Szczepić czy nie szczepić oto jest pytanie…

… a ja się postaram odpowiedzieć na nie 😉

Zazwyczaj zaczynamy się nad tym zastanawiać, gdy lekarz podczas pierwszej wizyty domowej u noworodka przedstawia nam propozycję serii odpłatnych dodatkowych szczepień. Musimy podjąć decyzję czy wybieramy darmowe szczepienia, co wiąże się z większą ilością nakłuć naszego bezbronnego maleństwa, czy odpłatne skojarzone 5w1 lub 6w1 z dwoma lub jednym nakłuciem. Na tym etapie proponowane są nam jeszcze dodatkowe odpłatne szczepienia na rotawirusy i pneumokoki, ewentualnie meningokoki. Z czasem lekarze nakręcają młodych rodziców również na szczepienie przeciwko ospie wietrznej, która straszną chorobą jest. W tym temacie manipulacja rodzicami jest bajecznie prosta. Szczepienia przedstawiane są jako największe dobrodziejstwo współczesnych czasów i jeśli się na nie nie decydujesz to znaczy, że robisz krzywdę swojemu dziecku. Cały marketing szczepionek 5w1 lub 6w1 (najpopularniejsze w tej chwili Infanrix Ipv Hib i Infanrix Hexa) opiera się na szantażu emocjonalnym stosowanym wobec rodziców, polegającym na wmawianiu, że wybór powyższych szczepionek pozwala oszczędzić dziecku bólu i stresu związanego z dużą ilością nakłuć przy jednej wizycie. Każdy normalny rodzic da się na to nabrać. Każdy chce wybrać to co mówią, że jest lepsze dla dziecka, co potwierdza ogromna liczba lekarzy. Szczepionki te są odpłatne co też daje poczucie wyboru czegoś lepszego. Jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że za dobrą opiekę medyczną musimy płacić. Zazwyczaj dopiero gdy coś złego się wydarzy zaczynamy na własną rękę drążyć temat i odkrywać ciemną stronę wielkiego biznesu jaki robią firmy farmaceutyczne…

Bezsprzecznie szczepionki były swego czasu ogromnym wynalazkiem ludzkości, uratowały wiele istnień, pomogły pozbyć się straszliwych chorób. Niestety jak we wszystkim co z pozoru dobre potrzebny jest umiar i zdrowy rozsądek. W pewnym momencie coś, gdzieś poszło za daleko. Najprostszym sposobem na zrobienie dużych pieniędzy jest wykorzystanie takiej sytuacji. W chwili obecnej ponosimy straszne konsekwencje.

Sama zaczęłam się głębiej interesować kwestią szczepień, gdy moje dziecko po ostatniej dawce Infanrix Ipv Hib dostało gorączki, ogromnego obrzęku ręki i bólu (ręka w bicepsie była dwukrotnie grubsza od drugiej) oraz przestało jeść na cały miesiąc. Jedyne co przyjmowała to mleko i czasami jakiś jogurt – wszystko w minimalnych ilościach. Lekarz ten stan rzeczy zwalił na ząbkowanie. Ząbkowanie, które wcześniej przebiegało bez żadnych większych dramatów. Poza tym dziecko przesypiało całe noce w spokoju co przy bolesnym ząbkowaniu jest chyba mało możliwe. Nie przeczę, że na brak apetytu mogło wpłynąć to wyrzynanie się trójek, ale skoro szczepienie również było w tym w czasie dlaczego nikt nawet nie brał pod uwagę tej ewentualności?

Zaczęłam przeczesywać internet. Od informacji, które odnalazłam włos jeżył się na głowie. Od lat próbowano udowodnić powiązanie szczepionki MMR (świnka, odra, różyczka) z pojawieniem się autyzmu u niektórych dzieci. Na Facebooku powstały specjalne profile zrzeszające rodziców dzieci z powikłaniami poszczepiennymi. Odnalazłam wiele artykułów dotyczących wycofywania różnych, bardzo popularnych szczepień, informacji o śmierci niemowląt po szczepieniach lub o niepożądanych odczynach poszczepiennych w skrócie nazywanych NOP. Na etapie, na którym zaczęłam się interesować tym tematem walka zrozpaczonych rodziców z niebezpiecznymi szczepionkami wydawała się walką z wiatrakami. Obecnie od tego momentu minęło raptem półtora roku i już uważam, że doskonale udało się całą sytuację nagłośnić. Niestety kosztem zdrowia dzieci i poprzez odkrywanie coraz większej ilości NOPów, których pojawianie się rodzice już nie pozwalają tak łatwo zamieść pod dywan.

Co w takim razie robić?

Przede wszystkim poczytajmy sobie różne artykuły w tej tematyce zarówno te od przeciwników szczepień jak i zwolenników. Pamiętajmy o tym by zachować umiar. Podpytajmy znajomych jak ich dzieci zniosły różne szczepienia. Czy np. znajome dzieci szczepione na rotawirusy faktycznie rotawirusów nie złapały albo przebieg ich choroby był łagodniejszy? Zróbmy swoje własne statystyki.

Zauważmy, że dzieciom, u których pojawiły się jakieś problemy po szczepieniach lub są alergikami zaleca się indywidualny program szczepień, na który składa się seria tych zwykłych sanepidowskich szczepionek, za które nie trzeba płacić. Tych strasznych, przy których dzieci muszą być kilka razy kłute. Są one po prostu bezpieczniejsze niż nowo powstałe skojarzone szczepionki, których skutki uboczne będzie można udowodnić dopiero po latach (już na niektóre są dowody, szczególnie jeśli chodzi o Infanrix Hexa).

Zastanówmy się nad koniecznością szczepienia dziecka w pierwszym miesiącu życia. Pierwsza seria jest podawana tuż po urodzeniu. Ten cudowny mały człowiek pije tylko mleko, bo ma jeszcze nierozwinięty układ pokarmowy. Tak samo jego układ odpornościowy dopiero się rozwija i zaaplikowanie mu ogromnej ilości patogenów różnych najgorszych chorób do zwalczenia może ten układ uszkodzić. Potem nie rozumiemy skąd tyle coraz dziwniejszych alergii pojawia się w dzisiejszych czasach. I tak przez pierwszy miesiąc życia staramy się możliwie jak najwięcej separować dziecko, a gości tych dalszych zapraszamy dopiero w drugim miesiącu. Moja Werka urodziła się zdrowa 10 pkt. w skali Apgara. W drugiej dobie dostała leukocytozy. Wtedy wymyślono, że albo coś złapała w szpitalu, albo to przez długo odpływające wody płodowe w czasie porodu. Tu również nikt nawet nie napomknął, że może po prostu jej organizm nie zwalczył patogenów z pierwszych szczepień. Konieczne było podawanie antybiotyku przez wenflon w głowie przez 5 dni. Widok dla młodej matki niezapomniany…

Starajmy się szczepiąc dzieci uruchomić zdrowy rozsądek. Szczepienia nie stanowią jakiejś magicznej ochrony przed infekcjami, a grypa u dziecka to nie koniec świata. Pamiętajmy też, że niegdyś np. gruźlica dziesiątkowała ludzi, ale też utrzymanie higieny przy braku dostępu do bieżącej wody było nie lada wyzwaniem co sprzyjało rozwijaniu się i przenoszeniu choroby.

Nie pozwólmy szczepić dzieci, u których pojawiły się jakiekolwiek oznaki infekcji! Lekarze bardzo często bagatelizują drobne infekcje i decydują się szczepić dzieci mimo, że nie są całkowicie zdrowe. Jest to bardzo niebezpieczne. Nawet jeśli dziecko przez długi czas choruje przez co przeciąga się termin kolejnego szczepienia nie ulegajmy pokusie i nie pozwólmy szczepić chore dziecko. Może się to bardzo źle skończyć.

A przede wszystkim bądźmy uczuleni na wszystkie odpłatne dodatkowe wynalazki, którymi jesteśmy atakowani z każdej strony. Gdyby zdrowie dało się kupić za pieniądze, bogaci nigdy by nie chorowali. Na zakończenie przypomnę jeszcze często przytaczany ostatnio cytat:

pacjent wyleczonyNotkę zaczęłam pisać jeszcze zanim pojawiła się informacja o wycofaniu kolejnej szczepionki, tym razem meningokoki. Informację znalazłam wczoraj co zmobilizowało mnie do ukończenia niniejszego wpisu 😉 O wycofanej szczepionce możemy poczytać tutaj:

Wycofano zanieczyszczone szczepionki Meningitec przeciw meningokokom

Polecam również profil na Facebooku zrzeszający rodziców dzieci z powikłaniami poszczepiennymi, przeciwników szczepień i ludzi szukających informacji. Odnośnik do strony po kliknięciu w obrazek:

960189_665808443449609_1585379106_n

Tamara Tur