Różne oblicza zdrady

Kiedy jesteśmy bardzo młodzi i próbujemy z różnymi osobami tworzyć coś na kształt związków kwestia zdrady jest bardzo prosta: jeśli mnie zdradzasz dostajesz natychmiastowego kopa w tyłek. Bez zbędnych ceregieli. Zdrada jest równoznaczna z końcem związku. Przecież dwie młode osoby, które spotykają się ze sobą tylko na randkach nikt na siłę do tego nie zmusza. Znudziło się panu czy pani? Brakuje już tych motylków w brzuchu? Koleżanka z wydziału wydaje się bardziej interesująca albo nowy sąsiad z góry? Nic nie stoi na przeszkodzie by to sprawdzić ale… po zakończeniu istniejącego związku. Jeśli jedna strona postanowi mimo tych przywilejów młodości grać nie fair, a w końcu wszystko wyjdzie na jaw – wtedy sprawa jest jasna. Powinna być jasna, chyba że druga strona lubi robić z siebie człowieka uciemiężonego, albo jest super naiwna i wierzy, że taki wyskok był spowodowany tylko chwilowym zaćmieniem umysłu przez problemy takie czy inne, zdołowanie, sprzeczkę w związku czy alkohol i na pewno już nigdy, przenigdy się nie powtórzy… Nie ma opcji. Ciągotki do innych na tym etapie próby tworzenia związku nigdy nie wróżą niczego dobrego. Po co się więc męczyć, gdy mamy przed sobą drzwi otwarte? Nic nas nie trzyma – tylko nasze uczucia. A one będą mniej zszarpane gdy damy sobie spokój w tym momencie, zamiast ciągnąć to dalej.

Sytuacja trochę bardziej komplikuje się, gdy osiągamy w związku kolejny level: wspólne mieszkanie i dopiero po jakimś czasie dotyka nas problem zdrady. Zawsze byłam zdania, że również na tym etapie sprawa jest prosta: ktoś kogoś zdradził, więc dostaje kopa w tyłek, gdy tylko prawda wyjdzie na jaw. Lepiej teraz niż później, gdy np. para postanowi zalegalizować związek lub sprawi sobie dziecko. W tym momencie tracimy dużo więcej niż w poprzednio opisanej sytuacji, nerwy są jeszcze bardziej zszargane ale robiąc ogólny bilans zysków i strat z uwzględnieniem naszego dobra w przyszłości to w ogólnym rozrachunku wyjdziemy lepiej rezygnując ze związku z osobą niewierną. Możemy stracić zdecydowanie więcej dóbr materialnych, aniżeli w pierwszej przytoczonej sytuacji (czasem jest to miejsce zamieszkania chociażby), ale na dłuższą metę i tak nie warto takiego związku przeciągać, czy próbować naprawiać. Może to być jawnym przyzwoleniem na przyszłość: NIE moi drodzy i moje drogie – ŚLUB NICZEGO NIE NAPRAWI, co najwyżej jeszcze bardziej pogorszy sytuację. Będzie tylko stanowić fakt, że osoba zdradzona doskonale umie takie przewinienia wybaczać. Skoro nie miała z tym problemu przed ślubem to i po jakoś sobie poradzi.

Jest jeszcze zdrada w związku małżeńskim i gdy dwoje ludzi łączą dzieci. Tu podjęcie decyzji o szybkim kopniaku w tyłek natychmiast, gdy problem nas dotknie nie jest już takie proste. Znaczy się powinno być proste, gdy ewidentnie osobie zdradzającej już nie zależy, ale to nie zawsze wiadomo tak od razu, albo też osoba zdradzana woli żyć złudzeniami, że jest inaczej. Z drugiej strony zdrada w stałym związku nie zawsze oznacza wszystko co najgorsze i wszystko co sądziliśmy o niej za młodu…

Z biegiem czasu z obserwacji otoczenia, z rozmów z mężczyznami w różnym wieku tymi bliższymi i dalszymi zaobserwowałam jeszcze taką sytuację:

Zdrada w udanych związkach.

Nam kobietom może się to nie mieścić w głowie, ponieważ my podchodzimy zazwyczaj w zupełnie inny sposób do pojęcia zdrady. W sytuacji, którą chcę opisać to właśnie mężczyźni są tymi, którzy częściej zdradzają. Dlaczego to robią?

W wieloletnim związku na pewno dużym problemem jest utrzymanie ciągłego ekscytującego życia seksualnego. Co by nie robić, jak bardzo by nie być otwartym na różne eksperymenty wszystko z czasem się nudzi. Kobiety bardzo często przyznają się do tego, że uprawiając seks z własnym partnerem lubią wyobrażać sobie, że jest on kimś innym, np. kimś nieznajomym. Mężczyźni natomiast często fantazjują o rzeczach, których nie chcieliby robić z partnerkami, które kochają, wstydzą się nawet im to zaproponować. Taki przebłysk kogoś obcego do łóżka pojawia się więc zarówno u jednej, jak i drugiej strony.

Jak zazwyczaj do zdrady podchodzą kobiety?

Jeśli to one są zdradzane to tracą zaufanie do partnera, a bez tego nie da się utrzymać dobrego związku. Jeśli to one zdradzają to zazwyczaj bardziej szukają romansu z kimś innym (czegoś czego brakuje im w obecnym związku) aniżeli seksu. Często zakochują się w nowym obiekcie westchnień i podchodzą do całej sytuacji bardziej emocjonalnie. Oczywiście świat nie jest tylko czarny albo biały i nie da się wszystkich wrzucić do jednego worka, więc na pewno znajdą się kobiety, które zdradzają tylko dla samego seksu albo z żądzy wrażeń np. dla adrenaliny związanej z utrzymywaniem tajemnicy. Może też nie czuły się seksowne od dłuższego czasu, a ktoś inny zmienił ich postrzeganie? Powodów zdrady i sytuacji możemy znaleźć miliard dwieście. Ogółem jednak my kobiety znacznie częściej podchodzimy do tych spraw bardziej uczuciowo niż mężczyźni, dlatego też zdrada kobiety może być dużo bardziej niebezpieczna w skutkach.

A jak kwestię zdrady widzą mężczyźni?

Nie będzie to nowością jeśli napiszę, że panowie w tych sprawach nie kierują się zbytnio sercem tylko innym narządem 😛 Dużo bardziej niż kobiety potrafią się odciąć emocjonalnie i potraktować seks tylko jako seks bez żadnych kontekstów i głębi. Pewno dlatego domy publiczne od zarania dziejów powstawały z myślą o panach. Niestety mężczyźni mają to do siebie, że nawet gdy bardzo kochają i szanują swoją partnerkę dużo częściej chodzi im po głowie skok w bok. Mają tendencję idealizowania swoich żon i matek ich dzieci i często nie wyobrażają sobie by mogły one zaspokoić jakieś ich nietypowe zachcianki. Często boją się zapytać, albo wręcz stwierdzają, że nie chcieliby tego czy tamtego robić z osobą, którą kochają. I to jest smutne, bo nawet chętna i otwarta na eksperymenty żona i matka jest na pozycji przegranej, gdyż jej mąż nie wyobraża sobie spełnienia swojego seksualnego marzenia z osobą, którą kocha. A przecież u nas kobiet otwartość seksualna i chęć próbowania nowych rzeczy w łóżku też opiera się niejednokrotnie na zaufaniu do partnera. Można się bawić raz tak, raz inaczej, odgrywać role. Próbować różnych rzeczy i decydować co nam się podoba, a co nie. Z mojego odkrycia wynika, że jednak wielu panów nie widzi w ten sposób tej sytuacji, a stwierdzenie dobrego kolegi, że prędzej czy później jest nieuniknione, że zdradzi swoją partnerkę, którą kocha jest po prostu smutne. Inny znajomy dużo starszy nie zdradza swojej żony z obawy przed tym, że wszystko wyjdzie na jaw. Szkoda ryzykować dla chwili szaleństwa. Jednak chęć na tą chwilę szaleństwa istnieje i co gdy napatoczy się bardzo sprzyjająca sytuacja dająca gwarancję, że nikt o niczym się nie dowie??? No właśnie…

Staram się nie być hipokrytką w tym temacie i próbuję postawić się w sytuacji mężczyzn, z którymi tak szczerze rozmawiałam. W pełni rozumiem, że nie mamy wpływu na nasze żądze, pewnych myśli nie stłumimy. Tu nie tylko mężczyźni mają coś na sumieniu. Nie umiem jednak zrozumieć jednego: dlaczego niektórzy panowie tak sakralizują towarzyszki swojego życia, od razu skreślając ich możliwości? Nawet nie dają szansy spełnienia swoich tajemniczych zachcianek. Niejednokrotnie mogliby się jeszcze bardzo zdziwić. Kobietom również przydaje się urozmaicenie w wieloletnim związku. Od partnera wiele zależy czy uda mu się wydobyć na wolność boginię seksu z ukochanej, czy nie.

A wracając do tematu zdrady o ile w rozumieniu mężczyzny zwykle nie jest czymś wielkim, o tyle dla kobiety wyjście zdrady jej ukochanego na jaw będzie początkiem końca, który w zależności od wytrzymałości danej osoby nastąpi prędzej lub później.  Zdradzona kobieta popada w paranoję i doszukuje się kolejnej zdrady nawet tam, gdzie jej nie ma. Ona już nie zazna spokoju. Nie zaufa, nawet jak wybaczy…

 photodune-6159203-broken-glass-after-argument-s

 

  • pwalendzik

    Jeżeli meszczyzni zdradzają częściej, to to znaczy ze kobiety zadziej – ciekawe z kim zdradza ta wiekrzosc, a może chodzi o wielokrotność?

    • Na świecie dostatek jest singli. W tym bardzo fajne kobiety bardzo często wybierają samotne życie. Choć nie przeczę, by mężatki nie zdradzały.