O modzie i zakupoholizmie słów kilka

Zawsze uwielbiałam ciuchy. Całe życie szczyciłam się tym, że jestem wolna od uzależnień, nie zdając sobie sprawy z jednego ogromnego: zakupoholizmu. Czy to przez internet, czy w galeriach handlowych uwielbiałam kupować, kupować, kupować ciuchy, torebki, buty i dodatki. Czasem pod wpływem impulsu, bez przemyślenia czy mi to w ogóle potrzebne. Tym samym moja sprzedaż w internecie kwitła, gdy pozbywałam się nowych rzeczy z metką po niższej cenie, bo okazywało się, że jednak pod jakimś względem mi nie pasują. Uwielbiałam chemiczny zapach nowych ubrań, a jak ktoś mi wmówił, że kupiłam coś z 70% obniżką wpadałam w euforię. Szafa pękała w szwach i miałam wrażenie, że ulubione rzeczy oraz takie wysokiej jakości się w niej niszczą, bo po wyjęciu wyglądały jakbym je wyrwała psu z gardła. Nie wspominając o godzinach zmarnowanych na szukaniu czegoś konkretnego, co przepadło w tych czeluściach, po czym stwierdzałam, że chyba jest już w Narnii 😉

Zakupoholiczki nie powinny oglądać blogów modowych, bo to właśnie na nich żeruje cały ten biznes, który się w ostatnich latach rozkręcił. Zawsze wydawało mi się, że nie jestem materialistką, a na pewno nie zostałam na taką wychowana. Prawie każdy mój facet był przecież biedny jak mysz kościelna 😉 Teoretycznie nie zależało mi na pieniądzach i nie czułam żądzy posiadania drogich gadżetów. Fajne ciuchy i „strojenie się” lubiłam zawsze, co przeciągnęło mnie szybko na ciemną stronę mocy. Był czas, że mogłam wydawać niemal całą swoją pensję na ciuchy i nie widziałam w tym żadnego marnotrawstwa.

Jak to się mówi życie zweryfikowało moje podejście. Najpierw było to zamieszkanie na swoim, a potem oczywiście dziecko. Chyba też z wiekiem przychodzi taka chwila, kiedy zaczynamy podchodzić do wielu kwestii bardziej praktycznie (choć z tego co mi wiadomo – nie każdy tak ma ;)). U mnie przeszło samoistnie, było jakby naturalną konsekwencją dojrzewania. Choć nadal nie umiem oszczędzać pieniędzy, nie widzę już sensu w lokowaniu większości z nich… w szafie. Mój wcześniej ulubiony cytat z Seksu w wielkim mieście nie jest już aktualny:

largeCzy w związku z powyższym wyglądam teraz gorzej? Stwierdziłabym, że wręcz przeciwnie. Rezygnacja z podążania za aktualną modą pomaga wyrobić własny styl i docenić klasykę. Odkryć kroje, wzory i kolory, które pasują do naszego typu urody i sylwetki. Choć nigdy nie podążałam „ślepo” za modą, nie raz skusiłam się na coś, co zupełnie mi nie pasowało, chociażby pod preferowany przeze mnie rudy kolor włosów.

Fankom mody i zakupoholiczkom polecam lekturę książki Francuski szyk, która uczy jak zawsze wyglądać dobrze (tak jak Francuski ;)), a jednocześnie proponuje bardzo zdroworozsądkowe rozwiązania. Poza interesującymi poradami książka zawiera dużo ciekawych wywiadów ze znanymi projektantami i jest opatrzona masą pięknych zdjęć. Idealna na prezent dla każdej dbającej o wygląd kobiety.

Thomas Veysset_Paryski szyk_mA już niedługo przedstawię wam swoje propozycje na to, czego nie powinno zabraknąć w damskiej szafie, a co jest całkowicie zbędne.