Czy w ogóle istnieje dobry moment na powrót mamy do pracy?

darmowe_zdjęcia__MG_3654

Zrobiło mi się wczoraj bardzo przykro. Bawiłyśmy się z Bajaderką kucykami (większy, którym kierowała ona był mamą, a mniejszy przeznaczony w tej zabawie dla mnie – dzieckiem). Bajaderka jako mama-kucyk naśladowała mnie. Zajmowała się swoim dzieckiem podobnie, powtarzała moje teksty. W pewnym momencie ja, jako dziecko-kucyk zapytałam tak samo jak ona ma w zwyczaju na co dzień:

– Mamo, mamo! Pobawimy się?

– Nie teraz. Muszę iść do pracy – odpowiedziała mama-kucyk ustami Bajaderki 🙁

No i mamę, tę prawdziwą serce ukłuło. Czy ona tak to widzi? Mama idzie do pracy wtedy, kiedy ona potrzebuje jej do zabawy? W końcu odgrywała realne scenki z naszego życia.

Zawsze wydawało mi się, że mój powrót do pracy przeszła lekko. Miała 7 miesięcy, a przez pierwsze dni mojej nieobecności była wręcz w siódmym niebie, mogąc zostawać z tatą. Zresztą, gdy byłam na macierzyńskim też zostawała co jakiś czas na kilka godzin z tatą lub babcią. Wiedziałam, że czeka mnie powrót do pracy (a macierzyński nie trwał wtedy rok), więc starałam się oswajać ją z tym, że mama czasem gdzieś wychodzi. Nie przechodziła za bardzo lęków separacyjnych i zawsze gdy na horyzoncie pojawiała się opcja pozostania z tatą, ja mogłam wylecieć rakietą na księżyc. Teoretycznie jest wychowana ze świadomością, że mama pracuje. Innych czasów nie pamięta, jest to dla niej coś zupełnie normalnego, naturalnego. Obserwując ją doszłam do wniosku, że dla dziecka chyba tak jest lepiej, niż nagle po latach spędzanych non-stop razem z mamą doznać jej odejścia z powodu pracy. Niestety to co dzieje się od jakiegoś czasu nie utwierdza mnie w tym przekonaniu. Im Bajaderka starsza, tym bardziej daje po sobie poznać jak ciężko jej z tym, że czasami mnie nie ma 🙁 Moja praca nie jest upierdliwa. Nie pamiętam, czy poza początkami w 2008 roku musiałam zostawać kiedykolwiek po godzinach. Nie muszę marnować czasu na dojazdy, bo mieszkam blisko biura. Jedynym mankamentem są wyjazdy na targi kilka razy do roku (naprawdę kilka, 3-4 obecnie, a wcześniej 2). Nie ma mnie wtedy od piątku do późnego wieczora w niedzielę i w poniedziałek zazwyczaj muszę iść do pracy, wolne mogę odbierać dopiero później. Podczas ostatnich targów, na których byłam, wyszło na jaw, że jest to ciężki okres dla dziecka, szczególnie gdy nie ma też El (on czasami z nami współpracuje jeśli chodzi o transport, więc Bajaderka zostaje u dziadków). Nie chodzi o to, że płacze, marudzi, nie chce się z dziadkami bawić – ona jest strasznie smutna na nasze odchodne, gdy zabieramy się z walizami i wie, że nie będzie nas chwilę. Ostatnim razem nie pozwoliła babci dojść do siebie, tylko ukucnęła w przedpokoju ze spuszczoną głową, tłumiąc emocje. Potrzebowała chwili samotności, by się pozbierać. Potem wszystko było niby ok i w rozmowie przez telefon opowiadała jak fajnie jest u babci. Jednak gdy moja mama opowiedziała mi o tej sytuacji z przedpokoju – nie mogę tego zapomnieć i czuję wręcz fizyczny ból na wspomnienie.

Obecnie z powodu komplikacji w drugiej ciąży i późniejszego poronienia byłam dwa miesiące na zwolnieniu. Możliwe, że z tego też powodu znów Bajaderce jest trudniej. Bo np. bardzo lubi chodzić do żłobka i nigdy nie miałam problemów z tym, że straszliwie płakała na moje czy El odchodne (no poza pierwszym razem przy adaptacji). Do żłobka chodzi od końca sierpnia, więc trafiła tam na ostatni rok przed przedszkolem. W czasie mojego zwolnienia chodziła do żłobka mało, bo najpierw nie mogłam ryzykować kolejnej infekcji po grypie bostońskiej, a potem gdy tylko wróciła złapała katar. Teraz, gdy skończyło się moje zwolnienie, Bajaderka ma katar, więc zostaje pod opieką dziadka. Rano nie robiła żadnych problemów. Tłumaczyłam jej już wcześniej, że niedługo będę musiała wracać do pracy, bo jestem już zdrowa. Nie cieszyła się zbytnio, ale też nie oponowała mówiąc, że pójdzie ze mną, albo prosząc bym nie szła. Tak więc to dzisiejsze zachowanie kucykowej mamy było dla mnie zaskoczeniem i zmartwieniem 🙁

Sama jestem dzieckiem, dla którego mama zrezygnowała z pracy (miała taką możliwość). Moja mama po urodzeniu mnie pozostała w domu nie 3, czy 5 lat tylko 11. Dobrze więc pamiętam, co czułam, gdy poszła do pracy. Mimo że byłam tak duża i dostałam niedługo przed „odejściem” mamy wymarzonego psa – boksera, wcale nie było mi łatwo. Nagle dom, w którym zawsze była mama, gdy wracałam ze szkoły, czy podwórka wydawał mi się taki pusty. Nie pachniało już szykowanym na moje przyjście obiadem, ani ciastem z piekarnika. Tylko mój fafluniasty przyjaciel czekał na mnie i ogromnie mi wtedy tę moją stratę wynagrodził. Pomimo tego zmianę odczułam mocno i nie było mi jakoś lekko.

Po doświadczeniach z dzieciństwa i tych późniejszych z moją córeczką dochodzę do wniosku, że NIGDY NIE MA ODPOWIEDNIEGO MOMENTU NA POWRÓT MAMY DO PRACY. Zawsze jest to ciężki orzech do zgryzienia zarówno dla dziecka, jak i dla kobiety.

  • ~bb

    Pewnie, że idealny moment nie istnieje, ale wiadomo, że im więcej dziecku tłumaczymy tym lepiej poradzi sobie ze „stratą” mamy na kilka godzin dziennie. Od mojej trzylatki też czasem ja lub mąż slyszymy „Nie idź dzisiaj do pracy” ale na nią akurat dobrze dziala argument, że dzięki naszej pracy możemy zarobić pieniądze np.na fajne wakacje, na wspólne wyjścia do zoo, na wymarzoną zabawkę itp. Dzieciaczki rozumieją więcej niż nam się wydaje, a czas spędzony wspólnie po powrocie rodziców z pracy wypełniony czułością i uwagą na pewno ułatwia małemu człowiekowi akceptację stanu rzeczy, widzę to po mojej córce.

    • No to moja póki co jeszcze przekupna nie jest, bo gdy tłumaczę jej po co potrzebne są pieniądze ona mówi, że nie chce tego, czy tamtego, tylko mamy. Więc od pewnego czasu nie mówię już na jakie atrakcje można wydać pieniądze, tylko że są potrzebne do tego by można było zjeść, wyleczyć katar, pojechać samochodem do babci itd. 😉

  • Tamaro! Nie dołuj się tym, bo z tego dołowania więcej złego, niż z Twojego chodzenia do pracy. Pomyśl że mogłaś teraz przez dwa miesiące być przy młodej:) A przed nią jest lekcja że bez mamy świat też idzie do przodu! Każdy trzylatek przez to przechodzi. A przynajmniej powinien, żeby później nie chodził przez całe życie jako wypłoch z nieodciętą pępowiną jak daleko nie szukając ja. Głowa do góry:) Jeszcze nasiedzisz się z młodymi i to niebawem:)

    • I chyba ja też z tą niedocięta pępowiną jestem 😉

  • Hm, w gruncie rzeczy, to nie wiem jak to wszystko skomentować. Sama właśnie przerabiam ten temat, ponieważ jestem na etapie szukania pracy. Od jakiegoś czasu więc jeżdzimy z Córcią do dziadków, żeby się nawzajem do siebie przyzwyczajali. I mamy już nawet pierwsze koty za płoty, bo dziecko zostało ostatnio na 4 godziny i wcale nie było dramatu. Ale nikt nie wie, jak to będzie kiedy zostanie tam przed 8 i zobaczy rodziców może ok 17. Parę godzin to jednak nie to samo co cały dzień.
    A twoja córka chyba po prostu odreagowuje. Nie sądzę że to forma wyrażenia niezadowolenia że mama chodzi do pracy. Pamiętaj że dzieci uczą się naśladując dorosłych. Dlatego też powiela to, że mama ma obowiązki i chodzi do pracy. Tak myślę.

    • Wiesz Agni chyba trafiłaś w samo sedno, a ja jestem przewrażliwiona na tym punkcie po prostu. Ona faktycznie chyba tylko powieliła fakt, że mam obowiązki. A jeszcze niedawno jej tłumaczyłam, że najpierw jest praca, a potem w wolnym czasie zabawa (gdy byłam jeszcze w domu i namawiała mnie do zabawy, kiedy zabierałam się za robienie obiadu). Może to właśnie jej się przypomniało, gdy dziecko-kucyk chciało się pobawić.

  • ~Luiza

    Ja miałam inny problem.
    Gdy byłam mała, to oboje rodzice pracowali, ale mieszkaliśmy u emerytowanych dziadków (PRL i wieloletnie oczekiwanie na mieszkanie spółdzielcze). Byłam dumna z mamy, bo nikt nie miał takiej mądrej mamy, z doktoratem!
    Niestety potem nastąpiła lawina przykrych dla mnie wydarzeń – wyprowadzka od dziadków i przewlekła choroba mamy (która skutkiem tego przestała pracować). I tak zamiast upragnionej wolności – jako nastolatka ciągle miałam wiecznie marudzącą rodzicielkę w domu. No koszmar! Dobrze, ze jeszcze komórek nie było bo by mnie zadręczyła. Marzyłam, by tak jak koleżanki wracać do domu i mieć trochę samotności.

  • ~Kasia-mama

    Moim zdaniem zachowanie córki jest jak najbardziej normalne i to w mamie jest problem, a nie w niej…. Córci jest ciężko rozstawać się z ukochaną mamą na dłużej ale sobie radzi ( w kątku, po swojemu) Myślę, że nie powinnaś za bardzo rozdrapywać tej sytuacji, bo wtedy to zrobi się problem, a im dziecko starsze tym bardziej świadomie wie w którą nutę rodzica trącić, żeby bardziej bolało 🙂 Moje dzieci są już starsze (10 i 8 lat) ale i teraz zdarza im się powiedzieć, że problemy w szkole to dlatego, że mama pracuje (a nie dlatego, że się nie przyłożyli do lekcji )

  • ~Karolina

    Hmm… mój syn skończył roczek kilka dni temu. Miałam możliwość powrotu jak miał 8 miesięcy ale każdy mówił: poczekaj do roczku chociaż. Niestety ja z tych mlodszych matek przed 30 (26l) i dziadkowie pracu ale gdybym miala taką możliwość od razu bym wróciła. Jak syn był mniejszy to nie tęsknił i nie płakał, a teraz jest powoli problem. Ja nie mam szans na powrót na stare miejsce pracy, pozostaje dojeżdżać kilkanaście kilometrów, poszukać żłobka i jak najszybciej znaleźć pracę. Im dziecko starsze, tym gorzej wg mnie. Ja jak niedługo nie wrócę do pracy, to chyba zbzikuję 🙂

  • ~hell

    Myślę że dramatyzujesz. Ja uwielbiałam te samotne chwile w domu. Wracała, dom był pusty i cały mój. Mogłam robić co chciałam. Podobało mi się. Dzieci odgrywają wszystkie scenki, mama do pracy jest częścią dnia. Wygląda na to, że Ty barziej to przeżywasz niż dziecko.

  • ~Aggi

    Ja miałam 5 lat gdy mama wróciła do pracy, dużo chorowałam więc dla mnie musiała zrezygnować posady którą piastowała. W wieku 5 lat jednak wszystko sie w miarę ustabilizowało i mama nagle zaczęła pracować. Uprzedzała już wcześniej i tłumaczyła ale ja i tak siedziałam na parapecie i przez okno patrzyłam jak mama odjeżdża na rowerze. Dodam, że do przedszkola nie uczęszczałam ze względu na liczne choroby, oraz po prostu moich rodziców nie było na to stać dlatego z matką byłam bardzo mocno związana.
    Pozdrawiam i życzę wielu szczęśliwych chwil w rodzinie 🙂

  • Masz rację ! Nie ma dobrego momentu.. Zawsze dziecko nas potrzebuje czy ma 7 miesięcy czy 5 lat , zawsze w jakiś sposób odczuje naszą nieobecność .

  • Świetny tekst! Daje dużo do myślenia…Ja wróciłam do pracy, gdy córka miała 2,5 roku. Trzy miesiące zajmowała się nią babcia, a później córka dostała się do przedszkola. Teraz, ze względu na zbliżający się poród, jestem w domu i pod nieobecność córki wywiązuję się z wszystkich obowiązków domowych, a potem mam czas tylko dla niej. Mąż często je z nami obiad, a potem wychodzi do pracy, czasami tylko na chwilę. Zauważyłam, że ostatnio, gdy tylko zamykają się za nim drzwi, nasza córka zaczyna płakać, wyć i wołać tatę. Najzwyczajniej za nim tęskni. Wiadomo, pracować trzeba, czasami w różnych godzinach i w weekendy. Zgadzam się, że nigdy nie ma odpowiedniej pory by wrócić do pracy. Dziecko potrzebuje rodziców zawsze!