Jak wyrobić odporność u dziecka?

Happy children

Zima w tym roku sprzyja choróbskom. Wysokie temperatury, częsty deszcz i wiatr tworzą idealne warunki dla wirusów i bakterii. Nie tylko najmłodsi co chwilę coś łapią – obecnie infekcje atakują nawet najodporniejsze organizmy.

Bardzo ważne jest, aby mając małe dziecko nie zepsuć mu odporności w takich ciężkich momentach. Kluczową sprawą jest odpowiednie leczenie, gdy infekcje się przeciągają i nawracają. To jest właśnie ten moment, kiedy wiele matek się poddaje i wpada w błędne koło antybiotyków.

Ale zacznijmy od początku. Przedstawmy kluczowe aspekty wyrabiania odporności u dzieci:

1. Od urodzenia nie przegrzewajmy dziecka. To jest coś z czym ma problem większość matek. Ja również w tej kwestii prowadzę wewnętrzną walkę z moją osobowością zmarzlaka, zarówno jeśli chodzi o ubieranie dziecka jak i siebie. Życie jednak pokazało mi, że termoodporność to droga do sukcesu. Wszystkie znane mi osoby, które bardzo lekko się ubierają, wręcz przesadnie, tak jakby wyskoczyły szybko z domu i zapomniały połowy naszykowanych na dany dzień ubrań, są osobami, które praktycznie nie wiedzą co to katar, kaszel, czy bolące gardło. Od 7 lat nie widziałam, by koleżanka z pracy nosiła kiedykolwiek czapkę, czy szalik. Od 7 lat nie widziałam też, by była zaziębiona 😛 To jest oczywiście sytuacja ekstremalna, do której absolutnie nie namawiam osób przyzwyczajonych do ciepła. Gdybym ja się w ten sposób ubierała to chyba leżałabym już w grobie :p

przegrzewanie

Zmarzluchy, które mają dzieci muszą się przełamać. Od samego początku pamiętajmy by szczególnie zwracać uwagę na kwestię odpowiedniego ubioru. Tu nawet przesada w stronę zbyt lekkiego ubrania jest bardziej korzystna, niż przegrzewanie. Mamy starszych dzieci na pewno nie raz zaobserwowały, że przy epidemiach w przedszkolach na placu boju zdrowe pozostają maluchy najlżej ubierane.

Termoodporność można też postarać się wyrobić z czasem, jeśli od dziecka nie byliśmy do zimna przyzwyczajani. Grunt to robić to stopniowo. Mnie niejako zmusiła sytuacja w pracy, gdzie na parterze z nieszczelnymi oknami ustawionymi na stronę, na którą nigdy nie padają promienie słońca, nauczyłam się bytować w niskiej temperaturze i jakoś do czasu zajścia w ciążę nie potrzebowałam ani jednego zwolnienia z powodu przeziębienia. Łapałam co najwyżej lekkie infekcje (zazwyczaj od kogoś), które dało się wyleczyć w 3 dni z wolnym piątkiem, czy poniedziałkiem.

Z Bajaderką nie udało mi się postępować tak jak to sobie obiecałam. Cały misterny plan poszedł w diabły po powrocie do pracy, gdy dziecko musiało zostawać pod opieką innych (głównie z opiekunką starej daty). Mimo zwracania uwagi, szykowania ubrań, instruowania co do ubioru przed każdym spacerem i tak spotykałam się z kwiatkami typu: podkręcony na maksa kaloryfer w domu, a dziecko w rajstopach i legginsach „bo zimne łapki miało”. Kwestia opatulania dzieci jest przypadłością starszych ludzi, po prostu niereformowalną.

Teraz powoli, sukcesywnie odkręcam to, co popsuła mi opiekunka ku ogólnemu niezadowoleniu babci 😉

Jakiś czas temu przeczytałam bardzo fajny artykuł o przegrzewaniu dzieci. Nic dodać, nic ująć. Zwróćcie proszę uwagę na mity odnośnie ubierania dzieci:

Dziecko w tropikach. O przegrzewaniu…

2. Kolejnym ważnym podpunktem w walce o odporność jest mądre leczenie. Nie nadużywajmy antybiotyków oraz szczepień, o czym wspominałam w notkach:

Wychowaj sobie pediatrę

Szczepić czy nie szczepić oto jest pytanie

Doceńmy naturalne metody leczenia i antybakteryjne działanie produktów Matki Ziemi takich jak czosnek, cebula, imbir, miód, czarny bez, lipa, młode pędy sosny, żyworódka, aloes, goździki, siemię lniane, tran, najróżniejsze zioła itd., itd. Wybór mamy przeogromny.

Jeśli dziecko często choruje, a jedynym pomysłem lekarza na te choroby są antybiotyki i sterydy warto poszukać dobrego homeopaty. Szczególnie jeśli dziecko ma tendencję do nawracających infekcji, które lubią schodzić niżej i powodować kilka razy do roku zapalenia krtani, oskrzeli czy płuc.

Pamiętajmy też, by nie bać się gorączki i nie zwalczać jej od razu jak tylko termometr pokaże ponad 37 stopni. Gorączka świadczy o tym, że organizm walczy. Zależnie od skłonności organizmu dziecka pozwólmy gorączce trochę podziałać. Bajaderka od małego miewa wysokie temperatury, nawet przy byle zapaleniu gardła. Gdy była niemowlakiem środek przeciwgorączkowy dawałam, gdy temperatura przekroczyła 38,5 stopnia, teraz gdy dochodzi do 39 i to nie natychmiastowo. Obserwuję ogólne samopoczucie dziecka.

3. Zdrowe odżywianie to chyba kwestia jasna jak słońce, nad którą specjalnie nie trzeba się rozwodzić. Od małego uczymy dziecko miłości do warzyw i owoców (to przez nie ma poznać słodki smak), ograniczamy cukier, który jest doskonałą pożywką dla bakterii i grzybów. W niebezpiecznych okresach, gdy grasuje najwięcej wirusów, pamiętajmy by zadbać o odpowiednią florę bakteryjną jelit (nie tylko przy antybiotykoterapii, gdy ta flora jest bardzo naruszona). Naturalne jogurty, czy nawet dodatkowo przyjmowane probiotyki są bardzo ważnymi wspomagaczami przy rozwijaniu odporności organizmu. Więcej o odżywianiu najmłodszych pisałam tutaj:

Jak nauczyć dziecko dobrych nawyków żywieniowych?

bananjablko

4. Jeśli dziecko nie chodzi do żłobka, czy przedszkola nie unikajmy skupisk ludzi. Wiadomo, że sporadyczne wypady z mamą do figloraju, czy galerii handlowej, czy też wiosenno-letnie przesiadywanie na placu zabaw i w piaskownicy nie są tym samym co żłobek, czy przedszkole, ale też celowo nie rezygnujmy z zabierania dzieci w takie miejsca. Pamiętajmy również o spacerach, które są bardzo ważne przez cały rok, niezależnie od pogody. Przeciwwskazaniem do wychodzenia na spacer z malutkim dzieckiem jest jedynie silny wiatr i silny deszcz. Starajmy się nie dopuszczać do sytuacji, w której dziecko niemające stałej styczności ze skupiskami ludzi, nie wychodzi w ogóle na dwór przez tydzień czy dwa. Spacery są super ważne i można na nie chodzić nawet przy drobnych infekcjach (jeżeli nie ma gorączki). Bardzo wskazane przy katarze. Mroźne powietrze natomiast pozwala załagodzić objawy zapalenia krtani. Trzeba tylko pamiętać o odpowiednim ubiorze i nie oddalać się za daleko od domu na wypadek zmarznięcia.

5. Na końcu możemy też sięgnąć po suplementy na odporność. Najlepiej te najbardziej naturalne. Ja głosuję za tranem i probiotykiem Dicoflor na jelita. Swego czasu dawałam też Bajaderce na wiosnę i jesień bardzo modne ostatnio produkty na bazie laktoferyny: najpierw BLF100, a potem odkryłam ciut tańszy specyfik, będący tym samym o nazwie po prostu Laktoferyna. Moje dziecko dopóki nie miało codziennej styczności ze skupiskami dzieci chorowało bardzo sporadycznie. W tym czasie uważałam więc, że laktoferyna działa. Nie ustrzegła jednak małej przed ciągiem jesiennych chorób po pójściu do żłobka i pierwszym zetknięciu ze skupiskiem dzieci, które bywały w stanie różnym. Dlatego w pierwszej kolejności poleciłabym tran, który na razie (tfu, tfu ;)) się sprawdza.

To chyba by było na tyle. Wasze sprawdzone metody na wyrobienie odporności u dziecka mile widziane. A może macie jakiś dobry sposób na to, by jeszcze rodzic tak umiał o siebie zadbać? 😉

  • ~Magda

    Dobry wpis. Ostatnio mam szajbę na punkcie leczenia naturalnego, tzn. zawsze miałam, ale odkąd poznałam pewnego człowieka, klapki z oczu spadły mi totalnie. Na fejsie Ci podeślę kilka linków do poczytania. Jestem w szoku, jak bardzo ludzie dają sobą manipulować i niszczyć sobie zdrowie tym, co podstawia nam pod nos medycyna konwencjonalna. Nie będę się tu zanadto rozpisywać, mam w głowie pewien pomysł, jeśli wypali – też Cię poinformuję. Dobry wpis! 🙂

  • A najepiej by było gdyby nasza dzieciarnia w ogóle nie chorowała 🙂