Fenomen dziadków

Dawno, dawno temu pewien młody, przystojny mężczyzna poślubił skromną dziewczynę o oryginalnej urodzie. Miała ona błękitne oczy i czarne, grube warkocze. Nie znali się długo. W tych czasach ślub po trzech, czy sześciu miesiącach znajomości nie był czymś nienormalnym, czy rzadko spotykanym. Dziewczyna była bardzo oczarowana szarmanckim dżentelmenem, który w wojskowym mundurze przykuwał wzrok każdej kobiety…

Historia ta nie jest żadną baśnią, czy produkcją Disneya. Ona wydarzyła się naprawdę. I jak to w życiu bywa jej kontynuację nie można określić baśniową frazą: „Żyli długo i szczęśliwie”.

Szybko okazało się, że piękno owego mężczyzny było tylko zewnętrzne. Uwielbiany przez kobiety, nie wahał się wykorzystywać swoje atuty. Zaczął zdradzać żonę. Sądzę, że tylko on wiedział tak naprawdę kiedy to wszystko się zaczęło. Ona dowiedziała się o zdradzie będąc w drugiej ciąży… Jako pierwsza urodziła się im dziewczynka. Drugi byłby chłopiec. Byłby… bo nigdy nie przyszedł na świat. Stres ciężarnej, która odkryła zdradę męża doprowadził do poronienia. Były to inne czasy. Małżeństwo traktowano poważniej niż teraz. Na dobre i na złe. Szczególnie ludziom wierzącym trudno było dopuścić do głosu myśli dotyczące rozwodu…

Ona była bardzo wierząca. On twierdził, że jest ateistą. Choć na ślub kościelny przecież się zdecydował. Mimo problemów, w końcu pojawiło się i drugie dziecko. Również dziewczynka. Maleństwo potrzebujące dużo uwagi i cierpliwości. Było w końcu noszone pod złamanym sercem mamy, kształtowało się w bardzo nerwowej atmosferze. Tym razem stres nie doprowadził do poronienia.

Przystojny mężczyzna nigdy nie był dobrym mężem, tym bardziej ojcem. Pozostawił na swoich dzieciach skazy, które wpłynęły na całe ich życie. Ukształtowały charakter w taki, nie inny sposób. Według Freuda wszystko czego doświadczamy w dzieciństwie ma wpływ na nasze dorosłe życie. Nie ma sensu wspominać te wszystkie krzywdy, które wyrządził. Zostały mu wybaczone, a jego już dawno nie ma na tym świecie. Ten przystojny mężczyzna to mój dziadek…

Swego czasu trudno mi było sobie wyobrazić, że mój dziadek był takim człowiekiem. Mama nie zerwała z nim kontaktów, mimo rozwodu babci. Dla mnie był fajnym dziadkiem, z super psem – dużym brązowym wyżłem, mieszkał na peryferiach miasta, gdzie zawsze wybieraliśmy się na długie spacery. Bardzo lubiłam jego życiową partnerkę, którą nazywałam babcią. Miałam tym sposobem trzy babcie i dwóch dziadków (jeden przyszywany, bo prawdziwego dziadka od strony taty nie znałam). Czasem tak bywa, że ludzie muszą poukładać swoje życie na nowo. Gdy udaje im się to zrobić bez palenia za sobą mostów, bez awantur, wydziedziczeń i zrywania kontaktów w rodzinie jest to postawa godna podziwu. Oczywiście by takie relacje były możliwe, ludzie muszą potrafić sobie wybaczyć. Nie wystarczy, że jedna strona chce kontakt utrzymać. W mojej rodzinie największą wyrozumiałością w stosunku do dziadka i do przeszłości wykazały się babcia i mama. Nie wzrastałam więc w nienawiści i to co się działo było dla mnie normalną sytuacją. Nawet jakoś rozumiałam czemu na moją komunię, czy inne większe uroczystości zarówno dziadek jak i babcia przychodzili bez swoich partnerów – mojej trzeciej babci i drugiego dziadka.

Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam zostawać u dziadka na kilka dni. Tym bardziej, że towarzyszyła mi wtedy przyjaciółka z dzieciństwa będąca wnuczką mojej przyszywanej babci. Jak to z babciami i z dziadkami zazwyczaj bywa, przy nich mogłyśmy sobie pozwolić na znacznie więcej niż w domu. Rozpieszczali swoje wnuczki spełniając różne nasze zachcianki, pozwalając na późne chodzenie spać i przemycając ulubione dania i smakołyki. Wszystko czego moja mama nie zaznała od swojego ojca, ja zaznałam od dziadka. Nigdy w życiu nie podniósł na mnie ręki, ani nawet głosu (czym nie mógłby się poszczycić jako ojciec), gdy zostawałam pod jego opieką spędzałam czas doskonale się bawiąc. Sowicie wynagradzał dobre stopnie w szkole. Całe życie lubił nie byle jaki alkohol, ale gdy chciałam by nie pił, np. na komunii – nie robił tego. Dziadek zawsze miał trudny charakter, z natury typ pana i władcy, taka osoba, z którą by żyć trzeba mieć dużo cierpliwości i tolerancji (ja z takim mężczyzną bym być nie mogła). Nigdy jednak nie przekładało się to na relacje ze mną. Jako wnuczka mogłam przysłowiowo wejść mu na głowę. To coś co przyciągało kobiety zostało w nim na całe życie. Gdy jego partnerka, a moja przyszywana babcia zmarła, bardzo przeżył tę stratę, aż obawialiśmy się o jego zdrowie. Jednak wyjątkowo szybko na horyzoncie pojawiła się pewna wdowa, która ukoiła nieco ból.

Druga historia jest o innym mężczyźnie, wspaniałym ojcu, ale w domu, w którym podział ról i obowiązków był dość tradycyjny. Najpierw tylko on zarabiał na rodzinę, więc siłą rzeczy mniej zajmował się dzieckiem od mamy, która nie pracowała zawodowo. Potrafił ogarnąć większość kwestii związanych z dzieckiem, zawsze doskonale je usypiał, po pracy prasował pieluchy, jednak z racji nielekkiego zawodu na pewno robił to wszystko rzadziej od mamy. Jako pierwszy w rodzinie odważył się wykąpać noworodka. Gdy po latach role z żoną się odwróciły, również doskonale odnalazł się w zaistniałej sytuacji. Poszedł na wczesną emeryturę, a żona chwilę wcześniej rozpoczęła po długiej przerwie pracę, a potem jeszcze studia. Nauczył się więc gotować, robił zakupy, a porządek był jego bzikiem od zawsze, więc nie miał problemu z jego utrzymaniem. W wakacje, czy inne dni wolne od szkoły nastoletnia córka zastawała po obudzeniu ulubione śniadanie na stole (jajko na miękko lub parówki i oczywiście świeżutkie pieczywo). Jakimś cudem zawsze posiłek był ciepły, niezależnie od tego, o której godzinie wstała! Na żonę natomiast musiał czekać gorący obiad, gdy wracała z pracy. Innej opcji sobie nie wyobrażał.

Gdy został dziadkiem, a córka wróciła do pracy rodzina postawiła go przed ciężkim wyzwaniem. Wszyscy oczekiwali, że zajmie się ośmiomiesięczną wnuczką. Nigdy nie miał na sobie pełnej odpowiedzialności za takiego malucha, nie pamiętał zbyt wiele z czasów, kiedy sam miał niemowlę w domu. Nie czuł się na siłach by temu zadaniu sprostać, dlatego też trzeba było poszukać innej opcji dotyczącej opieki nad maluchem. Mimo wszystko, na dziadka zawsze można było liczyć: często przyjeżdżał pomóc opiekunce, np. gdy był problem z podaniem leków, czy w innych awaryjnych sytuacjach. Wnuczka nieco podrosła i z czasem dziadek zastąpił nianię w 100%. No może nie tak zupełnie, bo mała poszła jeszcze na ostatni rok do żłobka. Jednak w takich miejscach odporność dziecka zostaje wystawiona na ogromny test, więc dziadek bardzo często jest potrzebny. To ukochany i jedyny dziadziuś swojej wnusi, między nimi powstała silna więź, takiej bliskości nie miał nawet z córką. Dziadek zawsze jest przygotowany na wszelkie okoliczności, jakie można zastać z małym dzieckiem, nie tylko gdy sam się nim zajmuje, ale i przy całej rodzinie. Nigdy nie brakuje mu chusteczek, zawsze pamięta o ulubionych przyzwyczajeniach swojej księżniczki, wie jak zachęcić ją do jedzenia, jak przemycić leki, gdy jest chora, jak ubrać. Nawet do lekarza sam z nią pójdzie, choć nigdy nie doświadczał tych wszystkich obowiązków w pojedynkę jako ojciec. Dziadek zawsze naprawi popsute zabawki, pamięta by dokupić baterie do lampki, która przestała świecić… Jak zapewne się już domyśliliście mowa tutaj o dziadku Bajaderki – najwspanialszym super dziadku wszechczasów.

Kto by pomyślał, że wnuki aż tak bardzo potrafią zaczarować swoich dziadków i to ludzi o bardzo różnych charakterach. Również tych, którzy w przeszłości mieli sporo na sumieniu. Oczywiście nie wszystkie tego typu historie się tak kończą, mój drugi biologiczny dziadek jest chociażby na to doskonałym przykładem, ale mimo wszystko ludzie potrafią pozytywnie zaskakiwać. Nawet tacy, po których byśmy się tego nie spodziewali.

kaboompics.com_Heart with a red oil pastel

  • To racja. Mój dziadek był bardzo podobny do Twojego. Ma z babcią czworo dzieci, ona zajmowała się ich wychowywaniem i dorabiała gdzie tylko się dało, a on nie stronił od alkoholu i kobiet. Nie unikał też awantur, a do domu potrafił nie wracać tygodniami. Tak jak napisałaś- kiedyś rozwód nie był popularny i nawet „nie pasował”. Może dlatego małżeństwo moich dziadków istnieje do dziś. Moja mama i jej rodzeństwo, zawsze mieli żal do dziadka o to jakie im zgotował dzieciństwo. Widziałam nawet, że nie mają do niego szacunku. Mną, jako wnuczką, też nie specjalnie się zajmował, ale cztery lata temu urodził mu się wnuk, szósty z kolei, ale najmłodszy. Dziadek jest zupełnie innym człowiekiem. Nie pije, pomaga babci, chętnie opiekuje się małym, a jego niedawno urodzonego brata, zabiera na przejażdżki w wózku po osiedlu. Dzisiaj można mu zaufać i powierzyć dziecko w opiece. Żal rodziny po mału zaczyna znikać, a mama śmieje się, że dziadek nadrabia zaległości sprzed lat! Szkoda tylko, że mój ojciec zachwycał się moją córką przez pierwszy miesiąc… Dziś córka nawet nie wie, że ktoś taki istnieje…

  • mój dziadek… złoty człowiek dla swoich dzieci, najcudowniejsza osoba dla swoich wnuków… od zawsze byłam oczkiem w głowie babci i dziadka, na każdym kroku czuło się miłość od nich bijącą… ale dla mojej babci nie był idealnym mężem… początkowo w grę wchodził również alkohol, ale po pierwszym zawale (w sumie przeszedł 3 zawały) w młodym wieku (30 lat) zaprzestał tych praktyk… nigdy nie podniósł na babcię ręki, ale psychicznie wykańczał ją każdego dnia… narzekanie i wieczne pretensje były chlebem powszednim

  • Tak to właśnie jest, że dla dzieci nie mają znaczenia koligacje rodzinne. Ja też miałam dwóch doszywanych dziadków, jednego bardziej kochałam, a gdy byłam nastolatką to też się wydało że były zdrady, potem rozwód. ALe z dzieciństwa wspomnienia zostały i dzis mimo wszystko nie myślę o nim jakoś bardzo źle.

  • Niestety ja nie jestem wstanie wiele powiedzieć o swoich dziadkach… Jednego nie poznałam nigdy, ponieważ zmarł zanim rodzice się pobrali. Drugi dziadek zmarł wprawdzie niedawno ale nie miałam z nim szczególnie dużego kontaktu. Kochałam go bo był jedynym dziadkiem jakiego miałam . Wiem tylko ze był dobrym człowiekiem , choć wymagającym .

  • Pamiętam, że był czas, gdy dziadek zawsze odprowadzał mnie do przedszkola, wcześniej robiąc mi warkocze 🙂