Idealna pani domu jak madame Chic

ksiazki

Czyż nie każda z nas marzy o tym by być idealną panią domu? By w naszym małym królestwie dobrze się żyło całej rodzinie? By znajomi wpadający w odwiedziny byli oczarowani naszym domem i gościną? By zastanawiali się patrząc na nas: jak ona to robi?

TAAAAK… każda kobieta ma takie marzenia, które w pewnym momencie chce koniecznie zrealizować, odwracając dotychczasowy (nie)porządek do góry nogami, postanawiając uroczyście, że od dziś wszystko się zmieni. Życie niestety weryfikuje nasze pełne wigoru zapędy. Szczególnie wtedy, gdy zostajemy matkami i brakuje nam czasu na podstawowe czynności życiowe takie jak sen, jedzenie i załatwianie się. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że ci, którzy zawsze dobrze wyglądają i przyjemnie spędza się czas w ich – jak sami oceniamy – doskonałych domach, nie są osobami obsesyjnie dążącymi do perfekcji, harującymi dniami i nocami by tą perfekcję osiągnąć. To radość życia i umiejętność doceniania każdej chwili dodaje tym emanującym pozytywną energią ludziom uroku i szyku.

Autorka książki W domu Madame Chic Jennifer L. Scott spieszy z pomocą wszystkim tym kobietom, które dopadła domowa rutyna, czują się do bani ze sobą, zaprzestały walki o ideały, co nie wpływa pozytywnie na ich samopoczucie.

Jennifer jest Amerykanką, która w czasach studiów wyjechała na wymianę do Francji. Zamieszkała wtedy w domu eleganckiej mieszkanki ekskluzywnej szesnastej dzielnicy Paryża – madame Chic, która szybko stała się jej mentorką i wzorem do naśladowania. Pierwsza książka Jennifer Lekcje Madame Chic jest zbiorem stylowych porad dotyczących wyglądu. Historia zwykłej Kalifornijki, która wyjechała z Francji jako szykowna Paryżanka. Po jakimś czasie Jennifer wyszła za mąż i została matką dwóch dziewczynek. W pewnym momencie zorientowała się, że z dawnego francuskiego stylu nie zostało w niej nic. Do jej codzienności niepostrzeżenie wkradła się rutyna i przygnębienie, spowodowane diametralną zmianą trybu życia. Dawne przygody we Francji wydawały się już takie odległe i nieaktualne. Wtedy też autorka postanowiła przywołać w pamięci, w jaki sposób madame Chic radziła sobie z życiem codziennym. Poza eleganckim wyglądem była przecież idealną panią pięknego, równie idealnego domu. Tak też powstała książka pt. W domu Madame Chic.

W poradniku znajdziemy całą masę praktycznych rozwiązań, które Jennifer wypracowała naśladując madame Chic. Kluczem do sukcesu jest zmiana postrzegania codziennych obowiązków i radość życia, która płynie z owej zmiany oraz systematyczność i dokładność. Choć nie wszystkie propozycje Jennifer są mi bliskie, ogólna koncepcja zmiany nastawienia do spraw, które uważamy za przykry obowiązek jest bardzo odświeżająca i dodająca energii. Słowem czytając ten poradnik masz ochotę na chwilę odrzucić książkę na bok, by ułożyć ręczniki w sposób, który proponuje Jennifer, albo wysprzątać „gorące punkty” swojego mieszkania, czyli miejsca, w których najszybciej tworzy się bałagan. Jedyne co do mnie nie przemawia to propozycja grafików sprzątania, w których to np. odkurza się co drugi dzień, a okna myje co 2 tygodnie. Nie sam plan jest złym pomysłem, tylko częstotliwość sprzątania trochę mnie przeraża. Na szczęście jest to tylko przykładowy grafik, który każdy może zweryfikować pod swoje standardy czystości, a przede wszystkim po to, by mieć dobre samopoczucie we własnym domu (inne standardy wyznaczą pedanci, inne osoby przymykające oko na odrobinę kurzu ;)). Najważniejszą kwestią jest systematyczność i podążanie za planem, który stworzymy, aż w końcu wejdzie nam on w krew. Chodzi głównie o niedoprowadzanie do całkowitego zapuszczenia mieszkania, by uniknąć bardzo uciążliwych wielkich porządków, których nikt nie lubi. Dzięki tej propozycji nigdy nie będziemy musieli wstydzić się przed niespodziewanymi gośćmi.

glasses

Jennifer, podobnie jak ja  w notce pt. Praca i dziecko – jak się lepiej zorganizować od rana? proponuje wiele przygotowań do kolejnego dnia zaczynać już wieczorem, aby rano nie żyć w wiecznym pędzie. Zachęca też do wstawania odrobinę wcześniej, aby łatwiej było ze wszystkim zdążyć, co akurat mnie nie przekonuje (każda minuta snu jest na wagę złota ;)) – choć wiadomo, wszystkie wskazówki możemy odpowiednio zweryfikować pod siebie. Ja np. nie potrzebuję mieć świeżutkiej pościeli na powrót z pracy do domu (czynność jaką jest zmiana pościeli Jennifer proponuje wykonywać właśnie od rana, raz w tygodniu przed pracą, by gotowe łóżko czekało na nasz powrót do domu). Akurat mi szkoda by było tej odrobiny snu, dla późniejszego luksusu. Pozostaję więc przy weekendowym systemie zmieniania pościeli.

Wszystko brzmi tak jakbyśmy miały przewrócić dotychczasowe życie do góry nogami i tylko sprzątać, sprzątać, sprzątać. Nic bardziej mylnego! Jennifer zachęca do zmiany postrzegania codziennych obowiązków, które dotyczą przecież większości ludzi żyjących na ziemi (madame Chic bynajmniej nie miała od wszystkiego służby, jak większość ludzi tego świata). Starajmy się cieszyć każdą wykonywaną czynnością, maksymalnie sobie ją umilając (np. poprzez muzykę lub słuchanie audiobooka), nie zapominając też o odpoczynku! Pamiętajmy o swoich drobnych przyjemnościach i  np. porannych rytuałach, które lubimy – Jennifer powie wam jak znaleźć czas na swój ulubiony poranny napój (czy to kawa, czy herbata, czy woda z cytryną). Nie ważne jest by go wypić i odhaczyć zaplanowaną czynność. Ważne w jaki sposób go wypijemy.

Angażujmy rodzinę do tego, by każdy dbał o przestrzeń, w której żyje. Fajnym pomysłem jest tygodniowy podział obowiązków między członków rodziny, których rozpiskę wieszamy na drzwiczkach szafki z detergentami i asortymentem do sprzątania, po wewnętrznej stronie. Autorka książki proponuje, by dzieci uczyć sprzątania od samego początku, poprzez zabawę i oczywiście systematyczność. Nawet niespełna roczne dziecko może razem z nami wrzucać swoje zabawki do pudełka. Jeśli chodzi o starszaków to możemy sprawić im własne zabawkowe akcesoria do sprzątania. W końcu dzieci uczą się przez naśladowanie dorosłych i dla nich wspólne sprzątanie może być ogromną frajdą. Ja również nigdy nie byłam zwolenniczką takiego rozwiązania jak wiele rodzin stosuje: tata zabiera dzieci na spacer, a mama sprząta. A potem dzieci rosną w przeświadczeniu, że wszystko się samo robi. Masz wolną chatę? Przeznacz ten czas na odpoczynek, jak zachęcałam w notce pt. Dlaczego mamy nie potrafią leniuchować?

Dzieci powinny stanowić dla nas inspirację ich radością życia i umiejętnością przekształcania każdej czynności w świetną zabawę. Tak też Jennifer radzi podchodzić do domowych obowiązków, aby wykonywanie ich nie było przykrym ciężarem, a celebracją codziennego życia. Aby temu sprostać potrzebna będzie dbałość o szczegóły i tylko odrobina chęci. Czytając książkę W domu Madame Chic mamy ochotę wybiec z mieszkania po bukiet świeżych kwiatów dla udekorowania salonu, zjeść kolację z rodziną przy pięknie nakrytym stole, z użyciem odświętnych naczyń, założyć nową sukienkę, nawet gdy nie planujemy wyjścia z domu. Wszystkie te drobne smaczki przedstawione z ogromnym entuzjazmem autorki mają skłonić nas do odnalezienia szczęścia w codzienności, uprzyjemnić domowe rytuały, zburzyć rutynę, którą same tworzymy zajadając w pośpiechu kanapki po kątach, pijąc kawę na stojąco i paradując całymi dniami w dresach wiecznie coś sprzątając, piorąc, szykując. Jennifer jako była uczennica eleganckiej madame Chic bardzo naciska na kwestię wyglądu i ubioru, które mają znaczący wpływ na nastrój kobiety. Nawołuje do całkowitej rezygnacji ze sportowych ubrań, co akurat dla mnie jest przesadą, gdyż pracując mam nieustanną okazję do tego, by dbać o wygląd i codzienny strój. A to delegacja, a to wizyta gości z zagranicy. Czasem czekam z utęsknieniem na wolną sobotę, podczas której będę mogła chodzić do południa w piżamie lub w wyciągniętym dresie. Bez makijażu. Natomiast jeśli chodzi o kobiety, które wykonują zawód mama w domu i popadły w lekki letarg, stwierdzając, że nie ma po co coś ze sobą robić, skoro za chwilę na bluzce i tak wyląduje papka z marchewki, podejmując wyzwanie dotyczące rezygnacji z ubrań sportowych na pewno poprawią sobie humor i nastawienie do życia. Co tam plamy z marchewki? Można użyć Vanisha! Podejście autorki poradnika do osobistych rzeczy i przedmiotów codziennego użytku jest bardzo inspirujące: po co zostawiać tyle rzeczy na specjalne okazje, skoro mogą nas cieszyć tu i teraz? Tak bardzo boimy się ich zniszczenia, czy zużycia, odkładając je na specjalne okazje, że w końcu nie mamy z nich pociechy wcale. Zapomnimy o istnieniu ekskluzywnego serwisu do kawy, który dostałyśmy w prezencie ślubnym od cioci, albo chowana na specjalne okazje sukienka przestanie być modna lub pasować na nas.

 9296405496_f4b2e2fe2b_zDressed fot the Occassion by SoulStealer.co.uk

Jeśli brakuje wam motywacji do codziennego dbania o wygląd zachęcam do obejrzenia tego filmiku, pochodzącego z kanału Jennifer L. Scott:

Uśmiechnęłam się czytając ulubione zestawy ubrań autorki, gdyż zarówno ona jak i ja uwielbiamy połączenie żakietu z rurkami i T-shirtem oraz marynarskie paski, o czym wspominałam w notce Czego nie może zabraknąć w szafie u żadnej kobiety?. Bardzo nurtuje mnie jej propozycja, zaczerpnięta zresztą od francuskiej damy, na trzymanie 10 ubrań w szafie, które wymieniamy na inne w zależności od pory roku. Coś więcej na ten temat podobno można dowiedzieć się z Lekcji Madame Chic, które zamierzam przeczytać w następnej kolejności.

Porady zawarte w książce W domu Madame Chic  są napisane w sposób lekki, z bardzo serdecznym przekazem. Rozwiązania, które sugeruje autorka to wynik jej własnych doświadczeń, problemów i neuroz, które sobie uświadomiła i zwalczyła, stawiając za autorytet starszą damę z Francji. Nie myślcie, że opis mój jest dokładnym streszczeniem poradnika – ja wspomniałam tylko kilka poruszonych w nim kwestii, które mam nadzieję zachęcą was do zapoznania się z całością.

Na Facebooku wstawiałam niedawno przepis na ulubione smoothie, które Jennifer popija z dziewczynkami. Moja trzylatka też w nim zasmakowała, o dziwo. To chyba zasługa koloru, jak w przypadku jej ulubionej zupy brokułowej.

smoothie

Przepis tutaj>>>

Na koniec jeszcze chciałam przytoczyć taką scenkę ze swojego życia, kiedy to urządzałam pierwsze przyjęcie w moim nowym domu, chcąc by wszystko wypadło IDEALNIE. Przez nerwową atmosferę, którą sama wprowadziłam, przygotowania bardzo mnie wymęczyły, a ja ledwo zdążyłam wszystko zrobić przed pierwszymi gośćmi. Na domiar złego przypaliłam jedną z przekąsek. El zapytał wtedy: Tamaro, czemu się tak przejmujesz? Przecież przyjdą twoi znajomi i co by nie było, fajnie spędzimy czas. Każdemu będzie się podobać.

Oczywiście miał rację. Choć nie wszystko wyglądało tak, jak sobie zamarzyłam (w kwestii mojej organizacji) to gościom bardzo smakowało danie główne, które składało się z kolorowego makaronu jajecznego w sosie szpinakowo-śmietanowym z błękitnym serem pleśniowym (koleżanki prosiły o przepis, a kolega stwierdził, że w takiej formie może jeść znienawidzony szpinak), facet mojej przyjaciółki podkradał z kuchni te nieszczęsne spalone ślimaczki z ciasta francuskiego, twierdząc, że takie też smakują fajnie, a sernik doczekał się arii pochwalnych. Wszystko znikało w szybkim tempie (aż zaczęłam trochę martwić się, że za mało potraw przygotowałam), a my miło spędziliśmy czas. Tylko te wcześniejsze nerwy były niepotrzebne. Następnym razem przed tego typu imprezą będę delektować się przygotowaniami, bo przecież bardzo lubię wyżywać się w kuchni, a nieczęsto mam okazję robić to w spokoju i w samotności, kiedy to Bajaderka wybywa na noc do babci. W każdej sytuacji można dostrzec coś pozytywnego. Trzeba tylko chcieć.

  • Aż sobie przypomniałam jak zamieszkałam z moim mężem. Na początku cieszyłam się, ze nikt nie każe mi sprzątać więc przez cały tydzień zapuszczaliśmy chatę po to, by całą sobotę spędzać na sprzątaniu. Gdy urodziła się córka, trudno było mi zmienić przyzwyczajenia. Dopiero gdy zauważyłam, że unikam odwiedzin rodziny i znajomych jak ognia, zaczęłam sprzątać na bieżąco. Na szczęście to trwa do teraz! Choć zdarza się, że czegoś mi się nie chce robić albo nie mam już sił i zostawiam na kolejny dzień 😉 Mimo wszystko, sobotę spędzam na gotowaniu czegoś pysznego na dwa dni, by w niedziele spędzić czas z rodziną, i zabawie, spacerach itd! Jakos milej się tak żyje 😉

    • Ja również zawsze jeden w dzień w tygodniu staram się zarezerwować na odpoczynek, rodzinę, fajną zabawę i jest to zwykle niedziela 🙂

  • ~passionatka

    Wszystko to tak pięknie brzmi 🙂 Śmiem jednak twierdzić, że nie każda kobieta o tym marzy. Ja np. lubię swoje sportowe ubrania i nie boję się wyjść po bułki bez makijażu bo uważam, że i tak wyglądam nieźle (skromnisia!). Chyba bym oszalała, gdybym miała zawsze posprzątane (nie wiem czy ze szczęścia czy z obawy, że zaraz coś się rozleje, wysypie albo zapaćka wspomnianą marchewką). Niezapowiedzianym gościom mogę do kawy zaoferować cukier (ciasta piekę jak mnie najdzie, a ciastka jak zakupię to baaardzo szybko znikają). Kiedy już organizuję imprezę szukam przepisów szybkich i łatwych ale niebanalnych. Po kilku godzinach ucztowania marzę już o zmywaniu… się gości do domu, szybkim prysznicu i ucieczce do łóżka. Ostatnie o czym marzę to o byciu perfekcyjną panią domu 🙂

    • Jak pisałam każdego standardy czystości są inne i np.ja mam w tej kwestii sporą tolerancję 🙂 Też wychodzę bez makijażu kiedy tylko się da, zresztą na co dzień stosuję bardzo delikatny makijaż (zero ciężkich podkładów od ponad 3 lat), ale grunt to czuć się dobrze w swojej skórze. I w swoim domu oczywiście. Czyli nie zapuszczamy siebie i domu, a będzie dobrze 😉

  • Hah, trochę mi to Perfekcyjną Panią D. zaleciało 😀 Ale niektóre rady są jak najbardziej przydatne – na przykład ta o 10 zestawach ubrań. Obiecałam sobie że jak mnie kiedyś będzie stać, to sobie takie zestawy w szafie powieszę 🙂

    • Jennifer proponuje nie 10 zestawów tylko 10 ubrań 😉 Każdą bluzkę, spodnie, spódnicę czy sukienkę liczymy osobno. Tego – jestem już prawie pewna – nie uda mi się nigdy osiągnąć 😉

  • Poradnik idealny! A co do makijażu/kosmetyków, to ja mam ten problem, że nie uczulają mnie tylko kremy Oriflame (cholera, reklama…!!). Podkład miałam na sobie w życiu tyle razy, na ilu weselach byłam. Bardzo chciałabym się zacząć malować, ale później moja cera jest potworna… I cierpię, powieki od cieni mi się łuszczą… Nie jest mi dane wyglądaać stylowo…

    • Oriflame nie uczula tylko? To jestem zdziwiona, bo składy kosmetyków mają średnie. A próbowałaś kosmetyki naturalne, np. podkłady i cienie mineralne Annabelle Minerals? Zresztą bez makijażu też można wyglądać stylowo. Sama Jennifer nie wygląda na jakąś wymalowaną 🙂 Ja podkładu nie ruszam już od 3 lat, tylko na specjalne okazje. Moja skóra jest mi za to bardzo wdzięczna 🙂 W ogóle moja skóra lubi zasadę „im mniej tym lepiej”.

  • w dres wskakuję zawsze od razu po wejściu do domu 🙂 nie wyobrażam sobie inaczej 🙂 uwielbiam mieć w domu porządek, dlatego cotygodniowe sobotnie większe porządki kończą się słowami „będziemy wszystko odkładać na miejsce i wycierać umywalkę jeśli ją zachlapiemy”… cóż… zwykle około środy jestem na siebie wściekła, że ZNOWU nie udało mi się wykonać drobnych czynności, które pozwoliłyby na utrzymanie porządku 🙂 teraz już wiem, że koniecznie muszę dorwać te dwie książki, może mi pomogą w lepszej organizacji 😉

  • Ja sprzątam co drugi dzień i czasem zdarza mi się że odczuwam głęboką satysfakcję z tego, że coś zrobiłam, że mi się chciało. Staram się, chociaż czasem wygrywa ze mną rutyna i zmęczenie i mam ochotę krzyczeć i rzucać wszystkim dookoła. najgorzej jest u mnie z gotowaniem i myciem garów. to jest dla mnie katorga. istna katorga.

    • Polecam w takim razie książkę, by spróbować spojrzeć na to wszystko pod innym kątem 🙂