Zdjęcia dzieci na blogach, a realia, czyli o ubieraniu kilkulatków

Ostatnio coraz częściej trafiam na blogi parentingowe z modą dla najmłodszych. Jeśli tylko chcemy (i mamy wystarczające środki) możemy zrobić z naszego dziecka modnego celebrytę internetu. Nie będę poruszać tematu publikacji zdjęć dzieci w internecie, bo to jednak jest osobista sprawa każdego rodzica i nic mi do tego. Blogerzy parentingowi, którzy upubliczniają wizerunek swoich dzieci są już i tak naprawdę mocno z tego względu szykanowani. Z drugiej strony, dużo trudniej jest prowadzić bloga nieokraszonego osobistymi foto-relacjami. A dla każdego rodzica jego dzieci to tak wdzięczni modele, że czasami aż trudno powstrzymać się przed pokazywaniem ich światu 😉

Chciałam natomiast przyjrzeć się tematyce ubierania dzieci. Nie ukrywam, że jestem zakupoholiczką (choć już bardzo zreformowaną) i tak samo jak najpierw sprawiało mi radość kupowanie ubrań sobie, tak teraz trudno opanować się przed impulsywnymi zakupami ciuchowymi dla dziecka. Sklepy oferują bardzo szeroki asortyment pięknych fatałaszków dla dzieci. Niektóre są miniaturkami dorosłych najmodniejszych kolekcji, inne typowo dziecięce, ale jakże urocze. Przyznaję, że nie raz skusiłam się na zakup ubranek zupełnie niepraktycznych, ale za to pięknych. Ostatnio jestem bardzo na bieżąco z tym co posiadam, gdyż robię sukcesywne porządki przed pojawieniem się nowego członka rodziny. A że ma to być mężczyzna, mało która rzecz po siostrze zostanie mu w spadku.

Przeglądając i układając te wszystkie ubranka zauważyłam, że wszystkie najpiękniejsze, na widok których przyspieszał mi puls były założone w porywach dwa – trzy razy, a przez większość czasu swój urok kryły we wnętrzu szafy. Dlaczego tak się stało? Nie dlatego, że zostawiałam je na specjalne okazje, czy szkoda mi było je zniszczyć, ale dlatego, że staram się ubierać córkę jak najwygodniej i najpraktyczniej, szczególnie na wyjście do przedszkola (wcześniej żłobka), gdzie nie raz, nie dwa musi sobie sama poradzić. Co za tym idzie, jest to ubieranie na jedno kopyto, na pewno niemające wiele wspólnego z najnowszymi trendami. Poza tym dziecko, które już zdecydowanie wyraża swoje opinie, na pewno nie pozwoli zrobić z siebie lalki, czy modelki. Znam masę małych dziewczynek przechodzących okres buntu na sukienki, czy spódniczki, albo przeklęte rajstopy. Może to i dobrze, że tak się dzieje, bo mamusie nie mają wtedy możliwości oplątać dziecko tiulem i posłać tak do przedszkola.

W kwestii ubierania dzieci łatwiej jest z chłopcami, na których nie czyha na półkach sklepowych aż tyle niewygodnych i niepraktycznych rzeczy. Oczywiście każda mama może zrobić z chłopca małego, modnego przystojniaka, ale chociaż większa ilość ubrań jest stosunkowo wygodna i łatwa w zakładaniu/ściąganiu. Choć – wiadomo – dla chłopca też znajdziemy cały szereg sztywnych jeansów, przeklętych guziczków, długich sznurówek.

Jeśli zachwycają Was piękne zdjęcia z modą dziecięcą i macie zapędy do robienia z maluchów fashionistów starajcie się w tym całym szale nie zapominać o wygodzie dziecka. Wygoda powinna być najwyższym priorytetem przy ubieraniu malca. W przypadku przedszkolaków warto też zwrócić uwagę na trudność zakładania, czy zdejmowania pewnych ubrań.

Oto co najlepiej wybrać, ubierając kilkulatka do przedszkola:

– Buty zapinane na rzepy

– Zapięcia na suwak, ewentualnie napki (tylko niedużą ilość)

– Rzeczy lekko przechodzące przez głowę, tudzież rozpinane przy szyi.

– Spodnie lub legginsy z gumką w pasie, które łatwo podciągnąć

– Przy ciele zakładamy bawełnę, aby nie gryzła (ewentualnie podkoszulki pod innego rodzaju bluzki, czy bluzy)

Jakich ubrań nie wybierać na co dzień?

– Sukienek, czy spódniczek z tiulem

– Rajstop (ze względu na trudne podciąganie i zsuwanie się w kroku, gdy nie są dobrze podciągnięte)

– Sztywnych jeansów

– Rękawiczek pięciopalczastych

– Butów ze sznurówkami

– Bluz, swetrów i kurtek zapinanych na guziki

– Białych i kremowych rzeczy ze względu na trudne spieranie plam

W praktyce wychodzi na to, że dziewczynkom najwygodniej będzie w przedszkolu w tunikach lub bluzkach i legginsach ze skarpetkami. Jeśli zimą zakładamy rajstopy pod spód to trzeba je przed wejściem dziecka na salę zdjąć. Dobrym rozwiązaniem jest zakładanie na drogę spodni na legginsy. Natomiast chłopcy najmniej skrępowani będą w koszulkach czy bluzach i spodniach dresowych (ewentualne rajstopy również zdejmujemy na pobyt w przedszkolu). Zważywszy na ogromny wybór ubrań dla dzieci możemy dziecko ubierać ładnie i modnie, mimo pozostania w tej konwencji. Jedyne co, to będzie trzeba pożegnać się z różnorodnością strojów codziennych.

Warto przy ubieraniu dzieci zwrócić dużą uwagę na metki: i nie mam tu na myśli rzeczy firmowych, znanych i drogich marek, tylko skład surowcowy i kraj pochodzenia. Większość popularnych sieciówek oferuje rzeczy produkowane w Chinach, czy Bangladeszu. Mimo wysokiej ceny bardzo często są to ubrania niskiej jakości. Do tego wszystkiego potrafią zawierać w sobie szkodliwe chemikalia, których nie pozbędziemy się nawet po kilku praniach (np. na wydrukach i aplikacjach). Warto poszukiwać rzeczy rodzimych albo produkowanych w UE. Każde ubranie należy wyprać przed założeniem dziecku, gdyż są one spryskiwane specjalnymi środkami przeciwgrzybicznymi.

Niezależnie od sytuacji finansowej, warto też zwrócić uwagę na ekonomiczny aspekt kupowania ubrań dziecięcych. W przedszkolu niejedna bluzeczka sprawdzi się tylko raz ze względu na przyozdobienie jej niespieralną plamą, czemu sprzyja samodzielne jedzenie oraz szereg aktywności plastycznych. Nie warto więc inwestować nie wiadomo jakich pieniędzy w codzienne ubrania, nawet dla ich jakości, gdyż marchewka tak samo trudno spiera się po kilku godzinach z jasnej bluzki za 40zł, jak i z tej za 120. Kierując się składem i krajem pochodzenia danego ubranka nie zapędźmy się też w pułapkę bardzo drogich rzeczy. W dobie internetu nietrudno jest znaleźć rzeczy dobre surowcowo, polskiego pochodzenia, ale i na każdą kieszeń.

Podsumowując: nie jestem przekonana do mody dziecięcej. Jeżeli jesteśmy w stanie nasze zamiłowania do eleganckich rzeczy połączyć z rozsądkiem i wygodą małego konsumenta to nie widzę w takiej przypadłości niczego złego. W przeciwnym wypadku robienie z malca fashionisty to tylko i wyłącznie matczyna głupota.

mama i córka

  • ~eV

    Do dziś pamiętam, jak jakoś pod koniec gimnazjum zaczęłam przejmować się swoim ubiorem. W podstawówce to było „co mama naszykuje”, potem „co było w półce na wierzchu”. Wiem, że to trochę odbiega od poruszanego tematu, ale taka myśl mi przyszła, kiedy czytając posta, zaczęłam zastanawiać się, jak na takie „modne ubieranie” reagują właśnie dzieci.

  • Gdzieś, kiedyś zobaczyłam zdjęcie ślicznej dziewczynki w czerwonym płaszczyku i białym bereciku. Niespełnione marzenie 🙂 Moje dziecko od małego miało od swój gust. Ile razy usłyszałam ” jaki ładny chłopczyk” (granatowa kurtka i szara czapka, bo nic innego nie chciała ubrać. Te śliczne sukienusie faktycznie nadają się tylko na święta do babci. Na co dzień: spodnie dresowe na gumce, koszulka i bluza, najlepiej rozpinana. Do rajstop nigdy nie zmuszałam, bo sama nie cierpię. Jak mnie ludzie zaczęli wnerwiać z tym „chłopczykiem”, to udało mi się młodą przekonać do spinek z biedronkami wpinanych w te piórka na głowie. Po komunii byłam tak zachwycona, że biega w sukience, że pozwalałam jej w „białym tygodniu” latać w niej do wieczora. Po kościele plac zabaw, huśtawki, ślizgawki i inne karuzele. Wieczorem pranie i suszenie na szybko. Zajechała tą sukienkę w tydzień, ale miała radochę, bo jako jedyna nie musiała iść do domu się przebierać i wszystkie koleżanki jaj zazdrościły.

    • Super wspomnienie dla córki z tą sukienką komunijną 🙂

  • Masz świętą rację! Ja wiele ubranek dostałam w spadku. W sumie to wszystkie. Te najpiękniejsze, najmniej zużyte sukienki, sweterki, bluzeczki z cekinami, tiulami i innymi sztywnymi elementami nadal pozostały jak nowe. Dlaczego? Bo 2-miesięczne dziecko ubierałam tylko w bodziaki. Jestem natomiast fanką H&M- u (i dla dzieciaków i dla siebie) i wszystkie ich legginsy i tuniczki ubóstwiam, uwielbiam i polecam każdemu. Podobnie chłopięce dresy. Jedyne, na co zwracam ogromną uwagę to buty. Dla Młodego zawsze kupowałam Geoxy i zawsze powtarzałam, że ubrania mamy w spadku i na nie nie wydaję, ale buty muszą być dobre i odpowiednio wyprofilowane.
    P.S.: Też jestem zakupoholiczką.

  • najbardziej dziwi i trochę martwi widok dziewczynek na obcasach, niedużych co prawda ale to dalej obcasy. To na pewno nie sprzyja stopie takiej małej dziewczynki, która wciąż rośnie.