Jak ukraść trochę czasu?

To, że mamy są wielofunkcyjne wie chyba każdy. W necie natrafiamy na mnóstwo demotywatorów czy obrazków z wizerunkiem typowej matki, która na przykład trzyma dziecko, odkurzacz, łyżkę i żelazko jednocześnie zamykając stopą pralkę i przytrzymując ramieniem słuchawkę przy uchu, albo posiada kilkanaście rąk lub jest jakąś superbohaterką z nadzwyczajnymi mocami. Co niektórzy pewnie prychają na widok takich obrazków twierdząc, że są mocno wyolbrzymione, ale w gruncie rzeczy oddają one całkiem realną rzeczywistość.  Nawet kobiety nie zdają sobie sprawy z tego jak czasochłonne jest macierzyństwo, dopóki same nie zostaną matkami.

1392917_647420981965258_1969936428_n-jpg

Obecnie bycie kobietą jest o tyle trudne, że wisimy gdzieś pomiędzy wizerunkiem tradycyjnej pani domu odpowiedzialnej za pielęgnowanie domowego ogniska a obrazem nowoczesnej kobiety sukcesu niezależnej od mężczyzny, potrafiącej samodzielnie zapewnić sobie i swoim dzieciom byt. W praktyce wygląda to tak, że większość z nas pracuje, utrzymuje dom i spłaca kredyty wraz z mężem, a jednocześnie wymaga się od nas wyłącznej opieki nad dziećmi oraz wykonywania wszystkich domowych obowiązków, które przez wieki były przypisywane tylko kobietom. Natomiast mamy niepracujące już w ogóle nie mają prawa do życia poza domem, podziału obowiązków z partnerem i wspólnego wychowywania dzieci. Najsmutniejsze jest to, że same kobiety często w ten sposób myślą. Pewne wzorce otrzymują od matek, a tradycja jest u nas silnie zakorzeniona. Jak by nie patrzeć czasy nie pozwalają na utrzymanie tradycyjnego podziału ról i obowiązków w rodzinie. Jeśli kobieta nie chce stać się robotem i zatracić własne ja z przemęczenia i nadmiaru spraw do ogarnięcia musi sobie uświadomić, że odpowiedzialność za wychowanie dzieci przypada w równym stopniu matce jak i ojcu, a także dbanie o wspólny dom. Nawet jeśli sama z własnego wyboru przejmuje te obowiązki na siebie nie powinna całkowicie separować od nich partnera, w szczególności jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi. Nie ograniczajmy ojcom możliwości rozwijania relacji z dzieckiem. Wychowanie dziecka to nie tylko pół godziny zabaw po pracy.

Nawet gdy dogadujemy się z partnerem i w domu panuje sprawiedliwy podział obowiązków jako matki zawsze mamy coś na głowie. Jest to już bardziej kwestia mentalna, bo staramy się pamiętać o wszystkim i dopilnować by wszystko zostało zrobione jak należy. Odpowiedzialność za to „wszystko” jest też sporym obciążeniem, dlatego warto czasem się zatrzymać by odetchnąć.

Każda z nas chce stworzyć idealny dom, w którym nasze dzieci będą szczęśliwe, bezpieczne, zdrowo chowane i niczego im nie zabraknie. Czasami z tego powodu wymagamy od siebie trochę za dużo, a jesteśmy tylko ludźmi, nie superbohaterami. Dziś chciałam wszystkim mamom zaprezentować kilka patentów, których wprowadzenie może bardzo ułatwić życie i dać nam więcej czasu na to co najważniejsze: nasze dziecko. Kiedyś nie pomyślałabym, że te większe i drobne udogodnienia są jakimś odkryciem Ameryki, ale po kilku dyskusjach z innymi mamami doszłam do wniosku, że jednak warto się nimi dzielić i uświadamiać inne kobiety, że można żyć lekceważąc ten czy inny obowiązek domowy, a także sprzeciwiając się tradycji 😉

1. Jasny podział obowiązków.

Powinien istnieć w domu od początku, jeszcze przed pojawieniem się dziecka. Wtedy nie ma problemu z wprowadzeniem nowego porządku, gdy obowiązków przybywa po powiększeniu rodziny. Zazwyczaj w tym czasie obie osoby w związku pracują, więc nikt nie ma wymówki, że jest bardziej zmęczony. Dobrze jest ustalić kto zajmuje się czym poprzez dobranie najbardziej ulubionych zajęć pod każdą osobę i zmienianie się w wykonywaniu tych obowiązków, których nie lubią obie strony. Jeśli partner ma zakorzenione w głowie, że kobieta powinna nad nim skakać przez wzorce, które wyniósł z domu i trajkoczącą mu na ucho mamusię wprowadzenie takich zasad może być trudne i trwać trochę czasu, jednak jeśli nie będziemy się poddawać i będziemy konsekwentne w swoim działaniu osiągniemy zamierzony cel. Bardzo często jest to wojna nerwów, którą kobiety przegrywają przez brak cierpliwości (na zasadzie zmyję już ten kubek, bo mnie wnerwia, a on go w ogóle nie zauważa). Jeśli nie poddamy się na tym etapie i zbuntujemy przy bardziej opornych przypadkach, zwycięstwo prędzej czy później mamy zagwarantowane. Rozmowa tu również jest jak najbardziej wskazana. Kobiety często wymagają od mężczyzn by domyślili się czego one oczekują. Po co wam to tak naprawdę drogie Panie? Bardziej prawdopodobne jest, że partner zachowa się tak jak byście chciały, gdy uświadomicie mu jak bardzo jest to dla was ważne. Jeśli sam nie zauważa, że macie za dużo obowiązków na głowie, że jesteście z tym nieszczęśliwe, że musi wam pomóc należy te oczekiwania głośno wyartykułować i wcale nie przez kłótnie. Czasem sprawdza się też podanie przykładu wśród znajomych, u których panują takie zdrowe relacje. Znajomych, którzy żyją w związku opartym na przyjaźni i partnerstwie, a nie wykorzystywaniu. Może być to sposób aby oporny, wychowany tak, a nie inaczej mąż zrozumiał, że mężczyzna wspierający swoją kobietę to nie pantoflarz. Owszem, znajdziecie godny przykład u znajomych, wystarczy się rozejrzeć. Warto z taką parą spędzić trochę czasu, może wyjechać wspólnie na wakacje. Dzięki temu nasz partner może otworzyć oczy, dojrzeć i łatwiej wyegzekwujemy to co powinno być w domu absolutnie normalne. Zakładam, że kochający się ludzie pragną dbać o siebie na wzajem i zależy im w równym stopniu na sobie. Jeśli brakuje tego w waszym domu niestety żadnej cudownej wskazówki nie wynajdę.

2. Weryfikacja obowiązków domowych

Jakiś czas temu byłam w szoku, gdy uświadomiłam sobie jak wiele kobiet jest uzależnionych od prasowania. Takie niby nic, a jak może zatruć życie. Są osoby, które prasują absolutnie wszystko: każdą część garderoby łącznie z majtkami i jeansami, ręczniki, obrusy, firanki, pościel. Nasuwa się zaraz pytanie: po co? Przecież to pochłania strasznie dużo czasu i energii, a niczemu konkretnemu nie służy. Zazwyczaj słyszę odpowiedzi: „bo lubię jak jest wyprasowane”, „bo nie wyobrażam sobie inaczej” – słowem jest to kwestia mentalna. Jednocześnie osoby te narzekają jak strasznie prasowania nie lubią i ile czasu im to zajmuje. Inne odpowiadają: „nie lubię chodzić w pogniecionym i wyglądać jak lump”. Na to pytam: „czy ja wyglądam jak lump?”. Rozmówczyni kręci głową, więc dodaję: „bo ja nie prasuję… wcale. Albo tylko sporadycznie.” Oczy w słup.

Tak moje drogie Panie można sobie darować prasowanie. Możliwe, że znajdziecie jeszcze inne uciążliwe domowe zajęcie, z którego można bez żadnej szkody zrezygnować albo ograniczyć jego wykonywanie do minimum – to już jest kwestia indywidualna. Zmiana podejścia zależy tylko od was samych, waszych upodobań, przekonań i innych bzików.

Jeśli chodzi o mnie i kwestię nieprasowania to patent mam taki, że pranie rozwieszam bardziej starannie po strzepnięciu i rozciągnięciu i od razu gdy pralka skończy pracować (a nawet nie zawsze się tak do tego przykładam). Prasuję tylko eleganckie koszule przed jakimś wyjściem. Szczęście (a może i nieszczęście) mąż nie jest biznesmenem, którego na co dzień obowiązuje formalny wygląd, więc prasowanie koszul w domu to rzadkość. Sama do pracy mogę ubierać się dość luźno. Jeśli coś jest ekstremalnie pogniecione, albo z materiału, który się gniecie i rozwieszenie na jakiś czas na wieszaku nie pomoże to też prasuję. Dziecięcą wyprawkę wyprasowałam tylko przed pierwszym założeniem. Cóż, miałam z tego frajdę. Prasowanie nie jest metodą na dezynfekowanie ciuchów. Jeżeli patrzymy pod względem higienicznym to nawet w tej kwestii nie znajdziemy głosu „za”.

Rzućcie więc żelazko drogie Panie, a życie od razu stanie się piękniejsze 🙂

3. Mrożenie potraw.

Jestem matką pracującą, która nie może każdego dnia ugotować świeży obiad i podać go o 14:00. Jednocześnie bardzo cenię sobie posiłki domowe i zdrowe jedzenie. Dlatego też gotuję w większych ilościach i mrożę wszystko co tylko się da i co nie straci po rozmrożeniu swoich walorów smakowych. Po eksperymentach z wekowaniem, które jest dla mnie jakąś skomplikowaną magią wybrałam właśnie mrożenie jako swoją metodę na tworzenie zapasów. Łatwe, szybkie, bezpieczne. Zawsze wychodzi i nie ma obaw, że zatrujemy się jadem kiełbasianym. Jedyną rzeczą, o której trzeba pamiętać to nie jeść potraw, które odmroziły się choćby lekko, a potem znów zostały zamrożone. Poza przygotowanymi wcześniej daniami staram się mieć zawsze w zamrażarce rosół, jako że jest bazą większości zup.

4. Dobrodziejstwo internetu.

Zakupy internetowe to kolejne ułatwienie, do którego wiele osób nie może się przemóc. Nie chodzi o bezmyślne wydawanie pieniędzy na aukcjach internetowych tylko kupowanie rzeczy, które potrzebujemy, a znalezienie ich w sklepie stacjonarnym może nam zająć pół dnia. Jeśli chodzi o ubrania dobór rozmiaru bez mierzenia jest chyba kwestią wprawy, a nawet przy dużym doświadczeniu w zakupach internetowych zdarzają się w tej sytuacji wpadki. Nawet jak źle dobierzemy rozmiar to nie koniec świata, bo rzecz zawsze można zwrócić lub wymienić.

90% wyprawki dla niemowlaka kupiłam przez internet, łącznie z takimi rzeczami jak wózek, łóżeczko, materac, czy fotelik samochodowy. Nie dość, że ceny są konkurencyjne to wszystko czego potrzebujemy mamy w zasięgu ręki. Bardzo często w przypadku dużego zakupu staram się zlokalizować produkt w sklepie, tam go oglądam, a potem kupuję przez internet jeśli wychodzi taniej. Tak nabyliśmy telewizor i lodówkę 😉

Niewiele osób kupuje artykuły spożywcze czy chemię przez internet, a to również dobre rozwiązanie gdy brakuje nam czasu, jesteśmy chorzy albo uziemieni w domu z jakiegoś innego względu. Opcja ta jest dostępna raczej tylko w dużych miastach, ale nawet tu nie cieszy się jakąś wielką popularnością. Ja w każdym razie polecam. Alma, Piotr i Paweł, czy Tesco oferują dowóz zakupów do domu. Nie raz korzystałam i byłam bardzo zadowolona z obsługi. Na co dzień nie korzystam z usług tych marketów, ponieważ preferuję swoje sprawdzone sklepiki osiedlowe jak i sklepy ze zdrową żywnością. Jednak jeśli dobrze poszperamy w necie możemy znaleźć różne ciekawe oferty w swojej okolicy. W województwie łódzkim zdecydowanie polecam Kuriera Warzywnego klik Oferują dowóz świeżych, ekologicznych warzyw i owoców prosto do domu.

O możliwości płacenia rachunków przez internet chyba młodym ludziom nie trzeba wspominać. Co do tego opory mają raczej tylko najstarsi.

5. Dzień wolny od obowiązków

Taki dzień jest potrzebny każdemu. Ja staram się najbardziej odciążać od obowiązków w soboty, abym mogła cały ten czas spędzić z córeczką, a nie np. w garach. Nawet jeśli kosztem takiej „wolnej” soboty muszę dłużej posiedzieć wieczorem w tygodniu. Sprzątanie nie należy do moich obowiązków domowych, a głównie gotowanie więc mogę ułożyć sobie wszystko tak, aby sobota była dniem wolnym od gotowania. Oczywiście jako matka raczej rzadko mam okazję leżeć wywalona brzuchem do góry, więc proszę nie wyobrażać sobie, że sobota jest dniem pełnego relaksu, spa i sauny :p Wystarcza mi jednak do odpoczynku i miłego spędzenia czasu z córunią. Ludzie bardzo często popełniają błąd i pracując cały tydzień starają się nadrobić obowiązki domowe w weekend. Nic bardziej zgubnego.

6. Słuchanie audiobooka

Macierzyństwo odciągnęło mnie od książek czego bardzo mi brakowało. Niestety mimo szczerych chęci nie wystarczało mi czasu na czytanie, a nawet jak chciałam nadrobić zaległości wieczorem kosztem późniejszego pójścia spać kończyło się to usypianiem nad książką, jak dobra by nie była. Mąż przekonał mnie do audiobooków i to było objawienie 😉 Teraz słucham książek w drodze do pracy, wieczorem gotując obiad czy wieszając pranie. Wolę czytać tradycyjne książki, ale jeśli nie mam chwilowo takiej możliwości audiobooki ratują mi życie 🙂

7. Upiększenie u kosmetyczki

Ważne dla tych, którzy lubią dbać o wygląd. Do wyboru mamy dużo zabiegów, które pozwalają zaoszczędzić czas na porannym makijażu lub nawet zupełnie z niego zrezygnować. Henna brwi i rzęs, doklejanie rzęs metodą 1:1, akrylowy, żelowy lub hybrydowy manicure, a nawet subtelny makijaż permanentny niewidoczny dla laików (nie mylić z tandetną tapetą) to kilka z wielu wariantów, które możemy dopasować specjalnie dla siebie. Ja wybrałam doklejane rzęsy, dzięki którym czuję się dobrze nawet bez makijażu.

To chyba wszystkie moje patenty, na których oszczędzam trochę czasu, kradnę dodatkowe minuty. Chętnie dowiem się jakie wy macie sposoby na to aby ze wszystkim zdążyć 🙂

 SONY DSC

  • Zarządzanie czasem to wyzwanie nie tylko dla matek:) Z prasowaniem już dawno ta sama refleksja mnie naszła, nawet wstyd się przyznać ale nasze koszule też niekiedy pozostają niewyprasowane, takie są fajne materiały teraz;] Dużo czasu zabiera mi też codzienne malowanie i zwykle poprzestaję na pudrze i rzęsach. Zawsze można skorzystać z coachingowych trików, takich jak zajmowanie się tylko jedną rzeczą naraz aż do końca, bo przy przełączaniu się z jednej czynności na drugą zawsze traci się trochę czasu i energii, jak bardzo da się robić jedną rzecz na raz będąc matką, ale mam nadzieję, że da się to ogarnąć z czasem:) I drugi czyli określenie priorytetów, czyli co jest najważniejsze (w dalszej kolejności po młodej:)) i najpilniejsze, no i na to, co jest mało ważne i mało pilne czasu po prostu nie przeznaczamy, a dzięki temu robi się nowe miejsce na pasje chociażby czy żeby błogo odpocząć (to akurat jest ważne, a czasem też pilne). Podobno matki mają z czasem opanowane zarządzanie czasem do perfekcji, nawet była taka kampania reklamowa, że są bardzo cennymi pracownikami dzięki temu:)

    • A ja Ci powiem, że lubię robić kilka czynności na raz i właśnie uważam to za oszczędzanie czasu, bo nie każda czynność zajmuje człowieka w 100% od początku do końca i na takich pustych przebiegach można robić coś innego. Tak notki piszę pomiędzy zajęciami w pracy, przy gotowaniu obiadu to już w ogóle kilka rzeczy na raz można robić, jeszcze zależy od potrawy, często też przy urzędowaniu w kuchni gadam przez tel. na słuchawkach. Szykowanie poranne to u mnie istny miks mycia, malowania, ubierania i zajmowania się Werką jeśli też się obudzi (a zwykle się budzi). W pracy też często robię kilka rzeczy na raz skrajnie różnych, bo wiesz jak w mojej pracy jest. I w sumie mi to nie przeszkadza. To dla mnie coś normalnego. Wygodnego nawet. Cieszę się, że nie mam problemu ze skupianiem się na kilku rzeczach i nie jest to dla mnie jakiś wielki wysiłek. Z tym to chyba najgorzej mają panowie 🙂 A na pewno ci w mojej pracy :p

  • Rzeczowy tekst. Będę tu wpadał częściej ; )

  • Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o zmywarkach, pewne młode małżeństwo miało problem prawie nie do przeskoczenia, bo nikt z nich nie lubił zmywać naczyń. Żona próbowała przerzucić problem na męża, a mąż oczywiście stwierdził, że tak babskiej roboty, to on nie będzie robił tym bardziej, że tej czynności wprost nie cierpiał. Nie wiem czy to ktoś trzeci im doradził, czy sami na to wpadli, ale zastosowali i jakoś to zadziałało, a oni od tamtej pory „żyli długo i szczęśliwie”, bo jeden z największych ich problemów zniknął za sprawą jednorazowych naczyń i sztućców. Oj, żeby ludzie tylko takie problemy mieli!
    Zgadzam się całkowicie – jasny podział obowiązków już na samym początku, kiedy można sobie wybrać ulubione, a co do reszty, pójść na kompromis. Ten punkt jest bardzo ważny, bo przecież nie może jedna tylko strona robić całej roboty w chałupie, bo się zajedzie (zwłaszcza przy dzieciach) jak nie fizycznie, to na pewno psychicznie.

    Prasowanie? A po co?
    Czasem prasuję sobie koszule, ale sam, bo ja to zrobię najlepiej (!) spodnie na kant też. I jestem zdania, że jak facet nie chce, albo mówi, że nie umie sobie wyprasować, to niech zaniesie profesjonalistom, albo nie nosi takich łaszków 😉

    Świetny wpis! 😉

    • Ciekawa opcja z tymi plastikowymi naczyniami zważywszy na to, że my też nie mamy zmywarki, bo się w naszej kawalerce nie mieści ;)))
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam.

      • ~t.vik

        Strasznie nieekologiczna a przez to taka nie do przyjęcia przeze mnie, wolałbym sam przez całe życie myć naczynia niż wywalać stosy śmieci. No ale to przecież kropla w morzu, a rozwiązanie praktyczne jest, jeśli kogoś ekosumienie nie zżera 🙂
        Na pewno pozwala to ukraść trochę czasu 😉

        • Też bym się nie zdecydowała z ekowzględów. Jednak jeśli kogoś zmywanie zabija tak jak mnie zabiłoby prasowanie to wszystko jest do przełknięcia. Tak sobie jeszcze pomyślałam, że sporo jest potraw „jednogarnkowych”, które można szykować i mieć mniej zmywania 😉 Choć raczej niewykonalne to przy dzieciach, które zwykle wybrzydzają w jedzeniu i trzeba mieć kilka opcji 😉

          • Co prawda z gotowania to ja tylko smażenie i pieczenie 😉 ale wiernie kibicuję żonie i często jej pomagam przy przygotowywaniu surowców, więc może nie jestem taka ostatnia noga. I wszystkim, którym tylko mogę, polecam poeksperymentować z 1-garnkiem ciśnieniowym (my mamy dwa, ale nie polecam konkretnej firmy), 2-garnek do gotowania na parze (tzw. parowar. My mamy taki trzypoziomowy). Każde nawet najtwardsze mięso po ugotowaniu będzie mięciutkie, najtwardsza wołowina zamienia się w cielęcinkę 😉 dla delikatnego podniebienia dziecka to może być czasami najlepsze rozwiązanie, żeby zechciało jeść, jeśli wybrzydza 🙂 a z myciem też nie ma dużo roboty.