O rozmowach przez internet, czyli jak popsuć relacje z drugą osobą

Masz już dosyć swojej kobiety, albo faceta? Znajomi Cię wkurzają? Nie wiesz jak pozbyć się natrętnego kolegi czy wrednej koleżanki? Nic prostszego. Mam rozwiązanie, które prędzej czy później zadziała w stu procentach. Rozmawiaj z tą osobą przez internet.

No dobra, trochę mnie poniosło, bo żeby powstał konflikt trzeba regularnie rozmawiać i dość dużo. A jeśli kogoś nie lubimy nie byłoby łatwo poświęcić mu aż tyle czasu. Natomiast uważajcie na znajomości, na których wam zależy. Bardzo łatwo jest je zniszczyć właśnie przez internet. Rozmowy przez komunikatory, chaty, Facebooka itd.

Dlaczego to takie niebezpieczne?

Po pierwsze przestajemy odczuwać potrzebę spotykania się na żywo, gdy regularnie zdajemy komuś bliskiemu relacje ze swojego życia przez komunikator. Kiedy mamy mało czasu już lepiej jest pomilczeć przez kilka dni, zamiast wdawać się w długie dyskusje internetowe. Telefon to też bezpieczniejsze rozwiązanie, choć nie tak idealne jak spotkanie.

Po drugie, przy rozmowach przez internet powstają niepotrzebne konflikty i niedopowiedzenia. Wszystko przez to, że nie widzimy mimiki drugiej osoby, gestykulacji, jej wyrazu twarzy, ani tonu głosu. Nieprzemyślane, rzucone gdzieś zdanie „Ale z ciebie debil” w rozmowie twarzą w twarz będzie zrozumiane jako żart i nawet niezauważone, natomiast przy wirtualnej pogawędce może wywołać konflikt. Dodatkowym minusem rozmów internetowych jest fakt, że są to zazwyczaj jakieś skrawki rzucane komuś w przelocie, o których koniecznie chcemy wspomnieć, ale nie zawsze mamy czas dokładnie wytłumaczyć o co chodziło, albo jakie były okoliczności danego zdarzenia. Na dokładkę jeszcze, rozmowy przez komunikatory bardzo często przerywa się nagle, bo trzeba coś zrobić, bo dzwoni telefon, bo ktoś przyszedł itp., itd., nierzadko odchodzimy nawet bez pożegnania się, co jest kolejnym powodem dla niektórych do obrazy, albo podejrzeń, że coś jest nie tak.

Już kilkanaście lat temu przy moim pierwszym poważnym związku doszłam do wniosku, że rozmowa przez internet to ZŁO, kiedy to nieraz powstawały karczemne awantury między mną i moim chłopakiem przez nieporozumienie, niedopowiedzenie, złą interpretację słów przekazanych za pośrednictwem komunikatora. Parę razy miałam przez to spięcia z przyjaciółką. I co zrobiłam z tą wiedzą? Wielkie nic. Tyle lat, a ja wciąż popełniam ten sam błąd i paplam przez internet (obecnie Messengera Facebooka) ile popadnie. A potem żałuję. Nie jestem jakimś freakiem facebookowym, choć lubię ten portal, bo dzięki niemu odświeżyłam naprawdę sporo znajomości i te znajomości nie pozostały tylko wirtualne. Natomiast Messenger Facebooka, do tego wszystkiego w telefonie to samo zło. Gdyby ten komunikator nagle w niewyjaśniony sposób przestał działać na moich sprzętach byłoby to cholernym oświeceniem. Przydał się w szpitalu zarówno kiedy byłam tam ja, jak i wcześniej znajoma z synkiem, ale przez większość czasu ten sposób komunikacji tylko mąci. (O widzicie już próbowałam sobie znaleźć usprawiedliwienie 😛 ). Dobrze, że chociaż El nie dał się namówić by z niego korzystać. Powinni tego zabronić 😛

typing

  • ~asik

    Masz racje.Juz raz wyszla awantura kiedy kolezanka nie zrozumiala o co mi chodzi:(
    My za duzo siedzimy w internecie a za malo w realu.przypadlosc dzisiejszych czasow

  • Niestety to prawda. W dobie wszechobecnego internetu i wszystkiego co jest smart zatracamy tą potrzebę spotykania się z innymi. Wszystko załatwiane jest przez telefon lub laptopa. Ja również w ten sposób się komunikuję, ale tylko z ludźmi, którzy są rzeczywiście bardzo daleko ode mnie. Gdyby tak nie było od razu wolałabym się z nimi spotkać. Do tej pory nie zdarzyło mi się tak abym pokłóciła się z nimi przez komunikator jednak twoja uwaga na ten temat jest cenna. Lepiej używać takich rzeczy tylko w wypadkach kiedy jest to konieczne, bo rzeczywiście może coś z tego wyjść. Chociażby podczas rozmowy kiedy ciągle musimy na chwilę odejść „bo coś tam”

  • Z jednej strony to droga na skróty, a z drugiej czasem jedyna forma. Ja tam lubię czasem popisać, można i na poważniejsze tematy – wszystko w granicach rozsądku.

    PS: Jak się czujesz?

    • Dzięki, że pytasz. Fizycznie niezwykle szybko się regeneruję po tym wszystkim. Nie wiem czy to możliwe, ale sądzę, że już mi się zaczęła owulacja, a przynajmniej tak się czuję. Psychologicznie – miałam dużo czasu na pogodzenie się z tą myślą, bo od dłuższego czasu było coś nie tak, jeszcze chwilę przed bostonką. Na razie zajęłam się organizacją imprezy urodzinowej Bajaderki, która była dzisiaj, więc dużo się działo.

  • ~t.vik

    Ponad dziesięć lat temu, po długich rozmowach z żoną, która była głównym projektantem i „motorem” pomysłu naszej rodzinnej pierestrojki, i po wielu nieprzespanych nocach, wyjechałem z kraju, żeby poszukać lepszych możliwości utrzymania rodziny. Początkowo sam, w celu przygotowania miejsca zamieszkania dla żony i syna, i znalezienia pracy. Żona robiła wtedy ostatni rok studiów, więc też przez parę miesięcy musiała zostać w Polsce. Na samym początku rozmawialiśmy przez telefon, ale szybko trzeba było poszukać tańszego rozwiązania, bo ze współmałżonkiem trzeba pobyć a nie tylko porozmawiać, jakby się chciało załatwić jakąś sprawę. Kupiłem komputer, internet i zainstalowałem „tlen”. Pisaliśmy ze sobą tak dużo i często, na ile pozwalał jej napięty plan. Ja czasu na to miałem dużo więcej i często siedziałem przy necie w oczekiwaniu na pojawienie się żony. Fajnie było posiedzieć dłuższy czas, nawet dwie godziny. Ale im więcej czasu poświęcaliśmy na taką rozmowę, tym więcej powstawało między nami nieporozumień. Czasami było tak dziwnie, że myślałem, że niewiele będzie z dalszego wspólnego pożycia. Wtedy jedynym ratunkiem był znów telefon 🙂
    Przez ponad pół roku żyliśmy w takiej rozłące, później żona się spakowała i…
    Przyjechała do mnie 😉
    Plan się udał, ale przez rozmowy jedynie na komunikatorze, jego realizacja wisiała na włosku cała nasza wspólna przyszłość mimo, że wiedzieliśmy o tych wszystkich zjawiskach, które opisałaś. Wiedzieliśmy o tym dzięki wspólnym rozmowom o materiale, który miała do nauki. Tam było o „przekazie wysokokontekstowym” – rozmowie twarzą w twarz i „niskokontekstowym” – czyli pozbawionym takich możliwości. Oczywiście w książce było też o formach pośrednich, jak rozpoznawanie nastroju i mimiki po głosie w trakcie rozmowy przez telefon (też można) 🙂
    ale ogólną zasadą jest to, że im więcej zmysłów jest zaangażowanych do rozmowy, tym łatwiej jest nam zrozumieć intencje rozmówcy.

    Świetny wpis!
    Pozdrawiam!

  • Co mogę powiedzieć? Masz sto procent racji? Te całe gadacze zżerają nasz czas, który mogłbyśmy poświęcić na co innego i tyle. zabijają prawdziwe realne relacje, międzyludzkie. staram się ograniczać facebooka jak mogę. Czasem jest to silniejsze ode mnie.

  • Tamara, komunikatory to takie „Cash and Carry”.Hurtownia. Zmora i konieczność czasów.A ja tęsknię trochę do czasów gdy przychodził listonosz i przynosił piękny list z kolorowym znaczkiem od rodziny z Kanady, a potem łapczywie rzucaliśmy się do oglądania zdjęć. Kultura instant ma swoje zalety, ale nie pozostawia miejsca na…tęsknotę , bo zwyczajnie nie zdążysz zatęsknić, a już kochany człowiek zasypuje cię newsami. :))

    • Czasem sobie myślę, że urodziłam się nie w tych czasach co trzeba 😉 A mnie denerwuje pielęgnowanie przyjaźni przez komunikatory. Przez to, że odpowiadałam komuś zdawkowo popsuła nam się relacja, a mi tylko chodziło o to, by częściej się widzieć, zamiast relacjonować sobie życie przez internet :/