List do laktoterrorystek

Fuck-you

Miałam nie ruszać tematu karmienia, bo on śmierdzi. Przy dyskusjach na ten temat baby zamieniają się w potwory. Może polać się krew.

Ostatnio jednak dużo tekstów od najlepszych na świecie matek, czyli laktoterrorystek (nie mylić ze wszystkimi matkami karmiącymi naturalnie, bo nie wszystkim dziecko wyssało pół mózgu przez cycka) do według nich najgorszych na świecie matek, czyli tych podających mleko modyfikowane w butelce rzuciło mi się w oczy na blogach i forach, więc pal licho… niech rozpęta się wojna. Będzie na ostro, więc kto nie chce niech nie czyta. A teraz gong i FIGHT! jak w Mortal Kombat:

kitana_v_mileena

Drogie laktoterrorystki,

Spróbujcie wbić do tych swoich ograniczonych mózgów, że:

1. 90% kobiet karmiących butelką nie robi tego z własnego wyboru, humoru, wygody, lenistwa, czy fanaberii. Z iloma kobietami bym nie rozmawiała, na ilu forach internetowych bym nie uczestniczyła jeszcze nie spotkałam się nawet z jedną taką, która nie chciała karmić piersią. Od początku nie pozwoliła przystawić dziecka i brała tabletki na wstrzymanie laktacji. Pewnie i takie istnieją, ale stanowią znikomy procent mam karmiących mlekiem modyfikowanym.

2. Dzięki temu, że istnieje mleko modyfikowane nazywane przez was paszą szansę na przeżycie mają wcześniaki, dzieci chore, dzieci, których matki są chore lub zmarły przy porodzie, albo w wypadku pod koniec ciąży, a także dzieci, których zrozpaczonym mamom nie udało się wykarmić z takich czy innych względów. Kiedyś gdy nie istniało mleko modyfikowane, a dla dziecka nie udało się znaleźć mamki, albo nie tolerowało ono mleka koziego lub krowiego od pierwszych chwil życia było skazane na śmierć. Śmiertelność niemowląt była znacznie większa.

3. Są sytuacje, w których poddaje się nawet certyfikowany doradca laktacyjny, choć nigdy się do tego nie przyzna. Doradca w szpitalu, w którym rodziłam aby nie popsuć sobie opinii unikał mnie. Najwięcej pomagała mi walczyć najzwyklejsza położna.

4. Nie każda zdrowa kobieta ma takie same warunki biologiczne. Owszem są mamy, które wykarmiły dzieci piersiami w rozmiarze A, ale są i takie, dla których okazało się to przeszkodą nie do przeskoczenia, w szczególności gdy dziecko nie miało na początku odruchu ssania (bo urodziło się wcześniakiem lub zachorowało i było osłabione). Wyobraźcie sobie, że są kobiety o tak małych piersiach, których nie chce zassać laktator. Skąd o tym wiem? Bo ja jestem tą kobietą. Piersi nie powiększyły mi się nawet o milimetr w ciąży, ani potem gdy przystawiałam dziecko dzień i noc (nigdy piersi nie zassało, ale chociaż je dotykało usteczkami co teoretycznie powinno pobudzić laktację). W międzyczasie usłyszałam w szpitalu, teksty typu: „do dupy ma pani te cycki”, „pani nie ma pokarmu”, „pani ma za małe sutki”, „pani ma zbyt jędrne piersi” (to nie komplement w takiej sytuacji). Ceniona przez wiele kobiet doradczyni laktacyjna zaczęła mnie unikać po obejrzeniu piersi i zobaczeniu reakcji dziecka, które było w wyniku podawania antybiotyku cały czas ospałe, ale na widok piersi reagowało jak na Armagedon. Jedyną jej poradą było przystawiać, przystawiać i jeszcze raz przystawiać oraz tulić do gołej piersi jakbym tego nie robiła. Nie wspomnę o tym jak po naszych kilku dniach spędzonych w szpitalu ze względu na leukocytozę Werki powiedziała o mnie do jakiejś położnej tak bym słyszała „biedny wcześniaczek z wenflonem w głowie, przydałoby mu się trochę mleka od mamy”. CERTYFIKOWANY DORADCA LAKTACYJNY.

Nie miałam depresji poporodowej choć byłam skrajnie zdołowana infekcją, którą dziecko dostało w szpitalu i na którą otrzymywało co wieczór antybiotyk właśnie przez wenflon w głowie. Walczyłam z pomocą innej bardzo zaangażowanej położnej i zlałam certyfikowaną doradczynię do spraw dojenia bydła chyba. Nie mogę więc powiedzieć, że zabrakło odpowiedniej pomocy, choć to spotyka wiele kobiet w polskich szpitalach. Kobiet, których emocje są bardzo rozchwiane po porodzie i gdy idzie coś nie tak dotyka je to milion razy bardziej niż najgorsza tragedia jakiej doświadczyły w życiu. Nie mamy wpływu na hormony, które różnie działają na różne kobiety. Na mnie nie wpłynęły hormony, ale straszne wydarzenia, których napalając się podczas wizyt w szkole rodzenia na karmienie piersią w życiu nie przewidziałam.

Co do laktatora: firmy Avent, czyli niby dobry. Trochę się zasysał, ale nie do końca, bo pierś nie wypełniała tej tulejki. Mój rekord odciągniętego mleka to 5ml. Pewno gdyby udało się wzbudzić laktację odciąganie nie byłoby problemem, bo pierś by się powiększyła i lepiej zassała. Ale niestety sam laktator nie wzbudzi laktacji.

Spotkałam się też z problemem wykarmienia drobnego dziecka z powodu ogromnych sutków, które nie mieściły się do malutkich usteczek. Nie znam dokładnie szczegółów, więc nie będę się nad tym tematem rozwodzić, ale jak widać natura lubi być nieprzewidywalna, a każda z nas jest inaczej zbudowana.

5. Są dzieci, które tak bardzo nie chcą pracować nad piersią, że są gotowe zagłodzić się na śmierć. Moje dziecko wolało głód zamiast piersi do tego stopnia, że dwa razy w ciągu tygodnia spędzonego w szpitalu spadła jej glukoza z głodu i musiała dostać kroplówkę. Zatkało kakao?

A teraz sobie pomyśl jedna z drugą najlepsza w świecie Matko Karmiąca jak się czuje kobieta, gdy w szpitalu biorą ją na pogadankę i sugerują, że powinna odpuścić, bo zagłodzi swoje dziecko. Co z tego, że miała wcześniej kładzione do głowy w szkole rodzenia, że butelka to samo zło przy wzbudzaniu laktacji i podanie jej będzie równoznaczne z przegraną.

6. Pojedynczy problem przy karmieniu piersią da się obejść, ale kumulacja kilku tworzy przeszkodę nie do przeskoczenia. Jak mówią doradcy laktacyjni rozmiar piersi, wielkość sutków nie ma znaczenia, brak odruchu ssania u dziecka też, jeśli musi być w inkubatorze to można przecież zacząć karmić później itd., itp. Słowem wydaje się, że dla chcącego nic trudnego. Niestety realia wyglądają trochę inaczej. A gdy nałoży się kilka lub kilkanaście problemów na raz to nawet najbardziej zagorzali pomocnicy kobiety w uczeniu jej karmienia piersią się poddają. Jak dla mnie przeszkodą, która zaważyła nad wszystkim i poddałam się była kwestia choroby dziecka i strach przed zagłodzeniem go na śmierć. Moje dziecko nawet z butelki nie jadło chętnie i musiałam ściśle kontrolować ile zjada przez pierwszy miesiąc życia zapisując ilość wypitego mleka przy każdym posiłku. Na jedzenie trzeba było ją wybudzać nawet w nocy co 3 godziny, bo na początku mogło dla niej w ogóle nie istnieć, a waga urodzeniowa była zbyt mała i po leukocytozie jeszcze spadła.

7. Podanie dziecku mleka modyfikowanego nie skreśla jego szans na bycie zdrowym i inteligentnym człowiekiem! Naprawdę jesteście aż tak naiwne? Nikt nie przeczy, że mleko matki to najlepsze co może być. Żadna sztuczna mieszanka mu nigdy nie dorówna. Ale na Boga pomyślcie trochę jak prawicie tego typu farmazony, że dzieci karmione sztucznie są chorowite i głupie! Będąc matką trzeba się trochę bardziej postarać o to by dziecko wychować dobrze i zdrowo. Sam wasz cycek nie wystarczy. Bajecznie proste by to było rozwiązanie. Mielibyśmy na świecie masę inteligentów cieszących się nienagannym zdrowiem, a tyle dzieci nie umierałoby na raka i inne choroby. Ten kto by chorował mógłby podać do sądu swoją matkę za to, że leniwa krowa skazała go na takie, a nie inne życie nie podając w niemowlęctwie piersi.

Nie moje drogie. To nie jest takie proste. A jeśli wciąż nie wierzycie światopogląd wyrówna wam się niebawem. Już jak dziecko pójdzie do żłobka, czy przedszkola, gdzie na początku wszystkie niezależnie od tego jak były karmione chorują dużo po równo. Są pojedyncze przypadki wyjątkowo odporne, ale o dziwo są wśród nich również dzieci karmione mlekiem modyfikowanym. Oczywiście to NIE ZASŁUGA MLEKA MODYFIKOWANEGO, że są odporne, ale też nie mleka z piersi u innych przypadków. Nad odpornością trzeba trochę bardziej popracować. Kluczowe jest m.in. zdrowe żywienie przez cały czas, a nie tylko w niemowlęctwie, nie przegrzewanie dziecka, nie ładowanie antybiotyków przy byle infekcji, nie rozwalanie układu immunologicznego nadmiarem szczepień… Niektórzy mają też lepsze wrodzone predyspozycje. I my matki nie mamy na to wpływu. Wiem, że lubicie tak myśleć, że zrobiłyście wszystko co najlepsze dla swojego dziecka. Niestety kochane musicie się jeszcze trochę bardziej postarać, bo to nie wystarczy. Oszczędźcie więc swoje niegrzeczne prawidła w internecie o dobrodziejstwie mleka matki i tak ostrą krytykę waszym zdaniem paszy, jaką jest mleko modyfikowane bo… patrz punkt poniżej:

8. Dobrze wiemy, że mleko matki to najlepszy pokarm jaki tylko można dziecku na początku podać. I zazdrościmy Wam tej umiejętności wykarmienia swojego dziecka bardzo. Ściska nas aż w żołądku tak niesamowicie Wam zazdrościmy. Zadowolone?

9. Nie jesteście lepszymi matkami, dlatego że wykarmiłyście swoje dziecko piersią. O to tak jak o odporność trzeba się trochę bardziej postarać. Ale nie bójcie nic. To, jakimi matkami jesteście zostanie jeszcze sprawiedliwie ocenione. Przez Wasze własne dzieci.

A na koniec życzę by nie udało Wam się wykarmić swojego kolejnego dziecka, bo póki same tego nie doświadczycie żadne argumenty nie wystarczą, więc będziecie dalej gnębić, dołować i krytykować inne matki. Zastanówcie się też czego wam brakuje, że musicie w taki sposób poprawiać sobie humor?

Z poważaniem,

Matka, która karmiła butelką i ma zdrowe i inteligentne dziecko.

Tamara Tur