Wszędobylska chemia

Nigdy nie lubiłam chemii w szkole, ale odkąd jestem matką coraz częściej dokształcam się z tego przedmiotu :p W sumie to jeszcze przed ciążą zwracałam uwagę na składy różnych produktów spożywczych jak i kosmetyków, tylko teraz przywiązuję do takich analiz jeszcze większą wagę.

Chemia i szkodliwe substancje są obecnie wszędzie. Niektórzy zamykają oczy i uszy na ten fakt i uważają, że nie można dać się zwariować. Jedną z moich ulubionych odpowiedzi przy temacie szczegółowej analizy tego co jemy jest stwierdzenie: „ja w dzieciństwie to jadłem/am i żyję”. Otóż nie moi drodzy. Nic nie jest już takie samo jak kiedyś. Niejednokrotnie sądzimy, że jemy coś zdrowego nie zdając sobie sprawy z tego co kryje się wewnątrz. Żyjemy w czasach, w których pieniądz rządzi światem, co producenci żywności i kosmetyków wykorzystują. Nie mają skrupułów nawet w przypadku produktów dla niemowląt i dzieci. Maluchy od pierwszych dni życia cierpią na coraz więcej przedziwnych alergii pokarmowych i skórnych, nowotwory wciąż dziesiątkują ludzkość. Nie damy rady ustrzec się od wszystkich szkodliwych substancji, za bardzo zatruliśmy już naszą planetę, jednak możemy ograniczyć kontakt z chemią przestrzegając kilku prostych zasad:

1. Staraj się kupować produkty nieprzetworzone.

Wszystko co zrobimy sami jest najbezpieczniejsze. Gotowe dania instant powinny gościć tylko w lodówkach kosmitów lubiących świecić w ciemnościach. Zwracajmy też uwagę na skład produktów z pozoru zdrowych. Gotowe soki czy dżemy zawierają ogromne ilości cukru, mają też pełno konserwantów. Soki najlepiej pić tylko te samodzielnie wyciśnięte. Jeśli musimy kupować gotowe to tylko, te które są sokami (nie napoje, czy nektary) i mają krótki termin przydatności. Pamiętajmy, że nawet 100% naturalny sok zawiera cukry szkodliwe dla zębów, dlatego dzieci powinni pić głównie wodę. Gotowe jogurty czy serki owocowe można traktować jako słodki deser, a nie zdrowy posiłek i źródło wapnia. One obok owoców niejednokrotnie nawet nie leżały. Jeśli decydujemy się na jogurt to najlepiej naturalny, do którego sami dorzucamy świeże lub suszone owoce. Warto poszukać jogurtów, które nie zawierają mleka w proszku (i to jest nie lada wyzwanie ;)).

Kupując suszone owoce zwróćmy uwagę na to by nie były siarkowane. Owoce siarkowane mają ładne, żywe kolory. Kupujemy więc te, które są ciemne i pomarszczone :p Siarkowane suszone owoce możemy spożyć po uprzednim sparzeniu wrzątkiem, jednak lepiej kupować, te które nie były poddane takiej chemicznej obróbce.

Eliminujemy z naszej diety wszelkie wynalazki typu kostki rosołowe, wegetę, czy maggi oraz wszystko co zabarwia jedzenie na jaskrawy kolor. Zastępujemy je dużą ilością  przypraw, które nie są gotowymi chemicznymi mieszankami o smaku chipsowym :p Przyprawy warto kupować w ekologicznych sklepach lub samemu zasadzić zioła i stosować świeże lub suszone. Uwaga na gotowe doniczki z ziołami dostępne w hipermarketach!

Kaszki, czy płatki owsiane ekspresowe najlepiej zamienić na te wymagające gotowania. Niestety w tej sytuacji nie warto jest stawiać na oszczędność czasu do czego was wcześniej namawiałam, patrz: Jak ukraść trochę czasu?

jedzenieeko

2. Analizuj składy na opakowaniach.

To ciężki temat, który wymaga już pewnej wiedzy i dokształcenia się. Można jednak zacząć od intuicyjnego podejścia. Unikamy wszystkiego co zawiera dużo trudnych do przeczytania substancji, E- składników (oznaczone literą E i cyframi) i kierujemy się zasadą, że im krótszy skład tym produkt jest lepszy. Jeśli coś nie jest pakowane możemy zapytać o listę składników sprzedawcy. Czasem skład niepakowanych produktów jest przyklejony gdzieś w sklepie. Niedawno odkryłam taki spis w Biedronce obok pieczywa. Teraz już wiem czemu  sam zapach tego pieczywa mnie odstraszał :p Przy analizie składów zwróćmy też uwagę na zawartość cukru w różnych produktach (nawet takich, w których nie spodziewaliśmy się cukru). Jeśli ograniczamy w naszej diecie cukier uczulmy się na obecność wszędobylskiego syropu glukozowo-fruktozowego.

3. Nie kupuj produktów z długą datą przydatności.

Jeśli coś może leżeć w temperaturze pokojowej i nadaje się do spożycia za 2 lata to jest napakowane konserwantami. Oczywiście produkty mrożone, czy pasteryzowane mogą mieć długie daty przydatności przy odpowiednim przechowywaniu, ale również tutaj warto sprawdzić skład. Mleko zapakowane w kartonik i ważne przez 2 lata nie ma nic wspólnego z mlekiem, które piliśmy w dzieciństwie podczas wizyty na wsi. Nie chcę poruszać tematu mleka krowiego ogółem, bo jest bardzo kontrowersyjny. Martwi mnie jednak fakt, że coś co było uważane przez lata jako samo zdrowie i coś co uwielbiam może wyrządzić wiele szkód w organizmie. Każdy sam może poczytać o najnowszych badaniach nad mlekiem i podjąć decyzję.

4. Dokładnie myj owoce i warzywa.

W ten sposób pozbywasz się chociaż częściowo chemii, którą były pryskane. Bardziej ambitni mogą wypróbować metodę, na którą natknęłam się niedawno przeglądając Facebooka klik Post jest dostępny publicznie, więc powinien być widoczny dla każdego. Niestety z braku czasu jeszcze nie przetestowałam tej metody, ale ciągle mam to w planach 😉 Post otwiera się też po kliknięciu w poniższy obrazek.

10325588_463513880451567_8045593993105065552_n

5. W kosmetykach unikaj SLS i parabenów. Uważaj na trujące składniki.

Wielbicielki kosmetyków będą wiedziały o co chodzi.

SLS lub SLES to skróty od Sodium Lauryl Sulfate i Sodium Laureth Sulfate, po polsku Laurylosiarczan sodu, który jest detergentem, dla coraz większej liczby osób silnie drażniącym. Wystarczy, że sięgniecie po pierwszy lepszy kosmetyk  z łazienki i pewno znajdziecie SLS w składzie, jeśli wcześniej nie zwracaliście uwagi na to by tego składnika unikać. SLS pojawia się wszędzie: w mydłach, żelach pod prysznic, żelach do twarzy, do higieny intymnej, szamponach, odżywkach, żelach do kąpieli dla niemowląt. Jest na szczęście też sporo kosmetyków (i obecnie coraz więcej) wolnych od tego detergentu albo chociaż zawierających jego łagodniejsze odmiany. Jeśli ktoś ma wieczne problemy z cerą, alergie i inne problemy skórne zupełne odstawienie SLS na pewno mu pomoże. Jeżeli mycie głowy waszego dziecka to ogromna gehenna, a szampon wbrew zapewnieniom producenta szczypie w oczy to pewno właśnie przez SLS. W aptekach znajdziemy trochę produktów wolnych od tego składnika. Można też zupełnie zrezygnować z produktów myjących znanych marek na rzecz naturalnych mydeł. Ja bardzo chwalę sobie mydło aleppo i mydło z czarnuszki.

Parabeny to środki konserwujące o działaniu bakteriobójczym i grzybobójczym znajdujące się w kosmetykach, lekach, a nawet jedzeniu. Tak jak SLS są przyczyną wielu uczuleń. Nagonka na parabeny od jakiegoś czasu trwa i obecnie nie trudno znaleźć kosmetyki drogeryjne bez tych środków. W składach widnieją zwykle jako: Methylparaben, Ethylparaben itd.

Ostatnimi czasy zastanawiam się nad porzuceniem past do zębów z fluorem, gdyż przeraża mnie fakt spożywania nawet tej małej ilości toksycznego związku regularnie, dwa razy dziennie przez całe życie. Należę do szczęśliwców, którym nie psują się zęby, nawet gdy podjem w nocy czekoladę i nie umyję po tym zębów, dlatego odstawienie fluoru nie powinno mi zaszkodzić. Kwestia używania czy porzucenia past z fluorem jest obecnie tak samo sporna jak kwestia picia lub nie picia mleka krowiego.

Oczywiście to nie wszystkie substancje szkodliwe czy drażniące. Osoby, które wkręci analiza składów mogą same poszperać i spróbować się w tym temacie dokształcić. Mamom szukającym najbezpieczniejszych kosmetyków dla swoich maluchów z całego serca polecam bloga Sroki klik Znajdziecie tu szczegółowe analizy konkretnych produktów robione przez mamę chemiczkę 🙂

kosmetykiblog

6. Uwaga na środki piorące

Poza kosmetykami drażniące są też proszki i płyny do prania. Nawet jeśli nie mamy problemów skórnych przy używaniu zwykłych proszków warto zainwestować w delikatniejsze środki piorące by ograniczyć kontakt skóry z drażniącymi substancjami chemicznymi. Do wyboru mamy różnego rodzaju proszki hipoalergiczne (choć tu też warto przeanalizować skład) czy mydlane płatki. Możemy też całkowicie zrezygnować z chemii na rzecz ekologicznych kul piorących, które nadają się również do zmywarek. Więcej o kulach poczytacie tutaj

Powyższy tekst proszę nie traktować jako wyrocznię. Jest to spis moich porad, które mogą się komuś przydać lub skłonić do dalszego zgłębienia tematu. Nie jestem chemikiem, specjalistą żywieniowym, ani lekarzem.

  • Temat na czasie:p w trakcie lektury nasunęło mi się:
    – ja zamiast kostki rosołowej daję sos sojowy, tylko taki bez glutaminianu, bo też są różne, widziam też chyba na blogu Olgi Smile fajny przepis na kostki rosołowe homemade z zagęszczonego bulionu
    – płatki owsiane nawet jeśli nie są błyskawiczne ugotują się błyskawicznie jeśli je zalać wodą na noc. za to odpadają wszelkie mieszanki musli, bo jest w nich co? oczywiście syrop glukozowo fruktozowy i E.
    – mam pastę dabur bazyliową bez fluoru, raz na jakiś czas przejadę taką z fluorem, nic mi się nie psuje jak na razie (poza tymi zębami, które już są popsute :D) a pasta jest smaczniejsza od normalnej więc polecam
    – w temacie: zdarzyło mi się przejglądać książkę Reni Jusis i Magdy Targosz „Poradnik dla zielonych rodziców” i zaciekawiła mnie, dużo praktycznych porad w temacie zdrowego życia dla całej rodzinki, sama nie jestem rodzicem ani zielonym, ani czerwonym, ale myślę, że przeczytam:)

    • A ja żadnych kostek nie daję, choć też myślałam o zrobieniu swoich 🙂 Za to zachwycam się rosołem z dużą ilością przypraw (bez wegety, ani żadnych sztuczności). Daję dużo tymianku, lubczyku, kozieradkę, kolendrę, gałkę muszkatołową, może być nawet imbir, jak kto lubi 😉
      A pastę z fluorem można np. raz w tygodniu używać, przez pozostałe ekologiczną jakąś.