Nasz tata – bohater

Ostatnio znajduję w internecie sporo smutnych historii samotnych matek lub kobiet pozostawionych samym sobie mimo partnera obok. Zawsze uważałam, że jestem twarda sztuka i dałabym radę ze wszystkim nawet w pojedynkę. Starałam się kierować swoim życiem tak, by absolutnie nie być zależną od mężczyzny, ani finansowo, ani mieszkaniowo, w żaden sposób. Nigdy nie kręcili mnie bogaci faceci, nigdy nie miałam w planach złowić bogacza, by coś samo mi skapnęło, albo żeby mnie utrzymywał. Największą satysfakcję mi zawsze sprawiało, gdy do wszystkiego dochodziłam sama, własną pracą.

Teraz wiem, że można być chojrakiem żyjąc samotnie, ale gdy na świecie pojawia się dziecko wszystko się zmienia. Nie wyobrażam sobie rodzicielstwa w pojedynkę. Nie wyobrażam sobie, by El miało przy nas nie być. Choć bywa różnie, choć on jak to facet jest z innej galaktyki, choć doprowadzają mnie do szewskiej pasji wrzucane za łóżko zwinięte w kulki noszone skarpetki, choć po jego sprzątaniu dostrzegam koty kurzu w niektórych kątach, choć nie słyszy co do niego mówię, gdy gra na komputerze, choć się nie domyśli o co kaman i trzeba wywalić kawę na ławę to i tak go kocham i wiem, że nasze dziecko nie byłoby tym kim jest bez niego obok.

Jesteśmy w wielu sprawach przeciwieństwami, dzięki czemu uzupełniamy się. Mamy też wiele wspólnego. Ja – ułożona i rozsądna, ostrożna i wszystko analizująca, on – roztrzepany, zapominalski, wyluzowany. Oboje trochę cholerycy, więc kłótnie są nieuniknione. Oboje pracowici, choć ja mam więcej cierpliwości, a on czasem słomiany zapał. Ja – potrzebująca dużo snu, on – mało. Oboje domatorzy. On – samotnik, ja – lubiąca towarzystwo różnych ludzi. Kochamy książki, podobne filmy, dobrą muzykę. Jego osobista jaskinia to ulubione gry, moja – tworzenie na kompie (niegdyś były to teledyski, teraz blog), pisanie. Oboje jedynacy ceniący chwile samotności.

Moje dziecko ma tatę, który jako pierwszy ujrzał je, gdy wyszło na ten świat (no dobra oprócz położnej ;)). Jest to tata, który nie bał się zajmować swoją córeczką od początku. Karmienie, przewijanie, kąpanie nie stanowiły najmniejszego problemu. Mama mogła połowę nocy przespać snem sprawiedliwego, bo tata stał na straży karmienia do 1:00-2:00, gdy dziecko musiało być wybudzane na mleczko co 3 godziny z racji niskiej wagi. Gdy maluszek wpadł w pewnym momencie w fazę dziwnych histerii pokąpielowych, tata bujał go na rękach w charakterystyczny sposób dla uspokojenia, czasem bardzo długo. To było kołysanie z półprzysiadami – niezła gimnastyka. W kolejnych etapach życia naszej małej dziewczynki pojawił się problem z obcinaniem paznokci. Wtedy tata podejmował rolę clowna, którym dziecko było ogromnie zafascynowane, siedziało nieruchomo oglądając popisy, a mama mogła obcinać malutkie paznokietki. Co to się wtedy nie działo w domu! Sąsiadka pod nami pewno nie raz ciężko myślała, co ten tata wyprawia wydając różne dziwne dźwięki, tupiąc i skacząc, szalejąc po pokoju. Dobrze, że żyrandol jej się nie urwał.

Mama pewno chowałaby swe dziecko pod kloszem, tata – nauczył je różnych wariacji, wspinaczki po drabinkach, przełamywania lęków. Dzięki tacie trzyletnia Bajaderka nauczyła się sama bujać na huśtawce. Jest bardzo sprawna fizycznie, ale też ostrożna. W niej równoważą się cechy, których w tacie było za dużo, a w mamie za mało. Tata jako dziecko był szałaputem, wiecznie rozbijał głowę, mama była spokojna i ostrożna, bała się wysokości, wywracania do góry nogami. Bajaderka wejdzie powolutku na każde drabinki, przejdzie różne małpie gaje, ale będzie się mocno trzymać i unikać w trakcie przepychanek z dziećmi.

Tata zaplanuje atrakcje, na które mama nigdy by nie wpadła przez wrodzoną ostrożność. Kajaki, rowerki wodne – to nieodłączne elementy naszych wakacji. Niedługo dojdą i żaglówki, bo tata się na tym zna od młodocianych lat, kiedy to spędzał każde wakacje pod żaglami.

– Mój tata jest bardzo silny, wiesz? – powiedziała kiedyś Bajaderka swojemu dziadkowi, gdyż noszenie „na barana” naszej małej dziewczynki to oczywiście od zawsze zadanie taty.

Tata zawsze kąpie i szykuje dziecko do snu, towarzyszy w trakcie usypiania, by Blond Loczek nie bał się potworów.

Dzięki tacie mama pozostała sobą. Nie przepoczwarzyła się w służącą, ani robota. Choć czasem musi przypominać o pewnych obowiązkach lub do nich zagonić to tata dzielnie jej słucha. Nie bulwersuje się, nie wymiguje. Nie od dziś wiadomo, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, a za każdą szczęśliwą mamą stoi dobry tata…

Bajaderka_i_tata

 

  • Amen:) trafiło mi się to samo szczeście (którym czasem oczywiście trzeba mocno potrząsnać;))

  • Ale pięknie to napisałaś!! 🙂 U nas jest bardzo podobnie, choć skarpetki lądują raczej pod łóżkiem. 🙂 No a do obowiązków domowych czasem muszę wołami zaganiać, ale za to jak trzeba coś naprawić to nie muszę dwa razy powtarzać. 🙂 Ostatnie zdanie w 100 % trafione! Kobieta podobno, jest odzwierciedleniem mężczyzny. 🙂

  • pięknie napisane! I tak powinna wyglądać KAŻDA rodzina! Wzajemne wsparcie i pomoc w wychowywaniu dziecka są niezbędne w prawidłowym funkcjonowaniu szczęśliwej rodziny 😀
    pozdrawiam

  • ~t.vik

    Położna się nie liczy 😉

  • Pięknie napisane. Wzruszyłam się, bo uświadomiłam sobie, jak ważny jest tata i jak wiele znaczy dla dziecka. A słowo „bohater” w Waszym przypadku nie jest na wyrost. Na szczęście u nas jest podobnie, też nie mogę narzekać. Świetnie podsumowałaś swoje przemyślenia. A słowa „Dzięki tacie mama pozostała sobą” pobudzają do refleksji…

  • Podpisuję się pod wszystkimi komentarzami! Świetnie ujęte. Każdy w rodzinie odgrywa swoją, BARDZO WAŻNĄ, rolę. Nikt nigdy nie zastąpi ewentualnie brakującego ogniwa. Dziecko, nieważne czy chłopiec, czy dziewczynka, potrzebuje zarówno ojca jak i matki.
    P.S.: U nas jest odwrotnie- to ja jestem w gorącej wodzie kąpana i mam słomiany zapał 😉

    • Chyba dla równowagi ludzie się tak dobierają trochę przeciwieństwami 😉