Teoria spiskowa wokół konkursu Blog Roku 2014

Ostatnio w środowisku blogerów bardzo krytycznie komentowane są kwestie związane z konkursem Blog Roku 2014. Pojawia się wiele podejrzeń dotyczących łamania regulaminu przez osoby prowadzące w głosowaniu smsowym. Inni doszukują się w całym konkursie ogólnej ściemy, bo dokładne wyniki nie są podawane. Czytałam zażalenia blogerów utrzymujących, że nie wszystkie ich głosy zostały naliczone (swoją drogą nie wiem jak mogli to sprawdzić). Podobno wielu uczestników zrezygnowało z konkursu przez nagonkę, która panuje od kilku dni, prosząc by ich zgłoszone wcześniej blogi zostały usunięte ze strony www.blogroku.pl. Cała masa blogerów przeprasza swoich czytelników za to, że prosili o wysyłanie smsów z głosami na nich, gdyż akcja ta, jest wielką ściemą (jak stwierdzają bez cienia wątpliwości). Na Allegro faktycznie pojawiło się sporo aukcji oferujących sprzedaż smsów z głosami na konkurs. Rzeczywiście nie wszystkie blogi z dużą ilością głosów zachwycają (mnie, bo to subiektywne odczucie), czy to merytorycznie, czy stylistycznie, czy wizualnie (wizualnie to i mój blog mnie nie zachwyca :P). To fakt, że niektórzy zdesperowani blogerzy przekupywali swoich czytelników, by tylko wysyłali głosy na nich. Nie śledziłam też każdego jednego tekstu, czy bloga, który po głosowaniu trafił na pierwsze strony konkursu. Jednak te, na które weszłam istnieją już od dłuższego czasu, mają swoje stałe grono czytelników, tak więc, siłą rzeczy, mają przewagę nad młodymi blogami. Bez względu na to, jak te nowe blogi byłyby dobre. Zgadzam się, że weryfikacja sms nie jest sprawiedliwa i dużo ciekawsze perełki można by wyłonić, gdyby jurorzy brali pod uwagę wszystkie zgłoszone blogi. Jednocześnie  konkurs nie zakłada żadnych ograniczeń, więc sprawdzenie absolutnie wszystkich zgłoszonych blogów i tekstów byłoby nadzwyczaj uciążliwą robotą.

Z całym szacunkiem do wszystkich rozgoryczonych blogerów uważam, że ta afera powstała o nic. O tym, czy blog jest dobry, czy nie, decyduje przede wszystkim liczba stałych czytelników. W końcu tylko o to w blogosferze chodzi. Nawet jeśli dany popularny bloger nie jest osobą elokwentną, inni wytykają mu błędy, czy to językowe w tekstach, które pisze, czy to w wysławianiu się na jakiś publicznych wystąpieniach w telewizji – trzeba mu przyznać, że odwalił kawał dobrej roboty z dziedziny marketingu i public relations. Jest osobą przebojową, odważną, charyzmatyczną i potrafi zgromadzić wokół siebie grono wielbicieli. Nie będę tu podawać stwierdzeń typu, że wszystko co lubią masy to tandeta i kicz, który należy tępić, bo w takim przypadku istnienie blogów byłoby bez sensu. Chyba, że ktoś prowadzi bloga faktycznie tylko dla siebie (choć od tego są pamiętniki chowane do szuflady), albo dla bardzo indywidualnej, niszowej grupy odbiorców. Tylko, że taki ktoś nie czuje potrzeby startowania w konkursie na Bloga Roku 2014. Nie oszukujmy się – większość blogerów pisze pod publikę. Zależy im na jak największej liczbie czytelników, najlepiej komentatorów. Niezależnie od tego, czy chcielibyśmy na blogu zarabiać, czy po prostu lubimy pisać – robimy to dla innych, dla naszych czytelników, których chcemy mieć jak najwięcej. A żeby ich pozyskać potrzeba trochę czasu. Znam blogi, które bardzo szybko się wybiły, inne potrzebowały na to więcej czasu. Dużo zależy od tego, jak często piszemy i gdzie założyliśmy swojego bloga. Serwis blog.pl bardzo promuje swoich blogerów publikacjami na Onecie, na stronie www.blog.pl, czy na Facebooku, dlatego też łatwiej jest zyskać dużą liczbę wyświetleń. Najważniejsze jednak jest, by czytelnicy do nas wracali, a na to możemy zapracować już tylko sami – ciekawymi tekstami, zdjęciami, czy jakąś inną koncepcją przyciągającą ludzi. Nie ma się więc co burzyć o to, że konkurs Blog Roku został zorganizowany na niesprawiedliwych zasadach, przez to głosowanie sms. To dzięki czytelnikom istniejemy i jeśli ktoś zgromadził ich na tyle dużo, by pomogli mu wygrać w konkursie, to zasługuje na gratulacje. Naprawdę nie sądzę by ktokolwiek z małą ilością czytelników, wskórał coś z pomocą kupionych na Allegro smsów, czy przekupując jakąś grupę ludzi. A jeśli nawet, co z tego, że przeszedł do kolejnego etapu? Śpijcie spokojnie, bo mało prawdopodobne jest, że taka osoba konkurs wygra. Skoro nie potrafiła zainteresować swoim blogiem czytelników, to sądzicie, że zainteresuje jurorów? Może jestem naiwna, ale nie widzę w tym konkursie żadnej ściemy. Choć oczywiście nie popieram działania oszustów.

banerblogroku

  • W sumie to wiadomo, gdzie jest nagroda, tam zawsze ludzie będą się dwoić i troić, żeby zdobyć ją w nieuczciwy sposób. Ja jestem już bardzo zniechęcona do tego konkursu, jak i połowy blogosfery. Za dużo powstało blogów, które mają tylko i wyłącznie zagwarantować ‚darmowe ciuszki’, a epidemia OBS/OBS jest dobijająca. Ale trudno, trzeba dalej robić swoje i blogować według swoich zasad, licząc, że ktoś to doceni. : )

  • Cieszy mnie ten głos rozsądku (tak go oceniam, bo sama tak myślę) 😉 Blog Roku to nie konkurs na największą liczbę fanów na fanpejdżu i na statystyki w Google Analytics. To konkurs, który wyłania osobowości.
    Mam też wrażenie, że tylko blogerzy strzykają jadem na BR – czytelnikom jest to lotto, dużo bardziej są wyrozumiali.

    Straszliwie mnie też drażni rozpatrywanie próśb o głosy i przypominanie o trwającym konkursie w kategoriach płaszczenia się i żebrania. Już widzę, jak się do kandydatów w wyborach dajmy na to samorządowych tacy blogerzy zwracają: Spieprzaj dziadu, żebraku, nie płaszcz mi się tutaj. Ile tych plakatów porozwieszasz na mieście. Wsadź sobie swoją kiełbasę (wyborczą ofkors).
    Pozdrawiam 😉

  • Właściwie dochód z smsów zasila konto Fundacji, więc gdzie ta ściema? Dzieciaki przynajmniej się ucieszą 🙂

    • Dokładnie. Choć czytałam opinie, że niektórzy w to nie wierzą :p

    • ~Armando

      Masz rację, dochód.
      Czyli kwota od której odjęto wszystkie możliwe (i niemożliwe) koszty, które powstały po drodze.

      Oznacza to, że do fundacji trafi jakieś 25% tego, co zapłacono za smsy. Jak dobrze pójdzie.

  • Jestem tym szczęśliwcem, którego tekst wszedł do finału. Bardzo się z tego cieszę, choć mam wątpliwości dwojakiego rodzaju: albo faktycznie przy zliczaniu smsów powstał jakis problem, albo połowa znajomych skłamała mi deklarując wysłanie smsa.

    • No to u mnie możliwe, że większość znajomych skłamała 😛 Choć z tego co czytałam u blogerów, którzy startowali w konkursie po raz któryś – to podobno standard, że ludzie mówią, że zagłosują i nie głosują.

      • Na podstawie prostej kalkulacji również doszłam do takich wniosków – ludzie kłamią, że wysłali sms’a; przykre jest to, że są to osoby nam bliskie, mniej lub bardziej, czyżby zawiść, że może nam się coś udać? Nie rozumiem… Przecież prowadzenie bloga to ciężka praca – zawartość nie pojawia się tam jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Po co zatem te deklaracje?
        Pozdrawiam 🙂

        • Jest to bardziej przykre niż jakby powiedzieli, że nie zagłosują, bo nie.

        • ~Armando

          Może więc powinnaś pobierać opłaty za czytanie.

          Wtedy sobie uświadomisz, że być może praca blogera jest, jak piszesz, ciężka, ale niekoniecznie komukolwiek potrzebna.

  • Żałuję, że brałam w tym udział. Myślałam, ze jest tylko komisja, i ona ocenia, a nie coś a la Eurowizja.