Czy istnieje rodzicielskie życie towarzyskie?

Zauważyłam, że wiele mam narzeka na swoje życie towarzyskie, które diametralnie zmienia się wraz z urodzeniem dziecka. Wspominacie najczęściej o utraconych przyjaźniach z bezdzietnymi osobami, braku zrozumienia tych też osób, niemożliwości imprezowania. Zainspirowana niedawnym tekstem na Blogu rodzinnym postanowiłam pokazać Wam pozytywne strony rodzicielskiego życia towarzyskiego, które wbrew ogólnej opinii – istnieje. Jest tylko troszkę inne. Czy gorsze? Nie sądzę! Wszystko zależy od naszego podejścia, które może warto zmienić, jeśli zależy nam na mile spędzonym czasie i przyjaźni osób, z którymi dobrze się czujemy.

Zostanie rodzicem stanowi taką samą okazję do zawierania nowych znajomości jak i tracenia starych, jak pójście do nowej szkoły, czy pracy lub na imprezę. Na każdym z tych etapów życia poznajemy ludzi podobnych sobie, którzy znajdują się aktualnie w tej samej sytuacji. To normalne, że taka zmiana nie wpływa pozytywnie na stare przyjaźnie z osobami, z którymi nasze drogi się rozeszły. Tak samo oddala się nastolatka od swojej wieloletniej przyjaciółki, która wybrała inne liceum, jak świeżo upieczona matka od kumpeli singielki, dla której posiadanie w obecnej chwili dzieci jest czystą abstrakcją. To absolutnie normalne i nie powinniśmy żałować takich przyjaźni. Te prawdziwe i mocne przetrwają wszystko, te które się sypią przy obraniu różnych dróg – umierają śmiercią naturalną i nie są warte zawracania sobie nimi głowy.

Z utrzymaniem życia towarzyskiego najtrudniej mają osoby, które jako pierwsze lub jedne z pierwszych w swoim środowisku zostały rodzicami. Jest to dla nich ogromny szok, gdy wszyscy znajomi traktują ich jak kosmitów i wykruszają się jeden po drugim. Tak to już jest, że ludzkie przyjaźnie najlepiej się mają w grupach o tych samych zainteresowaniach. W liceum jeśli słuchałeś ciężkiej muzyki, bujałeś się z osobami w glanach, nie z blond niuniami w brokatowym makijażu. W dorosłym życiu, gdy zostajesz rodzicem zawieraj przyjaźnie z innymi rodzicami.

Jest kilka podstawowych zasad, które warto sobie uprzytomnić, aby mieć więcej znajomych (jeśli tylko Wam na tym zależy, bo przecież nie każdy musi mieć taką potrzebę!):

1. Przyjaźń to nie związek

Nie traktujmy każdego bliskiego znajomego jak swojego życiowego partnera! Nie miejmy od niego takich samych wymagań dotyczących wyłączności, 100% dyspozycyjności i gotowości do poświęceń niezależnie od pory dnia i nocy. Każdy człowiek ma własne życie, w którym na pierwszym miejscu powinna być rodzina, a potem znajomi. Raz na jakiś czas zdarzają się przyjaźnie do grobowej deski, ale ludzie, którzy takie przyjaźnie pielęgnują charakteryzują się ogromną wyrozumiałością. Zresztą nawet w związku nie można od drugiej osoby tylko wymagać, osaczać ją i ograniczać na każdym kroku. My kobiety niestety bardzo często mamy z tym problem.

2. Przyjaźnie umierają

Pogódźmy się z tym, że niektórych przyjaźni nie da się uratować. I wcale to nie znaczy, że wcześniejsze fajnie spędzone lata były o kant dupy, bo koniec końców okazało się, że to nie przyjaźń na całe życie i nie przetrwała np. dłuższej rozłąki. My się zmieniamy, nasi znajomi się zmieniają i to normalne, że niektórych ludzi drogi się rozchodzą.

3. Przyjaźnie się odradzają

Ważne by się nie zacietrzewić w swoich żalach i nie skreślać ludzi na całkiem, dlatego że w pewnym momencie oddalili się od nas. Czasem znajomy obiera inną drogę i nie nadajecie na tych samych falach, ale po kilku latach jego życie wchodzi na podobny tor do Twojego i znów okazuje się, że macie wiele wspólnego.

4. Zazdrość to największy wróg przyjaźni

Mamy często przytaczają przykłady spotkań z koleżankami singielkami, które w ich oczach szpanują nowymi drogimi ciuchami, bujnym życiem towarzyskim, wyjazdami i przygodami. Denerwują użalając się nad naszym wyglądem, czy uziemieniem przez dziecko. Prawda jest taka, że osoby, które mają potrzebę w ten sposób dołować inne – po pierwsze nie są godne uwagi, po drugie – właśnie czegoś Wam zazdroszczą. Wygląda na to, że te pięknie uczesane i umalowane koleżanki nie są zbyt szczęśliwe w swoim życiu, skoro potrzebują tak strasznie wypluć nieco jadu i dokopać znajomej. Natomiast Wy zazdrościcie im w danym momencie tych wszystkich przyziemnych przyjemności, kiedy to jesteście zmęczone, nie wyglądacie za dobrze i nie macie chwili dla siebie – dzieje się tak dlatego, bo przechodzicie akurat ciężki okres, który w macierzyństwie jest przejściowy. Tylko zastanówmy się co daje większe szczęście, na dłuższą metę? Otaczanie się dobrami materialnymi z braku bliskiej osoby, czy nielekkie życie rodzinne wypełnione bezwarunkową miłością naszych dzieci, pełne wzlotów i upadków, gdzie każdy upadek jest trzykrotnie rekompensowany przez wzlot? Oczywiście nie dla wszystkich ludzi na tej planecie założenie rodziny jest pełnią szczęścia i każdy ma prawo obrać inną drogę, ale osoby, które świadomie dokonały jakiegoś wyboru i są szczęśliwe nie plują na innych jadem, nie kopią leżących. Tam gdzie jest szczęście, tam nie ma miejsca na złośliwości.

5. Nic na siłę

Nie utrzymujmy na siłę przyjaźni, które nas męczą. Jeśli dana osoba tylko potrafi dołować, krępować, krytykować dajmy sobie z nią spokój. Sens ma walka o utrzymywanie przyjaźni, a nie podsycanie wrogości.

6. Doceń samotność

Z własnego doświadczenia wiem, że najłatwiej jest nawiązywać wszelkiego rodzaju znajomości, kiedy jakoś specjalnie nam na tym nie zależy. Ponadto, kiedy zostajesz rodzicem chwile samotności są na wagę złota. Cieszmy się nimi, zamiast narzekać, że nie robimy ciągle czegoś pasjonującego w towarzystwie innych.

Jak utrzymać życie towarzyskie będąc rodzicem?

– Bądź otwarty na nowe znajomości czy to na placu zabaw, czy zebraniach w przedszkolu. Przyjaźnie, które zdobywamy za sprawą dziecka są o tyle fajne, że dotyczą ludzi mieszkających na tym samym osiedlu lub niedaleko. Każdy rodzic wie, że kwestie logistyczne z dzieckiem to nie lada wyzwanie, dlatego utrzymywanie znajomości z ludźmi na drugim krańcu miasta jest bardzo utrudnione.

– Przyjaźnij się z innymi rodzicami dzieci w podobnym wieku. Macie wtedy najwięcej wspólnych tematów.

Nie spinaj się i nie szpanuj. Jeśli Twoje mieszkanie będzie przed każdą wizytą gości wybłyszczone, a stół zastawiony domowymi wypiekami to szybko Cię takie spotkania wymęczą, a inne mamy będą się krępować goszcząc Ciebie. Rodzice wiedzą jak wygląda życie z dziećmi, standardy czystości i ludzkie możliwości. Spotkania towarzyskie mają być przyjemnością, a nie konkursem na najlepszą matkę, kucharkę, czy panią domu.

– Odwołując wizytę zawsze podawaj prawdziwy powód, nie ściemniaj. Inna mama w pełni rozumie to, że nasze dziecko mogło nagle dostać gorączki, choć dopiero co było chore, albo że jesteśmy zmęczone, albo że mamy ochotę spędzić czas rodzinnie.

– Wychodź na spotkania bez dzieci tylko jeśli masz na to ochotę. To żaden obowiązek towarzyski! Zwykle rodzice potrzebują resetu z dala od swoich pociech od czasu do czasu, ale nie wszystkie matki tak mają i nie jak tylko urodzi im się dziecko. Jeśli rozstanie z maluchem Cię stresuje nie zmuszaj się do tego! Uczestnicz natomiast w spotkaniach rodziców wraz z dziećmi. Dla Twojego dziecka bardzo korzystne są zabawy z rówieśnikami, a Ty możesz chwilę odsapnąć przy kawie i rozmowie z inną mamą.

– Odśwież swoje stare znajomości z przeszłości z ludźmi, którzy mają dzieci. W dobie Facebooka to nic trudnego. Szczególnie wskazane dla tych, którzy nie posiadają zbyt wiele towarzystwa po sąsiedzku.

Nie musisz być duszą towarzystwa mając niemowlę w domu! Każdy człowiek, który miał kiedykolwiek dziecko to zrozumie. Narodziny dziecka to czas przede wszystkim dla Ciebie, Twojego maluszka i najbliższej rodziny, a nie tłumów znajomych, którzy wpadają w odwiedziny. Masz prawo wykluczyć się na chwilę z życia towarzyskiego i wrócić, kiedy ogarniesz już nową sytuację, albo gdy poczujesz tęsknotę za rozmową z innym dorosłym.

– Pamiętaj o wyrozumiałości w stosunku do innych. Nawet między matkami spotykamy diametralne różnice. Szanuj poglądy innych, nie narzucaj swojego zdania, nie wymądrzaj się przy każdej możliwej okazji. Kwestia wychowywania dzieci to śliski temat, w którym łatwo o spięcia. Pamiętaj, że każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Oprócz ogólnych spraw związanych z macierzyństwem miejmy też na uwadze, że inne problemy dotyczą matek wychowujących dzieci w domu, inne matek pracujących zawodowo.

W nawiązywaniu pozytywnych relacji z ludźmi kluczową kwestią jest czuć się dobrze z samym sobą, nie robić nic wbrew własnej woli, nie starać się być kimś kim nie jesteśmy, nie ulegać presji otoczenia. Każdy człowiek potrzebuje towarzystwa, jeden mniej, drugi bardziej i tylko od nas samych zależy jak i z kim tą potrzebę będziemy realizować.

8944147684_efc4d239a5_kcr
Foto: Kate

  • Wiesz, że też mi ten temat siedzi w głowie? 🙂 W moim przypadku dość mocno odczułam wykruszenie się znajomych po urodzeniu dziecka. Właściwie teraz wiem, kto zawsze był i będzie przyjacielem, a komu na kontaktach z nami nie szczególnie zależy. Bardzo ładnie to określiłaś pisząc: „To absolutnie normalne i nie powinniśmy żałować takich przyjaźni. Te prawdziwe i mocne przetrwają wszystko, te które się sypią przy obraniu różnych dróg – umierają śmiercią naturalną i nie są warte zawracania sobie nimi głowy.”
    Często słyszę (i Ty również o tym piszesz), że w zamian przybywa nam „dzieciatych” znajomych. A to poznasz kogoś na placu zabaw, a to odezwie się stara koleżanka, która podobnie jak Ty ma już swoją rodzinę i została matką. Oczywiście cieszą mnie takie kontakty, ale czasem mam zwyczajnie dość rozmawiania o kupkach, zupkach i ząbkowaniu, a wtedy tęskno wspominam stare znajomości, dawne imprezy. Mam ochotę pogadać o nowej knajpie, poplotkować o tym czy o tamtym, posłuchać o problemach niekoniecznie związanych z macierzyństwem. Chętnie dowiem się, gdzie otworzył się nowy super-fryzjer i do kogo warto wybrać się na manicure.

    • Serio matki tylko o tym potrafią gadać? Ja tak zdecydowanie nie mam co nawet widać chyba na blogu. Uwielbiam gadać o kosmetykach, ciuchach, sprawach niezwiązanych z dziećmi. Może dlatego moja przyjaciółka, która jeszcze nie ma dzieci jakoś mnie znosi ;)))

      • ~passionatka

        Ja na szczęście też mam przyjaciółkę, która przy mnie została i zawsze na bieżąco zaznajamia mnie z nowinkami i ploteczkami ze świata „niedzieciatych” 😉

        • U mnie już trochę brak tych niedzieciatych, nikogo więcej poza moja przyjaciółką nie znam bez dzieci, ale też zauważyłam tendencje odżywania rodziców, kiedy to wyjdą z pieluch, nocnego wstawania, kupek i zupek 😉 Znów można poczuć wolność 😉

  • Sama miałam pisać na ten temat, ale że Ty idealnie ujęłaś sedno problemu, to pozwolę sobie udostępnić Twój tekst na swojej stronie. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Buziaki :*

    • Pewnie, że nie mam! Bardzo dziękuję za udostępnienie

  • Bez bicia przyznaję, że jestem z tych matek, co przed odwiedzinami pucują dom i pieką co się da i ile się da. I przyznaję- na dłuższą metę się tak nie da.

  • Miałam kiedyś koleżankę, która zawsze miała w domu taki błysk, że jajecznicę można było jeść z podłogi jak goście przyszli. Normalnie w kompleksy mnie wpędzała. (Różnica między naszymi dziećmi- pół roku). Kiedyś byłam w pobliżu i dzwonię spontanicznie, że może jakaś kawa? A za ile będziesz???? Byłam dość blisko. Jak dzwoniłam do drzwi, dopiero odkurzacz wyłączyła. Od razu zrobiło mi się lepiej:) Pijemy kawę i nie wytrzymałam. „Proszę, powiedz, że nie masz zawsze tak czysto, bo czuję się okropnie.” Popatrzyła chwilę, otworzyła szafkę w kuchni a tam schowane brudne talerze, kubki i garnki. Ciuchy z prania wrzuciła do szafy i zastawiła fotelem, żeby nie wypadły 🙂 Od tej pory jako wtajemniczona mogłam wpadać bez zapowiedzi 🙂 I bez stresu.

    • Uśmiałam się z rana 😀
      Zawsze tam gdzie jest aż taki błysk tkwi jakaś ponura tajemnica 😀

  • Ja to ostatnio doświadczam zbyt intensywnego życia towarzyskiego 😉 Odkąd mieszkam na Szczycie przyzwyczaiłam się do raczej leniwego trybu życia, a przez ostatnie miesiące ciągle jakieś spotkania, imprezy, wydarzenia – co z jednej strony jest świetne, a z drugiej już się trochę w tym gubię 🙂