polszczyzną! I ten wpis powinien się znaleźć na głównej Onetu, a nie tylko na Blogosferze. Życzyłbym sobie samych takich wpisów! 😉

      Pozdrawiam Autorkę i czytelników 🙂

      • Źle się wpisałam, bo chodziło mi o odpowiedź na komentarz Magdy, która podała linka do innego bloga. Tekst z tamtego bloga dla mnie trochę za ostry 😉 /autorka

      • I dziękuję za miłe słowa. To bardzo mobilizujące 🙂

        • Muszę przyznać, że ja się też trochę zmieszałem, kiedy zacząłem czytać resztę bloga, bo odkryłem, że treść w tych punktach to niekoniecznie Twoje słowa, prawda? Czytając treść o dziewczynce na furtce, byłem przekonany, że opowiadasz własne przeżycia (być może tak właśnie było), więc inne punkty uznałem, że są również Twojego autorstwa.
          Pochwała niech zostanie, będzie Cię zobowiązywać na przyszłość do staranniejszego rozgraniczania cytatów i własnych treści.

          • Treść jest w pełni moja jak i przeżycia. Tak jak wszystkie komentarze powyżej oznaczone nickiem Tamara Tur 🙂 Odpowiedziałam na Twój komentarz do mojego komentarza, który odnosił się do komentarza Magdy. Powstało zamieszanie przez to, że ja autorka bloga źle umieściłam swój komentarz do Magdy 😉 Dla mnie za ostry tekst jest o tej krowie dojnej zamieszczony tutaj
            http://www.mama-trojki.blogspot.com/2014/05/matka-dostojna-dojna-krowa.html#more
            A to faktycznie wyglądało jakbym skomentowała swoją notkę i nazwała ją zbyt ostrą 😉

          • To znaczy, że cała treść i wszystkie punkty z osobna są Twojego autorstwa?
            Jeśli tak, będę Twoim wiernym czytelnikiem. Jeśli nie, to z czasem więcej czytelników się połapie i zniechęci. A pomyłkę z komentarzem zrozumiałem zaraz po napisaniu pierwszego mojego komentarza. Dzisiejszy wpis mi się podoba i chciałbym, żeby kolejne też 😉

          • Oczywiście, że tak. Jestem zdziwiona czemu można było pomyśleć inaczej. Sądziłam, ze to przez ten komentarz. Chyba muszę umieścić na blogu odpowiednią adnotację skoro może to budzić jakąś wątpliwość. Zapraszam serdecznie do czytania kolejnych notek. Myślę, że tematy związane z macierzyństwem będą się powtarzać najczęściej

          • Masz rację, zaczęło się od komentarza, który mnie naprowadził na taką wątpliwość, później doszła różnica w czcionkach między wstępem a punktami, której nie widzę teraz patrząc na komputerze – wcześniej czytałem i komentowałem z telefonu i tam różnica jest widoczna 🙂 dziwne. Trzecia sprawa chyba najważniejsza – z tego wpisu przebija niebywała mądrość, którą sorry, ale trudno mi przypisać tak młodej osobie. Tyle przemyśleń i trafnych uwag, a przy tym taka harmonia nie zdarza się na co dzień (wiem, bo czytam niejednego bloga).
            Rozpoczęłaś swojego bloga „z grubej rury” i oby Ci tak zostało!

          • Niestety chyba młodą osobą nie można mnie już nazwać 😉 Bloga piszę w odcinkach w pracy, gdy tylko znajdę chwilę, pierwotnie w Wordzie, a ostateczne poprawki robię w edytorze bloga czy to na komputerze czy w telefonie. Ja nie widzę innych czcionek ani na telefonie ani na kompie. Tłumaczyć się w sumie nie muszę, nie wiem po co takie dochodzenie. To przecież nie jest tekst najwyższych lotów, zwykłe porady, które słyszały już ode mnie inne mamy na forum, gdzie się czasem udzielam. Chciałam napisać to w miarę obiektywnie i humorystycznie, zebrać swoje spostrzeżenia z ponad dwóch lat macierzyństwa. Wiem, że obecnie wielu ludzi nie potrafi sklecić poprawnie kilku zdań ale póki co nie dotyczy to magistrów fp, którzy dostali dyplom z wyróżnieniem. Szkolnictwo schodzi na psy, ale ja jeszcze załapałam się na te lepsze czasy 😛 Nie mam zamiaru się tu popisywać kunsztem literackim, bo chęć pisania czegoś nadzwyczajnego zabija natchnienie. Nie mam też aż takiej wiary w siebie. Poza tym jak próbowałam przekazać w pierwszej notce dawno niczego nie tworzyłam, a moja praca mnie ogłupiła. Blog jest więc miejscem w pierwszej kolejności dla mnie także nie zamierzam nikogo na siłę zatrzymywać czy przekonywać. Wolna droga. Nie wierzysz, że to moja próba odblokowania weny twórczej to nie czytaj. Nurtuje Cię co będzie dalej to zostań. Twoja sprawa. Ja będę pisać jak umiem i o czym będę chciała.

          • Zostaję, bo chcę, bo mi się podoba. Nie wierzysz? Wróć do pierwszego mojego komentarza 😉
            Nie interesują mnie Twoje dyplomy, dobrze, że je masz, cieszę się z tego, ale tym, co mnie tu interesuje jest blog – tylko i wyłącznie 🙂
            Ok. Do następnego! 🙂

  • Podoba mi się takie zdroworozsądkowe podejście do wychowania.
    Dodałabym tylko, że terror otoczenia zaczyna się znacznie wcześniej – jeszcze w ciąży. „A jak dacie na imię? E, to takie nowoczesne, tamto wyszło z użycia, a to mi się w ogóle źle kojarzy!”, „A dziecko jest już dobrze ustawione do porodu? JESZCZE nie?!”, „Dlaczego nie chcecie wiedzieć jaką ma płeć, w obecnych czasach tak łatwo to sprawdzić… Na pewno nie wiecie, czy tylko nie chcecie powiedzieć?”, „Ile waży dziecko? Oj, malutko, moje w tym samym tygodniu miało już znacznie więcej!”, itp., itd.
    Takie uwagi w niczym nie pomagają, a służyć mają chyba wyłącznie poprawieniu sobie samopoczucia kosztem innych…

  • Fajny, podbudowujacy post. Na szczescie na ojca jeszcze narzekac nie musze, ale mysle ze to przyjdzie z czasem;)

  • Mamy pecha żyć w czasach, o których Pismo mówi: biada brzemiennym i karmiącym w owe dni.
    Czy wiesz w jakich czasach żyjemy?
    Mt 7:21 „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.”
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

  • Można być mamą i można zwariować, ze szczęścia, ale też z frustracji, życie jest sinusoidalne, raz lepiej raz gorzej 🙂 Ważne, by kochać i cieszyć się szczęściem, które mamy w sobie. Pozdrawiam!

  • Wszystko ok i zgadzam się PRAWIE ze wszystkim, ale: ten sztandarowy przykład „Franek nie siada” – otóż mój znajomy miał córkę, która właśnie nie siadała i wszyscy mu mówili (z lekarzem i neurologiem włącznie), że jeszcze czas, że może trochę jest grubiutka – okazało się, że zespół Angermana – tyle chodził do lekarzy, że w końcu to stwierdzili. Są też inne objawy ale zaczęło się od nie siadania. Podobnie u innej mojej znajomej, u której syna żaden lekarz nic nie widział – okazało się, że autyzm. Lepiej więc nie lekceważyć. Druga rzecz: ci tatusiowie. Strasznie mnie wkurzają te teorie, że matka jest matką z automatu a tatuś się musi przyzwyczaić, wejść w rolę. Znam też jedną co najmniej matkę, która to ona właśnie musiała się uczyć swej roli, dziecko odrzucała a jej mąż wręcz odwrotnie. Skoro ci tatusiowie tworzą dzieci, to niech kyrcze wiedzą co robią….I nie każdy tatuś przepada za kąpielami dziecka, uwierzcie mi…..

    • Nigdzie nie napisałam, że to co nas niepokoi należy lekceważyć. Wręcz odwrotnie, mówię by konsultować swoje wątpliwości z lekarzami. Chodzi tylko o to by nie popaść w paranoję.
      Nie piszę też w formie, która oznacza, że wszystko jest takie albo takie, białe albo czarne, że wszyscy tatusiowie tacy są, a wszystkie mamy inne. Używam raczej określeń typu „zazwyczaj”, „w większości przypadków”, „bardzo często”. W życiu są różne odcienie szarości z czego doskonale zdaję sobie sprawę i sama mogę przytoczyć kilka przykładów odstępstw od tego co napisałam 🙂 Pozdrawiam.

  • Twój komentarz oj się nie zgodzę dziecko nawet małe należy wychowywać ….. co znaczy „Zdąży jeszcze tych zachowań się nauczyć, bo też żyje w tym społeczeństwie” dziecko uczy się zasad od samego początku by potem nie było zdziwione. Dziecko od małego powinno się zachowywać poprawnie nie oznacza ze nie biegać skakać czy krzyczeć ale są takie sytuacje że tak zachowywać się nie wolno. Moje dzieciaki są żywiołowe i to bardzo ale są zasady i raczej dają rade …. To rola rodzica by dziecko było wychowane bo tu widzę tylko chowanie …. się nauczy… mamo nie tędy droga. Wiele rzeczy tu budzi moje zdziwienie ale życzę powodzenia i ponoszenia konsekwencji swojego postępowania….

    • I nawzajem 🙂
      Nigdzie nie napisałam, że dziecko nie powinno mieć ustalonych zasad. Zachęcam do lektury książki „Wychowanie bez nagród i kar. Rodzicielstwo bezwarunkowe” A. Kohn. Choć nie wszystkie postulaty rodzicielstwa bliskości są mi do końca zrozumiałe i nie ze wszystkimi się zgadzam to stwierdzam, że książka pozwala spojrzeć w trochę inny sposób na kwestię wychowania i odnaleźć wiele odpowiedzi.
      Pozdrawiam.

  • Tatusiom trzeba pozwolic zajac sie dzieckiem a jak im nie wychodzi (np. nie wiedza gdzie sa pieluchy czy spiochy) podpowiedziec ale tez usunac sie z drogi, nie probowac przejac ich zmiany bo my wiemy lepiej, bo-uwaga-nie wiemy!! Mojemu mezczyznie daleko do idealu ale ojcem jest fantastycznym, od samego poczatku-pozytywnego testu, pierwszego USG-byl bardzo zaangazowany w dziecko, przecinal pepowine, on zalozyl pierwsze ubranko i pieluszke, pozniej przez jakis czas glownie ja sie zajmowalam higiena malego ale odkad zaszlam w druga ciaze to maz glownie zajmuje sie malym wieczorami, ja przygotowuje mleko, on kapie, ubiera, kladzie spac, ale to wszystko dlatego ze ja mu ufam, w koncu jest ojcem, jest tak samo wazny jak mama!! Co do porownywania dzieci czy wlasnych metod wychowawczych z innymi mamami- musimy w siebie wierzyc jako kobiety i jako matki, zadna normalna mama nie narazi swojego dziecka na niebezpiczenstwo, glod, strach czy brak milosci ale kazda z nas jest inna i nasze dzieci sa rozne dlatego rozne metody sie sprawdzaja w roznych rodzinach- i tylko zrozumienie tego pozwoli nam na nie wariowanie! Zycie jest za krotkie na porownywanie i szukanie dziury w calym, lepiej cieszyc sie kazdym dniem z dzieckiem w koncu nasze skarby rosna tak szybko!

    • Absolutnie się zgadzam i to też próbowałam przekazać. Częstym problemem mężczyzny na drodze do bycia tatą jest właśnie kobieta, która mu na to nie pozwala, bo albo uważa, że zrobi wszystko lepiej, albo boi się dziecko partnerowi powierzyć.
      Pozdrawiam

  • AD.10
    Dzieci naprawdę zbyt szybko dorastają. Dopiero co karmiłam piersią starszego a teraz kończy 1 klasę gimnazjum. Kiedy to minęło?
    I jeszcze jedna uwaga: im człowiek jest starszy, tym czas szybciej płynie. Warte zapamiętania.

  • nauka zasad to nie karanie, to nie brak miłości….. mam trójkę dzieci dwóch Panów i Panią wulkany energii, szaleństwa i dziwnych pomysłów i zawsze mogę być z nich dumna …. zasady to poczucie bezpieczeństwa!!!!!!! ale czytając wywody wiem że się nie zrozumiemy…..

  • Pamiętam jak po drugim dziecku wyjście z psem zaowocowało nowymi dla mnie doświadczeniami – nowymi, aczkolwiek oczywistymi. stwierdziłam wówczas, że jakaż to jest piękna pogoda, pomimo, że na twarz padał mi śnieg, że jest cudownie, pomimo, że pies rył w śniegu jak oszalały…
    Takie chwile są na wagę złota i nikt tego nie zrozumie tylko inna matka.
    Obecnie mam troje dzieci, pracę /którą uwielbiam – też z dziećmi/, drugie studia podyplomowe i nie zamieniłabym życia, które mam na życie bez dzieci… bo jak się rano świeżo obudzonym słyszy „ko cie cie – znaczy w języku dwulatka „kocham cię”, nawet jak rozsypie kilo mąki w kuchni /wyciągając ją z szafki zamkniętej na skobelek „przeciw dzieciom”/, jak przez przypadek zapragniesz pójść do łazienki /chyba każdy musi czasem/ to i tak się o tym zapomina…
    Jednak jak dziś ze starszym synkiem /3,5 roku/ zrobili w kuchni rozgardiasz okropny w jednej chwili /starszy, gadający podpuszcza/ to niestety musieli naprawić szkodę tzn. wytrzeć podłogę, na którą rozlali wodę, itp. czyli konsekwencja adekwatna do przewinienia.
    No przecież matka też człowiek, iść do wc musi… ale po wszystkich sprzątać to chyba nie – każdy po sobie. Zobaczymy jutro, ale myślę, że już im się nie zachce brykać, szczególni starszemu, który więcej sprzątał… pozdrawiam wszystkich komentujących, a w szczególności autorkę.

    • Oczywiście to naturalna konsekwencja, a nie kara. Ludzie często nie mogą pojąć , że w rodzicielstwie bliskości nie chodzi o to, że dzieci robią co im się podoba. A to przecież nie o to chodzi. Ponoszenie konsekwencji działań uczy więcej niż jakieś wyszukane kary.

  • Ja pamiętam jak sąsiadka z bloku powiedziała mojej siostrze czy z jej dzieckiem jest wszystko ok bo tak strasznie biega i skacze 😀 jak to usłyszałam to myślałam, że padnę ze śmiechu 🙂 Kobieta po prostu myślała, że mała ma ADHD 😛

  • Witam, cieszę się niezmiernie, że chociaż z dużym poślizgiem, ale jednak – udało mi się trafić na Twojego bloga. Bardzo cenny wpis pełen mądrych uwag i zdrowego podejścia do kwestii wychowywania dzieci i w ogóle ich rozwoju. Mamą oczywiście nie jestem, ale jako tata czuję, że również powinienem zabrać głos. W naszym przypadku wyglądało to tak. Na początku wszyscy zachwycali się zarówno moją córką, jak i jej mamą. Po krótkim czasie, zachwyt przerodził się w komentarze typu: „a moja koleżanka urodziła 3 miesiące temu i nic po niej widać, no figura jak sprzed ciąży”. Iga, nasza córka tez nie okazała się idealna.. „Jeszcze nie siedzi?”, „Ale uczycie ją załatwiania się w nocniku” i milion innych porównań, jakie postępy maja inne dzieciaki.. Nasza córka wypadała zwykle „blado” .. Czasem już nie wytrzymywałem – dajcie nam święty spokój!! Na szczęście moja kobieta to bardzo mądra kobieta, uspokajała mnie i mówiła, że nie warto wojować z tymi wszystkimi ciotkami, babciami itd. A kiedy jej puszczały nerwy, ja starałem się obrócić wszystko w żart – że jak tylko Iga nauczy się stać na jednej ręce na pewno nakręcimy o tym filmik.. Teraz mamy już do tego całego „talent show” duży dystans i (tak jak piszesz) ufamy swojej intuicji. Przy okazji zapraszam do mnie http://www.simed.pl/blog/talent-show-czyli-kto-ma-zdolniejsze-dziecko/ i pozdrawiam!

    • Dzięki za wypowiedź i pozdrawiam również 🙂

  • Pingback: Jak być mamą i nie zwariować | Tamara Tur()