Pozwólmy dziewczynkom być dziewczynkami

W ten weekend uległam mojej córce w kwestii malowania paznokci. Jestem tego przeciwniczką, gdyż uważam, że makijaż to domena dorosłych kobiet. Oczywiście większość z nas robi makijaż dla siebie, czujemy się wtedy piękniejsze, odważniejsze, seksowniejsze. No właśnie – seksowniejsze! Małe dziewczynki chcą się malować, dlatego że pragną naśladować matki. Ba! Nawet bardzo mali chłopcy czasami próbują użyć maminej pomadki i nie jest to oznaką jakichś nienormalnych skłonności, czy zapowiedzią transwestytyzmu w przyszłości. To tylko powielanie zachowań osoby, która stanowi dla dziecka wzór do naśladowania. Wszak skąd mały chłopiec ma wiedzieć, że makijaż jest zarezerwowany tylko dla kobiet? A już w szczególności, gdy zajmuje się nim głównie matka, albo wcale nie ma ojca? Tak, naprawdę to samo dotyczy dziewczynek, one też tego nie wiedzą. Niestety o ile mamy nie pomalują swoim synkom paznokci, jak bardzo by o to nie prosili, o tyle nie mają oporów, by upiększyć w ten sposób własne córki. Dziewczynki nie tylko widzą makijaż u własnych matek i innych kobiet, ale i u rówieśniczek… w przedszkolu. W takiej sytuacji trudno jako argument przeciwko malowaniu paznokci wysunąć fakt, że jest to zarezerwowane tylko dla dorosłych kobiet. No bo Natalka, Oliwka, czy Lenka też mają pomalowane paznokcie, więc to co mówisz wygląda na kłamstwo. Natomiast szczegółowe wtajemniczanie małą dziewczynkę w ciemną stronę tego świata, jaką jest pedofilia to już trochę za dużo. Można jeszcze spróbować dziecko przekonać, że wdychanie lakieru, czy zmywacza do paznokci jest niezdrowe, jak i odpryskujące kawałki lakieru, które niejednokrotnie wraz z jedzeniem, albo wkładanymi do buzi rączkami wędrują do żołądka. Nie sądzę jednak by był to argument przekonujący kilkulatka.

Ja również, jako mała dziewczynka męczyłam mamę by malowała mi paznokcie. Zgadzała się od czasu do czasu na to, aczkolwiek przed każdym pójściem do szkoły lakier musiał zostać zmazany (do przedszkola nie chodziłam i prawdę mówiąc nie pamiętam bym w wieku przedszkolnym miała potrzebę malowania paznokci). Jeśli się tego nie zrobiło można było dostać uwagę, albo obniżano ocenę ze sprawowania. To samo dotyczyło makijażu. Ile razy dziewczyny były wysyłane do łazienki, by zmazać makijaż. W liceum już nie, ale w podstawówce, która trwała 8 lat takie upiększanie było niedozwolone. Obecnie nie tylko w szkołach przysłowiowo kładzie się na to lachę, ale i w przedszkolach!

Dziś rano usłyszałam jak jedna z wychowawczyń Bajaderki zwróciła uwagę na pomalowane paznokcie dziewczynki z grupy. Nie zachwycała się wprawdzie, tylko mówiła, że ogółem dziecko ładnie wygląda, a do tego ma jeszcze pomalowane paznokcie! Po tym komplemencie inna dziewczynka z dumą pokazała swoje kolorowe pazurki. „Oooo ty też!” zareagowała pani. Właśnie wczoraj próbowałam tłumaczyć Bajaderce, że nie powinno się chodzić z pomalowanymi paznokciami do przedszkola, czy szkoły. Mówiłam jej też wcześniej, że paznokcie malują dorosłe panie. Jak wypadłam w takiej sytuacji w oczach dziecka? Pomalowałyśmy paznokcie na weekend w drodze wyjątku, umawiając się, że przed przedszkolem zmyjemy lakier. Córka była przeszczęśliwa. Dobierała ubrania pod kolor paznokci, a nawet muffinki, które razem upiekłyśmy jadła tylko w różowych foremkach, jak jej pazurki. Wieczorem była bardzo smutna, że zmazujemy lakier. Stwierdziła nawet, że nie chce iść do przedszkola byleby zostawić piękne różowe paznokcie. Jednak ze spokojem wytłumaczyłam jej, że nie wypada w ten sposób pokazywać się w przedszkolu. „Jeszcze któraś z wychowawczyń zwróci ci uwagę…” powiedziałam. Dlaczego uległam i w ogóle pomalowałyśmy paznokcie? Dziecku bardzo na tym zależało, a tłumaczenie, że bez kolorowych paznokci jest jeszcze piękniejsza w ogóle do niej nie docierało. Gestykulując dłonią z moimi błękitnymi paznokciami nie czułam się w tej kwestii autorytetem, tym bardziej że mała nie jest głupia i widzi, że kolorowy lakier noszą też małe dziewczynki, nie tylko ich mamy. Miałam również w pamięci podejście mojej mamy do tej kwestii. Okazjonalnie pozwalała mi malować paznokcie, ale zdawałam sobie sprawę, że to przywilej dorosłych, a u mnie tylko zabawa, absolutnie niedozwolona w szkole.

Kiedyś widziałam, że w pewnym przedszkolu urządzono sesję zdjęciową, w której to dziewczynki wystąpiły w dorosłych, za dużych szpilkach, z makijażem, w piórach, miniówkach, przybierając pozy jak dorosłe kobiety. Wiele matek było zachwyconych, jakie piękne mają córki. Ja się pytam po co to wszystko? Czy naprawdę media, kolorowe czasopisma, bannery uliczne i Photoshop tak wyprały nam mózgi, że nie potrafimy doceniać naturalnego piękna i nawet dziewczynki – najpiękniejsze istoty stąpające po ziemi muszą być poprawiane i to w tych samych kanonach co dorosłe kobiety?

Zastanówmy się chwilę czy gdzieś w pewnym momencie nie przekroczyliśmy za bardzo granicy. Okej – pomalowane paznokcie są dla kilkuletniej dziewczynki ogromną frajdą, tak jak świecące przy każdym kroku buty, albo sukienka z Elsą z „Frozen”. Rozumiem, gdy nie potrafimy tego odmówić, szczególnie kiedy same w danym momencie malujemy sobie paznokcie. Jednak pomyślmy, czy przyjmowanie tego drobnego zabiegu u dziecka za normę, zwykłą codzienność to już nie przesada? Tak samo jak i malowanie paznokci roczniakom siedzącym w wózkach, przekłuwanie uszu nieświadomym niemowlętom, czy ubieranie dzieci w stroje na wzór dorosłych. Czy jest to absolutnie potrzebne? Gdzie powinna zostać postawiona granica? Czy przedszkole, a nawet szkoła to odpowiednie miejsce na defilowanie z makijażem albo pomalowanymi paznokciami, kolczykami? Czy uczymy dzieci, że wygląd wpływa na to, jak jesteśmy traktowani? Czy zdajemy sobie sprawę, że umiejętność odpowiedniego do danej sytuacji ubioru, schludny wygląd daje człowiekowi szacunek otoczenia? Czy dobre wychowanie jest passé?

kolorowe paznokcie1

Tamara Tur