Dylemat mikołajkowy: Nie umiem okłamywać swojego dziecka

Pewno wielu z Was stwierdzi, że wyolbrzymiam, albo że nie wiem co to poważne problemy. Mam bowiem opory przed ściemnianiem dziecku w temacie Świętego Mikołaja. Tak właśnie. I albo to kwestia tego, że nie umiem kłamać (ale że aż tak?), albo że mówienie totalnej nieprawdy, szczególnie komuś bliskiemu było dla mnie zawsze czymś niewyobrażalnym…

Oczywiście mówię Bajaderce o Świętym Mikołaju, ale mam wrażenie, że wychodzi mi to tak sztywno, nieprawdziwie, niezbyt przekonująco. Ostatnio w przedszkolu dzieci i panie szykowały listy do Mikołaja, potem wszyscy razem wybrali się na pocztę je wysłać. Każde dziecko gada teraz o tym przyjaznym staruszku z Laponii i prezentach. Najbliżsi pytają Bajaderkę, co by chciała od Mikołaja dostać.

Wielu znajomych ma taką tradycję, że wieczorem, dzień przed Mikołajkami zostawiają z dziećmi mleko i ciastko dla Świętego, który przyjdzie w nocy z drobnym prezentem. Rano dzieciaki znajdują upominki w kapciach czy skarpetkach, a mleko jest wypite i ciastko ugryzione. Nie wiem czemu, ale mi się wydaje ta opowieść nieco przerażająca, szczególnie dla małego dziecka. Uświadamiamy je, że ktoś obcy w tajemniczy sposób dostanie się do jego pokoju. Ok, to jest śmieszny, gruby Mikołaj, który zostawia fajne prezenty, ale pomyślmy ile małych dzieci boi się facetów poprzebieranych za Mikołajów, czy to w żłobkach, przedszkolach, czy galeriach handlowych? Płaczą, gdy rodzice chcą je koniecznie posadzić u Mikołaja na kolanach do zdjęcia. Tego typu akcje są dla mnie naprawdę z deka straszliwe. Przyznaję – próbowałam w tym roku sprzedać historię z nocną wizytą Bajaderce. W zeszłym stwierdziłam, że jest jeszcze za mała. Oczywiście nie wkręciłam się zbyt mocno w tę bajkę, targana wątpliwościami i mam wrażenie, że dziecko nie łyknęło ściemy, choć zaczęła wypytywać, jak ten Mikołaj się dostanie do naszego domu. I albo to moja psychoza, albo czuła się tym faktem nieco zaniepokojona.

Mam znajomą, której córka jest w tej chwili już nastolatką. Była ona bardzo mocno wkręcana przez rodziców w Świętego Mikołaja. Wszystko mieli obcykane tak dobrze, że ściema sprzedawała się ekstremalnie długo. Dopiero rówieśnicy uświadomili dziewczynkę, jak jest naprawdę i na domiar złego było to dopiero na początku gimnazjum…

Ja się zawsze zastanawiam: co w chwili uświadomienia czuje dziecko? Szczególnie takie, które zostało przez rodziców na maksa wkręcone. Okłamane przez najbliższych. Niby to takie wprowadzenie odrobiny magii do codziennego, szarego życia, ale jednak cała koncepcja łączy się z dość silnymi emocjami. Mam wrażenie, że dziecko ma prawo czuć się zawiedzione, gdy prawda wyjdzie na jaw. Czy to z powodu okłamania przez osoby, którym ufa, czy z powodu uświadomienia sobie, że ta cała magia jednak nie istnieje… Przyznaję, że nie doznałam tego nigdy, bo moja mama miała podobne opory w kwestii ściemniania z Mikołajem. Zawsze była mowa, że Mikołaj przynosi prezenty na Mikołajki i Boże Narodzenie, ale odkąd tylko pamiętam – nigdy w to nie wierzyłam. Mama również nie wczuwała się za bardzo w okłamywanie mnie w tej kwestii. Do tego wszystkiego odkryłam raz jej kryjówkę z prezentami, których de facto szukałam przekonana, że to ona je kupuje 😉

A Wy jak podchodzicie do tematu Świętego Mikołaja? Wczuwacie się po całości? Macie obcykane dokładne scenariusze pojawiania się prezentów? Przygotowane odpowiedzi na najczęstsze dziecięce pytania w tej kwestii?

A sami wierzyliście w Świętego Mikołaja? Pamiętacie co czuliście, gdy prawda wyszła na jaw? Wprawdzie domyślam się, że nikt nie doznał jakiejś mikołajkowej traumy i nie buja się teraz w kącie na widok czerwonego kożucha, białej brody i czapy z pomponem, ale i tak mam jakieś dziwne opory. Może to przez bycie wrodzoną realistką 😉

Mikołaj
Foto: U.S. Army Corps of Engineers Europe District

  • ~kasiowa

    My tę magię wprowadziliśmy. Moje dziecko jest zawsze bardzo podekscytowane czy uda mu się obudzić jak Mikołaj będzie w domu akurat chrupal ciastka. Nie widzę w tym nic jakoś szczególnie złego. Dla mnie to ten sam poziom co opowiadanie bajek na dobranoc. Tym bardziej ze nasze dziecko wie, że Rodzice żyją w konspiracji z Mikołajem i czasem muszą mu pomóc, doradzić czy nawet wyręczyć w dawaniu prezentów. Sama długo byłam wkręcana w tę historię i nie czułam żadnego niesmaku gdy poznałam prawdę… A wręcz podziw ile pracy kosztowało to wkręcanie moją rodzinę. Przecież gdy prawda wyjdzie na jaw wystarczy przywołać prawdziwa historie postaci
    Mikołaja i mamy kolejny pretekst do tłumaczenia ze na świecie są dobrzy ludzie, że można pomagać innym dzieciom, czy co to w ogóle tradycja… Najważniejsze żeby wszyscy mieli z tego frajdę. Wydaje mi się ze to naprawdę niewielkie ‚klamstewko’ nie zrobi dziecku krzywdy. Ludzie wkręcana dzieci w wieleu poważniejszych tematach i nie mają skrupułów, a konsekwencje są często większe np. Tematy w stylu skąd się biorą dzieci czy tematy religijne…

    • Masz dużo racji Kasia. Ja myślę, że każdy powinien podpasować ten temat pod swoje dziecko i jego wiek. Jeśli teraz mam wrażenie, że niepokoi ją nocna wizyta obcego kogoś w pokoju mogę zawsze mówić, że Mikołaj przekazał prezent rodzicom. Grunt by nie nastraszyć dziecka, aby za wszelką cenę wkręcić historię 😉 No i może nie ma co się tak bardzo wczuwać jak to zrobili moi znajomi 😉

    • No właśnie! Niektórzy rodzice kłamią dzieciom, że przyniósł je bocian, albo znaleźli je w kapuście, albo że Bóg nie istnieje…

  • Jest na ten temat fajny artykuł w grudniowych Wysokich Obcasach, autorstwa Agnieszki Stein 🙂
    Dzieci lubią wyobrażać sobie rzeczy „na niby”, dla nich nie musi być na serio żeby był fun. Myślę że można spokojnie potraktować Mikołaja jako rodzaj zabawy, bez robienia im wody z mózgu i upierania się że naprawdę taki człowiek istnieje. U nas w rodzinie np nie ma aktualnie ani jednego dziecka, a i tak wszyscy przy rozdawaniu prezentów udają w żartach że to Mikołaj przyniósł, żeby po prostu było więcej klimatu 🙂

  • ~Piotr

    Z tym okłamywaniem dzieci trzeba wcześnie zaczynać, bo potem gotowe są nie uwierzyć, że po latach opłacania składek dostaną emeryturę z ZUS, albo ubezpieczyciel nie wypłaci polisy… 😀 Trochę nie na temat, ale mój młody ma dopiero -0,5, więc zostało mi jeszcze trochę czasu na zastanowienie się w temacie. Pozdrawiam.

  • Ja się cieszę że moje dziecko jest jeszcze tak małe, że mu wszystko jedno czy jest mikołaj czy nie, a z prezentu od dziadków cieszy się za każdym razem tak samo. My na mikołajki nic nie kupowaliśmy młodej, bo myślę że to lekka przesada, tym bardziej że zaraz święta i wtedy obdarowana będzie od stóp do głów. A co do historii o mikołaju tak w ogóle to wszystko zależy od tego jak się to przedstawi. Ja zamierzam wytłumaczyć, kiedyś kiedyś, że zaczęło się od biskupa Mikołaja co obdarowywał biednych, a potem się zrobił mikołaj w czerwonym wdzianku i cała jego otoczka 🙂 to ma sens, jak dla mnie 🙂

  • Na razie Młody ma 2 lata i 4 miesiące. Dostał symbolicznie- puzzle (raczej my, jako rodzice, nie jesteśmy zwolennikami zasypywania dzieciaków prezentami- tym bardziej, że tego nie rozumieją i na dodatek mają WSZYSTKO i to podwójnie). A co do wymyślania różnych ciekawych historii… no cóż. Uważam, że to nie jest kłamstwo samo w sobie- to coś w rodzaju urządzania teatrzyku, w którym dziecko bierze czynny udział. Uważam jednak, że utrzymywaninie takiego stanu rzeczy do gimnazjum to lekka przesada…

  • Mój synek ma dopiero niecałe dwa latka, dlatego jeszcze nie do końca rozumie o co w tym wszystkim chodzi, po prostu cieszy się z nowych zabawek… Ale chyba podobnie jak Ty nie chcę go za bardzo wkręcać w takie ściemy… Owszem, można rzucić hasło, że prezenty są od Gwiazdora (u nas tak się określa św. Mikołaja, ale też nie uważam, by był sens tworzyć wokół tego wielką ściemę z włamem przez komin…
    Być może mam takie zdanie a nie inne, ponieważ sama odkąd pamiętam nie wierzyłam w gwiazdora. Tym bardziej, że jako 5 czy 6-latka zdemaskowałam przebranego wujka podczas wigilijnej kolacji… 😉
    Każda rodzina ma inne zwyczaje i przekonania i należy je uszanować. Ja święta i całą ich otoczkę traktuję jedynie jako miłą tradycję i okazję do spędzenia czasu w rodzinnym gronie i taki pogląd chcę również zaszczepić w moim dziecku 🙂

  • ~miki

    Św. Mikołaj to nie kłamstwo i wcale nie magia,on na prawdę istnieje ,teraz jest w niebie,ale nauczył ludzi dawania i to ludzie którzy kochają teraz chcą uszczęśliwiać innych .

    • Znam historię Świętego ale niewiele ma on wspólnego z obrazem Mikołaja, który przedstawia się dzieciom. Poza obdarowywaniem innych nie mają więcej wspólnego

  • My nie sprzedajemy naszym dzieciom żadnej ściemy. Czasem któraś z naszych mamusiek próbuje, ale w mojej obecności to nie przechodzi. Prawda i tylko prawda, chociaż oczywiście nie cała odrazu. Tylko w taki sposób można zbudować wzajemne zaufanie. W przeciwnym wypadku dziecko się uczy, że pewne kłamstewka w niektórych sytuacjach są ok. A „atmosfera magii”? To też można osiągnąć innymi metodami 😉
    Pozdrawiam.

  • W Mikołaja wierzyłam, do czasu, aż się obudziłam i zobaczyłam swoich rodziców w środku nocy, lekko roznegliżowanych i chichoczących, kiedy podrzucali mi i siostrze prezenty pod poduszkę. Chyba podświadomie się domyśliłam, co mogli robić, czekając aż mocno zaśniemy 🙂 Do dzisiaj nie lubię grać w warcaby 🙂 Później podchwyciłam temat, obiecywałam, że będę grzeczna itd i zawsze wcześniej znalazłam prezenty i sobie obejrzałam, zanim dostałam. Raz był przypał, bo ubrałam łyżwy i pocięłam nimi wykładzinę w łazience a później znowu wsadziłam je do szafy. Moja córkę „uświadomili” starsi kuzyni. Była bardzo rozczarowana. Musiałam opowiedzieć, że Mikołaj jest tak bardziej teoretycznie i sam nie zdąży do wszystkich dzieci a rodzice najlepiej wiedzą, czy dziecko jest grzeczne i kupują prezenty, czyli wchodzą w rolę Mikołaja, żeby każde dziecko coś dostało i żeby nikt nie został pominięty. Teraz chodzi i opowiada, co chce od Mikołaja a ja ją przekonuję, że nie była grzeczna 🙂

  • Sama wiesz, jakie mam zdanie na ten temat – magia jest cudowna, ale nie jak dziecko się boi 🙁 sama nie wiem, jak to zrobimy – ale chyba damy sobie spokój – list owszem, ale dalej 🙂 hmnnnn no zobaczymy w przyszłym roku. Na Gwiazdkę darowałam sobie przebieranie bliskich, choć przyznam, że miałam taki plan, ale nie po tym, co działo się w tegoroczne Mikołajki 🙁

    • Powiem Ci, że to przebieranie to często powoduje uświadomienie dzieci, bo one najzwyczajniej rozpoznają, że to ktoś bliski 😉 No chyba, że ktoś obcy by się przebrał, ale nie wiem czy to bory pomysł 😉