Czerwona płachta na matki

Są takie tematy, które na nas matki działają jeszcze bardziej denerwująco niż czerwona płachta na byka. Poruszanie ich w dyskusji ZAWSZE doprowadza do sporu, a jak rozmowa ma miejsce w internecie, np. na forum dyskusyjnym trzeba w końcu wątek zamknąć, bo inaczej baby wirtualnie chwycą się za kudły i wymiana zdań nie będzie już przypominać dyskusji na poziomie. Powstanie chaos, dzicz, obraza i fochy objawiające się usuwaniem kont i odejściem z forum.

Sama nie jestem w tej kwestii niewiniątkiem, bo gdy jakaś sprawa jest mi wyjątkowo bliska mam czasami potrzebę nawracania świata na słuszną drogę, bo Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza! 😉 Żartuję, aż tak bardzo zarozumiała nie jestem. Choć unikam sporów forumowych, czasem ciężko mi wszystko przemilczeć i totalnie zignorować.

Każda normalna mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ale też każda inaczej postrzega to, co jest tym dobrem najwyższym, dlatego spory matek przyjmują tak ostrą formę. Gdy rozmowy toczą się w internecie, niektórzy nie mają już żadnych hamulców, choć i poruszanie pewnych kwestii twarzą w twarz potrafi dostarczyć ogrom emocji. Ile razy by nie były wywlekane wystarczy, że ktoś coś w danym temacie napomknie iiiii… poooszło!!! Będzie afera. Oto lista najbardziej niebezpiecznych tematów, które potrafią przemienić matki w walczące lwice. Uporządkowane od tych wywołujących najwięcej sporów do nieco mniej poruszających, ale też działających jak kij w mrowisko:

1. Karmienie piersią vs karmienie butelką

Temat rzeka. Aby ograniczyć wzrost agresji, którą wywołują rozmowy o sposobach karmienia niemowląt, należałoby wprowadzić cenzurę, a i to pewnie by nie pomogło. Cały pic polega na dowartościowaniu się pod przykrywką walki o dobro dziecka. Inaczej tego nazwać nie można. I mam tu na myśli dowartościowanie zarówno matek karmiących naturalnie jak i butelkowych. Nie zapominajmy też o trzeciej grupie, którą stanowią matki chcące z karmienia w pewnym momencie zrezygnować. Do każdej z grup znajdą się przytyki i zarzuty, o robienie czegoś źle. I to skandalicznie źle, bo przecież dotyczy to zdrowia i szczęścia dziecka! Mimo że dyskusje te są usprawiedliwiane walką o dobro dzieci, w tym temacie notorycznie spotykamy się z oskarżeniami o egoizm matek. Jeśli nie karmisz to dlatego, że myślisz tylko i wyłącznie o sobie, swoim wyglądzie i swojej wygodzie. Jesteś leniwą i wyrodną matką, która skazuje biedne maleństwo na choroby i tuczenie paszą. Jeśli karmisz to myślisz tylko o sobie, bo ci to przyjemność sprawia i pewnie jeszcze chore podniecenie odczuwasz, a już biada jak karmisz starsze dziecko to w ogóle jesteś zboczona. I też to robisz dla wygody, bo w nocy możesz smacznie chrapać z wyciągniętym cyckiem i maluchem obok i nie musisz wstawać, by szykować butelkę z mlekiem. Planujesz zrezygnować z karmienia? Ty wstrętna egoistko! Dla własnej wygody chcesz pozbawić swoje dziecko największej dobroci, jaką natura wytworzyła!

Kolejne przytyki to przechwałki niektórych matek karmiących, bo dając cyca dają dziecku WSZYSTKO co najlepsze, a innych metod okazywania miłości w macierzyństwie nie dostrzegają. Jest i grupa matek święcie przekonanych o wyższości sztucznych mieszanek nad naturalnym pokarmem i one również krytykują i wyzywają matki karmiące. Zwyczajowo uważa się, że jeśli ktoś karmi butelką to albo jest leniwy, albo dostatecznie mocno się nie przyłożył, albo nie miał wsparcia. Problemy z laktacją doprowadzające cały ogrom matek do frustracji są negowane na zasadzie „nie ma czegoś takiego jak brak pokarmu”, „wielkość piersi i kształt sutków nie jest przeszkodą w karmieniu”, „każdy karmić może, jeśli tylko chce”, „nie ma możliwości, by dziecko się nie najadało mamy pokarmem” itd., itp. Same zaprzeczenia i wmawianie, że problem, który masz jest tylko w twojej głowie i jeśli sobie to uświadomisz, on w magiczny sposób zniknie. Albo nie w magiczny, przepraszam! Jak będziesz dostatecznie mocno walczyła i chciała karmić, mając na względzie to, że problem tak naprawdę nie istnieje to dasz radę! Nie udało się? Oj nie przyłożyłaś się zbyt mocno moja droga. i pewnie zabrakło ci wsparcia.

I tak na jedno kopyto, wciąż te same argumenty i oskarżenia. Wałkowanie w ten sposób tematu ani nie pomaga tym, które pomocy poszukują, ani nie propaguje karmienia piersią, ukazując je jako ogromny kobiecy problem. Co najwyżej pozwala wyładować swoje frustracje i się dowartościować, że karmię piersią i mam super zdrowe dziecko o idealnej wadze, że nie karmię piersią i mam super zdrowe dziecko o idealnej wadze, że odciągam pokarm i daję radę tak miesiącami, że stoję na głowie. A już na zagranicznych forach dyskusje na temat sposobów karmienia niemowląt są pozbawione wszelkich granic, ich poziom osiąga dno pochyłe.

2. Poród naturalny vs cięcie cesarskie

Zanim zostałam mamą w życiu nie przyszło by mi do głowy, że nawet w kwestii sposobu rodzenia kobiety ze sobą rywalizują. Miałaś cesarkę, bo twój lub dziecka stan zdrowia był do tego wskazaniem, albo po prostu w ten sposób chciałaś rodzić? Usłyszysz nie raz, że nie wiesz co to poród – mistyczne przeżycie, które zmienia wszystko, co do tej pory o sobie i w ogóle egzystencji całego wszechświata wiedziałaś. Nie czułaś tego bólu to w ogóle nie zasługujesz na miano prawdziwej kobiety! Przyszła taka, na stole się rozłożyła, pocięli ją w znieczuleniu, dziecko wyjęli i zadowolona. Przecież naturalny poród to wszystko co najlepsze dla zdrowia dziecka, matki i ach i och i w każdej sytuacji tak jest, więc nie tłumacz się ty wygodnicka cesarzowo…

Rodziłaś siłami natury? Przecież to obrzydliwe! Jak można się tak męczyć z własnej woli? Poród uwłacza godności kobiety! Twój tyłek ogląda cała armia ludzi, czasem i mężowie innych rodzących, do tego wszystkiego możesz nawet zrobić w trakcie porodu kupę przy wszystkich! Jesteś spocona, drzesz się jak stare prześcieradło, jeszcze chłopa zaciągnęłaś, żeby to wszystko oglądał, pewno po to by zasadzić mu potężnego kopniaka w jaja przy mocniejszym pięćdziesiątym skurczu. A na koniec jeszcze potną ci krocze, przez co moczu nie będziesz już umiała utrzymać, a mąż nigdy więcej cię nie dotknie. Wstrętne, obleśne, okropne!

Tak to mniej więcej wygląda w internetowych potyczkach kobiet. Spotkałam się nawet z opinią, że przy braku nacięcia krocza, gdy nie było to potrzebne nie wiesz co to PRAWDZIWY poród. Nie ważne, że kiedyś, gdy kobiety szły w pole same urodzić dziecko nikt nie nacinał im krocza, albo gdy pomagały im wiejskie akuszerki, które nie traktowały swojej pracy taśmowo i byle szybciej rodzącą obsłużyć. Nie sądzę, by wtedy matka matce wypominała, że nie wie co to poród.

3. Szczepienia

Walki zwolenników i przeciwników szczepień zaczynają przybierać bardzo niebezpieczną formę i w nich akurat uczestniczą już nie tylko same kobiety. Za tą sprawę myślę, że można by zarobić w mordę, wyrażając swoje opinie w nieodpowiednim do tych opinii towarzystwie. Tu już zakrawa o rasizm, taki poglądowy. Ludzie na siłę próbują swoje racje narzucić innym, będącym w drugim obozie. Tymczasem temat jest zbyt poważny na to, by go w taki sposób traktować. Tu już naprawdę chodzi o życie i zdrowie naszych dzieci. Zamiast się kłócić i ślepo wierzyć jednym, czy drugim postarajmy się przede wszystkim MYŚLEĆ, czyli szukać samemu sprawdzonych informacji, brać pod uwagę historie, które spotkały ludzi nam znanych, zachować szczególną ostrożność przy podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji, mieć świadomość manipulacji i nie dać się zwieść autorytetom, a przede wszystkim obserwować reakcje własnego dziecka. Najlepszą postawą w kwestii szczepień będzie sceptycyzm i znalezienie własnego złotego środka. Przychylając się bardziej w jedną lub drugą stronę i ogłaszając swoje stanowisko wszem i wobec miejmy na względzie to, że na naszej opinii może oprzeć się inna osoba, której sytuacja diametralnie się różni i obrana przez nas droga jej akurat może zaszkodzić.

4. Przekłuwanie uszu u niemowląt

Kolejny temat wywołujący burze, tylko tutaj jedzie się po zwolenniczkach wczesnego przekłuwania uszu u dzieci. W najostrzejszych dyskusjach wyzywane są one od wiejskich prostaczek, bo że niby to na wsi i wśród prostaków dominuje trend na kolczyki u niemowląt. Konstruktywna krytyka tego zjawiska opiera się na przekonywaniu, że na przekłucie uszu nigdy nie jest za późno i należy tę decyzję pozostawić dziecku, które zdecyduje, czy takie upiększenie i ingerencja w jego ciało mu się podoba, czy nie. Oczywiście każdy ma prawo wyrazić swoją opinię, co w tym temacie i ja często robię, tłumacząc czemu zwolenniczką wczesnego przekłuwania nie jestem (z racji mojej pracy temat jest mi doskonale znany). Niestety po przedstawieniu swoich stanowisk, również w temacie przekłuwania, matki nie potrafią powstrzymać się od krytyki, tych które uważają inaczej. Zaczynają wyolbrzymiać, ubliżać, wyzywać się nawzajem. Przekłułaś niemowlęciu uszy? Spotkasz się z opinią, że wyrodna z ciebie matka, pusta kobieta. Tatuaż też mu zrobisz? Nie przekłułaś? Teraz twoją dziewczynkę będą brać za chłopca! Albo mimo chęci nigdy w przyszłości nie zrobi sobie kolczyków, bo się będzie bała…

5. Żywienie dzieci

Temat najbardziej drażniący, jeśli chodzi o rozszerzanie diety niemowląt. Często mocno związany z kwestią karmienia piersią. Tutaj mamuśki kłócą się o to, kiedy zacząć podawać dzieciom inne – poza mlekiem – pokarmy, co podać na początek i jak to serwować. O ile kulturalne uprzytomnienie radosnej mamusi, że dając trzymiesięcznemu dziecku do polizania czekoladę robi mu krzywdę, jest jak najbardziej na miejscu, o tyle naskakiwanie całym stadem i totalne zjebki takiego poczynania nie są dobrym rozwiązaniem. A już na pewno niezbyt skutecznym, bo niedoinformowana mama tylko się zbulwersuje i nie będzie chciała dyskusji kontynuować, a już na pewno niczego jej to nie nauczy, poza rezygnacją z chwalenia się publicznie swoimi poczynaniami. Generalnie my kobiety na wszystko, co dotyczy dzieci reagujemy bardzo emocjonalnie i ciężko jest nam się opanować, gdy widzimy, że inna matka plecie jakieś farmazony, albo robi coś skrajnie durnego. W rezultacie ktoś napomknie, że doprawia słoiczki dla niemowląt solą i Maggi to zostanie zlinczowany, a nie uświadomiony na tyle, by swoje postępowanie zmienić. Tymczasem tylko spokojne wytłumaczenie co robi źle, może przynieść pozytywny skutek. Nie atak. Naprawdę cała masa ludzi nie posiada nawet podstawowej wiedzy odnośnie zdrowego żywienia i czasem wystarczy im tylko to czy owo na spokojnie wytłumaczyć.

Bardzo popularna obecnie metoda żywienia BLW (bobas lubi wybór), w której to dziecko zamiast papek samodzielnie zjada zdrowe kąski, podawane w całości, króluje wśród matczynych porad odnośnie jedzenia. Niestety i przy tym temacie powstają spięcia i kłótnie dotyczące czy to obaw przed zakrztuszeniem lub zadławieniem się malucha, czy wątpliwości odnośnie słuszności tej metody. Gdy jakaś mama stwierdzi, że nie chce BLW stosować ze względu na bałagan, jaki samodzielnie jedzące dziecko tworzy wokół siebie, to już umarł w butach. Będzie afera! Temat lubi też generować spory odnośnie znaczenia słów „zakrztuszenie” i „zadławienie” oraz błędnego ich używania.

Kolejna nerwowa atmosfera przy tematyce żywienia pojawia się za sprawą freaków zdrowego stylu życia. Oczywiście zdrowe odżywianie powinno być kwestią nadrzędną, szczególnie przy małym dziecku, ale niektórzy lubią za bardzo popadać w skrajności. Znajdziemy całą masę zwolenników wykluczania najróżniejszych składników, którzy nie do końca wiedzą jak te składniki zastąpić, by dojrzewającemu organizmowi niczego nie brakowało. Jest moda na cukrofobów, mlekofobów, glutenofobów, mięsofobów, którzy w bardzo dobitny sposób nawołują do rzucenia tych śmiercionośnych, czy rakotwórczych produktów. Decydując się na dietę dziecka opartą o wykluczenie jakiś składników pamiętajmy, by skonsultować taką decyzję z dietetykiem, a nie internetowym specjalistą od wszystkiego, który grzmi i huczy, przy akompaniamencie wirtualnych oklasków, które stanowią facebookowe lajki od osób jemu podobnych.

6. Przedwczesne wymuszanie określonej postawy, tudzież używanie chodzików, nosideł, szelek i innych tego typu sprzętów

To czerwona płachta nie tylko na matki i z jednej strony jest to zrozumiałe, ale z drugiej pamiętajmy, że tak samo jak w poprzednich sytuacjach – atakiem nikogo nie skłonimy do refleksji nad złym postępowaniem. Tak, bardzo w oczy kole, gdy u znajomych na fejsie widzimy kilkumiesięcznego szkraba posadzonego na siłę na pupie, kiedy to pozycja ta jest wymuszona i przedwcześnie wymagana. Na jakiekolwiek uwagi zostaniemy poinformowani, że to „tylko” do zdjęcia. Takich kwiatków spotykamy sporo w wirtualnym i nie tylko świecie. Kiedyś na spacerze widziałam kilkumiesięczną dziewczynkę w szelkach do nauki chodzenia, na których wisiała jak lalka, zupełnie nieprzygotowana na taką postawę. Ludzie potrafią jeszcze tylko leżące niemowlęta sadzać na pupie, stawiać na nóżki, wkładać w chodziki. Trudno obok takiego zjawiska przejść obojętnie i nie wywołać swoimi uwagami burzy. Dla dobra tych dzieci starajmy się jednak podejść do tematu spokojnie. Można wytłumaczyć, można podrzucić odpowiednią literaturę, byle nie wywołać wrażenia przewrażliwionej matki wariatki, bo takiej nikt nie posłucha.

7. Matki pracujące kontra matki niepracujące zawodowo

Tutaj nie tyle spory, co licytacje powstają pt. kto ma więcej roboty, albo czy rzeczywiście codzienne mycie podłogi i odkurzanie jest absolutnie konieczną koniecznością. Co za tym idzie dalej wchodzi krytykowanie siebie nawzajem zwolenniczek i przeciwniczek danych aktywności. Jedne są więc kijowymi paniami domu, drugie chyba nie mają co z czasem zrobić.

Podsumowując, współczesne matki to bardzo agresywne kobiety, a szczególnie taki wizerunek kreują w internecie. Czytając, czy słuchając ich wypowiedzi można odnieść wrażenie, że pozjadały wszystkie rozumy i mają się za specjalistki w każdej dziedzinie związanej z dzieckiem. Dzień bez wylania odrobiny jadu na inną matkę mają za dzień stracony. Muszą udowadniać światu, a przede wszystkim sobie, że decyzje, które podjęły są słuszne, prawidłowe i akceptowane przez większość. Z drugiej jednak strony kobiety w Polsce są bardzo zakompleksione. Czytałam niedawno na jednym blogu fajny tekst odnośnie tego, że Polki nie potrafią przyjmować komplementów dotyczących ich wyglądu. Zazwyczaj na teksty od znajomych typu: „jak ładnie dziś wyglądasz” odpowiadamy coś w stylu „a daj spokój, to stara bluzka”, „coś ty, ostatnio przytyłam” itd., zamiast odpowiedzieć po prostu: „dziękuję”. Wychowywano nas na skromnych i pokornych ludzi, którzy nie powinni się wychylać, co zaowocowało masą kompleksów. Pewność siebie natomiast jest postrzegana jako wygórowane ego, czy zarozumiałość. Kumulujemy w sobie nawał negatywnych emocji, którym dajemy upust w internecie, a tutaj puszczają wszelkie hamulce. Agresywne potyczki matek, czy to wirtualne, czy realne niestety nie mają podłoża walki o dobro wszystkich dzieci świata, tylko są rozpaczliwym krzykiem o akceptację, pochwałę. To głównie próby dowartościowania się w świecie, w którym matka podlega ciągłej ocenie i krytyce. Z jednej strony nie cierpimy być krytykowane, z drugiej strony same krytykujemy innych. Warto się nad tym wszystkim zastanowić…

Tamara Tur na Facebooku klik

137H

Tamara Tur