Depresja czy egoizm?

Notka ta miała być wstępem do wywiadu, który od kilku tygodni dla Was szykuję. Niestety moja skłonność do gadulstwa objawiającego się tylko przy najbliższych, albo przy pisaniu przyczyniła się do powstania osobnego tematu o współczesnych egoistach. Dziś będzie trochę z wyrzutami, z lekkim bulwersem i podtekstem: weźcie się ludzie (a konkretnie matki) ogarnijcie 😉

Macierzyństwo bez lukru, bez tematów tabu łatwo jest odnaleźć w blogosferze parentingowej. Współcześnie mamy nie wstydzą się dzielić wszystkimi emocjami związanymi z posiadaniem dziecka: zarówno tymi pozytywnymi jak i negatywnymi. Na wielu blogach możemy w notkach jak i komentarzach poczytać o rozterkach kobiet będących od niedawna matkami. Problemy te są bardzo chętnie komentowane przez inne mamy, które pod wpływem intymnego wpisu blogera postanawiają otworzyć się i napisać więcej o swoich uczuciach. Przeglądając różne blogi, szczególnie w ostatnim czasie z powodu konkursu na Blog Roku 2014, doszłam do bardzo przykrego wniosku: jest wśród nas ogrom smutnych, niespełnionych matek. Przyczyny tego są zapewne różne. Jednak gdy czytam, że jakaś kobieta jest zupełnie rozczarowana swoim dzieckiem, bo nie tak sobie je wyobrażała i gdyby mogła cofnąć czas nie zdecydowałaby się rozmnożyć po raz drugi… opadają mi ręce. Staram się sobie tłumaczyć te sytuacje. Może ktoś ma depresję, może ktoś jest pozostawiony sam sobie i ewidentnie potrzebuje pomocy, może ktoś wcale nie chciał matką zostać i nią został, może ktoś miał wyjątkowo kiepski dzień, a anonimowość internetu zachęciła go do wylania gorzkich żali, może ktoś jest po prostu zrzędą i na wszystko musi w życiu narzekać… Oczywiście każdy ma prawo pisać i mówić co czuje, a wyznania tego typu są wyjątkowo poczytne, tylko czasem zastanawiam się, czy ta otwartość niektórych matek nie jest teraz zbyt duża i lepiej gdyby ich żale nie ujrzały światła dziennego. Pewne wnioski można zachować dla siebie. A w internecie nigdy nie jesteśmy tak do końca anonimowi. Ciekawe czy autorki tych wszystkich gorzkich wyznań zastanawiały się kiedyś jak postrzegałyby rzeczywistość, gdyby ich dziecko było niepełnosprawne albo śmiertelnie chore… Tak, według niektórych to taki trik wykorzystywany by jeszcze bardziej kogoś przygnębić. Chwyt absolutnie zakazany przy ludziach w depresji: nie narzekaj, bo inni to dopiero mają gorzej. Zakładam, że nie każdy zdołowany ma problemy psychiczne i właśnie powinien sobie częściej uświadamiać to, czym są prawdziwe ludzkie dramaty, skoro dołuje go zwykła życiowa proza.

Macierzyństwo to bez wątpienia ciężki orzech do zgryzienia, najpoważniejszy test życia, w którym przechodzimy wzloty i upadki, nie możemy się poddać, czy wycofać. Tylko w roli matki doznajemy skrajnego zmęczenia i mimo tego zmęczenia potrafimy przenosić góry, jeśli jest to akurat potrzebne. Prawdziwa matka może dla swojego dziecka ruszyć niebo i ziemię. Próbowałam to sobie wytłumaczyć i niestety nie rozumiem, jak można być rozczarowanym swoim dzieckiem, czy smutnym z powodu bycia matką? I to permanentnie smutnym, bo do tego właśnie przyznają się kobiety. Czy już naprawdę ziemię oblegają sami egoiści myślący tylko o zaspokajaniu własnych potrzeb? A gdy już nie mogą zajmować się tylko i wyłącznie swoimi przyjemnościami popadają w depresję? Wszystko wskazuje na to, że egoizm to ogromny problem współczesnego człowieka. Dlatego tyle osób ma kłopoty ze stworzeniem związku, z macierzyństwem, z normalnym życiem. Życiem dla drugiego człowieka… To też powód, dla którego typowe matki wyzywa się od Matek Polek, bo bezinteresowne robienie czegoś dla drugiego człowieka, czy chwilowa rezygnacja z własnych przyjemności są postrzegane jako straszliwe wyrzeczenia.

Przeciętny człowiek ze swoimi problemami dnia codziennego, wiecznie z czegoś niezadowolony, ciągle zdołowany i myślący jak to mu źle w życiu nawet nie pomyśli o tym, jakim jest ogromnym szczęściarzem. Ma coś czego brakuje wielu ludziom na świecie, wielu dzieciom. MA ZDROWIE. Paradoksalnie ludzie, którym tego zdrowia zabrakło i to na poważnie zabrakło, wydają się zazwyczaj dużo bardziej szczęśliwi i pełni nadziei niż typowy, wiecznie narzekający Kowalski.

Niedługo dowiecie się co czują mamy dzieci poważnie chorych. Jak wygląda ich życie, o czym najbardziej marzą. Poznając takich ludzi i ich historie naprawdę człowiek zastanawia się trzy razy zanim zacznie narzekać…

darmowe_zdjęcia_tones7

 

  • Tak jak napisałaś: jedni narzekają bo mają gorszy dzień, inni bo mają gorszy (czyt. zrzędliwy charakter). A są jeszcze tacy – tu do kwestii matek niezadowolonych z macierzyństwa, dzieci – odsyłam do mojego tekstu „Nie kocham swojego dziecka”.. o ile pamiętam był tam komentarz kobiety która właśnie ma takie odczucia. Bo nie ma rzeczy tylko czarno-białych, choć narzekanie to domena naszego narodu..

    • ~Internautka

      Przepiękny wpis z rozrzewnieniem wspominam swoje macierzyństwo.Owszem przechodziłam depresje poporodową , w tym czasie nikt nie powiedział , nie mówił ,że poród może być bardzo trudnym przeżyciem dla kobiety a i same początki macierzyństwa to nie uśmiech dziecka ale płacz spowodowany kolką. Na przykład, ale to mija szybciej niż nam się wydaje a dziecko i samo późniejsze macierzyństwo jest czymś przepięknym . Człowiek uczy się czegoś nowego , obserwuje dziecko z każdym jego dniem , kiedy zaczyna być ” pieskim ” u nogi i wtedy czujesz jak bardzo potrzebny jest człowiek, w tej małej postaci dla drugiego ile nawzajem uczą się od siebie . Najpiękniejszy czas spędzony tylko we dwoje za żadne pieniądze tego czasu bym nie odstąpiła, bo on szybko przemija i nie da się go już powtórzyć. Dodam ,że nie jestem typem ” matki Polki” ale macierzyństwo to troska o drugiego tak sobie je wyobrażam

  • ~Monika

    Jestem przeciętną ,zwyczajną matką która już z dystansu patrzy na czas nowotworowy swojego rocznego synka,która już na zawsze zapamięta 1 kwietnia będącego dniem ostatniej chemii wstrzykniętej mojemu szkrabowi…….
    hm na pewno ,,inaczej,, patrzy się po takich doświadczeniach na świat i ludzi dookoła….
    4 lata temu polecono mi książkę ,,Oskar i Pani Róża,,z niej pochodzi cytat który lubię :,, Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy,,

    • Nie wiem co napisać… Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończyło. Cytat bardzo trafny.

      • ~Monika

        (…) życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć.
        *Oscar et la dame rose*
        🙂
        Pozdrawiam ciepło 🙂

        • Przejrzałam właśnie recenzję tej książki. Mam ją już na liście książek do przeczytania 🙂

  • mój znajomy kiedyś powiedział mi, że to straszne ale kiedy idziesz na oddział onkologiczny dziecięcego szpitala..wychodzisz i wtedy twój problem już nie jest problemem….

  • ~ciotka klotka

    Znam lek na problem, opisany przez Ciebie: wolontariat w hospicjum dziecięcym. Po takim doświadczeniu człowiek pragnie tylko dziękować Bogu (losowi-jeśli niewierzący), że to nie jego dziecko tam leży.

  • ~Anna

    Takie grono nieszczęśliwych matek jest też wytworem obecnego społeczeństwa. Ja mam dwójkę cudowynych maluchów i wiem ile to kosztuje ( czyt. zaangażowania, energii itp). Z drugim synkiem „wpadlismy”, bo po Kubusiu stwierdziłam, że to zbyt wyczerpujące, żeby świadomie się na to zdecydować. Wiedząc to co wiem dzisiaj, a nie mając dzieci pewnie mało chętnie bym się zdecydowała na dziecko. Ale mając już dwójkę spokojnie rozmawiam z mą „władczą połówką” o kolejnym maluszku. Dwa nas nie zabiło, to trzy też 😛 A wracając do pierwszego zdania: społeczeństwo stawia bardzo wysokie wymagania matkom, przede wszystkim mają być wzorem, maja pięknie wyglądać i mają cieszyć się ciążą, a tak się nie da, ciąża wykańcza organizm tak czy inaczej, bez wg na to jak bardzo się o siebie dba. Trzeba urodzić dziecko i być dla niego wzorem miłości od pierwszego momentu. Powinno się mieć przygotowany pokoik dla maluszka, przeczytać tysiąc poradników. Trzeba się do dziecka zawsze usmiechać, nigdy nie poddawać się, nigdy nie krzyknąć, zawsze tłumaczyć. Przy tym trzeba wyglądac dobrze, trzeba mieć idealny porządek w domu, obiad ugotowany itp. A potem jest jeszcze gorzej. Trzeba wrócić do pracy ( bo mało kogo stać na wychowywanie dziecka w domu), trzeba zbnaleść opiekunkę (najlepiej po castingu). Trzeba dziecko kształtować, pracować nad nim, trzeba je rozwijać, trzeba zapisać na tysiąc zajęć dodatkowych, a jeszcze przy tym wsyzstkim znaleść czas na zabawę z dzieckiem ( bo czas dla dziecka jest najważniejszy), na bajkę przed snem…, a kiedy dziecko zaśnie mamy czas, żeby posprzątać, ugotować itp. A gdzie czas dla nas? Jako świerza mama właśnie tak podeszłam do wychowania, że jak już mam syna to bedę wzorową mamą. I jestem bardzo dobrą mamą, tylko, że byłam tym wszystkim sfrustrowana. Nie było nic przyjemnego w byciu mamą, bo ja wszystko „musiałam” a nie „mogłam”. Na szczęście mając drugie dziecko doszłam do wniosku, że nie dam rady być tak „idealna”, więc zostawiłam wszystko losowi. Okazało się, że można mieć bałagan w domu, a na obiad można czasem zjeść jakieś sfiństwo, że czasem można spać jak dzieci oglądaja bajkę, że nie trzeba zmieniać ubranek po każdym karmieniu, że jak dzieci pójdą spać o 22 to tez im się krzywda nie dzieje, a kompanie nie musi być codziennie. Tym matkom, które narzekają zabrano możliwość spontanicznej radości bycia matką, one zagłuszają instynkt macierzyński, nie czują, bo one „muszą” a nie „chcą”. I temu wini są wszyscy Ci psychologowie i „specjaliści”, którzy z książek uczą się o dzieciach i którzy twierdzą, że mają prawo mówić co muszą matki i co mają robić. I zupełnie się zgadzam, że mayki niepełnosprawnych dzieci podchodzą inaczej do swoich maluszków. One są tak skoncentrowane na dziecku, że cała otoczka życia staje się nieistotna. I moim zdaniem nie wolno stawiać przed matkami argumentu ” bo inni mają gorzej”. Powedz mi czy zastanawiasz się co wieczór jak cudownie jest, że masz zdrową nogę, jeżeli ta noga Cię nie boli?

    • Przeraziło mnie to, że czytałam opinie matek dzieci kilkuletnich, tych które najcięższe czasy mają za sobą, a swój stan oceniają jako stały, a nie jakieś chwilowe zwątpienie. Normalne są chwile zwątpienia, wzloty i upadki, o których pisałam. Tylko zazwyczaj po tym upadku nasze dziecko zrobi coś takiego, że nasze serce znów śpiewa i zapominamy te gorsze chwile. A z tą nogą – niestety każdy z nas docenia, że nie boli dopiero po tym, gdy coś złego w naszym otoczeniu się już wydarzy.

    • ~tofog

      Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Matka to też tylko człowiek.

    • ~Hania

      Dziękuję Ci Aniu za ten wpis. Myślę, że wielu matkom jest on potrzebny. Za dużo się od matek oczekuje a i one zbyt dużo oczekują od siebie i życia. Pozwólmy wodzie płynąć a matkom przeżyć różne etapy ich miłości do dzieci. Pozwólmy im także na chwile zwątpienia. Nie każde „nie kocham” jest zaprzeczeniem miłości.

  • ~e-mamuska

    Poruszasz bardzo ważne problemy. Myślę, że warto o nich dyskutować w przestrzeni internetu.
    e-mamuska.pl

  • ~mujer

    A ja myślę, że to nie jest tak do końca. Nieszczęśliwe matki, które żałują, że mają dziecko albo są swoim dzieckiem rozczarowane, to nie jest domena dzisiejszych czasów. Tak było od zarania świata. Tyle tylko, że kiedyś nie było internetu i blogów, na których (mniej lub bardziej) anonimowo można było napisać o tym, co się naprawdę czuje i myśli, a w dodatku inni mogli to przeczytać. Bo przecież jak powiedzieć koleżance, matce albo mężowi „wiesz, chyba nie kocham swojego dziecka, żałuję, że je urodziłam”? Raz, że „nie wypada”, a dwa, można narazić się na krytykę albo kpinę i to osób, które się zna. W internecie nikomu nie musisz patrzeć w oczy, większości ludzi, którzy przeczytają Twoje słowa, nigdy nie ujrzysz, nie spotkasz, a nawet jeśli, to nie będziesz wiedzieć, że ten ktoś gdzieś, kiedyś przeczytał Twoje słowa. Stąd właśnie ten wysyp szczerych wyznań o macierzyństwie. Przedtem można było pisać w zeszycie-pamiętniku, którzy się skrzętnie przed wszystkimi ukrywało. Jest też druga strona medalu. Takie szczere wyznania mogą pomóc innym matkom, które mają podobny problem. Dzięki temu nie będą się czuły gorsze, dziwne, złe, wyrodne. I być może skłoni je to do poszukiwania fachowej pomocy. Ja jednak jestem zwolennikiem dzielenia się swoimi emocjami, uczuciami, doświadczeniami, bez względu na to, jak absurdalne, dziwne i głupie się wydają innym. W końcu jesteśmy tylko ludźmi, ułomnymi z natury:) Ale jeśli nasze doświadczenia mogą pomóc innym, to czemu się nimi nie dzielić…

  • Jestem matką i tez czytam dużo różnych blogów innych matek.To fakt,większość ma depresję i są nieszczęśliwe.Ale myślę, że to wynika z tego,iż nikt nie docenia ich wysiłków.Nie samo macierzyństwo doprowadza do depresji,ale brak wsparcia najbliższych osób.Sama jestem w podobnej sytuacji.Teściowa,mama,babcia zawsze wiedzą wszystko lepiej,ciągle tylko teksty typu : a ja to bym zrobiła tak,to robisz źle,ja wiem,bo wychowałam 3 dzieci….Zamiast powiedzieć: bardzo dobrze sobie radzisz,jesteś dobra matką ty sama wiesz najlepiej co dla twojego dziecka jest najlepsze…Mąż wraca do domu wieczorem po pracy,siada na fotelu,zje obiad i się kładzie bo jest zmęczony po całym dniu pracy.A my matki to nie jesteśmy wcale zmęczone po całym dniu…Zamiast przytulić,powiedzieć miłe słowo,docenić naszą pracę,to nie bo po co…Ja kiedyś usłyszałam po tym,jak wykrzyczałam mojemu mężowi,że oprócz tego,że jestem matką,to muszę jeszcze odkurzyć,zmyć gary,pranie zrobić,powycierać kurze,zrobić śniadanie,obiad kolacje,pójść po zakupy,sprzątnąć zabawki,pościelić łóżka,nie mówiąc już o umyciu siebie itd : i co ? Może jeszcze fanfarów oczekujesz za to wszystko ??? Smutne co ? Nie kurna,nie fanfarów,tylko dobrego słowa raz na jakiś czas,chociażby : dobry dziś obiad zrobiłaś,ciesze się,że dajesz radę to wszystko ogarnąć,mam szczęście,że mam taką fajną żonę…I to wszystko się tak nawarstwia z dnia na dzień,że mimo,że masz wokół siebie bliskie osoby,to tak naprawdę jesteś bardzo samotna…Dlatego jesteśmy nieszczęśliwymi matkami,żonami…Ja mam na szczęście zdrowe dziecko i każdego dnia się z tego cieszę i to doceniam…

    • ~aaaaaa

      Miałam dokładnie tak samo, wszystko było zrobione a ja słyszałam, że się do niczego nie nadaję, że jestem leniwą syfiarą, a on pan i władca wraca i oczekuje obiadu, każdego dnia innego, a nie z wczoraj. Gdy chciałam wyjść, na chwilę się przejść, odpocząć, to słyszałam, że mam się dzieckiem zająć, bo jestem jego matką. Po roku nie wytrzymałam. Tłumaczyłam, prosiłam o zmianę, ale z powodu braku odzewu w końcu wygnałam z domu.

      dzień, w którym się wyprowadził, był pierwszym spokojnym, szczęśliwym dniem jaki miałam od urodzenia się mojego dziecka. Czasami to jedyne wyjście

      Teraz jestem szczęśliwa, a moje dziecko spokojniejsze

      • Opisujecie bardzo ciężkie sytuacje, ale zawsze trzeba pamiętać, że niewydarzony ojciec to nie wina dziecka. aaaaaa wybrałaś najlepszą możliwą opcję. Założę się, że mimo że było trudno jesteś teraz szczęśliwsza.

      • Widzisz AAAAA ty wygnałaś z domu, ja nie mogę bo to nie mój dom niestety tylko jego.Ja się wprowadziłam w ciąży do niego, swojego domu nie mam niestety.Więc od tamtego momentu, kiedy usłyszałam to zdanie z fanfarami,siedzę cicho…

    • ~mójstyl

      Dziękuję i cieszę się, że napisałaś swój komentarz. U mnie jest dokładnie tak samo. Dodatkowo jeszcze słyszę porównania do innych ludzi-najczęściej kobiet z jego pracy, tylko i wyłącznie w kontekście krytyki. Bo tamta to dała dziecko do żłobka, a inna sama sobie radzi ze wszystkim i w ogóle nie narzeka a jeszcze inna to i tamto! A ja pan i władca pracuję a Ty się tylko „kisisz” w domu.
      Zastanawiam się tylko ilu dojrzałych i świadomych mężczyzn stąpa po tym świeci.

    • ~mała MI

      Kiedyś koleżanka, która ma dziecko i nie pracuje – zajmuje się domem; opowiadała mi taką sytuację: Wraca mąż do domu i pyta się jej, co robiła dzisiaj? Ona właśnie mu wymienia taką litanię: zakupy, pranie, gotowanie, sprzątanie, prasowanie itp. itd. a w międzyczasie zajmowanie się małym Michałem. On słucha, słucha i na koniec podsumowuje: Aha, to znaczy, że nic nie robiłaś.

      I tak mężczyźni widzą wszystkie kobiece obowiązki.

      • A dlaczego to są kobiece obowiązki? Kobiety są same sobie winne, że się na taki układ zgadzają. U mnie zawsze był podział obowiązków i przed dzieckiem i w ciąży i gdy dziecko się urodziło i byłam ns macierzyńskim (podział dotyczył również opieki nad dzieckiem) i po powrocie do pracy. I nie jestem z kosmitą, oczywiście, że sam się za to wszystko nie zabierał od początku. Trzeba było wypracować zasady.

  • Jeszcze tylko czekam na to,aż mąż znajdzie sobie inną, bo widzę codziennie z jaką on mina wraca do domu i jak już jest tym wszystkim zmęczony, kiedy siada w fotelu,syn do niego podchodzi,chce się bawić, coś mu mówi,a on tylko patrzy z politowaniem myśląc : dzieciaku daj mi spokój…Na mnie to już w ogóle nie patrzy…

  • ~Aga

    Takie publiczne pranie brudów może wcale nie jest takie złe. Z własnego doświadczenia wiem, że niektóre kobiety nie chciały i nie powinny być matkami – moja własna rodzicielka – ale presja społeczna zamykała im usta. Wyżywały się na rodzinie i niechcianym, nie kochanym dziecku. Teraz taka frustratka, albo kobieta która ma akurat chwilę zwątpienia może wylać żale na forum publicznym, może znajdzie wsparcie, zrozumienie a może ktoś nią potrząśnie.Nie wiem czy to pomaga radzić sobie w codziennym życiu ale nie potępiałabym takiego ekshibicjonizmu. Ponad to uważam, że powinno się mówić głośno także o cieniach i trudach macierzyństwa. wiele dziewczyn uniknęłoby potem brutalnego zderzenia z rzeczywistością i żalów w stylu nie tak to sobie wyobrażałam.

  • ~Ada

    A dlaczego nie można być rozczarowanym swoim dzieckiem czy tak zwyczajnie nie lubić go?
    Ja swoją pierwszą ciąże i poród wspominam jak koszmar. Pierwsze miesiące z synkiem były okropne. Bardzo żałowałam decyzji o dziecku. Nie tak wyobrażałam sobie macierzyństwo. Miałam ochotę nie raz wyjść i nie wrócić. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży pierwsza myśl to była – aborcja. Nie chciałam przechodzić przez te piekło po raz drugi.
    Okazało się, że druga ciąża była dużo łagodniejsza. Poród bez bólu. A córeczka była aniołkiem od dnia narodzin.
    Dziś jest tak, że mojego syna kocham, ale nie lubię się nim za bardzo zajmować. Wolę jak mąż to robi. Za to córkę ubóstwiam. Syn czasami mnie denerwuje tym, że w ogóle jest.

    • No nie umiem sobie tego wyobrazić. Moje dziecko było wyczekane, ukochane, zostałam matką, bo niczego bardziej w tym momencie nie chciałam (w wieku 29 lat dopiero do tego dojrzałam, wcześniej najważniejsza była kariera). Nie jest ideałem, ma charakterek, nie przeczę, że są chwile, że bym się chciała gdzieś schować, ale to tylko chwile. Ale dziękuję za ten komentarz, gdyż właśnie w innej notce pytałam się mam mających więcej niż jedno dziecko o ich odczucia w stosunku do tych dzieci, czy się różnią i jak to było ogółem.

      • ~Monika

        Zostałam po raz pierwszy matką w wieku 18 lat,po raz drugi w wieku 24 lat,w tamtych chwilach , czasach niczego bardziej nie pragnęłam :-),
        często zastanawiałam się czy to nie przez to,że jestem jedynaczką tak bardzo czułam wewnętrzną potrzebę kochania 🙂
        Dziś Starszy ma 17 lat,Młodszy 12 lat a Ja rozwijam się zawodowo,z uśmiechem wspominam te pierwsze wspólne lata ,kurcze czas tak szybko leci,chłopcy dorastają,każdą chwilę staramy się spędzać razem,Duuuuużżżżoooo ze sobą rozmawiamy…ech i tego nie da się opisać słowami 🙂
        Pozdrawiam 🙂

        • Też jestem jedynaczką i też straszliwie szybko mi czas z dzieckiem leci, choć mówiono mi, że okres niemowlęctwa się dluzy. Ja nie miałam takich odczuć. Zaraz będą trzecie urodzinki, a przecież dopiero co się Bajaderka urodziła 🙂

          • ~Monika

            „Gdyby wszyscy byli do siebie podobni byłoby nudno„
            🙂

  • egoizm to bardzo popularna choroba naszych czasów… i niestety trzeba to stwierdzić, co gorsza często bywa tak, że jedynym sposobem żeby przestać narzekać jest znalezienie się w sytuacji naprawdę bez wyjścia, ale jak wiadomo wtedy pozostaje już tylko żałowanie… pomimo, że nikomu źle nie życzę niektórzy ludzie na jeden dzień powinni znaleźć się w takiej sytuacji, żeby docenić to co mają obecnie i nie mówię tu tylko o matkach, bo sama nią nie jestem… ale tak ogólnie o wszystkich tych którzy mają „źle”

  • ~Gaja

    czy każda kobieta musi grać w piłkę siatkową… ma przecież 2 ręce i 2 nogi… czy każda kobieta musi potrafić zrobić przewrót w przód na skrzyni… czy każda kobieta musi umieć wyrecytować odę do młodości… czy każda kobieta musi jeździć na rowerze… czy każda kobieta musi zamiatać chodniki na ulicy… czy każda kobieta musi zbierać kupy z trawnika… ale każda kobieta powinna być zachwycona macierzyństwem… bo inaczej jest egoistką… każda musi umieć zajmować się domem… musi umieć gotować… musi chcieć służyć innym…
    musi… a dlaczego… bo innym z tym wygodnie… i tobie też… przyznajesz sie że nie rozumiesz jak można… i dobrze… nie musisz rozumieć… twoja ułomność… nie ma co byc z tego dumnym, ale i nie powód do rozpaczy że się innych nie rozumie… ale ty zaraz potem oskarżasz… oskarżasz inne osoby o egoizm… ale ich nie rozumiesz… czyli swoje niezrozumienie tematu kryjesz agresją… obłęd… jesteś szczęśliwa, pasi ci macierzyństwo super… ja cię rozumiem… i nie nazywam kurą domową… rozumiem… masz prawo… ale nie masz prawa, obrażać innych… tego pewnie też nie możesz zrozumieć…

  • ~Nika

    Temat bardzo ciekawy. Wpis też.
    Macierzyństwo bez lukru, blogi o macierzyństwie, wpisy niezadowolonych mam.

    Może niektóre kobiety zachodząc w ciążę nie zdawały sobie sprawy z czym się wiąże posiadanie dziecka?

    Może niektóre zostały same z dzieckiem w domu, bo ktoś musi przecież zarabiać na rodzinę? I nie powinno się wtedy umniejszać roli matki, która „siedzi” w domu i ma dużo czasu. Mi też się wydawało, że przy takim małym dziecku ma się dużo czasu dla siebie a jest inaczej… Ciągle coś 🙂

    Może niektóre kobiety przeżyły jakieś załamanie po porodzie, pięknie nazwany „baby blues”?

    Może niektóre od razu po porodzie nie poczuły tego czegoś co wiele gazet i kobiet opisuje, nawet jeśli dziecko było planowane, chciane?

    U mnie było tak, że chcieliśmy mieć dziecko. Pierwsze chwile po zrobieniu testu, jak sobie poradzimy, co teraz, strach, przerażenie – to przeżywa chyba każda kobieta, burza hormonów nawet jeśli od kilku miesięcy się czekało na te 2 kreski na teście ciążowym.
    Później wymarzona ciąża staje się koszmarem, te wszystkie dolegliwości i odliczanie czasu do końca ciąży, żeby wreszcie się to wszystko skończyło.

    I najfajniejsze chwile to te kiedy widzisz na usg swoje dziecko, kiedy słyszysz tętno i czujesz ruchy. To są dla mnie najlepsze momenty, reszta to koszmar, którego nie chce opisywać. Poród jak poród zakończony cesarką. Musi boleć, nie da się inaczej. A po porodzie pięknie nazwany okres połogu, powrotu do formy 🙂 powrotu do figury sprzed ciąży – co się nie udało, 5 kg zostało i nie chce zejść od 3 lat 🙂
    Najgorsza jest też ta kolejna burza hormonów po porodzie, kiedy organizm szaleje bo próbuje wrócić do siebie. I czasami niektóre rzeczy zostają na zawsze 🙂
    Zrobiłam się bardziej nerwowa 🙂

    Nasz mały szkrab jest naszym największym szczęściem, nie wyobrażamy sobie życia bez dziecka, nawet jeśli czasami jest ciężko. Dziecko jak człowiek dorosły ma różne dni, raz lepsze raz gorsze, choruje, ma różne bunty 🙂 a kto ich nie ma… 🙂
    Mąż bardzo chce, żebyśmy mieli drugie dziecko. Ja najbardziej boje się ciąży, bo poród już teraz wiem, że na pewno zakończy się cesarką. Tylko najtrudniejsze te 9 miesięcy 🙂 wiem, że się kiedyś zdecyduje 🙂 tylko potrzebuje więcej czasu niż 4 lata od ostatniej ciąży.

    NARZEKANIE
    Niektórzy narzekają z przyzwyczajenia, to jest ich codzienność. Im bardziej człowiek narzeka tym gorzej się czuje.
    A niektórzy narzekaniem chcą zwrócić swoją uwagę na siebie a w przypadku matek może to ma poskutkować zwróceniem uwagi na siebie.

    Bo niestety jest tak, że jak kobieta jest w ciąży to wszyscy się nią interesują. A jak urodzi to na pierwszy plan wysuwa się dziecko i czasami ludzie zapominają zapytać jak ona się czuje…

    • Ale wzloty i upadki są czymś zupełnie normalnym. Ja piszę o permanentnym niezadowoleniu matek kilkulatkow, które pierwszy szok czy depresję poporodowa mają już dawno za sobą. Z takimi opiniami się spotkałam czytając komentarze na różnych blogach. A poniewaz jestem w trakcie wywiadu z mamami dzieci z genetycznymi chorobami, to takie jęczenie na macierzyństwo mnie zbulwersowało.

      • ~Nika

        No tak wzloty i upadki są czymś normalnym. Nawet mamy kilkulatków mogą być niezadowolone.
        Jeśli chodzi o depresję to wcale tak szybko nie mija.

        Wiadomo, jak się na swojej drodze spotka inną mamę, zwłaszcza taką, której dziecko jest chore to się można zbulwersować na mamy dzieci zdrowych, które ciągle narzekają.

        Tylko uważam, że nie należy generalizować bo nie każda mama zdrowego dziecka = zrzęda.

        Każdy jest tylko człowiekiem, każdy może mieć gorszy dzień i każdy ma prawo narzekać (byleby tylko nie robił tego zbyt często a już na pewno, żeby nie robił tego codziennie).

        Taką mamy rzeczywistość, że dzisiaj matka musi być piękna, szczupła, umalowana, zawsze zadowolona. Dom ma być wysprzątany na tip top, wszystko idealnie. Kobieta ma być taką perfekcyjną panią domu, która da sobie radę ze wszystkim. Do tego ma jeszcze chodzić do pracy i nie narzekać,

        • Uświadomienie sobie, że taka nie musisz być pomaga najlepiej 🙂 I normalny partner wiele ułatwia.

          • ~Nika

            Z tym się zgadzam, wystarczy mieć normalną rodzinę i męża dla którego nie musisz być zawsze idealna…

    • ~Jola

      Kobieto,nie mierz innych według swojej miary.Nie kazdy jest taki jak ty.
      A o depresji takze takze tej poporodowej po prostu zamilcz.Nie życzę największemu wrogowi! Tego sie nie wybiera ,to nie jest egoizm.Poucz sie,poczytaj troszeczkę na ten temat.Wlasnie trzeba głośno o takich rzeczach mowić,a nie kolorować jakie to macierzyństwo jest usłane różami tęczami i cholera wie czym jeszcze.Z kim maja kobiety rozmawiać o sowich obawach jak większość to takie głupie baby ktore udawają ze wszystko jest cacy???! Jak by to była wszechobecna wiedza ,ze macierzyństwo jest cholernie ciężkie i często po prostu nie dajemy rady to nikt by nie narzekał głośno i przede wysokim Cie Ciebie by to nie drażniło.To jest dopiero egoizm.

      • Przeczytaj tekst jeszcze raz ze zrozumieniem :p Komentarze też. Ja nie krytykuję depresji poporodowej tylko kobiety permanentnie niezadowolone z macierzyństwa, które tak mają mimo, że dzieci już są bardzo długo na tym świecie, więc nie ma tu mowy o depresji poporodowej. Ja nic nie ubarwiam. Jeżeli radość z macierzyństwa jest tylko krytykowana i uwazana za fałsz to się po prostu ludziom w d*** poprzewracało i tyle. Ogarnij się kobieto.

  • ~ina

    Mam większość życia za sobą i wiem jedno : żeby dzieci były szczęśliwe – szczęśliwe musza być ich matki .a tymczasem ludzie zwyczajnie nie potrafią dostrzec i docenić własnego szczęścia .Gonimy stale za czymś i stale nam mało . Zauważyłaś ,że o szczęściu mówimy zazwyczaj w czasie przeszłym?

  • ~olka

    cóż w tym dziwnego, ze są matki rozczarowane i smutne?
    Ja się zdecydowałam na urodzenie trochę wbrew sobie, a bardziej za namową partnera, któremu bardzo zależało na tym, żeby już mieć dziecko. I miałam ogromną nadzieję, ze macierzyństwo będzie dla mnie wspaniałym i radosnym (przeważnie) przeżyciem, a od narodzin brzdąca nie mogę się pozbierać i właśnie jestem smutna i rozczarowana, bo przecież nie tak to miało być. I codziennie mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami i nie wracać, i dziecko mnie irytuje i walczę ze sobą, bo przecież brzdąc niczym sobie nie zasłużył na wiecznie skrzywioną matkę i ma prawo być szczęśliwym dzieckiem.
    Tylko tyle, że ja od roku zmuszam się do przytulania, wesołych uśmiechów i udawania, że wszystko jest w porządku i jestem najszczęśliwsza pod słońcem.
    Czy to, ze brzdąc jest zdrowy zmniejsza mój codzienny żal, że jednak jest? Nie. Czy jak myślę, że inni mają gorzej to mi się poprawia? Nie. Czy gdybym wiedziała, że macierzyństwo tak wygląda, zdecydowałabym się na dziecko? Nie.
    Co mi zostaje? Ano właśnie ten nieszczęsny smutek i rozczarowanie.

    • ~

      Może warto się wybrać do lekarza?

    • ~ina

      nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem. Moje dzieci urodziły się w innych czasach . Metody zapobiegania ciąży były mało skuteczne ,czego ja jestem najlepszym przykładem. Moje dzieci są ” wypadkiem przy pracy” .Gdybym miała podjąć świadomą decyzję, pewnie nie byłoby ich na świecie.. Dzisiaj myślę ,że nie byłam dobrą matką a przynajmniej nie tak dobrą jak być powinnam . Kocham je a one mnie i nie mogę sobie wyobrazić świata bez nich . Patrz na swoje dziecko jak na cząstkę siebie . To w końcu jedyny sprawdzony sposób na nieśmiertelność.

    • ~madama

      A może po prostu jesteś przemęczona? Jakaś chwila wytchnienia by się przydała. Wyjście na cały dzień, gdzieś gdzie lubisz, z koleżankami do kina, kosmetyczki?
      Ja też jestem trochę zmęczona, kocham syna nad życie i to była wspólna decyzja, właściwie z mojej inicjatywy. Czuję się jak maszyna piorąco-gotująco- sprzątająca.O wyjściu nie bardzo mogę pomarzyć, bo nie mam ani babci ani niani, mąż całymi dniami w pracy. Pocieszam się jednak, że czas mija, syn rośnie, mam zamiar wyjechać gdzieś na wakacje oderwać się, oczywiście wyjazd będzie z dzieckiem, ale zawsze to co innego niż siedzieć w domu.
      Jednak coś jest w tym, że gdy widzę chore dzieci i tragedię ich rodziców dziękuję Bogu, że moje dziecko jest zdrowe, dobrze się rozwija i w ogóle że je mam i mogę je wychowywać:)

  • ~mia

    Przeraza mnie egoizm wokol nas… Ja „od zawsze” mowilam, ze nie chce i nie bede miec dzieci. Mialam swietna prace w korporacji, gdzie szybko awansowalam, ale tez cudownego meza, ktory najpierw 3 lata naciskal, az w koncu powiedzial „bede mial dzieci z Toba lub bez Ciebie”. Uleglam… i to bylo najlepsze co zrobilam w swoim zyciu. Mam cudowna 20 miesieczna corke, a za 6 tygodni urodzi sie druga. Nie wrocilam do pracy i nie zaluje, mimo uszczypliwych kometarzy otoczenia o „tej, co to teraz jest Matka Polka, a wczesniej robila kariere i przeciez ma mozliwosci, a w domu siedzi”. Nie zawracam sobie tymi uszczypliwosciami glowy, bo jestem szczesliwa mogac poswiecic moj czas mojemu dziecku i mezowi… i nie wstydze sie tego glosno powiedziec, choc moje „przyjaciolki” robia sceptyczne miny. Nie zamienilabym sie z nimi za nic, bo na kolejnej delegacji na koncu swiata jedza kolacje same i wracaja do pustego pokoju hotelowego, a ja mam co wieczor posilek pelen radosci i tance przed pojsciem spac 🙂

    • Właśnie smutne jest to, że obecnie radość z macierzyństwa jest uważana za coś nienormalnego, udawanego. Większe zrozumienie jest dla narzekaczy niż dla matek cieszących się z macierzyństwa. Te drugie, co widać w komentarzach, posądza się o ubarwianie. To jest żenujące.

  • ~Lun

    Chyba jednak mogę sobie to wyobrazić nie będác matká. Raczej nie powinna Pani porywnywać matkę wychowującą chore dziecko i matkę wychowyjącą zdrowe dziecko. To nie jest zalezne od stanu zdrowia dziecka ale od nas samych. Nie jedni ciesza ze zyciem mimo przeciwnosci losu np. Analogicznie Biedny vs bogaty czesto jest tak ze ten biedny jest najszczesliwszym czlowiekiem a ten bogaty nie. Tak samo w przypadku ktory Pani przytoczyla. A uwazam ze lepiej mowic niz zamykac usta bo co pomysla inni… A Pani widac nie chce by taka wypowiedz ,, ujrzała światło dzienne” – to co lepiej jest koloryzować rzeczywistosc ? Nie sądze, warto poznać historie tych matek i porównać z historiami innych mam zdrowych dzieci …

    • Tak to kolejny dowód na to, że człowiek nie potrafi doceniać życia. Nie trzeba ubarwiać, tylko wziąć się w garść. Każdy jest kowalem swojego losu i szczęście jest uzależnione od nas samych. Tym czasem nakręca się lawina narzekania w necie, a jeśli ktoś tak nie ma jest osądzany o kłamstwo. Nienawidzę narzekaczy, marud, zazdrośników i ludzi uważających, że każdy inny ma lepiej od nich. Nikt nie jest odpowiedzialny za Twój los, jak Ty sam. Nikt też poza Tobą nie może tego losu odmienić. Ostatnie komentarze natchnęły mnie do kolejnej notki odnośnie szczęścia, którą już mam w zeszycie, muszę tylko przepisać.