Przyczyny kryzysów matek XXI wieku

Zastanawialiście się kiedyś czemu obecnie macierzyństwo jest postrzegane jako straszliwy hardcore? Skąd mnożą się heroiczne teksty o dzielnych matkach na Demotywatorach, które nagminnie są udostępniane przez dzieciate koleżanki na Facebooku? Dlaczego tyle matek narzeka na swoje życie w internecie? Macierzyństwo przedstawione jest jako wyczyn ponad ludzkie siły, a gdy ktoś karmi piersią oczekuje pomnika, gratulacji i uznania? Przecież matkami zostają samice wszystkich gatunków, to czysta natura. Co w tym takiego nadzwyczajnego? – pytacie, kpiąc z tych wszystkich kobiet, które według Was niczego w życiu nie osiągnęły poza wydaniem potomka na świat. Otóż drogi Internauto, jeden z drugim – one osiągnęły bardzo wiele. Dużo więcej niż Wasze oraz ich babki i prababki. Powiem Ci co wpływa na to, że bycie matką nigdy wcześniej nie było tak cholernie trudne jak jest obecnie.

1. Matkami zostają coraz starsze kobiety.

I ten wiek wciąż się przesuwa. Rodzimy pierwsze dzieci o 6-10 lat później niż nasze matki (a ponad 10 lat później niż nasze babki). Wiek robi ogromną różnicę. O ile trzydziestka może wyglądać na dwudziestkę zewnętrznie, o tyle pewnych problemów wynikających z wieku nie uniknie. Im człowiek starszy tym szybciej się męczy i dłużej regeneruje siły. Nawet, gdy prowadzi zdrowy tryb życia.

Pamiętasz te studenckie imprezy, które zaczynały się w czwartek, a kończyły w niedzielę? Spróbuj zebrać grupę trzydziestoparolatków na taką balangę. Część nie dotrwa do piątku rano, reszta będzie sukcesywnie się wykruszać z każdą kolejną godziną. Posną ci po kątach, a Ty nie będziesz wiedział co zrobić z tą ilością alkoholu, która jeszcze została.

Biologii się nie oszuka. Już nie mówiąc o tym, że ludzie rodzą się coraz słabsi i coraz częściej dopadają nas choroby cywilizacyjne. Na swoją studniówkę szłam po zawalonej nocy (z powodu zajebistej imprezy w ten sam weekend, której nie mogłam odpuścić) i nie było to nic wielkiego. Dziś wyglądałabym na takiej drugiej balandze jak zombie. Kiedyś zawaliłam noc i nawet jak nie dane mi było ją odespać, jakoś mogłam pociągnąć kolejny aktywny dzień. Dziś zawalę kawałek nocy i cały następny dzień bym mogła leżeć i odsypiać. Niedawno, gdy musiałam leżeć w łóżku dwa tygodnie z powodu choroby miałam ogromny problem z kolanami, gdy wróciłam do normalnego życia. A jestem szczupła i prowadzę dość aktywny tryb życia.

Macierzyństwo jest ogromnym obciążeniem fizycznym. Dla niektórych stanowi wręcz milowy przeskok od trybu życia, jaki do tej pory wiedli (np. siedząca praca). Nagle jesteś na nogach non-stop, nawet jesz i pijesz na stojąco. Dźwigasz słodki ciężar, który nabiera masy z dnia na dzień, a wózek dla niemowlęcia waży średnio 12-15 kg. Do tego notorycznie brakuje Ci snu i żadna siła tego nie może zmienić, bo nawet jak Twój mąż jest człowiekiem i dzieli z Tobą obowiązki Ty i tak się budzisz na każde skinienie dziecka, czuwasz, gdy choruje. A jeśli karmisz (phi natura, przecież nie?) to nikt Cię w tym karmieniu nie zastąpi i wstajesz co trzy godziny, albo częściej każdej nocy, czasem rok, czasem półtora, czasem 5 lat, bo w międzyczasie jeszcze drugie dziecko urodzisz. Nie, ten problem nie dotyczy tylko nazywanych przez społeczeństwo psychopatkami matek, które ekstremalnie długo karmią piersią. Niektóre dzieci po prostu tak mają, że budzą się w nocy przez kilka pierwszych lat życia, nawet gdy nie trzeba ich już karmić.

Powie ci taki jeden mądruś: halo! przecież to normalka, tak było od zarania dziejów! Owszem było. Ale im człowiek młodszy tym łatwiej mu tego typu wyzwania ogarnąć. Koniec i kropka.

Powie ci taki drugi: skoro takie zaharowane jesteście to czemu połowa z Was obrosła tłuszczem po urodzeniu dziecka? Kwestia figury jest bardzo związana z genetyką, jednak niezależnie od tych lepszych, czy gorszych genów z wiekiem metabolizm po prostu zwalnia. Nie jest już tak łatwo utrzymać figurę. Do tego matki, które robią wszystko w biegu prowadzą zazwyczaj bardzo niezdrowy tryb życia pt. nie jeść cały dzień i nawpierdzielać się śmieci wieczorem. Na szybko, tuż przed zaśnięciem. No i kaplica.

2. Od kobiet wymaga się więcej niż kiedyś.

Niegdyś kobiety zadaniem było wychowywanie dzieci i dbanie o dom. Finito. Mężczyzna musiał się dwoić i troić by rodzinę utrzymać, a jego żona nie raz nie była wtajemniczana w problemy, z którymi się borykał. Teraz kobiety odpowiedzialne są za wszystko. Większość pracuje, bo mało który mężczyzna jest w stanie zarobić na całą rodzinę. Natomiast rodzina, w której ojciec mieszka i pracuje za granicą, by utrzymać wszystkich, widzi żonę i dzieci raz na kilka miesięcy to przepraszam bardzo, ale żadna rodzina. Kobiety są zmuszone do tego by zarabiać na życie, jeśli nie chcą rozłąki z mężem albo żeby zaharował się na śmierć. Nie można powiedzieć, że sytuacja jest gorsza niż kiedyś, czy lepsza. Jest zupełnie inna, natomiast wymagania wobec kobiet pozostały takie same, jak wtedy, gdy życie rodzinne i obowiązki małżonków diametralnie różniły się od obecnych. Na domiar złego, to my kobiety tak dużo od siebie wymagamy i bez mrugnięcia okiem dajemy wciągnąć się w wir kolejnych obowiązków, mając poczucie, że one wszystkie do nas należą.

Pełny etat w domu i w pracy plus małe dziecko to wyczyn ponadludzki, gdy jedna osoba dźwiga na swoich barkach większość obowiązków.

3. Od kobiet wymaga się więcej niż od mężczyzn

Stereotypy ciągną się za nami jak flaki z olejem. Matki są wiecznie oceniane i krytykowane, ojciec wystarczy, że zmieni dziecku pieluszkę i jest bohaterem. Gdy kilka miesięcy po urodzeniu dziecka wyjdziesz gdzieś z koleżankami sama to znajomi, którzy Cię wtedy spotkają nie będą się mogli nadziwić tym stanem rzeczy. A co z dzieckiem? – zapytają. Gdy odpowiesz, że jest z tatą ich podziw i niedowierzanie wbije Cię w ziemię. Boziu jaki dobry mąż Ci się trafił, a Ty taka wyrodna matka dziecko zostawiasz! Fanfary i owacje na stojąco dla mężczyzny prawią w takiej sytuacji nawet młodzi ludzie! Litości! Czemu społeczeństwo dziwią normalne, zdrowe relacje w związku opartym na partnerstwie? Czemu w takiej sytuacji kobieta zostaje poddana krytyce?

Duża część mężczyzn z chęcią podziela zacofany wzorzec rodziny, narzucany przez społeczeństwo, w którym mężczyzna umywa ręce od obowiązków domowych i zajmowania się dzieckiem. Oni robią to dla wygody oczywiście. Współczuć tylko ich partnerkom. Usłyszawszy jedną, drugą, piątą historię kobiety z takim cwanym mężem, zaczynam rozumieć skąd tyle frustracji we współczesnych matkach, wylewanej zwykle w internecie.

Niedawno spotkałam się z taką ciekawą opinią mężczyzny zbliżającego się do czterdziestki: jeśli kobieta sama wstaje do małego dziecka i nie angażuje do pomocy męża jest po prostu głupia. Tadam! Chyba więcej nie potrzeba na dowód, że od kobiet wymaga się we współczesnych czasach WIĘCEJ. Jak widać to czy facet jest fajnym i pomocnym partnerem również zależy od kobiety. Zarąbiście prawda?

4. Matkom brakuje pomocy

Kiedyś całe rodziny żyły w jednym domu, czy gospodarstwie łącznie z dziadkami, rodzeństwem i ich rodziną, wielopokoleniowo. Tym samym kobiety, które były odpowiedzialne za piastowanie domowego ogniska dzieliły między siebie obowiązki, razem opiekowały się dziećmi. Wilczyca, mająca młode, gdy idzie polować zostawia swoje dzieci pod opieką siostry. Dzikie kocice żyjące na wolności łączą się w większe stada i trzymają razem, opiekując nawzajem kociakami i polując wspólnie. Współczesne kobiety chodzą pół roku z dziurą w zębie, bo nie mają z kim zostawić dziecka na 2 godziny… Takich przypadków znam zastraszająco dużo. Widziałam nawet kiedyś demotywator o treści mniej więcej takiej: jeśli uważasz wyjście do dentysty za imprezę to znaczy, że jesteś mamą, a za nim setki lajków potwierdzających autentyczność tego stwierdzenia. To naprawdę smutne. Wiele współczesnych kobiet jest obarczonych swoimi dziećmi do tego stopnia, że nie mogą nigdzie same wyjść, nawet gdy jest to konieczne. Mąż i reszta rodziny umywają rączki. Nie wiem jak można w takiej sytuacji zachować zdrowie psychiczne.

5. Matki są przez wszystkich dużo częściej niż kiedyś oceniane i poddawane krytyce.

A w dobie internetu jest to zjawisko nagminne. Nie dosyć, że matki dowalają sobie nawzajem wieczną krytyką i licytowaniem czyje metody wychowawcze są lepsze, zdrowsze, bardziej nowoczesne, zgodne z modnymi nurtami, bardziej eko itd., itp. to jeszcze narasta coraz większy internetowy hejt osób, które nie chcą mieć dzieci i wrzucają wszystkie matki do jednego wora – idiotek rodzących bachory. Bycie matką to niby natura, nic nadzwyczajnego, więc jak wynaturzonym człowiekiem trzeba być, by krytykować macierzyństwo na całej linii, jako coś co należałoby wytępić? Wiem, że dla współczesnej młodzieży nie ma już żadnych świętości, żadnych autorytetów, a to oni najczęściej są autorami opinii typu wszystkie bachory do lat 6 powinny chodzić na smyczy i w kagańcu albo, że dzieci to choroba weneryczna, która bierze się z brudu i braku higieny. Przy wrzutach na matki i dzieci jakie można znaleźć w internetach wspominana przeze mnie kiedyś Beka z mam na forach to pikuś. Ale powiedzmy, że takie formy krytyki poza tym, że napawają człowieka przerażeniem, gdy uświadamiasz sobie ile psychopatów stąpa po tym globie, nie są frustrujące. Najgorsze, co dobija matki to wieczna ocena i krytyka najbliższego otoczenia. Takie mamy czasy, że uprzejmy sąsiad może wezwać do normalnej rodziny opiekę społeczną, bo np. widział, jak dziecko płakało w sklepie, gdy matka nie chciała mu kupić lizaka, a gdy naprawdę dzieciom dzieje się krzywda – nikt tego nie widzi.

6. Idealne matki w mediach są bardziej realistyczne

W filmach, reklamach, czy książkach zawsze pojawiały się idealne mamuśki. Obecnie zjawisko jest bardziej nagminne i dotkliwe, gdyż te nadzwyczajne mamuśki piszą blogi, artykuły internetowe, chwalą się swoim życiem na Facebooku. Są bardziej realne. Gdy wracasz po 8 godzinach pracy z siatami do domu i absolutnie nie masz pomysłu na kreatywną zabawę z dzieckiem, oglądanie zdjęć koleżanki, która ze swoim trzylatkiem podróżuje po całym świecie, krótko mówiąc – nie nastraja pozytywnie. Albo gdy widzisz zdjęcia fantazyjnych kanapek o najrozmaitszych kształtach, stworzonych przez jakąś mamuśkę, podczas gdy Ty nie mogłaś wyrobić się z szykowaniem śniadań w domu i stwierdziłaś, że zostawisz ten obowiązek kucharce w przedszkolu.

Wszyscy lubimy podglądać innych ludzi i się nawzajem do siebie porównywać. To najnormalniejsze w świecie zjawisko. Niestety czasem zapominamy, że internet przedstawia tylko fragment danej rzeczywistości. Dokładnie ten, którym ktoś miał ochotę się pochwalić. Na świecie nie ma idealnych matek. Na świecie nie ma idealnych ludzi!

Nie zrozumcie mnie źle: nigdy nie zamierzam takimi argumentami usprawiedliwiać malkontentów, którzy jak zaraza szerzą się na świecie, w szczególności w naszym kraju i pełno matek do nich należy. One by narzekały z dziećmi, czy bez, z pokaźną kwotą pieniędzy na koncie, wyspane i ze sztabem nianiek. Jednak niektóre mamy nie wiodą lekkiego żywota, a sprawy, o których wspomniałam są tego bezpośrednią przyczyną. Nierozumiane i niewspierane przez najbliższych nie mogą liczyć na niczyją pomoc, zostaną jeszcze skopane na leżąco przez społeczeństwo.

A Ty Młody Gniewny, zanim zaczniesz bezmyślnie oceniać matki – wszystkie ogółem, wkładać je do jednego wora idiotek, którym pieluszki odparzyły mózg, zanim skrytykujesz macierzyństwo za to, że istnieje oraz małe dzieci, choć i Ty byłeś kiedyś nieznośnym bachorem, zastanów się chwilę, co chcesz przez to osiągnąć? Umniejszyć ważności roli, jaką spełniają na świecie matki, roli której nie podważa żaden gatunek poza ludzkim? Dać dowód nienawiści do własnej rodzicielki, która najwyraźniej popełniła stanowczo za wiele błędów wychowawczych? Zabłysnąć kontrowersyjną opinią, bo każdy chce się jakoś wyróżniać? Marzysz by gatunek ludzki wyginął? Bo czasem już nie wiem czemu ten zmasowany atak ma służyć, poza wylaniem jadu.

pexels-photo

  • To racja… Kiedyś kobiety miały czworo i pięcioro dzieciaków i jakoś dawały radę. Dzisiaj… Kurde! Sama chciałabym mieć taką gromadkę ale nie ma na to szans! Kiedyś zakłady pracy dużo pomagały, wysyłały dzieci na wakacje, dawali paczki na święta, dorzucali kasę na artykuły szkolne… dzisiaj tego nie ma! Wszystko jest coraz droższe, a otoczenie wymaga, by dzieci były ładnie ubrane, miały świetne plecaki, jeździły z grupą na wycieczki, malowały dobrej jakości farbami… to wszystko kosztuje! Jasne, mamy łatwiej, bo są pampersy, mleko wystarczy wsypać do wody i wstrząsnąć parę razy… nie musimy stać przy garnuszku i mieszać by nie było grudek, nie musimy prać pieluszek tetrowych…Pod tym względem mamy dużo łatwiej, pod innymi niestety nie. Czasy zmieniły się głównie pod względem finansowym, ale moralność ludzi też się zmieniła. Dzisiaj kobiety nie chcą być zamknięte w domu i zarzucone pieluchami i butelkami z mlekiem. Tak jest i tyle… 🙂 Żyjemy w takich czasach, a nie innych i trzeba to zaakceptować i żyć tak, by to życie cieszyło i byśmy były spełnione pod każdym względem. 🙂

  • ~Lonka

    Bardzo dużo prawdy jest w tym wpisie i miło byłoby gdyby sytuacja mam zmieniła się na lepsze. Pomalutku widać,że coś zaczyna się zmieniać. Jest coraz więcej akcji promujących uprzejmość dla kobiet w ciąży w sklepie czy tramwaju. Oby więcej takich 🙂

  • Jestem matka dwójki dzieci i wiem o czym piszesz 🙂 na szczęście mam męża człowieka, z którym dzielimy się obowiązkami, mimo, ze on pracuje a ja na macierzynskim. Myślę ze macierzyństwo jest doceniane przede wszystkim przez nasze dzieci- codzienne kocham Cie przysłania wszelkie trudy 🙂

  • Teraz matka musi wszystko. I pracowac, i ciasto upiec, i śrubę dokręcić. A jak nie robi chociaz jednej z tych rzeczy to jest leniem, nie daje sobie rady i jest zależna od mężczyzny. Niby dobrze, że kobiety mają teraz prawa równe mężczyznom. Tylko mi się coraz częściej wydaje, że my nie mamy PRAWA czegos robic, my to MUSIMY robić.

  • Mnie najbardziej przeraża ta kwestia, że nie można nigdzie wyjść bez dziecka. Czytałam o kobiecie, która po raz pierwszy wyszła bez dziecka, gdy ono miało 1.5 roku… Co prawda zostało z własnym ojcem, ale podobno tak strasznie wyło z rozpaczy, ze matka je porzuciła, że i tak musiała szybko wracać wezwana na ratunek przez swojego męża

    • Niestety jesli dziecko jest przyzwyczajone do tego, ze mama zawsze jest to potem trudno mu, gdy mama gdzieś wyjdzie, nawet gdy jest to dentysta. Nie powinno się w ten sposob uzalezniac dziecka od siebie, bo w koncu przychodzi taki moment, ze trzeba pępowinę przeciąć, a dziecko cierpi.

  • Napiszę tyle: Święta prawda! Matki mają coraz mniej pomocy z zewnątrz. Samo to, że kiedyś pomagały babcie- teraz babcie są nadal kobietami pracującymi…

  • Dziękuję za ten tekst, właśnie urodziłam drugą pociechę a Twoje słowa dodają otuchy, że są jeszcze normalne kobiety, matki i że to co robimy jest piękne i nieraz bohaterskkie

  • ~sylwus

    Do tego dochodzi także wymaganie odnośnie wyglądu. Z każdej strony jesteśmy zasypywane zdjęciami mam z idealną figurą miesiąc po porodzie. Nie tylko musimy być idealnymi matkami, partnerkami, pracownicami, ale też modelkami. Tylko jak na to wszystko znaleźć czas?

  • ~julka

    Ja niestety urodzenie pierwszego dziecka 2 miesiace temu (wyczekany, wystarany, wymarzony od dawna) okupilam porzadna depresja- dopiero zaczynam dochodzic do siebie. Niestety, trafil mi sie trudny
    egzemplarz (po traumatycznym porodzie) – z kolkami, malo spiacy, generalnie „nieoodkladalny” 🙂 bylo trudno, duuuzo trudniej niz myslalam. Powoli wychodzimy na prosta (puk puk w niemalowane) , zwlaszcza ze bezzebny usmiech o poranku rekompensuje wszystko ;))

  • Ewa

    A kiedy to tak było, ze niby kobiety nic nie musiały tylko w domu siedzieć i dziećmi się zajmować? Może w XIX wieku, bo ja jakoś tych czasów nie pamiętam. Mama mając trójkę pracowała na pełnym etacie, ja też. I wcale całe rodziny żyjące pod jednym dachem w 2 pokojach matkom nie pomagały. I pampersów nie było i tysiąca udogodnień. O żłobki i przedszkole też było trudniej. a jeśli chodzi o wiek matek to też rozmaicie bywało, bo jak zawsze i 20 latki rodziły i 40 latki z okładem.A matki lat 80 tych/ Praca, a po niej stanie w wielogodzinnych kolejkach, by podstawowe produkty kupić. To był dopiero hardrockowy czas.

    • Pisałam raczej o babkach i prababkach. Co do PRL-u to bezsprzecznie ludzie żyli wtedy wolniej niż teraz. Większość nie miała kokosów, ale na podstawowe rzeczy ludziom tak nie brakowało jak w dzisiejszych czasach. Wtedy dużo częściej kobiety decydowały się pozostać na urlopie wychowawczym, niż obecnie – jakoś mogły sobie na to pozwolić. Nie tracił ktoś pracy, dlatego, że musiał na zwolnienie chodzić, bo dziecko chore i nie mógł zostawać notorycznie po godzinach. Praca była obowiązkiem, a nie przywilejem.

  • Rewelacyjny tekst, jak mało kiedy nie mam nic do dodania 🙂

  • ~passionatka

    Szkoda, że nie każdy rozumie współczesne matki i tym sposobem wysłuchujemy od naszych babć, ciotek a nawet mam komentarzy w stylu: Boże, ja piątkę wychowałam i czasy były trudne (pieluchy zamiast pampersow, pralka Frania itp.), a Ty przy jednym narzekasz”.

    • To była zupełnie inna rzeczywistość. Ludzie żyli wolniej, wymagania w stosunku do kobiet, chociażby w samej pracy były inne. Wolałabym już tą pralkę Franię, niż ten współczesny pęd 😉