Czerwona płachta na matki

Są takie tematy, które na nas matki działają jeszcze bardziej denerwująco niż czerwona płachta na byka. Poruszanie ich w dyskusji ZAWSZE doprowadza do sporu, a jak rozmowa ma miejsce w internecie, np. na forum dyskusyjnym trzeba w końcu wątek zamknąć, bo inaczej baby wirtualnie chwycą się za kudły i wymiana zdań nie będzie już przypominać dyskusji na poziomie. Powstanie chaos, dzicz, obraza i fochy objawiające się usuwaniem kont i odejściem z forum.

Sama nie jestem w tej kwestii niewiniątkiem, bo gdy jakaś sprawa jest mi wyjątkowo bliska mam czasami potrzebę nawracania świata na słuszną drogę, bo Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza! 😉 Żartuję, aż tak bardzo zarozumiała nie jestem. Choć unikam sporów forumowych, czasem ciężko mi wszystko przemilczeć i totalnie zignorować.

Każda normalna mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ale też każda inaczej postrzega to, co jest tym dobrem najwyższym, dlatego spory matek przyjmują tak ostrą formę. Gdy rozmowy toczą się w internecie, niektórzy nie mają już żadnych hamulców, choć i poruszanie pewnych kwestii twarzą w twarz potrafi dostarczyć ogrom emocji. Ile razy by nie były wywlekane wystarczy, że ktoś coś w danym temacie napomknie iiiii… poooszło!!! Będzie afera. Oto lista najbardziej niebezpiecznych tematów, które potrafią przemienić matki w walczące lwice. Uporządkowane od tych wywołujących najwięcej sporów do nieco mniej poruszających, ale też działających jak kij w mrowisko:

1. Karmienie piersią vs karmienie butelką

Temat rzeka. Aby ograniczyć wzrost agresji, którą wywołują rozmowy o sposobach karmienia niemowląt, należałoby wprowadzić cenzurę, a i to pewnie by nie pomogło. Cały pic polega na dowartościowaniu się pod przykrywką walki o dobro dziecka. Inaczej tego nazwać nie można. I mam tu na myśli dowartościowanie zarówno matek karmiących naturalnie jak i butelkowych. Nie zapominajmy też o trzeciej grupie, którą stanowią matki chcące z karmienia w pewnym momencie zrezygnować. Do każdej z grup znajdą się przytyki i zarzuty, o robienie czegoś źle. I to skandalicznie źle, bo przecież dotyczy to zdrowia i szczęścia dziecka! Mimo że dyskusje te są usprawiedliwiane walką o dobro dzieci, w tym temacie notorycznie spotykamy się z oskarżeniami o egoizm matek. Jeśli nie karmisz to dlatego, że myślisz tylko i wyłącznie o sobie, swoim wyglądzie i swojej wygodzie. Jesteś leniwą i wyrodną matką, która skazuje biedne maleństwo na choroby i tuczenie paszą. Jeśli karmisz to myślisz tylko o sobie, bo ci to przyjemność sprawia i pewnie jeszcze chore podniecenie odczuwasz, a już biada jak karmisz starsze dziecko to w ogóle jesteś zboczona. I też to robisz dla wygody, bo w nocy możesz smacznie chrapać z wyciągniętym cyckiem i maluchem obok i nie musisz wstawać, by szykować butelkę z mlekiem. Planujesz zrezygnować z karmienia? Ty wstrętna egoistko! Dla własnej wygody chcesz pozbawić swoje dziecko największej dobroci, jaką natura wytworzyła!

Kolejne przytyki to przechwałki niektórych matek karmiących, bo dając cyca dają dziecku WSZYSTKO co najlepsze, a innych metod okazywania miłości w macierzyństwie nie dostrzegają. Jest i grupa matek święcie przekonanych o wyższości sztucznych mieszanek nad naturalnym pokarmem i one również krytykują i wyzywają matki karmiące. Zwyczajowo uważa się, że jeśli ktoś karmi butelką to albo jest leniwy, albo dostatecznie mocno się nie przyłożył, albo nie miał wsparcia. Problemy z laktacją doprowadzające cały ogrom matek do frustracji są negowane na zasadzie „nie ma czegoś takiego jak brak pokarmu”, „wielkość piersi i kształt sutków nie jest przeszkodą w karmieniu”, „każdy karmić może, jeśli tylko chce”, „nie ma możliwości, by dziecko się nie najadało mamy pokarmem” itd., itp. Same zaprzeczenia i wmawianie, że problem, który masz jest tylko w twojej głowie i jeśli sobie to uświadomisz, on w magiczny sposób zniknie. Albo nie w magiczny, przepraszam! Jak będziesz dostatecznie mocno walczyła i chciała karmić, mając na względzie to, że problem tak naprawdę nie istnieje to dasz radę! Nie udało się? Oj nie przyłożyłaś się zbyt mocno moja droga. i pewnie zabrakło ci wsparcia.

I tak na jedno kopyto, wciąż te same argumenty i oskarżenia. Wałkowanie w ten sposób tematu ani nie pomaga tym, które pomocy poszukują, ani nie propaguje karmienia piersią, ukazując je jako ogromny kobiecy problem. Co najwyżej pozwala wyładować swoje frustracje i się dowartościować, że karmię piersią i mam super zdrowe dziecko o idealnej wadze, że nie karmię piersią i mam super zdrowe dziecko o idealnej wadze, że odciągam pokarm i daję radę tak miesiącami, że stoję na głowie. A już na zagranicznych forach dyskusje na temat sposobów karmienia niemowląt są pozbawione wszelkich granic, ich poziom osiąga dno pochyłe.

2. Poród naturalny vs cięcie cesarskie

Zanim zostałam mamą w życiu nie przyszło by mi do głowy, że nawet w kwestii sposobu rodzenia kobiety ze sobą rywalizują. Miałaś cesarkę, bo twój lub dziecka stan zdrowia był do tego wskazaniem, albo po prostu w ten sposób chciałaś rodzić? Usłyszysz nie raz, że nie wiesz co to poród – mistyczne przeżycie, które zmienia wszystko, co do tej pory o sobie i w ogóle egzystencji całego wszechświata wiedziałaś. Nie czułaś tego bólu to w ogóle nie zasługujesz na miano prawdziwej kobiety! Przyszła taka, na stole się rozłożyła, pocięli ją w znieczuleniu, dziecko wyjęli i zadowolona. Przecież naturalny poród to wszystko co najlepsze dla zdrowia dziecka, matki i ach i och i w każdej sytuacji tak jest, więc nie tłumacz się ty wygodnicka cesarzowo…

Rodziłaś siłami natury? Przecież to obrzydliwe! Jak można się tak męczyć z własnej woli? Poród uwłacza godności kobiety! Twój tyłek ogląda cała armia ludzi, czasem i mężowie innych rodzących, do tego wszystkiego możesz nawet zrobić w trakcie porodu kupę przy wszystkich! Jesteś spocona, drzesz się jak stare prześcieradło, jeszcze chłopa zaciągnęłaś, żeby to wszystko oglądał, pewno po to by zasadzić mu potężnego kopniaka w jaja przy mocniejszym pięćdziesiątym skurczu. A na koniec jeszcze potną ci krocze, przez co moczu nie będziesz już umiała utrzymać, a mąż nigdy więcej cię nie dotknie. Wstrętne, obleśne, okropne!

Tak to mniej więcej wygląda w internetowych potyczkach kobiet. Spotkałam się nawet z opinią, że przy braku nacięcia krocza, gdy nie było to potrzebne nie wiesz co to PRAWDZIWY poród. Nie ważne, że kiedyś, gdy kobiety szły w pole same urodzić dziecko nikt nie nacinał im krocza, albo gdy pomagały im wiejskie akuszerki, które nie traktowały swojej pracy taśmowo i byle szybciej rodzącą obsłużyć. Nie sądzę, by wtedy matka matce wypominała, że nie wie co to poród.

3. Szczepienia

Walki zwolenników i przeciwników szczepień zaczynają przybierać bardzo niebezpieczną formę i w nich akurat uczestniczą już nie tylko same kobiety. Za tą sprawę myślę, że można by zarobić w mordę, wyrażając swoje opinie w nieodpowiednim do tych opinii towarzystwie. Tu już zakrawa o rasizm, taki poglądowy. Ludzie na siłę próbują swoje racje narzucić innym, będącym w drugim obozie. Tymczasem temat jest zbyt poważny na to, by go w taki sposób traktować. Tu już naprawdę chodzi o życie i zdrowie naszych dzieci. Zamiast się kłócić i ślepo wierzyć jednym, czy drugim postarajmy się przede wszystkim MYŚLEĆ, czyli szukać samemu sprawdzonych informacji, brać pod uwagę historie, które spotkały ludzi nam znanych, zachować szczególną ostrożność przy podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji, mieć świadomość manipulacji i nie dać się zwieść autorytetom, a przede wszystkim obserwować reakcje własnego dziecka. Najlepszą postawą w kwestii szczepień będzie sceptycyzm i znalezienie własnego złotego środka. Przychylając się bardziej w jedną lub drugą stronę i ogłaszając swoje stanowisko wszem i wobec miejmy na względzie to, że na naszej opinii może oprzeć się inna osoba, której sytuacja diametralnie się różni i obrana przez nas droga jej akurat może zaszkodzić.

4. Przekłuwanie uszu u niemowląt

Kolejny temat wywołujący burze, tylko tutaj jedzie się po zwolenniczkach wczesnego przekłuwania uszu u dzieci. W najostrzejszych dyskusjach wyzywane są one od wiejskich prostaczek, bo że niby to na wsi i wśród prostaków dominuje trend na kolczyki u niemowląt. Konstruktywna krytyka tego zjawiska opiera się na przekonywaniu, że na przekłucie uszu nigdy nie jest za późno i należy tę decyzję pozostawić dziecku, które zdecyduje, czy takie upiększenie i ingerencja w jego ciało mu się podoba, czy nie. Oczywiście każdy ma prawo wyrazić swoją opinię, co w tym temacie i ja często robię, tłumacząc czemu zwolenniczką wczesnego przekłuwania nie jestem (z racji mojej pracy temat jest mi doskonale znany). Niestety po przedstawieniu swoich stanowisk, również w temacie przekłuwania, matki nie potrafią powstrzymać się od krytyki, tych które uważają inaczej. Zaczynają wyolbrzymiać, ubliżać, wyzywać się nawzajem. Przekłułaś niemowlęciu uszy? Spotkasz się z opinią, że wyrodna z ciebie matka, pusta kobieta. Tatuaż też mu zrobisz? Nie przekłułaś? Teraz twoją dziewczynkę będą brać za chłopca! Albo mimo chęci nigdy w przyszłości nie zrobi sobie kolczyków, bo się będzie bała…

5. Żywienie dzieci

Temat najbardziej drażniący, jeśli chodzi o rozszerzanie diety niemowląt. Często mocno związany z kwestią karmienia piersią. Tutaj mamuśki kłócą się o to, kiedy zacząć podawać dzieciom inne – poza mlekiem – pokarmy, co podać na początek i jak to serwować. O ile kulturalne uprzytomnienie radosnej mamusi, że dając trzymiesięcznemu dziecku do polizania czekoladę robi mu krzywdę, jest jak najbardziej na miejscu, o tyle naskakiwanie całym stadem i totalne zjebki takiego poczynania nie są dobrym rozwiązaniem. A już na pewno niezbyt skutecznym, bo niedoinformowana mama tylko się zbulwersuje i nie będzie chciała dyskusji kontynuować, a już na pewno niczego jej to nie nauczy, poza rezygnacją z chwalenia się publicznie swoimi poczynaniami. Generalnie my kobiety na wszystko, co dotyczy dzieci reagujemy bardzo emocjonalnie i ciężko jest nam się opanować, gdy widzimy, że inna matka plecie jakieś farmazony, albo robi coś skrajnie durnego. W rezultacie ktoś napomknie, że doprawia słoiczki dla niemowląt solą i Maggi to zostanie zlinczowany, a nie uświadomiony na tyle, by swoje postępowanie zmienić. Tymczasem tylko spokojne wytłumaczenie co robi źle, może przynieść pozytywny skutek. Nie atak. Naprawdę cała masa ludzi nie posiada nawet podstawowej wiedzy odnośnie zdrowego żywienia i czasem wystarczy im tylko to czy owo na spokojnie wytłumaczyć.

Bardzo popularna obecnie metoda żywienia BLW (bobas lubi wybór), w której to dziecko zamiast papek samodzielnie zjada zdrowe kąski, podawane w całości, króluje wśród matczynych porad odnośnie jedzenia. Niestety i przy tym temacie powstają spięcia i kłótnie dotyczące czy to obaw przed zakrztuszeniem lub zadławieniem się malucha, czy wątpliwości odnośnie słuszności tej metody. Gdy jakaś mama stwierdzi, że nie chce BLW stosować ze względu na bałagan, jaki samodzielnie jedzące dziecko tworzy wokół siebie, to już umarł w butach. Będzie afera! Temat lubi też generować spory odnośnie znaczenia słów „zakrztuszenie” i „zadławienie” oraz błędnego ich używania.

Kolejna nerwowa atmosfera przy tematyce żywienia pojawia się za sprawą freaków zdrowego stylu życia. Oczywiście zdrowe odżywianie powinno być kwestią nadrzędną, szczególnie przy małym dziecku, ale niektórzy lubią za bardzo popadać w skrajności. Znajdziemy całą masę zwolenników wykluczania najróżniejszych składników, którzy nie do końca wiedzą jak te składniki zastąpić, by dojrzewającemu organizmowi niczego nie brakowało. Jest moda na cukrofobów, mlekofobów, glutenofobów, mięsofobów, którzy w bardzo dobitny sposób nawołują do rzucenia tych śmiercionośnych, czy rakotwórczych produktów. Decydując się na dietę dziecka opartą o wykluczenie jakiś składników pamiętajmy, by skonsultować taką decyzję z dietetykiem, a nie internetowym specjalistą od wszystkiego, który grzmi i huczy, przy akompaniamencie wirtualnych oklasków, które stanowią facebookowe lajki od osób jemu podobnych.

6. Przedwczesne wymuszanie określonej postawy, tudzież używanie chodzików, nosideł, szelek i innych tego typu sprzętów

To czerwona płachta nie tylko na matki i z jednej strony jest to zrozumiałe, ale z drugiej pamiętajmy, że tak samo jak w poprzednich sytuacjach – atakiem nikogo nie skłonimy do refleksji nad złym postępowaniem. Tak, bardzo w oczy kole, gdy u znajomych na fejsie widzimy kilkumiesięcznego szkraba posadzonego na siłę na pupie, kiedy to pozycja ta jest wymuszona i przedwcześnie wymagana. Na jakiekolwiek uwagi zostaniemy poinformowani, że to „tylko” do zdjęcia. Takich kwiatków spotykamy sporo w wirtualnym i nie tylko świecie. Kiedyś na spacerze widziałam kilkumiesięczną dziewczynkę w szelkach do nauki chodzenia, na których wisiała jak lalka, zupełnie nieprzygotowana na taką postawę. Ludzie potrafią jeszcze tylko leżące niemowlęta sadzać na pupie, stawiać na nóżki, wkładać w chodziki. Trudno obok takiego zjawiska przejść obojętnie i nie wywołać swoimi uwagami burzy. Dla dobra tych dzieci starajmy się jednak podejść do tematu spokojnie. Można wytłumaczyć, można podrzucić odpowiednią literaturę, byle nie wywołać wrażenia przewrażliwionej matki wariatki, bo takiej nikt nie posłucha.

7. Matki pracujące kontra matki niepracujące zawodowo

Tutaj nie tyle spory, co licytacje powstają pt. kto ma więcej roboty, albo czy rzeczywiście codzienne mycie podłogi i odkurzanie jest absolutnie konieczną koniecznością. Co za tym idzie dalej wchodzi krytykowanie siebie nawzajem zwolenniczek i przeciwniczek danych aktywności. Jedne są więc kijowymi paniami domu, drugie chyba nie mają co z czasem zrobić.

Podsumowując, współczesne matki to bardzo agresywne kobiety, a szczególnie taki wizerunek kreują w internecie. Czytając, czy słuchając ich wypowiedzi można odnieść wrażenie, że pozjadały wszystkie rozumy i mają się za specjalistki w każdej dziedzinie związanej z dzieckiem. Dzień bez wylania odrobiny jadu na inną matkę mają za dzień stracony. Muszą udowadniać światu, a przede wszystkim sobie, że decyzje, które podjęły są słuszne, prawidłowe i akceptowane przez większość. Z drugiej jednak strony kobiety w Polsce są bardzo zakompleksione. Czytałam niedawno na jednym blogu fajny tekst odnośnie tego, że Polki nie potrafią przyjmować komplementów dotyczących ich wyglądu. Zazwyczaj na teksty od znajomych typu: „jak ładnie dziś wyglądasz” odpowiadamy coś w stylu „a daj spokój, to stara bluzka”, „coś ty, ostatnio przytyłam” itd., zamiast odpowiedzieć po prostu: „dziękuję”. Wychowywano nas na skromnych i pokornych ludzi, którzy nie powinni się wychylać, co zaowocowało masą kompleksów. Pewność siebie natomiast jest postrzegana jako wygórowane ego, czy zarozumiałość. Kumulujemy w sobie nawał negatywnych emocji, którym dajemy upust w internecie, a tutaj puszczają wszelkie hamulce. Agresywne potyczki matek, czy to wirtualne, czy realne niestety nie mają podłoża walki o dobro wszystkich dzieci świata, tylko są rozpaczliwym krzykiem o akceptację, pochwałę. To głównie próby dowartościowania się w świecie, w którym matka podlega ciągłej ocenie i krytyce. Z jednej strony nie cierpimy być krytykowane, z drugiej strony same krytykujemy innych. Warto się nad tym wszystkim zastanowić…

Tamara Tur na Facebooku klik

137H

  • W punkt, Marta 🙂
    Dodałabym jeszcze kilka rzeczy, np. coś o sporach, dotyczących tego, czy dziecię chodzi do przedszkola czy nie chodzi; jazdy po rodzicach, zatrudniających opiekunki; wzajemne zagryzanie się przy temacie tatusiów/licytacje, czyj wspanialszy; walka czy podawać smoczek czy nie; albo coś ostatnio na fali: jaką wyrodną matką trzeba być, żeby pomalować kilkulatce paznokcie 😀 ale te przykłady, mogłoby okazać się, że mnożą się w nieskończoność… 😉

    • Z tymi paznokciami to i w moich kręgach była afera ostatnio 😉
      Miałam podać więcej przykładów, ale i tak już elaborat się zrobił, więc zostały te najgorętsze. Afera potrafi powstać i z pozoru niewinnego tematu 🙂

  • Cała prawda…. nie zaglądam nawet na takir fora bo boję się, że zachce mi się udzielać 😉 widzę jednak, że są kobiety, które na moim blogu też czasem szukają sensacji. Jedna z nich nazwała mnie „rozpłodową krową”, bo raczyłam mieć dziecko! 🙂 no katastrofa jakaś! Na szczęście nauczyłam się żyć po swojemu i nie przejmować się opinią innych, a sama też staram się nikogo nie krytykować. Jak to się mówi… chcesz wiedzieć co czuję, wskocz w moje buty, czy jakoś tak. 🙂

  • ~Madalena

    Trafione w Dziesiątkę, lepiej tego nie można było ująć, zawsze i w każdej kwestii znajdziemy zwolenniczki i przeciwniczki, obie grupy bedą miały swoje racje za „świete racje”. A ja uważam, że każdy ma prawo do swojego zdania na każdy temat, ja osobiście nie jestem np.za przekłuwaniem uszu, używaniem chodzika, ale nie ubliżam ludziom którzy to robią bo to ICH sprawa, a ja tego robić nie muszę. „Urodziłam” przez cesarskie cięcie i nie czuję się z tym gorsza, ważne było zdrowie mojego dziecka!!!! Nie karmię piersią, bo ni było mi to dane, starałam się, ale pokarmu nie było wystarczająco. Czy to robi ze mnie gorszą matkę ?? Oczywiście, że nie bo poza samym porodem i kwestią karmienia, jest wiele równie ważnych czynników, których czasem kobiety pozbawiają dzieci, lub nie potrafią im tego dać.

  • ~magda

    a najwazniejsze to zyc w zgodzie ze soba i nie przejmowac sie opinia innych. Dorosle kobiety a takie glupie dziecinne klotnie urzadzaja, Niech kazda robi jak uwaza.

  • zgadza się, ja też staram się nie czytać, bo mi się zachce komentować, a wiem, że to by się źle skończyło 😉 Ja np. nie karmiłam piersią bo tak zdecydowaliśmy z mężem, że nie będę uwiązana przy cycu, tylko będziemy na zmianę karmić, wstawać w nocy do karmienia itd. łoooo taka ze mnie zła matka, bo oboje pomyśleliśmy, żeby mi tez było dobrze czasem. I żebym raz na jakiś czas mogła napić się alkoholu – oooo to już w ogóle wyrodna jestem.A tym czasem mój syn nie chorował wcale, mimo że nie był karmiony piersią, raz może w ciągu pierwszego roku życia miał katar – wielkie mi co, kropelki i po 3 dniach przeszło.Nadal rzadko choruje, bardzo rzadko a ma już 3 lata,może ze 3 razy miał przeziębienie…I absolutnie nie krytykuję żadnej mamy karmiącej piersią, to jest każdej z nas dowolny wybór.I nie jest wcale gorsze dla dziecka karmienie mieszanką.

  • Dodam jeszcze od siebie o konkurencji koleżanek o posiadanie potomstwa, która pierwsza. Zazdrość o płeć dziecka.

  • ~kwoka

    1. mam(y) trojke dzieci. 2. wszystkie porody naturalne choc cholernie ciezkie. na moje zyczenie bez meza !!! 3. dzieciaki juz prawie dorosle i zdrowe 4. karmilam wszystkie naturalnie 8 – 18 miesiecy ! w zaleznosci od ich potrzeby 5. wszystkie szczepione wedlug kalendarza 6. zaczynaly „normalne” jedzenie kiedy byly w stanie i jadly to czym byly zainteresowane 7. jestem matka pracujaca ale przy kazdym maluchu siedzialam bite 3 lata w domu. nie bylo lekko, bida zagladala do gara ale oplacalo sie 😉 … zycze mamuskom wszystkiego dobrego

  • Świetnie to ujelas. Czytam często z rozbawieniem kłótnie matek będących nieustepliwymi w swoich poglądach. O zgrozo… Co tam się wyczynia! A w tym wszystkim mam wrażenie ze zapomina się o tym, ze najważniejsze jest szczescie i zdrowie dziecka

  • ~hell

    Ojej, normalna „mamuśka” 🙂 Pozdrawiam. Ja jeszcze dodałabym jedną grupę. Jestem bezpłodna, ale starałam się o dziecko w in vitro no i jestem wyrodna bo tyle biednych dzieci czeka w domach dziecka. Bezpłodne kobiety to już jest takie dno ostatnie, mają obowiązek adoptować, a ośmielają się podejmować jakieś próby… Wstrętne egoistki… 🙂

    • Uuuuch w naszym kraju temat in vitro w niektórych kręgach to zło najgorsze. Domyślam się jaką aferę potrafi wygenerować 😉

      • ~hell

        Dokładnie, a najgorsze, że ofiarami tej agresji padają kobiety i tak w trudnej sytuacji życiowej 🙁

  • ~Kasia

    Jestem mamą czwórki dzieci,dwoje planowałam,dwoje zaplanował mi los.No i nasłuchałam się w ostatniej ciąży,kto w dzisiejszych czasach ma czworo dzieci?Zgłupiała baba?W tym wieku zajść w ciążę?[mam 43 lata i 8-mio miesięczną córeczkę].Nie zabezpieczała się?Aż rozsądna przyjaciółka powiedziała mi,że skoro mam męża,to chyba nic złego,że mam dzieci,wychowujęmy je sami,nie korzystamy z pomocy państwa[czytaj podatników],nawet rodzinnego nie dostajemy,tacy jesteśmy obrzydliwie bogaci.A najwięcej komentarzy słyszałam od tych,którzy siedzą w opiece społecznej,dzieci wychowują dziadkowie albo są bezdzietni,bo to wygodniejsze.Kobiety,żyjmy tak,jak chcemy,lubimy,a nie jak inni tego od nas oczekują.Przecież tak naprawdę oni nam nic nie dali i nie dadzą,nawet wsparcia.

    • Gdy byłam w szpitalu jakieś dwa miesiące temu też poznałam kobitkę wieloródkę, piąte dziecko w drodze po czterdziestce i miała podobne odczucia do Ciebie. W szpitalu potraktowali ją nawet jak jakąś patologię wypytując o warunki życiowe, czy aby na pewno może sobie na tyle dzieci pozwolić. Jeden z lekarzy zapytał, czy ona nie wie co to antykoncepcja. Widać nie można chcieć mieć piątkę dzieci…

  • ~Agata

    Ja tuż przed porodem trafiłam na Twojego bloga, ale… nie mając jeszcze dziecka, a będąc w ciąży i wygłaszając publicznie deklaracje o tym, że zamierzam używać pieluch jednorazowych od urodzenia dziecka albo, że kupiłam mleko zastępcze, w razie gdyby mi karmienie nie szło usłyszałam, że jestem leniwa (w domyśle „będziesz złą matką”). Były też bardzo pozytywne opinie od doświadczonych mam, które twierdziły, że dziecko to tak ogromny pochłaniacz czasu i emocji, że należy sobie ułatwiać wspólne życie jeśli jest taka możliwość. Na koniec dodam, że należę do osób ambitnych więc z krytyką słabo sobie radzę. Póki co negatywami sobie głowy nie zaprzątam tylko się z nich w głębi duszy śmieję, bo na koniec i tak zrobię po swojemu znając życie :).

    Swoją drogą bardzo fajny wpis. Jeszcze dodałabym to tego kotła tzw. ECOmamy :). Te w moim odczuciu są najgorsze.

    • To, że korzystamy ze współczesnych dobrodziejstw to nie lenistwo, a czasem absolutna konieczność. Poza tym dlaczego mama nie ma prawa zrobić czegoś dla ułatwienia swojego życia? W takim postrzeganiu widać silne zakorzenienie w naszej kulturze wizerunku matki polki – poświęcającej się dla dobra swoich dzieci, kosztem swojego szczęścia. Tylko koniec końców lepsza jest matka, która jest szczęśliwa i nie powłóczy nogami ze zmęczenia, niż ta co chce zrobić wszystko idealnie, a potem najzwyczajniej nie starcza jej siły, więc popada we frustrację.
      Co do eko-mam to chyba jak ze wszystkim – grunt nie popaść w paranoję 😉

  • ~Magdalena

    Hej rodziłam tradycyjnie bo cesarki panicznie się bałam i sama nie wiem dlaczego. Pomimo najszczerszych chęci nie karmiłam piersią bo mi nie wyszło i nie katowałam się żeby dziecko miało wszystko co najlepsze. Wszystkie dyskusje wymienione wyżej po mnie spływają, bo każdy jest inny i w innej sytuacji. Jest jedna jedyna rzecz która mnie niemiłosiernie wpienia… Komentarze STARSZYCH PAŃ które z racji wieku pozjadały wszystkie rozumy i zawsze wiedzą lepiej: czy dziecko jest odpowiednio ubrane, czy wypada żeby mając rok nadal używało dydusia/cumela/smoczka itp itd
    A powiedz takiej żeby się nie wtrącała w nie swoje dziecko to jesteś wrogiem nr 1, niewychowana i w ogóle. A tak jeszcze przy okazji kto im daje prawo do dotykania mojego dziecka (nie zawsze w porę można zareagować). Ostatnio dużo jeżdżę z małym środkami komunikacji miejskiej i zaczynam się zastanawiać czy ja mam paranoję czy jest to również problemem innych matek.

    • Prawda to! Obce osoby ale wiedzą wszystko lepiej niż matka. Spróbuj wyjść z małym dzidziusiem bez czapeczki, a na pewno jakaś to skomentuje 😉

  • Niezłe podsumowanie gorących tematów 🙂 Chociaż ja to z natury się mało czym emocjonuję, zawsze miałam swój świat i mnie jakoś takie zadymy nie bardzo ruszają 🙂

    • Tamara Tur

      Mnie swego czasu ruszał temat karmienia, mój drażliwy temat, ale już mi przeszło 😉