Mężczyźni wcale nie kochają zołz, ale też nie matki Teresy

unique__by_passionatelovestory-d4i59ba

Więc jaka powinna być kobieta, aby zasłużyć sobie na szacunek mężczyzny?

Przede wszystkim taka, która ma szacunek do samej siebie, stąpa pewnie po ziemi i jest niezależna.

Jaki błąd najczęściej popełniają kobiety? Same z własnej woli i większego wrodzonego poczucia obowiązku przejmują na siebie większość zadań domowych, uzależniają się od więcej zarabiającego męża, przestają dbać o swój rozwój, wygląd i dobre samopoczucie, czego konsekwencją jest utrata pewności siebie, popadają w frustrację, która jest nie do zniesienia, nie tylko dla partnera, ale i otoczenia.

„Dobre uczynki się na Tobie zemszczą” – lubi powtarzać moja koleżanka z pracy, która jest typowym przykładem Matki Teresy. Mimo świadomości tego, nie potrafi się zmienić. Zawsze próbuje wszystkim pomóc, a gdy ona czegoś potrzebuje okazuje się, że nie ma chętnych do pomocy (a mąż jest ostatni). Robi różne rzeczy i oczekuje, że ktoś to zauważy i doceni. Tymczasem wcale się tak nie dzieje, a ona czuje rozgoryczenie. Gdy się lekko zbuntuje inni są zbulwersowani, bo nagle wychodzi, że rzeczy, które do tej pory robiła z dobroci serca uznano za jej psi, zasrany obowiązek. I tak jest w domu i w pracy. Brzmi znajomo? Jeśli jesteś takim typem zastanów się, czy warto. Czy masz dzięki temu większy szacunek męża, dzieci, dalszej rodziny, szefa, współpracowników? Czy może czujesz się wykorzystywana i zmęczona? Nikt nie zauważa Twoich starań, bo wpisały się one w Twoje życie, jako obowiązek należący do Ciebie. Gdy próbujesz zamanifestować niezadowolenie, dając sobie spokój na jakiś czas z tymi uprzejmościami inni myślą, że coś Cię ugryzło i pewno niedługo Ci przejdzie. Bo zazwyczaj Ci przechodzi i potem wszystko powraca do starego porządku…

Moja koleżanka była nieobecna w pracy przez 2 miesiące z powodu choroby. Na moje barki spadły wszystkie jej obowiązki. Ode mnie nikt nie wymagał aż tyle co od niej. Koledzy (akurat oprócz nas dwóch pozostali pracownicy to mężczyźni) sami tłumaczyli moją sytuację: „Ty nie musisz tego robić, nie masz przecież czasu, masz teraz dużo obowiązków, masz małe dziecko…” itd. itp. Dlaczego ci sami panowie takiego zrozumienia nie wykazują też w stosunku do niej?

No dobrze, bo ja trochę jestem zołzą. Ale nie tak do końca, nie w każdej sytuacji i nie dla każdego. Jestem bardzo cierpliwa i pracowita, ale mam swoje granice.

Czy zołzy faktycznie mają większy szacunek mężczyzn?

Zależy od sytuacji. Na pewno nie w takim ujęciu, jakie zostało przedstawione w poradniku „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy” Sherry Argov, który swego czasu był namiętnie czytany przez moje koleżanki. Tak po krótce autorka sugeruje, że każdy związek to gra, a kobieta niezależnie od tego jaki ma charakter musi udawać zołzę. Nie może pokazać swojego prawdziwego oblicza, bo wtedy natychmiast znudzi się swojemu partnerowi. Podejrzewam, że autorka nigdy nie doświadczyła prawdziwej bliskości w związku. Nie wiem, czy w ogóle doświadczyła miłości.

Jeśli kogoś kochamy nie mamy ochoty prowadzić wiecznej gry. W ogóle nie wyobrażam sobie takiej sytuacji z partnerem życiowym, który zna nas od podszewki, a my jego. Widzimy swoje najlepsze i najgorsze chwile. Możliwe, że widział nasze bebechy, gdy rodziłyśmy jego dziecko :p Czy naprawdę są na świecie kobiety, które potrafią całe życie grać? Nie sądzę. Za to w naturze na pewno możemy spotkać zołzy wrodzone. Istnieje też zjawisko zołzowatości nabytej. Kobiety, których takie, czy inne złe doświadczenia życiowe doprowadziły do skrajnego zgorzknienia i biada temu kto stanie na ich drodze. Są negatywnie nastawione do wszystkich i wszystkiego. Czy one mają większy szacunek mężczyzn? A czy one w ogóle mają na dłużej jakichś mężczyzn? Może zapytajcie o to panów, czy byli kiedyś w związku z zołzami i jak się te historie zakończyły. Każdy o zdrowych zmysłach raczej ucieka. Jeden szybciej, drugi później. Najdłużej wytrwają potulne egzemplarze. Czasem mają korzyści z obcowania z bojową partnerką, dopóki ta nie zwróci się przeciwko nim. Nawet najspokojniejszemu człowiekowi na ziemi kończy się kiedyś cierpliwość.

Nie zaszkodzi być zołzą tu czy tam, by świat nie wlazł nam na głowę. Częściej jednak pazur przydaje nam się w codziennej walce ze zmaganiami życia, a nie by ranić ukochaną osobę.

Jeśli macie ochotę poczytać spostrzeżenia innej kobiety w tematyce zołz w związkach, zapraszam na bloga mojej przyjaciółki, która przyjrzała się nieco bliżej podpowiedziom znanego poradnika:

Czy mężczyźni naprawdę kochają zołzy?

Niezależność i zaradność to cechy u kobiet bez wątpienia doceniane przez mężczyzn. Oczywiście mamy prawo przez jakiś czas być na utrzymaniu męża, gdy zajmujemy się naszymi dziećmi i nie mamy innej opcji. Chodzi o to, by nie doprowadzić do sytuacji totalnego zasiedzenia i skreślenia wszelkich możliwości rozwoju. Bez względu na charakter, czy płeć człowiek, który dużo czasu spędza w domu i w sytuacjach oficjalnych ma mało do czynienia z ludźmi, traci na obyciu, pewności siebie, odporności psychicznej. Należy starać się rozwijać zawsze i wszędzie, także będąc na urlopie macierzyńskim, czy wychowawczym, aby pozostać w obiegu, jeśli chodzi o rynek pracy i relacje społeczne. Przypomina mi się nie tak dawna rozmowa z moim kolegą, którego żona straciła pracę po drugiej ciąży. Nie wiedziałam o tym i zapytałam czy pracuje czy nie, a on odpowiedział:

– Teraz nie pracuje. Zajmuje się dziećmi. Znaczy nie pracuje tam gdzie była zatrudniona, ale to taki typ, że ciągle coś robi dodatkowo, nie usiedzi w miejscu. Teraz pracuje w domu wieczorami przy kompie, jak wracam z pracy. (Dalej wyjaśnił czym się zajmuje).

Widziałam ogromne uznanie w jego oczach. Dwudaniowy obiad na stole, czy wyprasowane koszule nie są powodem do podziwu przez panów tak bardzo jak fakt, iż ich partnerka jest zaradna. Oczywiście pod warunkiem, że sami też mają trochę oleju w głowie. Do tej pory pamiętam, jak mój luby na początku naszego związku chwalił się swojej mamie i najlepszym kumplom, że skończyłam studia z wyróżnieniem i mam stanowisko kierownicze, a niedawno gdy Onet opublikował moją pierwszą notkę wiedzieli o tym jego wszyscy koledzy z pracy 😉 Nasi panowie lubią być z nas dumni. Nasze osiągnięcia bardziej powodują uznanie w ich oczach, niż te wszystkie dobre uczynki i wyręczanie w codziennej domowej robocie. Powiecie, że czasy są trudne i żyjemy w beznadziejnym kraju, dlatego wasza sytuacja zawodowa wygląda tak, a nie inaczej? Ja tez żyję w tym kraju. Nie wyemigrowałam nigdzie. Nie dostałam pracy po znajomości. Skończyłam uczelnię prywatną (niektórzy uważają, że po takich szkołach jest się bezrobotnym). Gdybym nie daj Boże została na tym świecie sama z dzieckiem, poradzę sobie. Nie jestem tu jakimś wyjątkiem. Podobną sytuację ma masa moich znajomych. Moja rodzicielka kiedyś dawno temu wybrała pozostanie w domu, by wychować dziecko. Mogła sobie na to pozwolić. Wróciła do pracy po 11-letniej przerwie. W połowie lat dziewięćdziesiątych. W samym środku transformacji w Polsce i ogromnego bezrobocia. Można? Widać można. Jeśli tylko ma się odpowiednio dużo samozaparcia. Inni mogą to i Ty możesz. Twoje osobiste sukcesy przyczynią się do odbudowania pewności siebie. Nie mówię, że trzeba być niezależnym, bo faceci to świnie i to forma zabezpieczenia. Trzeba być niezależnym dla podbudowania własnego ego, by czuć się dobrze i być dumnym z siebie. Takiej kobiety nie powstydzi się żaden partner.

Na koniec zapraszam do wzięcia udziału w teście, który zrobiłam dla zabawy: „Jaki typ kobiety najbardziej przypominasz?”. Proszę potraktować wyniki z przymrużeniem oka 😉

1. Jest piątkowy wieczór i koleżanki namawiają Cię na babskie wyjście na piwo, wino albo kamikadze (pozdrowienia dla moich Lejdisek ;)). Będziecie zapewne gadać o ostatnich chorobach dzieci, które poszły na 3 dni do przedszkola i znów coś złapały, o tym, że mąż rozrzuca po domu swoje skarpetki, a was szlag trafia, czy coś w ten deseń, ale i tak będzie fajnie. Takie spotkania dają Ci świadomość, że nie jesteś sama i Twoje problemy dotyczą też innych. Co robisz, gdy dostajesz propozycję takiego wyjścia?

a) Jak to co? Wychodzę! Mąż nie ma wyjścia i musi zostać z dzieckiem.

b) Staram się wcześniej zaklepać sobie ten wieczór. Albo mąż wróci wcześniej z pracy, albo dziadkowie zajmą się maluchem pod moją nieobecność. Wszystko jest do ustalenia.

c) Jestem uziemiona przez dziecko, bo mąż wraca późno, a w sobotę idzie na rano do pracy. Nie ma sensu nawet pytać.

2. Zazwyczaj w pracy bierzesz wolne by:

a) Wypuścić się na zakupy BEZ DZIECI lub pójść do fryzjera. Zając się swoimi sprawami.

b) Odpocząć. Spędzić fajnie czas z rodziną lub z samym dzieckiem/dziećmi.

c) Posprzątać. Nagotować na zapas.

3. Gdy partner w jakiś sposób zrani Twoje uczucia Ty:

a) Robisz awanturę na szesnaście fajerek. Przy okazji wyciągasz też stare brudy, którymi zalazł Ci za skórę.

b) Starasz się porozmawiać i wyjaśnić, jak bardzo Cię zranił. Możliwe, że nie zdaje sobie z tego tak do końca sprawy.

c) Nic nie mówisz, ewentualnie chwilowo strzelasz focha, mając nadzieję w duchu, że się domyśli i Cię przeprosi.

4. Widząc na placu zabaw szczupłą i zadbaną mamę myślisz sobie:

a) Pewno zaniedbuje dziecko, żeby się wymanikiurować. Albo to opiekunka. Tatuś musi być zadowolony z takiej opiekunki.

b) Fajna laska. Ciekawe gdzie kupiła te botki?

c) Pewno wydała fortunę na te botki. Ciekawe jak ona się maluje przy małym dziecku?

5. Według Ciebie, kto powinien wstawać w nocy do niemowlaka?

a) Oczywiście, że mąż! Ja zajmuję się dzieckiem cały dzień! Cycków sobie nie dorobi, ale może mi chociaż podać dziecko do łóżka na karmienie.

b) Najsprawiedliwiej będzie ustalić zmiany. Jeśli tylko on pracuje, a ja jestem na macierzyńskim to raczej ja częściej będę wstawać, a sobie zaklepię jakiś dzień weekendu na odpoczynek. Jeśli pracujemy już oboje, a dziecko to nocny marek  to musimy się jakoś dogadać.

c) Od początku ja wstawałam, bo mąż pracował, a potem to już tak zostało.

6. Kto odpowiada za finanse w Twoim domu?

a) Ja i tylko ja. Nie mówię mężowi o niektórych wydatkach, albo nie przyznaję się do tego ile coś kosztowało. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.

b) W głównej mierze ja, choć większe wydatki ustalamy razem.

c) Mąż, bo tylko on zarabia/dużo więcej zarabia.

7. Gdy ktoś prosi Cię o przysługę Ty:

a) Godzę się, jeśli mam z tego jakąś korzyść. Jeśli ten ktoś zaczyna nadużywać mojej uprzejmości na pewno się o tym dowie.

b) Staram się pomagać swoim przyjaciołom. Ja też zwykle mogę na nich liczyć.

c) Nie umiem odmówić gdy ktoś o coś prosi. Gorzej, że gdy ja czegoś potrzebuje to nie ma nikogo.

Zliczcie ile macie odpowiedzi a, b i c, a potem…

raz

dwa

trzy

…przeczytajcie wyniki:

 

Więcej odpowiedzi a)

Jesteś zołza! Przez większość czasu pewno Ci to nie przeszkadza, bo Twój mąż to typ potulny jak baranek, ale momentami ciśnienie nieźle daje Ci popalić. Postaraj się czasem zapanować nad nerwami, bo każdy nawet najspokojniejszy człowiek ma jakąś granicę tolerancji. Trochę więcej pozytywnego spojrzenia na świat i otoczenie również ukoi Twoje nerwy. Może warto by było rozpocząć jakąś praktykę jogi dla zrównoważenia? Aby pewnego dnia nie pozostać zupełnie samym, bez partnera i przyjaciół.

Więcej odpowiedzi b)

Równa z Ciebie babka 🙂 Idziesz przez życie zgodnie z własnym wnętrzem. Twój związek opiera się na przyjaźni i partnerstwie. Masz też sporą grupę przyjaciół lub dobrych znajomych. Starasz się zwracać uwagę na uczucia innych, ale nie zapominasz przy tym wszystkim o sobie.

Więcej odpowiedzi c)

Matka Teresa to Ty. Chciałabyś wszystkim przychylić nieba, ale przy tym zupełnie zapominasz o sobie. Przez to często łapiesz doły i przejmujesz się zanadto codziennymi problemami. Musisz czasami postarać się postawić i zrobić coś dla siebie. Masz trudne zadanie, bo wszyscy dookoła przyzwyczaili się już do takiego wygodnego stanu rzeczy i pewno nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że możesz czuć się nieszczęśliwa.

I co wam wyszło? 😉 A może macie zrównoważoną ilość odpowiedzi a, b i c? To byłby całkiem dobry wynik. Kurcze, ja jednak jestem troszkę zołzą (ale nie w większości odpowiedzi) ;)))

  • Bardzo fajny i ciekawy post , pozdrawiam z mało ciekawej Warszawy 🙂 Będę częściej zaglądać

    • Dziękuję i zapraszam. Też nie przepadam za Warszawą. Męczy mnie nawet jak jestem sporadycznie 😉

  • ~Agulka:-)

    Mnie ino wyszlo „b”jak bałwan, czyli jestem rowna babka:-D jak miło:-)A czasem zdawalo mi sie, ze mam nierowno pod sufitem:-)Wydaje mi sie, ze a+c=b….czyli, zołza+ matka Teresa=rowna babka.Proste rownanie:-)hihihi…..

    • Nigdy nie przepadałam za matematyką, ale ten wzór wydaje się całkiem logiczny 😉

  • ~Agulka:-)

    Ja takze nie przepadalam za matma w szkole, ale w zyciu trzeba brac wszystko na logike, szukac rozwiazan.Zawsze jest jakas niewiadoma, do ktorej rozwiazujac te niejasnosci trzeba isc metoda prob i bledow.Warszawa da sie lubic….lalala….:-)

  • ~riman

    wogole nic powiązanego z tytułem… opisała Pani wyczyny własne i innych kobiet… 🙂 to jasne ze faceci (kobiety tez) podziwiają kobiety którzy coś osiągnęli… ale gdzie odpowiedz kogo my kochamy? 🙂 🙂 🙂

    • Ja stawiam na to, że coś pomiędzy zołzą, a Matką Teresą, a przede wszystkim kobiety wierzące w siebie i spełnione. Nieprawdaż? 😉

      • ~riman

        „kobiety wierzące w siebie i spełnione” – to jest trafne 🙂 dla badboya jest kochaną spełniona zolza 🙂 a dla gościa cicho siedzącego za biurkiem kochaną będzie spokojna i wierząca Teresa…. 🙂 ale znowu mamy sytuacje w życiu kiedy + i – są szczęśliwe 🙂 myślę ze to pytanie nie ma odpowiedzi, ale temat ciekawy 🙂

  • trzeba znaleźć tę równowagę 🙂
    a co do uczynków to podobno: to co dajesz wraca:)

  • Z pewnością jestem zołzą, ale taką z kobiecym, ciepłym podejściem do małżeństwa, rodziny i domu. Świetny wpis. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie 🙂