Nie takie przedszkole straszne…

Jeszcze tydzień i tegoroczne trzylatki rozpoczynają nowy rozdział swojego życia, jakim jest przedszkole. To trudny okres, w szczególności dla mam. W wielu rodzinach będzie to pierwsze „wyjście z domu dziecka”, przysłowiowe odcięcie pępowiny od matki. Dzieci i rodzice, którzy mają za sobą żłobek są już wprawieni w boju, natomiast pozostali przeżywają to ważne wydarzenie bardzo mocno. Jest to całkowicie zrozumiałe.

Ja to przeżycie, jakim jest pozostawienie malucha pod cudzą opieką w dużej grupie dzieci mam już za sobą, gdyż Bajaderka cały poprzedni rok uczęszczała do żłobka, a teraz pójdzie do przedszkola. Chciałabym uspokoić wszystkie zestresowane mamy i posłać Wam słowa otuchy. Pozwólcie, że spróbuję.

Po pierwsze WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE.

Dzieci rosną bardzo szybko. Towarzyszymy im w ich wszystkich pierwszych razach, pokazujemy drogę, ale dorastanie jest stopniowym, w pełni naturalnym zjawiskiem oddalania się od rodzica i nie ma opcji, by rodzic tych wszystkich etapów życia swojego dziecka nie przeżywał z rozrzewnieniem. Moja mama do tej pory odczuwa syndrom pustego gniazda, choć nie mieszkam z nią już kilka ładnych lat.

Przedszkole trudno przyrównywać do wyprowadzki dorosłego dziecka z domu, jednak jest to zwykle pierwszy poważny krok na początku drogi ku dorosłości. Niemowlę potrzebuje głównie matki, natomiast już trzylatek ma potrzeby nieco większe. Mama i tata są wciąż najważniejszymi ludźmi w jego życiu, ale stały kontakt z rówieśnikami, wspólna zabawa, uspołecznienie – to coś co jest dziecku w rozwoju równie mocno potrzebne. Już po kilku tygodniach będziesz w stanie zaobserwować jak zmieniło się Twoje dziecko po pójściu do przedszkola. I to na korzyść.

Dzieci bardzo dużo uczą się od rówieśników, zarówno tych dobrych jak i złych rzeczy, choć maluszki wyciągają raczej więcej korzyści z obcowania z innymi dziećmi. Żadna, nawet najbardziej zaangażowana i wykształcona mama, decydując się na wychowywanie dziecka w domu nie jest w stanie uspołecznić je i usamodzielnić na tyle, na ile zrobi to przedszkole, a także wcześniej żłobek. O ile nie będę przekonywać nikogo, że żłobek to coś dobrego (choć większość rodziców dzieci żłobkowych jest zadowolona z opieki w tego typu placówkach, czego nie można powiedzieć o rodzicach zatrudniających nianie), o tyle nie mam wątpliwości nad dobrodziejstwem przedszkola. Powiem tak: rodzice pracujący dużego wyboru nie mają, muszą zdecydować się na jakąś formę opieki nad dzieckiem niespełna rocznym. W takiej sytuacji zawsze polecam żłobek. Natomiast jeśli mamy ten komfort, że możemy z dzieckiem zostać w domu do czasu ukończenia trzech lat – cieszmy się taką możliwością, ale nie rozpaczajmy, gdy ona się po trzech latach kończy, a dziecko zostaje przedszkolakiem. Trzy lata to doskonały moment na rozpoczęcie nowej drogi życia przez malucha.

Ważne byście sobie uprzytomnili kilka podstawowych rzeczy:

Prawie każde dziecko, które po raz pierwszy zostaje rozdzielone z mamą ma prawo zapłakać (choć są sporadyczne przypadki twardzieli, którzy tego nie robią). Pierwszy dzień żłobka, czy przedszkola nie należy do łatwych z tego powodu. Natomiast większość z nas doznaje szoku, jak szybko dziecko przyzwyczaja się do nowej sytuacji i zaczyna ją lubić.

Większość przedszkolaków lubi chodzić do przedszkola. Gdy długo chorują tęsknią za przedszkolem. Znam nawet przypadki dzieci, które płakały przechodząc obok przedszkola w drodze od lekarza np., gdy musiały na dłużej zostać w domu przez chorobę. W przedszkolu fajnie jest!

Dzieci są dzielniejsze, gdy obok nie ma rodziców. Dlatego niestety musimy naoglądać się porannych ryków, ale potem zwykle jest tak, że po naszym odejściu dziecko od razu przestaje płakać i wciąga się w wir zabawy. Bajaderka popłakała się tylko pierwszego dnia w żłobku na odchodne i kilka razy po dłuższej nieobecności. Aczkolwiek na wszystkich uroczystościach, na które zapraszani byli rodzice większość dzieci, gdy rodziców ujrzała musiała z nimi być – nie chciały zostawać z grupą. Ta sytuacja dotyczy zazwyczaj maluchów 1-2-3 letnich, więc jeśli ma miejsce w przedszkolu to raczej tylko na początku. W towarzystwie rodziców najczęściej są ryki, dlatego opiekunki w żłobku, czy przedszkolu starają się rodziców jak najszybciej wypędzić 😉

Dzieci chodzące do przedszkola są bardziej śmiałe i samodzielne. Siłą rzeczy uczą się tego. Nie dlatego, że panie w przedszkolu nie mają dla nich tyle czasu co mama, tylko dlatego, że obserwują inne dzieci.

Nieśmiałe dzieci mają większy problem z przełamaniem nieśmiałości przy rodzicach. Nie wiem z czego to wynika, ale zdecydowanie się sprawdza w przypadku wielu znanych mi dzieci, a także w przypadku Bajaderki.

Ja natomiast, byłam dzieckiem nie chodzącym do przedszkola. Choć mama nauczyła mnie poprzez zabawę więcej piosenek i wierszyków niż znał niejeden przedszkolak, choć panie w szkole mówiły, że byłam doskonale przygotowana do nauki, pamiętam, że nie raz brakowało mi towarzystwa rówieśników. Z fascynacją oglądałam zajęcia grupowe w Domowym Przedszkolu i bawiłam się w przedszkole swoimi maskotkami. Byłam mocno emocjonalnie związana z mamą i pierwszy dzień szkoły był dla mnie stresujący. Cieszyłam się, że nie chodzę do przedszkola z jednego tylko względu – wiedziałam, że tam jest leżakowanie, a ja od dawna nie sypiałam w dzień i wydawało mi się to totalną mordęgą 😉

Każdy rodzic chce, by jego dziecko wyrosło na samodzielnego i pewnego siebie człowieka. Uważam, że odpowiednio dobrane przedszkole daje ku temu dobre podstawy.

A pierwsza rozłąka zawsze jest trudna. Czy będzie to żłobek, przedszkole, czy szkoła. Ten moment kiedyś nadejdzie i lepiej nie przeciągać go w nieskończoność, bo z czasem jest coraz trudniej, nie tylko dla rodzica, ale i dziecka. Pamiętajcie też, że Wasze negatywne emocje udzielą się maluchowi, dlatego starajcie się je opanować, a na pewno wszystko pójdzie dobrze. Bycie rodzicem to wyzwanie. Z dnia na dzień coraz większe. Jak to się mówi: małe dziecko – mały problem, duże dziecko – duży problem. Za jakieś 10 lat pogadamy sobie o problemach z nastolatkami. To dopiero będzie się działo 😉

person-girl-cute-young

  • My przeżywaliśmy to rok temu. 🙂 Cztery miesiące przed rozpoczęciem przygody z przedszkolem, zaczęłam pracę, a córką opiekowała się babcia. Byłam pewna, że pójście do przedszkola to będzie już bułka z masłem! Nic z tego! Do mamy mogłam zadzwonić zawsze i zapytać co z moim dzieckiem, wiedziałam, że mama nie spuszcza jej z oka i robi wszystko, by świetnie spędzić wspólny czas. Wiedziałam, że ugotuje ulubione danie mojego dziecka, zabierze na spacer i lody. Pierwsze dwa tygodnie przedszkola były straszne. Córka ciągle płakała, nic nie jadła, a mi pękało serce! Poza tym, też nie byłam szczęśliwa, że zostawiam ją w obcych rękach. Wiedziałam jednak, że wszystko jest dla jej dobra i że przedszkole rozwinie jej kreatywność i nauczy funkcjonowania w grupie, co z resztą jest bardzo ważne. 🙂 Z dnia na dzień było coraz lepiej! Teraz, obie czekamy już na zakończenie wakacji! 🙂

    • No to u nas było z tym bardziej lajtowo. No i ewentualny ryk widział tylko El, bo on Bajaderkę odprowadzał, a ja odbierałam. Ale to dosłownie kilka razy jej się zdarzyło zapłakać na odchodne. Potem wychodziła uśmiechnięta po całym dniu i na drugi dzień chciała iść.

  • Nie mam dzieci, a zawsze z wielką przyjemnością czytam Twoje wpisy związane z macierzyństwem i wychowaniem 😉 jak Ty to robisz? 🙂

  • ~t.vik

    u nas nie ma żłobków, za to do przedszkola można wysłać roczniaka. Z tą różnicą, że jako rodzic przez jakiś okres możesz pochodzić razem z dzieckiem, żeby czuło Twoją obecność, a Ty żebyś mogła dyskretnie poobserwować, jak się zachowuje, czyli taki „łagodny start”, co dla dziecka może być dużym ułatwieniem. Nasza córka miała półtora, kiedy ją wysłaliśmy i teraz bardzo lubi przedszkole, czasami bardzo tęskni 🙂

    • U nas właśnie niechętnie przyjmuje się rodziców w trakcie początków :/ W pierwszy dzień żłobka mogłam posiedzieć z pół godziny i już starały się mnie panie przegonić. I to i tak dziecko zaczynało żłobek poza sezonem, bo na koniec sierpnia. Choć prawda jest taka, że póki ja byłam to robiła wszystko ze mną za rękę i nie mogła się rozkręcić.

      • ~t.vik

        U nas odrazu mówi się dziecku, że dzieci bawią się z dziećmi, a dorośli siedzą osobno i rozmawiają. Taka zasada i tak ma być. Dzieci z reguły to przyjmują 🙂
        Osobiście nie rozumiem tej niechęci. Nie hęć w przedszkolach, niechęć w szpitalach, a przecież dziecko lepiej się czuje, kiedy ma taki margines bezpieczeństwa, a w szpitalu szybciej dochodzi do zdrowia – przetestowane, więc tylko skopiować i wypróbować na własnym podwórku 😉

  • Ja się bardzo bałam przedszkola (tzn. jako matka, bo jako dziecko, to nie pamiętam), a okazało się, że ma dla nas same plusy 🙂