Jaka fajna mama

Lubię dbać o wygląd. Jakkolwiek to brzmi. Dla jednych pozytywnie, dla drugich skrajnie negatywnie. Ktoś uzna to za normę, albo nawet mi przyklaśnie, inny stwierdzi, że jestem infantylna albo pozbawiona szerszych horyzontów. Nie jest to istotne. Dla mnie liczy się fakt, że gdy wyglądam dobrze czuję się dobrze: mam więcej odwagi, chęci do działania, pozytywnej energii.

Gdy zaszłam w ciążę zastanawiało mnie jak bardzo ulegnie zmianie moje ciało. Słysząc opowieści koleżanek będących już mamami, czytając różne artykuły o ciąży i porodzie zaczęłam oswajać się z myślą, że zmiany będą już nieodwracalne i muszę się z tym pogodzić. Nigdy nie miałam wprawdzie hopla na punkcie atletycznej sylwetki i uważam rozmiar 38 za idealny, więc też moja tolerancja w tej kwestii jest dość elastyczna. Stwierdziłam też, że nie mogę wymagać cudów od ciała, które w pierwszą ciążę zaszło po przekroczeniu swojego ćwierćwiecza. Zanim rozpoczęliśmy z moim partnerem starania o potomka nawet się nad tym wszystkim nie zastanawiałam, bo chęć posiadania dziecka była moim największym marzeniem, a na spełnienie tego marzenia i zajście w ciążę musiałam czekać ponad pół roku, co wydawało mi się najdłuższym okresem oczekiwania w moim życiu. No może poza całą ciążą 😉

W praktyce znów miałam dużo szczęścia, bo okazało się, że nie taki wilk straszny jak go malują. Nie zmieniła się moja przemiana materii po porodzie i nie dosyć, że wróciłam do swojego rozmiaru sprzed ciąży w tempie błyskawicznym (nie będę pisać w jakim, bo nie jest moim celem dołować mamy, które tyle szczęścia nie miały) to jeszcze z powodu przymusowej większej aktywności fizycznej w swojej nowej roli (patrz: dyganie z wózkiem na drugie piętro, noszenie dziecka, noszenie dziecka w chuście, długie spacery, zamiłowanie do stania w garach niezależnie od ilości innych obowiązków, a także powrót do pracy zawodowej po macierzyńskim, który jeszcze nie trwał cały rok) zeszłam do wagi z czasów liceum, o której marzyłam od chwili jej utracenia. Mamusi natomiast zawdzięczam dobre geny i brak skłonności do rozstępów 😉 Chyba, że to zasługa olejku Eucerin, który stosowałam na brzuszek w ciąży w co raczej wątpię 😛

Tak jestem farciarą.

Przyfarciło mi się w kwestii wagi i ciała po ciąży, przyfarciło mi się z porodem bez żadnego uszczerbku tamtego miejsca (opis mojego porodu niebawem na blogu), przyfarciło mi się z dzieckiem, które od początku miało inklinację do przesypiania całych nocy (ale i tak musiało przez jakiś czas być wybudzane na karmienie z powodu niskiej wagi urodzeniowej). Macierzyństwo jak widać mi służy, bo nie mogę znaleźć żadnego negatywnego aspektu, choć nie powiem, że ze wszystkim było tak lekko, łatwo i przyjemnie. To chyba zależy od podejścia. Nie lubię rozpamiętywać złych chwil.

Niezależnie od farta niewyobrażalne jest dla mnie bym mogła nagle przestać dbać o siebie. O swój wygląd, bo w innych kwestiach mam sobie trochę do zarzucenia. Nawet „siedząc w domu” (my mamy kochamy to określenie, no nie? ;)) lubiłam się podmalować, ułożyć włosy, kupić sobie jakiś nowy ciuszek czy kosmetyk. Pewno trudniej by mi było, gdyby moje ciało jakoś diametralnie się zmieniło, choć mam wrażenie, że to by mnie nie zniechęciło. Raczej zmobilizowało do działania. W miarę możliwości, bo czas spędzony z dzieckiem jest dla mnie najważniejszy i nie mogłabym po pracy wybywać na aerobik, czy specjalne zabiegi pielęgnacyjne kosztem tego czasu. Znalazłabym takie sposoby, które pozwoliłyby mi czuć się dobrze w swoim ciele i jako mama. Może nazwiecie mnie Narcyzem, ale to nie będzie dla mnie obelgą. My kobiety tak łatwo i szybko tracimy wiarę w siebie, że trochę narcyzmu od czasu do czasu nam nie zaszkodzi. A nic nie zdobi kobiety bardziej niż naturalny uśmiech na twarzy.

Niedawno dzięki wszechobecnemu Facebookowi natknęłam się na bardzo pozytywną piosenkę, którą chciałabym zadedykować wszystkim mamom. Ja jestem mama gołębica, która spadła z księżyca 😉 I oczywiście mama królowa lwica. A Ty, którą mamą jesteś? 🙂

Jest mi niezmiernie miło poinformować moich pierwszych, a także nowych czytelników, że wpis „Jak zostać mamą i nie zwariować” trafił na stronę główną Onetu za sprawą czego zrobiło się u mnie trochę tłoczno co postanowiłam uwidocznić w statystykach. Jestem bardzo dumna, ale i trochę przerażona 😉

  • ~joanna

    Jestes wielka :)cudownie sie czyta

  • Dręczy mnie ten polski stereotyp, że kobieta po urodzeniu dziecka przestaje być człowiekiem i traci własne ja. Trochę to przerażające, ile jest osób które wręcz oczekują takiej postawy od młodej matki i wzbudzają w niej poczucie winy. Spotkalam się z fajnym porównaniem. W samolocie podczas katastrofy maskę tlenową najpierw zakłada rodzic, później dopiero zakłada ją dziecku. Tak samo w życiu, żeby rodzice wychowali szczęśliwe dziecko najpierw muszą zadbać o własne szczęście. Nie jestem co prawda rodzicem, ale byłam kiedyś dzieckiem.

    • Ci którzy pamiętają jak to jest być dzieckiem są najlepszymi rodzicami 🙂

  • Zawsze powtarzam, że nic nikomu do tego, co ja ze sobą robię, a komentarze słyszę częstokroć, niewybredne. Na wsi mieszkam przecież, co nie? 😀 Tu nikt nikogo nie mija bez emocji, tu każdy każdego zna i każdy o każdym wie więcej, niźli sam zainteresowany… I idę sobie taka ja, uczesana i ze „zrobionym” okiem na spacer z dzieciakami. Idę sobie taka ja, czysto, schludnie i mam nadzieję, że ze smakiem, ubrana. Idę sobie ja, szczęśliwa, ze szczęśliwymi dziećmi i z mężem, który prowadzi wózek dla młodej. Przychodzę sobie szczęśliwa do domu i słyszę za płotem, że mam chłopa pantofla, a ja jestem lalcia. Że mi już nie wypada nosić różu i po co ja się w ogóle tak stroję, dla kogo, przecież męża już mam. Na pewno mam. Kogoś na boku.
    Bo kalosze mam w kwiatki, a nie ubłocone po filc góry. Mam czyste paznokcie i nie jadę rowerem do sklepu, jakbym właśnie wyszła od wyrzucania gnoju na kupkę. Wielka pani jestem i leń 😀
    I tak się zastanawiam, czy im należy współczuć, czy po prostu tylko zwyczajnie ignorować. Nie dość, ze się to wszystko słyszy, bo mówią niby między sobą, ale tak żebym znakomicie usłyszała,to jeszcze widzi się pogardę w oczach. Bo matka – Polka powinna kierezyję przywdziać i chustką głowę przysłonić, otoczona gromadką dzieci dziarsko, acz ze skwaszoną miną, nieść za swym mężem siaty z zakupami razem ze swoim krzyżem.
    Ludzie nie lubią szczęścia u innych.
    Trochę mi się uciekło od tematu, ale chciałabym Ci przytaknąć i powiedzieć krótko jedną rzecz: kobieta zadbana i dobrze czująca się ze sobą, będzie zawsze pozytywnie działać na swoją rodzinę, faceta, dzieci, na swoje najbliższe otoczenie, to, z którym jest jakkolwiek zżyta. I zwróci jej się to z nawiązką. Reszta świata może to akceptować lub nie, może popierać lub osądzać, ale za każdą decyzją stoi jakiś powód… 😉