Wychowaj sobie pediatrę

Niestety nie podam wam cudownej wskazówki na to jak wychować swoje dziecko tak, by zostało w przyszłości lekarzem, z czym może kojarzyć się tytuł notki 😉 Chodzi mi o coś zupełnie innego, a mianowicie co zrobić, by nie dać się wkręcić pediatrze naszego dziecka. Co mam na myśli pisząc o wkręcaniu? Już wyjaśniam.

Doctor Teddy Bear

Nie od dziś wiadomo, że w Polsce lekarze przepisują wyjątkowo dużo w porównaniu do innych krajów Europy Zachodniej antybiotyków, zarówno dorosłym jak i dzieciom. Dobrego lekarza z powołania to teraz ze świecą szukać. Na pewno nie raz, czy dwa spotkaliście się z sytuacją, że przy zwykłej infekcji z bólem gardła, katarem, gorączką lekarze proponowali antybiotyk, żeby jak to mówią „nie zeszło niżej”. Lecząc dzieci spotykamy się z takim zjawiskiem nagminnie. W przypadku niemowląt, lekarze potrafią powiedzieć, że maluch ma jeszcze nierozwinięty układ oddechowy albo odpornościowy i co tam jeszcze sobie nie wymyślą i nawet na katar próbują wciskać antybiotyk. Jak nie doustnie to chociaż do nosa odwieczny Dicortineff (albo do oka i ucha, bo przecież na wszystko działa :P). Każdą mamę zazwyczaj bardzo stresują choroby jej dzieci i straszliwie byśmy chciały podać jakiś cudowny środek, który zagwarantuje natychmiastowe ozdrowienie i jeszcze do tego sprawi, że infekcja za tydzień nie wróci. Gdy lekarz zapewnia, że antybiotyk to absolutna konieczność, bo przecież ten kaszel ciągnie się 2 tygodnie zazwyczaj ulegamy, bo jeśli same nie studiowałyśmy medycyny, to chyba musimy mu uwierzyć. Co robi wtedy lekarz? Na chybił trafił przepisuje antybiotyk, który przychodzi mu do głowy. Wcześniej za pewne proponował go dla naszego dziecka i na zapalenie gardła i na katar i przy zapaleniu ucha… Po co komu antybiogram przecież?

W dzisiejszych czasach bardzo modne są inhalatory/nebulizatory. Oczywiście inhalacje są doskonałym sposobem na leczenie kataru, kaszlu i nawilżanie śluzówki, ale są też idealnym sprzętem do przemycenia sterydów. Oj tak, w sterydach tez lubują się lekarze dzieci. Przypucuj się, że masz w domu takie urządzenie, a steryd wziewny zaraz wyląduje na recepcie. A jak nie taki, to przecież jeszcze może być do nosa w aerozolu. Bo nawracający katar to na pewno objaw alergiczny (zakładane z góry, bez żadnych badań).

Większość dzieci idąc do żłobka lub przedszkola wpada w ciąg chorób. Jest to zupełnie normalne. Nie można mówić, że ktoś jest odporny, bo wcale nie choruje, ale nie ma też do czynienia z dużymi skupiskami ludzi, czy dzieci. Odporny jest ten, kto nie choruje mimo tego, że obraca się wśród wielu ludzi w różnym stanie (jak to bywa w skupiskach). Odporność trzeba kiedyś nabyć, w bardzo niewielu przypadkach jest to kwestia wrodzona. Największym problemem współczesnych żłobków, czy przedszkoli jest fakt, że rodzice nic sobie nie robią z oznak choroby dziecka i tak posyłając je do wspomnianych wyżej placówek do oporu, póki karteczki z upomnieniem od opiekunki nie dostaną lub dopóki nie wezwie się ich z powodu wysokiej gorączki syna lub córki. W dzisiejszych czasach przecież nie wolno chorować, a zwolnienia są postrzegane w pracy jako najgorszy grzech śmiertelny. Maluchom też nie pozwala się więc spokojnie wychorować w domu, bo np. nie można znaleźć dla nich opieki na ten czas. Z tego względu przedszkola, czy żłobki są miejscami, w których odporność dzieci (dorosłych zresztą też) zostaje poddana największej próbie. Ciężko jest w takiej sytuacji uchronić nasze dziecko przed chorobami, tym bardziej, że przedszkolne wirusiska mają zadziwiającą siłę rażenia i potrafią powalić na łopatki cały dom plus gości, którzy się w czasie infekcji przewinęli. Ciąg chorowania zazwyczaj uspokaja się po kilku pierwszych miesiącach, w wersji ekstremalnej po latach od wyjścia dziecka z domu. Pod warunkiem, że w tym czasie przywiążemy szczególną wagę do tego jak leczymy naszych podopiecznych, bo odporność to jest coś co można wypracować, ale też zabić w zarodku.

W pierwszej kolejności, jeśli do tej pory tego nie zrobiliśmy musimy postarać się znaleźć dobrego pediatrę. Albo dwóch i jeszcze kilku specjalistów 😉 No dobra, znaleźć tylu idealnych lekarzy graniczy z cudem, dlatego skupmy się na pediatrze i lekarzu specjaliście odpowiednim do danego przypadku (np. nasze dziecko często ma katar, problemy z górnymi drogami oddechowymi to skupiamy się na laryngologu, jeśli z płucami, to na pulmonologu itd. itp.). Gdy trafimy szczęśliwie do przeciwnika antybiotyków i sterydów to jesteśmy w domu. A jak nie, to też nie do końca wszystko będzie stracone.

Następnie musimy uwierzyć w naszą intuicję. Nawet najlepszy na świecie lekarz nie zna tak dobrze naszego dziecka jak my. Znamy jego reakcje przy różnych chorobach, jakie do tej pory przechodziło, wiemy czy ma tendencję do wysokich gorączek, czy wręcz odwrotnie, wiemy jak się zachowuje, gdy się czuje źle, wiemy kiedy choroba zaczyna się kończyć. Zazwyczaj ciąg chorób nie dotyczy jeszcze niemowląt, więc nawet jeśli to nasze pierwsze dziecko to jako takie pojęcie już mamy. Jest przecież z nami od jakiegoś czasu 😉 Dajmy na to: dziecko zaczyna niewyraźnie wyglądać. Następnie pojawia się katar i gorączka, nawet dość wysoka około 39 stopni (a dziecko ma tendencję do wysokich temperatur). Przy spadkach temperatury nasze dziecko wariuje jak pijany zając – to znak, że nie jest obłożnie chore. Nie panikujmy więc. Nie próbujmy wcisnąć mu połowy zawartości apteczki wraz z lekiem przeciwgorączkowym, jak tylko pojawi się 37,5 stopnia na termometrze. Infekcja niestety musi swoje potrwać i żaden lek, nawet antybiotyk nie przyspieszy jej zniknięcia. Gorączka natomiast, jest oznaką odporności i świadczy o tym, że organizm sam próbuje zwalczyć chorobę. Oczywiście dla spokoju ducha zawsze korzystajmy z porady lekarza, a w szczególności jeśli mamy takiego zaufanego.

Nawet jeśli nie mamy zaufanego lekarza również zasięgnijmy jego opinii, bo jednak jako matki zapewne nie posiadamy w domu stetoskopu i nie jesteśmy w stanie sprawdzić, jak maluch ma się osłuchowo i czy np. kaszel, który go męczy jest przez podrażnione gardło lub spływający katar, czy może problem jest poważniejszy. Podstawową zasadą jest nie panikować i uświadomić sobie, że infekcja wirusowa to nie koniec świata. Jeśli będziemy pewne siebie i dociekliwe pediatra nie będzie nas zbywał szybką receptą, a gdy po tygodniu nie nastąpi poprawa – antybiotykiem. Pytajmy na co przepisuje poszczególne leki. Jeśli przepisze antybiotyk, zapytajmy czy jest to absolutna konieczność. Nawet jak potwierdzi, a nie mamy pewności – spróbujmy skonsultować to z innym lekarzem. Nie bójmy się zrezygnować z antybiotyku, gdy mamy wrażenie, że został przepisany na wyrost. Zawsze też możemy zachować receptę i zdecydować się na antybiotyk później, np. po dwóch dniach, jeśli stan małego pacjenta się pogorszy.

Ja zupełnie przypadkiem znalazłam świetnego laryngologa dla mojego dziecka, dla którego antybiotyk, czy steryd to tylko ostateczność (Werka swego czasu dostawała zapalenia ucha przy katarze, dlatego trafiłyśmy do laryngologa). Dzięki temu, jestem jeszcze pewniejsza w kwestii „wychowania pediatry” i póki co nie rezygnuję z naszego osiedlowego, choć antybiotyki lubi wtykać. Nasza pediatra zyskała u mnie sporo punktów, gdy zdiagnozowała po badaniu słuchawkami i to przy strasznym ryku wtedy jeszcze 11-miesięcznej córki zapalenie płuc, które – jak stwierdził potem pulmonolog – było ciężkie do wychwycenia i „dobry pediatra, że je usłyszał”. Gdy trafiam z córką do poradni z katarem i nasza pediatra znów wciska Dicortineff mówię, że jesteśmy pod stałą opieką laryngologa i prosił by na Werki katary nie przepisywać tego leku, bo i tak nie zadziała. Nie raz też, przyznaję, dostawałam od niej całą masę recept, których nie realizowałam, a przychodziłam na wizytę tylko po to by mi dziecko osłuchała. Gdy osłuchowo było wszystko ok, decydowałam się nie szaleć z lekami i wybierać te delikatniejsze, z bardziej naturalnym składem (ostatnio rządzi u nas Sambucol). Wcale się nie mądruję, ani nie wykłócam tylko po prostu robię po swojemu, a co najwyżej przy kontrolnej wizycie przyznaję się, że przepisanego antybiotyku nie podałam 😛 Od pewnego czasu przestała nawet te antybiotyki proponować (yyy przepraszam wcisnęła ostatnio mężowi, gdy był sam z Werką u niej, oczywiście nie podaliśmy go).

Widzę już efekty mojej determinacji. Dziecko powoli wychodzi z ciągu chorób. Udaje jej się coraz więcej dni spędzać w żłobku do czasu kolejnego kataru, a gdy coś złapie przebieg infekcji jest coraz słabszy. Na początku wiele z nich pokonywałyśmy z pomocą Neosine, teraz wystarcza Sambucol. To właśnie laryngolog uświadomił mnie, że odporność mojego dziecka jest całkiem dobra, mimo tych częstych katarów, bo infekcje nie schodzą niżej i udaje je się pokonać tylko za pomocą lekkich wspomagaczy. Nie wyobrażam sobie co by działo się z odpornością Werki gdybym za każdym razem, gdy lekarze proponowali antybiotyki godziła się na nie.

Z doświadczenia wiem, że należy również uważać na lekarzy, na których trafiamy w weekendy i święta, czy po godzinie 18:00 w dyżurujących poradniach. Dzieci oczywiście mają to do siebie, że uwielbiają chorować właśnie w momentach, gdy nie możemy pójść do swojego zaufanego lekarza. Nie wiem czy to ja miałam takiego pecha, ale zawsze trafiałam w takich sytuacjach na osoby ładujące antybiotyk na zapalenie gardła, albo gdy Werkę bolało ucho od kataru (choć lekarz ani jeden, ani drugi przy innej okazji nawet w to ucho nie zajrzał). Jeżeli sytuacja tego wymaga, skorzystajmy ze świątecznej dyżurującej pomocy, ale w najbliższy dzień roboczy i tak lepiej skonsultujmy stan dziecka z naszym lekarzem. Oczywiście bądźmy wyjątkowo czujni i nie dajmy wkręcić się w antybiotyki chętnie proponowane w takich miejscach.

Jeśli wciąż macie wątpliwości, co do buntu na nadużywanie antybiotyków przez lekarzy zarówno u dzieci jak i dorosłych uświadomcie sobie, że:

– Antybiotyk to nie cudowne lekarstwo, które przyspieszy proces zdrowienia. W niektórych przypadkach antybiotyki potrafią nawet wydłużyć czas powracania do zdrowia

– Częste stosowanie antybiotyków niszczy odporność, a także ma straszliwy wpływ na stan uzębienia.

– Antybiotyki niszczą w organizmie zarówno te złe bakterie jak i te dobre. Nie zawsze probiotyk wystarczy by ustrzec się przed grzybicą.

– Częste stosowanie antybiotyków obniża ich skuteczność. Lepiej zostawić takie środki na poważne choroby.

– Sterydy również obniżają odporność

  • ~Iza

    Oj, co do zębów – święta prawda. :((( W latach 1960-tych jako dziecko miałam miesiąc w miesiąc ropną anginę (babcia uwielbiała mnie przegrzewać, a to ona rządziła w domu). No i cóż robił pediatra za każdym razem? Jasne – dawał antybiotyk, szał tego okresu, super-osiągnięcie ówczesnej medycyny. Efekt – struktura kostna zębów (i nie tylko zębów) w tragicznym stanie, próchnica wdająca się z poniedziałku na wtorek, od wieku 2,5 roku aż do teraz non-stop problemy, wygląda na to, że przed sześćdziesiątką przywitam się z pełną protezą… NIE RÓBCIE TEGO swoim dzieciom!!!

  • ~Marta

    Święta prawda z tymi antybiotykami. Ja mam przewrażliwioną mamusię, całe dzieciństwo truła mnie antybiotykami przy podejrzeniu!!!!! chrypki, a pediatra przepisywał dla świętego spokoju, zresztą po jej opisie objawów powinnam za każdym razem lądować an OIOMie. Zbuntowałam się tak w wieku 16 lat, przestały robić na mnie płacze i narzekania że jak nie będę się leczyła to umrę, bla, bla, przez jakiś roku faktycznie prawie non stop byłam chora- zero odporności, ale przetrwałam kaszle, gorączki inne pierdoły (i płacze mamusi). Teraz mam 34 lata, sztuczną szczękę, bo zęby dosłownie mi się rozsypały i od 5 lat nie byłam u lekarza. W domu nie mam nawet tabletek przeciwbólowych. Stosuję miód, czosnek syrop z cebuli i nalewkę malinową. A mamusia dalej płacze i narzeka, bo córeńka chyba ma chrypkę albo katarek, to pierwsze pytanie jak do niej dzwonię. Najlepszą metodą żeby mnie doprowadzić do berserkerskiego szału to zapytać jak się czuję. Wrrr.

    Mądra z pani Matka.

  • ~O.

    w przedszkolu NIE MA OPIEKUNEK – SĄ W TYCH CZASACH NORMALNIE WYKSZTAŁCENI nauczyciele, tacy sami , co w szkołach, tylko maja inne miejsce pracy- po prostu w przedszkolu, a często studiujący i siedzący w jednej ławce z pozostałymi nauczycielami podczas studiów. Mamy XXI wiek, a wiedza nadal….

    • Ciekawe, że sama kierowniczka u nas w żłobku używa określenia „opiekunka” :p Ale nie będę się wykłócać, bo rozumiem, że mam do czynienia z kimś kto chciał być nauczycielem w szkole, a został nauczycielem w przedszkolu 😛 Dla mnie te określenia to tylko czysta semantyka. W żłobku i przedszkolu panie głównie sprawują opiekę nad dziećmi, więc samo przez się nasuwa się określenie opiekunka, a w szkole – głównie uczą :p Bardzo mi przykro, że uraziłam Twoje uczucia :p

    • ~Ewa

      A szkoda, że nie ma opiekunek, bo dziećmi małymi trzeba się opiekować a „panie nauczycielki” nie są przecież od tego!

    • ~lisia

      No właśnie mamy XXI wiek, a PRZEDSZKOLANKI MAJĄ NADAL MANIĘ WIELKOŚCI !!! Na nauczyciela to sobie trzeba zasłużyć !!! to że ktoś skończył wydział gier i zabaw, na pierwszej lepszej uczelni na wyższej szkole …prywatnej nie robi z niego nauczyciela.

  • zawsze warto zażywać naturalne pożywienie, jedyne co można powiedzieć to Dbajcie o Siebie!!! http://nplink.net/SxjMAAwB

  • ~Farmaceuta

    Zależy od antybiotyku. Niektóre są p/wskazane u dzieci i mimo zastosowania niezgodnego z rekomendacja medyczna mogą wpływać na stan zębów i kości. Takim antybiotykiem sa np tetracykliny. Należy pamiętać ,że większość bo prawie 90% infekcji jest pochodzenia wirusowego-nawet 200 wirusów wywołuje zakażenia grupowo-przeziebieniowe. Ale zdarzają się nadkażenia bakteryjne , które były m.in przyczyna śmierci podczas epidemii Hiszpanki. Nie sama grypa zabiła ale powikłania osłabionego układu odpornościowego, który został zainfekowany m.in H,influzenze.Dlatego lekarze przepisują antybiotyki. Niestety przewrażliwione mamy , które naczytają sie informacji w internecie popadają w multiinformacyjny nieład.Są rożni lekarze ale sa tez rożni rodzice, którzy znają sie na medycynie lepiej niż nie jeden pediatra.

    • Adrianan

      Całkowicie zgadzam się z powyższą wypowiedzią „Farmaceuty”.
      Ach jakże łatwo osobom, które nie miały nigdy okazji pracować w zawodzie i nie mogą być świadome bardzo wielu zagadnień, wydawać sądy na temat „nieświadomości” i „nieudolności” pracownika. Medycyna jest niesamowicie specyficzną dziedziną na pograniczu sztuki i nauki. Nie da się tutaj wszystkiego przewidzieć, nie da się wyliczyć dokładnie.
      Pani czerpie wiedzę zapewne z artykułów, może i nawet profesjonalnych, ale niestety dających bardzo ograniczony ogląd na przeróżne aspekty np.antybiotykoterapii. Rozumiem i uważam za bardzo korzystne Pani świadomość i ostrożność w podejściu do zdrowia, natomiast już nie bardzo rozumiem pewnej arogancji i wyniosłości w stosunku do medyków. To, że według jednego lekarza polip był, a już drugi lekarz go nie widział, nie świadczy od razu o tym, że których z nich był (uwielbiane przez światłych i jakże kulturalnych ludzi określenie) konowałem. Sytuacja w organizmie zmienia się dynamicznie, są też rozmaite inne przyczyny odmiennych diagnoz, których nie dałoby się tutaj przytoczyć i wytłumaczyć, bo trzeba tego po prostu doświadczyć w praktyce. Poza tym Pani też na pewno ma dni, kiedy pisze i pracuje Pani z dużo mniejszym polotem.
      Niestety ciężko jest zrozumieć polonistom, fizykom, geodetom czy ekonomistom, że lekarz to nie nadczłowiek, nie jest to też jakiś niewolnik, którego można sobie ustawiać, żeby podstępował tak, jak sobie tego życzymy. Lekarz to zwykły pracownik, który jednak zajmuje się czymś dla każdego najcenniejszym, dlatego też pewnie tak ciężko opanować emocje i spojrzeć na jego pracę chłodnym okiem.

  • ~mijan

    A specjaliści od leczenia boreliozy metodą ILADS potrafią szpikować swoich pacjentów przez kilka miesięcy rocznie końskimi dawkami antybiotyków! Wierzący w skuteczność tej terapii ludzie ciągle powtarzają przyjmowanie końskich dawek, opierając się tylko an badaniu wykrywającym obecność przeciwciał w organizmie.

  • Zgadzam się z autorką. Antybiotyki na wszelkie choroby dziecięce to standard. Jak dziecko ma wypracować odporność jeśli kilka razy w roku dostaje antybiotyki? Dodatkowo często zaleca się zbijanie temperatury już od 37,5 st.C. Nie wiem po co hamuje się naturalne mechanizmy zwalczania chorób zwłaszcza lekami zawierającymi paracetamol, który może działać toksycznie na wątrobę. W większości przypadków przy infekcjach przeziębieniowych wystarczy leżenie w łóżku, syrop ziołowy na kaszel, sól fizjologiczna do inhalacji i odciąganie kataru u dzieci, które nie potrafią same skutecznie oczyścić nosa.
    Również jestem zdania, żeby zostawić antybiotyki na poważne choroby, bo przy nadużywaniu antybiotyków, nie będzie czym leczyć, gdy zajdzie rzeczywiście taka potrzeba.

    • ~Mads

      Stosowanie paracetamolu u dzieci jest bezpieczniejsze niż podawanie, np. ibuprofenu. Stosunek masy wątroby do masy ciała jest wielokrotnie większy niż u dorosłego i w efekcie paracetamol u dziecka cieżko przedawkować i jest względnie obojętny dla wątroby.
      Jednakże zgadzam się, że zbijanie temperatury 37,5 jest bezcelowe i wręcz szkodliwe. Podczas gorączki należy dziecko obserwować i jeżeli temperatura rośnie i okłady nie działają wtedy wkroczyć z lekiem.

  • ~Jola

    Święta prawda z tymi antybiotykami! My mamy baaardzo rozsądną lekarkę – mały ma 5 lat i NIGDY jeszcze mu nie przepisała antybiotyków! Zawsze najpierw zaleca domowe środki, imbir, syropki z malin itp. Fakt, że czasem przesadza w druga stronę – znajomi mają wyjątkowo chorowite dziecko i to się u nich po prostu nie sprawdza. Ja z małym raz wylądowałam w Boze Ciało w dyżurnej przychodni, gdzie młody durny (przepraszam) lekarz stwierdził wirusówkę ale na wszelki wypadek antybiotyk też dał (!!!) i to był ten jedyny raz gdy podałam go młodemu (też się zastanawiam dlaczego byłam taka głupia no ale z lekarzem się kłócic?). Dzięki temu widzę wieeelką różnicę w porównaniu do innych dzieci, mpoj mały jest odporny, choć wcześniak i taki miał być chorowity (tfu tfu oczywiście:-))) Pozdrawiam!

    • W takim razie zazdroszczę takiego lekarza 🙂 Ja muszę sama kombinować z naturalnym leczeniem, ewentualnie laryngolog coś podpowie, ale on nie przy każdej infekcji jest potrzebny. Pozdrawiam 🙂

  • ~Ania

    Z większością tekstu się zgadzam. Sama jestem lekarzem, staram się stosować możliwie jak najmniej leków.Pediatry szukam po prostu dobrego. Żadnego nie chcę wychowywać. Tak jak nie chce „wychowywac” Pani w sklepie czy w urzędzie. Chcę po prostu być traktowana ma serio i z szacunkiem. Zwykle jeśli sama tak traktuję ludzi spotykam się z wzajemnością.

    • Ja wychowywałam pediatrę z pełnym szacunkiem :p Jednak gdy po raz kolejny wcisnela dziecku na wirusowkę antybiotyk, gdy mąż zamiast mnie poszedł na wizytę nadszedł moment, by ją zmienić.