Im więcej mamy, tym mniej

Mam taki sklepik, do którego chodzę po zdrową żywność, naturalne wędliny, domowe wypieki. Sprzedawczyni jest totalną gadułą i jakoś zawsze mnie w dłuższą rozmowę wciągnie. Ostatnio wspominała warunki w jakich żyła, gdy urodziły się jej dzieci. Musiała chodzić do studni po wodę, prać ręcznie pieluchy tetrowe w zimnej wodzie, palić w piecu by ogrzać mieszkanie. Jej mąż często wyjeżdżał na dłużej do pracy. W takich warunkach ogarniała (przez większość czasu sama) noworodka z półtorarocznym dzieckiem. Gdy dzieci miały 1,5 i 3 lata przeprowadziła się do bloków, gdzie sytuacja mieszkaniowa  uległa diametralnej zmianie. Nie zrozumcie mnie źle – ona wcale nie mówiła tego by się chwalić, jak doskonale sobie umiała radzić, ani nie narzekała, że to były takie ciężkie czasy. Raczej wspominała te chwile z rozrzewnieniem. Nie ze względu na trudne warunki życia oczywiście, ale na fakt, że ludzie byli wtedy szczęśliwsi…

No właśnie.

Nie było tych wszystkich udogodnień, albo jak były to nie każdy mógł sobie na nie pozwolić. Nie było telefonów komórkowych, ale gdy zbliżały się imieniny np. Barbary, każda Baśka wiedziała, że w najbliższą sobotę zawitają do niej goście. Bez wcześniejszej zapowiedzi. Pamiętam nawet ten dreszczyk emocji z dzieciństwa, gdy nagle ktoś pukał do drzwi, a ty nie wiedziałeś, kto postanowił odwiedzić twój dom. Dzisiaj, gdy ktoś puka to albo są to jehowi, albo ktoś próbuje ci coś wcisnąć, sprzedać. Ludzie odwiedzali się nawzajem dużo częściej, rozmawiali ze sobą normalnie twarzą w twarz, nie za pośrednictwem komunikatorów internetowych. Dzieci nie stanowiły przeszkody, zabierano je ze sobą na te imieniny, czy inne spotkania. Kącik dla najmłodszych też był zwykle zorganizowany. Kobiety nie miały dostępu do pampersów, pralek automatycznych, zmywarek, a częściej niż w obecnych czasach decydowały się na dzieci. Ludzie nie narzekali tyle. Więcej czasu spędzało się na powietrzu, z rodziną, znajomymi. Dzieciństwo było kojarzone z podwórkiem, trzepakiem, wspinaczkami po drzewach, a nie z robieniem selfie na Facebooka. Żyło się wolniej, bardziej refleksyjnie. Można było ze swojej egzystencji czerpać wszystkimi zmysłami. Ogórek był ogórkiem, a nie jakimś chemicznym tworem, który wyrósł w jeden dzień. Mniej osób cierpiało na przewlekłe choroby cywilizacji. Media nie były aż tak rozwinięte, więc nie bombardowano zewsząd samymi złymi informacjami ze świata. Ludzie nie żyli w biegu i jakoś mieli na wszystko czas. Bardziej niż pieniądz liczyły się relacje międzyludzkie, miłość, przyjaźń. Wyznacznikiem szczęścia było życie w harmonii, a nie posiadanie coraz to więcej i więcej.

Strasznie my-ludzie zbłądziliśmy gdzieś w pewnym momencie, a zmiany, które nastały są nieodwracalne. Najgorsze, że nie musiały one długo trwać, by przekręcić cały porządek świata, aż strach pomyśleć co będzie za kilka lat. Warto się czasem zatrzymać i trochę zastanowić. Pomyśleć co tak naprawdę jest w życiu ważne. Zweryfikować swoją hierarchię wartości… Tak po prostu.

IMG_5294-3sm

Tamara Tur