Mrożąca krew w żyłach opowieść o strasznej chorobie, czyli jak przeżyłam zakażenie wirusem HPV

Temat kontrowersyjnej szczepionki przeciwko HPV nie schodzi ostatnio z ust Polaków. Nie ma się co dziwić, gdyż doniesień o jej szkodliwości można znaleźć od groma. Nawet rodzice będący zwolennikami szczepień deklarują, że na HPV w życiu swoich dzieci nie zaszczepią. Z jednej strony jestem przerażona przymusem, który próbują wprowadzić w naszym kraju, z drugiej cieszę się, że cała ta afera pomaga nagłośnić problem powikłań poszczepiennych oraz podejrzanej polityki koncernów farmaceutycznych. W kwestii tej szczepionki chyba każdy widzi, że coś jest nie tak.

Nie jestem przeciwniczką szczepień w ogóle. W notce pt. Szczepić czy nie szczepić oto jest pytanie nawoływałam do zdroworozsądkowego podejścia do tematu. Wciąż uważam, że zanim podejmiemy jakąkolwiek decyzję odnośnie szczepień musimy bardzo dużo czasu spędzić na dokształceniu się w temacie. I niestety nie polega to tylko na posłuchaniu opinii autorytetów, takich jak zaufani lekarze. Bezsprzecznie program szczepień w Polsce jest nieodpowiedni i jak widać zapowiada się, że będzie jeszcze gorszy.

6792819478_ce19ec1b85_z

fot. VCU CNS

Był czas, że szczepionki kojarzyło się ze zlikwidowaniem niektórych rodzajów groźnych chorób śmiertelnych, czy opanowaniem epidemii. Obecnie coraz częściej na hasło „szczepionka” pojawia się nieodłącznie jeszcze taka myśl: pieniądze, duże pieniądze. Pieniądze, które albo musimy wydać, by wykupić sobie i swoim dzieciom zdrowie, lub pieniądze, które sprawiły, że tak właśnie myślimy – wierzymy, że szczepionki to lek na każdy problem. Nawet najdrobniejszy. Marketing koncernów farmaceutycznych jest bardzo skuteczny. Wszak czy grypa to taka straszna choroba? Owszem powikłania można mieć i po katarze, tyle że występują one znacznie rzadziej niż powikłania poszczepienne, ale tego się już nie mówi. To tak jak ze współczesną żywnością: na opakowaniu masz wołami napisane, że jest bez konserwantów, bez sztucznych barwników, albo bez cukru, za to w składzie znajdziesz wymienione drobnym maczkiem inne szkodliwe substancje, a zamiast cukru aspartam. Technika idzie do przodu, niedługo może wynajdą szczepionkę przeciwko pierdzeniu, tylko że jakimś sposobem społeczeństwo jest coraz słabsze, a choroby cywilizacyjne uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Żyjemy w świecie, w którym najwięcej reklam telewizyjnych dotyczy leków i suplementów diety, a rak wciąż dziesiątkuje ludzkość. Wielu dzieciom wychodzi z testów uczulenie na wszystkie wkłuwane alergeny. Pełno ludzi cierpi na celiakię. WTF ja się pytam?

No to teraz wymyślili: cudowny sposób na jeden jedyny rodzaj raka: raka szyjki macicy.

HPV wykryto u mnie, gdy miałam 19 lat. Podczas rutynowej kontroli u ginekologa, na której stwierdzono, że mam nadżerkę pobrano albo cytologię, albo wycinek z szyjki (już nie pamiętam dokładnie) i nim zdążyłam zgłosić się po wynik, znalazłam w skrzynce list z wezwaniem na jak najszybszą wizytę w związku ze złym wynikiem badań. Podpisane i podstemplowane przez ordynatora oddziału ginekologicznego szpitala, z którego usług poradni ginekologicznej korzystałam. Pamiętam, że był to 13-ty piątek i choć nie jestem osobą przesądną, do tej pory nie czuję się komfortowo na widok takiej daty w kalendarzu. Co ja i moi rodzice wtedy przeżyliśmy – możecie sobie tylko wyobrazić. Podobno teraz nie robi się takiego halo, gdy wynik cytologii, czy innych badań wskazuje na HPV.

Zgłosiłam się do ordynatora niezwłocznie. Na miejscu dowiedziałam się, że mam nadżerkę z wirusem HPV, który nieleczony prowadzi do raka szyjki macicy. Trzeba więc usunąć fragment szyjki z tym wirusem. Było tuż przed świętami, więc umówiono mnie do szpitala na 2 stycznia. Sam zabieg – nic wielkiego. Wykonano go w trakcie 10-minutowego znieczulenia ogólnego. Wtedy jeszcze szpitale nie dostawały zwrotu z NFZ za pacjenta za minimum 3 doby pobytu na oddziale, więc na taki zabieg szło się z rana jak śmietana, a wychodziło następnego dnia. Nie było to przyjemne doświadczenie. Nikt nie lubi przebywać w szpitalu, nawet tak krótko. Nie mogę jednak powiedzieć, że była to straszliwa choroba, przez którą osiwiałam i do tej pory mi oko lata.

Z tego co się wtedy dowiedziałam odkryto zależność raka szyjki macicy od wirusa HPV, ponieważ mężczyźni, których pierwsze żony zmarły na raka szyjki macicy, w ten sam sposób tracili kolejne wybranki. Stwierdzono, że jest to jedyny rodzaj raka, którego może powodować wirus, a mężczyźni często są nosicielami tego wirusa, choć im on nie szkodzi. Z wszelkich źródeł, które wygrzebałam wtedy w internetach, a także za sprawą lekarzy, którzy mnie leczyli dowiedziałam się, że HPV jest wirusem w pełni wyleczalnym i nie stanowi zagrożenia, gdy zostanie wcześnie wykryty. Główną i podstawową zasadą, dzięki której wirus nie będzie dla nas groźny jest regularna kontrola swojego stanu zdrowia u ginekologa (wystarczą wizyty raz, dwa razy do roku, cytologia raz na rok lub dwa). Do tego wskazana jest oczywiście wstrzemięźliwość seksualna, gdyż wirusem HPV można zarazić się właśnie drogą płciową.

Po zabiegu nie należy się kąpać w ciepłej wodzie w wannie przez bodajże dwa tygodnie. Jest lekkie krwawienie przez pierwszy dzień. Nie boli brzuch. Nic generalnie nie boli. Zaleca się odpoczynek, a na miesiąc trzeba darować sobie aktywność fizyczną oraz seksualną. Mój ówczesny partner musiał stosować specjalną maść, aby pozbyć się wirusa. Najwidoczniej pomogła, bo byłam z nim po tym jeszcze dobre 3 lata i nie zostałam ponownie zarażona.

Od czasu, gdy miałam HPV minęło prawie 13 lat. Zdążyłam w tym czasie urodzić dziecko, a moja minimalnie skrócona po zabiegu szyjka macicy nawet przez chwilę nie rozwierała się przedwcześnie w ciąży. Podobno blizna ją tylko umocniła. Jakieś 5 lat temu robiłam specjalny test na HPV. Wynik wyszedł negatywny. Choć zwykle nie mam na nic czasu, zawsze pamiętam o wizytach kontrolnych i badaniach u ginekologa. Jeśli kiedyś umrę na raka szyjki macicy to z pewnością nie przegapię momentu, w którym się on pojawi. Czy jestem bardziej na niego narażona, niż osoby, które nie złapały w swoim życiu HPV? Nie wiem, ale jeśli znów to złapię (podobno wirus czasem nawraca) to na pewno szybko ten fakt odkryję. Zakładając, że szczepionka na owego wirusa byłaby w pełni bezpieczna (gdybyśmy żyli dajmy na to w Narni albo innej baśniowej krainie) to pomyślcie jak wpłynęłaby na osoby, które naiwnie wierzą w 100% skuteczność szczepień? Czy chodziłyby dostatecznie często na wizyty kontrolne? Czy wykonywałyby cytologię co 2 lata? Szczerze wątpię. Kto w takiej sytuacji ma szansę w porę wychwycić wirusa, aby móc go w pełni wyleczyć? Osoba taka jak ja, czy osoba, która za sprawą szczepionki myśli, że ta choroba jej nie dotyczy? Tyle z mojej historii tej straszliwej dziesiątkującej ludzkość choroby…

Czy groźne szczepienia na tego typu przypadłości są potrzebne odpowiedzcie sobie sami.

Zdjęcie tytułowe: Sarah

  • Domyślam się co czułaś. Ja, dokładnie w tym samym wieku, miałam nadżerkę. Matko! Jak ja to przeżywałam! Na zabieg wypalenia szłam z łzami w oczach. Wyobrażałam sobie, że nigdy nie będę mieć dzieci, że będzie do mnie wracać do parę miesięcy i że w końcu wytną mi pół ciała, by uratować życie. 🙂 Każda choroba, wada, wirus, niechciana bakteria, stresują. A co do szczepień… ja swoje dzieci zaszczepiłam na same podstawy. Nie potrafię jednak odpowiedzieć skąd ta decyzja. Nigdy bym sobie nie darowała, gdyby któreś z nich zachorowało na coś, na co powinno być szczepione, a nie było. Mówię tak tylko dlatego, że póki co ( i bardzo liczę, że tak zostanie ) żadne z nich, nie ma powikłań po szczepieniach. Gdyby powikłania się pojawiły, nigdy bym sobie nie darowała, że je zaszczepiłam. Ile ludzi, tyle opinii. W przypadku osób dorosłych, masz rację… Próbuję postawić się w Twojej sytuacji. Gdybym była zaszczepiona, pewnie myślałabym, że jestem bezpieczna i nie zwracałabym uwagi na częste kontrole i może nawet nigdy, choroba nie zostałaby odkryta. Po co te choroby, ja się pytam?! Czy nie możemy być wszyscy zdrowi i szczęśliwi?! 🙂

  • Przed ciążą jeszcze moja pani ginekolog (którą zmieniłam na innego lekarza w 5 miesiącu ciąży) próbowała
    mnie usilnie nakłonić do szczepionki, ale tak jak wspomniałaś – kasa, kasa i kasa są, chocbym i chciała się zabezpieczyć, dla mnie zdecydowanie nieosiągalne.

  • ~HPV

    Nie takie hop… Mężczyznom też szkodzi 😉 W nr 69 przedostaje się do jamy ustnej i dalej do gardła, a tam ma podobne warunki bytowe, jak w szyjce macicy. I nie mówiąc nic gospodarzowi, rozpoczyna swoją zabawę, w wyniku której po pewnym czasie gospodarz może cieszyć się pięknym rakiem jamy ustnej, gardła, albo krtani. Zagrożenie jest, tylko pewnie sama choroba nie występuje tak często, jak u kobiet.
    Pozdrawiam 😉

    • Chyba te 13 lat temu jeszcze tego nie wiedziano. Albo mi umknęło O_o