Ach śpij kochanie…

Z czym w pierwszej chwili kojarzy się wszystkim rodzicielstwo, a przynajmniej jego początki? Z nieprzespanymi nocami oczywiście. Podobno są nawet jakieś badania naukowe potwierdzające to, że niemowlę po prostu musi budzić się w nocy, koniec i kropka. Moje dziecko było pod tym względem trochę nietypowe, ale takie cuda też się zdarzają i to nie ekstremalnie rzadko. Nie myślcie sobie, że dzięki temu mogłam spokojnie kimać w trakcie długiego, nieprzerwanego snu malutkiej Bajaderki. Obawa przed tym, że moje małe prześpi uczucie głodu i spadnie mu glukoza spędzała mój sen z powiek. Myślę, że zamiast na niemowlętach, można by przeprowadzić badania na matkach niemowląt i wtedy by wyszło, że wszystkie matki muszą budzić się w nocy, koniec i kropka 😛

Nasze początki były ciężkie ze względu na problemy z karmieniem, do których poza moją fizjologią, koszmarnym doradcą laktacyjnym i niską, spadającą wagą urodzeniową mojego niejadka, przyczyniła się infekcja nabyta po pierwszej dobie w szpitalu – leukocytoza. Zastosowano antybiotykoterapię, lek podawano przez wenflon w głowie, bo tak to się robi u noworodków. To wszystko spowodowało osłabienie dziecka, brak apetytu oraz senność. Noworodek apatyczny – głoszą wszędzie wpisy w książeczce. Tępiciele mieszanek, butelek i smoczków wmawiają, że nie można ulec w tych pierwszych dniach życia i podać butelkę, bo przecież dziecko się nie zagłodzi, a my w ten sposób przegramy walkę o laktację. Otóż w życiu nie jest wszystko jedynie białe albo czarne i chore dziecko może się zagłodzić. Nasze dramatyczne próby karmienia piersią zakończyły się już całkowitą porażką, gdy małej po raz drugi w ciągu tygodniowego pobytu w szpitalu spadła glukoza i musiała mieć podaną kroplówkę. Ja, skrajnie zdenerwowana chorobą i tym wszystkim, czułam się jakbym głodziła dziecko, po to by spełnić swoje egoistyczne ambicje dotyczące karmienia piersią, gdyż na początku innej opcji nie dopuszczałam w ogóle do głowy. Ale nie o problemach laktacyjnych miałam pisać, tylko o spaniu 😉

Kiedy minęły czasy, w których obowiązkowo czy to w nocy, czy w dzień musieliśmy karmić dziecko co 3 godziny, Bajaderka zaczęła przesypiać bez problemu całe noce. Nie uważam się za eksperta od skutecznego usypiania niemowląt, ale jest kilka rzeczy, które można zrobić, by ten sen dziecka unormować. Nie mam pojęcia czy działa to na dzieci karmione piersią i mam nadzieję, że kiedyś się przekonam, bo jeśli historia z problemami laktacyjnymi znów mnie spotka przy następnym potomku, to popełnię harakiri na wycieraczce pod drzwiami certyfikowanego doradcy laktacyjnego 😛 Nie uważam też, by podawanie mleka modyfikowanego było gwarancją snu niedźwiedzia z powodu napakowania malca ciężkostrawną „paszą”. Moje dziecko od zawsze jadło mało i gdy choroba przeszła, ujawniło się, że jest totalnym żywiołem z charakteru. Zawsze też była chudziakiem, na granicy prawidłowej wagi. Możliwe, że bycie niejadkiem przyczynia się do zamiłowania niemowlęcia do długiego snu, ale na pewno nie jest to cecha gwarantująca spokojny sen matki 😛

Co więc jest ważne by unormować sen niemowlęcia?

Po pierwsze rutyna. Zjawisko tak unikane w dzisiejszym szybkim świecie, w którym bycie aktywnym na każdym etapie życia jest uważane za ogromną zaletę, wręcz obowiązek. Takie rzeczy nie przy małym dziecku. Kluczową sprawą jest stały plan dnia, który nie ulega zmianie, np. dlatego że zasiedzieliśmy się w gościach, albo że chcemy z maluchem w chuście zdobyć szczyt Mont Everest 😉 Rytuał dnia codziennego powinien być niezmienny, a czynności wykonywane o stałych godzinach – szczególnie te kąpielowo-wieczorne, robione zawsze przed zaśnięciem. Oczywiście nie rezygnujemy z aktywności, tylko musimy wyrobić się z nimi do stałej, konkretnej godziny. Nasze Bobo najpierw chodziło spać ok. 19:00. Potem nastał czas awantur w trakcie kąpieli. Zastanawialiśmy się: o co come on? Czy ona nagle przestała lubić kąpiele? Otóż nie. Okazało się, że jest już zbyt zmęczona o tej porze! Musieliśmy cały rytuał wieczorny przesunąć o godzinę wcześniej, a potem trzymać się go według nowego planu. Jak widać czasem takie przesunięcie okazuje się dobrym rozwiązaniem. Bajaderka awanturując się w kąpieli miała potem problemy z normalnym uśnięciem. Była wybudzona, wkurzona i mimo zmęczenia nie mogła zasnąć, co ją jeszcze bardziej rozwścieczało. Przesunięcie wieczornego rytuału sprawiło, że kąpielowe awanti przeszły jak ręką odjął, a maluch usypiał tuż po 18:00 na całą noc. Wtedy oczywiście nowy dzień zaczynał się dla niej o 4:00-5:00 😉 Ale nie trwało to długo 😉

Po drugie, gdy dziecko przestaje być noworodkiem przesypiającym większość dnia ważne jest, by zacząć kontrolować godziny drzemek dziennych. W tej chwili nie jestem sobie w stanie przypomnieć ile Bajaderka miała, gdy starałam się, by ostatnia drzemka trwała max do 16:00. Wydaje mi się, że dość szybko nie dopuszczałam do uśnięcia po tej godzinie, bo wtedy wariowanie do 22:00-23:00 było gwarantowane (a pobudka i tak skoro świt :P). Okolice godziny 16:00-17:00 warto zarezerwować na intensywną zabawę, najczęściej ruchową. Wiosną i latem można o tej porze uskuteczniać spacery, jeśli maluch nie jest z tych, co to od razu usypiają w wózku (ta opcja nie sprawdzi się przy bardzo małych niemowlętach wożonych jeszcze w gondoli, ale u trochę starszych dzieci zaczynających chodzić – jak najbardziej). Każdy rodzic wie, że największym wyzwaniem jest utrzymać o tej porze przytomne dziecko w czasie jazdy samochodem 😉 U nas zazwyczaj są wtedy śpiewy, muzyka, zabawianki (tylko gdy oprócz kierowcy ktoś jeszcze jedzie samochodem ;)).

Jeżeli chodzi o metody usypiania, to u nas zmieniały się z wiekiem. Na początku dziecko zasypiało na rękach przy butli. Nie było problemów z odłożeniem jej do łóżeczka, gdy już skończyła jeść. Potem nastał czas usypiania z nami w łóżku (jeśli i mama i tata byli w domu, to musieliśmy kłaść się wszyscy razem – to były fajne czasy :)). Po uśnięciu Bajaderka była przenoszona do swojego łóżeczka. Przechodziliśmy też fazę kołysanek i krótkich książeczek, fazę spania małej z nami w łóżku nad ranem (bo inaczej budziła się bardzo wcześnie). Obecnie usypia już albo sama w pokoju, albo z tatusiem obok na materacu, ewentualnie w towarzystwie kota, który śpi gdzieś w jej pokoju (do łóżka dziecka nie ma wstępu). Gdy była bardzo malutka zdarzało mi się bujać ją lekko w wózku i śpiewać, ale tylko wtedy, gdy zależało mi na szybkim uśnięciu.

Jest jeszcze taki trend wmawiany rodzicom odnośnie tego, że dziecko nie powinno usypiać w totalnej ciszy. Jak dla mnie niemowlę to pełnoprawny człowiek i skoro ja potrzebuję ciszy i spokoju by usnąć to czemu mam to zabierać dziecku? Większość noworodków i takich dwu-, trzymiesięcznych niemowlaków zaśnie w każdych warunkach, niezależnie od tego czy jest głośno, jasno, czy są goście w domu, czy maluch leży w wózku w trakcie zakupów w hipermarkecie. Z wiekiem jednak zmienia się ta łatwość usypiania, nawet jeśli wcześniej nie było w domu grobowej ciszy, gdy dziecko szło spać. Nagle, od pewnego momentu maluch może zacząć potrzebować wyciszenia, uspokojenia przed oddaniem się w objęcia Morfeusza 😉 Kiedy już uśnie, wcale nie tak łatwo go wybudzić, można więc zacząć zachowywać się głośniej (oczywiście bez przesady). Żyliśmy tyle czasu w kawalerce i musieliśmy normalnie funkcjonować, gdy dziecko zasnęło. W trakcie usypiania nie raz była grobowa cisza, ale potem bez obawy przed obudzeniem mogliśmy w tym samym pokoju obejrzeć film, czy porozmawiać spokojnym głosem, nie szeptem. Nie decydowałam się oczywiście na gości w tym jednym pokoju, gdy dziecko szło spać.

Bajaderka też dość szybko przestała sypiać w dzień. Nie musi wstawać bardzo wcześnie rano, bo chodzi do żłobka na 9:00, więc nie potrzebuje jeszcze tych dodatkowych dwóch godzin spania w ciągu dnia. Chyba, że jest chora. Kwestia spania w dzień dzieci kilkuletnich jest już sprawą bardzo indywidualną, do czego nawet starają się podporządkowywać obecne przedszkola (żłobki rzadziej). Pamiętajmy jednak, by mieć na uwadze, że nie każdy dwu-trzylatek, a tym bardziej starsze dziecko musi spać w dzień. Znam nawet dzieci, które zrezygnowały z drzemek dziennych tuz po skończeniu roku.

To tyle w temacie. A jak to było u Was?

ksiezycsowa

  • Najgorsze jest to, że niektórzy rodzice znajdują sobie inne sposoby na sen dzieci, na przykład taki nachalnie reklamowany ostatnio w każdych mediach syropek o nazwie na literę T. Zabiłabym.
    http://zdrowieapolityka.blogspot.com/2015/02/rodzic-idealna-grupa-docelowa.html

  • Ej, ja wcale nie kojarzę pierwszych miesięcy z tragicznym niewyspaniem… Wcale nie było tak źle 😀

    • U mnie też nie, bo dzielilismy się tym nocnym karmieniem, które u nas było obowiązkowe, a dziecię jadło czasem godzinę 30ml :/ Oczywiście 3 godziny liczy się od rozpoczęcia jednego karmienia do rozpoczęcia drugiego. Szczęście Bajaderka szybko nabrała masy i już nie trzeba było ją wybudzać

  • ~arta

    U mnie niestety pierwsze dziecko było z tych nieśpiących – ile się nawalczyłam o popołudniowe drzemki … (trochę z egoizmu, bo wtedy też mogłam iść spać – w dzień nie mogłam pracować, więc robiłam to w nocy). Drugie natomiast jest śpiochem. Mimo, że we wrześniu stukną mu 3 lata, nadal pada w okolicach 20.00 i raczej nie przepuszcza drzemek. Dziecko „ideał” 😀

    • Moja trzylatka pada o 20:00 i śpi do jakiejś 7:00, w weekendy i po 8:00 czasem wstanie, ale w dzień nie sypia w ogóle. Chyba, że w żłobku uśnie to wtedy i z usypianiem jest gorzej i pobudka rano po 6:00 😉

  • Ja pamiętam, że pod koniec ciąży i w pierwszych tygodniach po najtrudniejsze było dla mnie to, że noc przestała być nocą. Zawsze miałam tak, że wieczorem myślałam „pomyślę o tym jutro” i miałam ten komfort, że wiedziałam, że przede mną cała noc spokoju. Pod koniec ciąży już nie miałam tego komfortu, bo nigdy nie wiedziałam, czy nie zacznie się nagle poród, no a potem to już wiadomo. Choć muszę przyznać, że mój syn bardzo szybko załapał różnicę między dniem, a nocą 🙂