Strach, smutek i eskcytacja…

To chyba będzie mój najbardziej intymny wpis, jak do tej pory. Pisząc go jeszcze nie mam pojęcia, czy zostanie opublikowany. Może na zawsze utknie w szkicach i nikt go nigdy nie przeczyta? Może wrócę do niego za jakiś czas, kiedy wszystko się już poukłada, a ja przypomnę sobie ten niepokój, który we mnie narastał? Nie wiem. Zobaczymy. Na razie muszę napisać co czuję.

Przede wszystkim czuję strach. Po drugie smutek. Po trzecie jeszcze ekscytację. Marzec coraz bliżej, a we mnie narastają takie dziwne emocje z obawy przed pojawieniem się nowego członka rodziny…

Niemal od początku ciąży czuję wyrzuty sumienia z powodu niemożliwości zajęcia się Bajaderką tak, jakbym tego chciała. Przez to, że w wieku 3,5 lat musiałam zacząć wymagać od niej zrozumienia. Zrozumienia poważnych, dorosłych spraw. Od samego początku ciąży mama nie może tego, mama nie może sramtego. Zaczynam chyba pojmować piętno pierworodnych. Nagle ich życie diametralnie się zmienia. Nagle ktoś na kogo zawsze mogli liczyć nie jest już w pełni dyspozycyjny. Nagle muszą zacząć się dzielić dwiema najważniejszymi osobami w ich życiu: matką i ojcem. Nagle nie słyszą już słów: „kocham cię najbardziej na świecie”. Największe zmiany nadchodzą po narodzinach młodszego brata, czy siostry, ale i wcześniej, jeszcze gdy mama jest w ciąży cały świat wywraca się do góry nogami. Np. przez komplikacje ciążowe mama ciągle musi leżeć w szpitalu, nie może się już tak pobawić jak kiedyś, ma gorszy humor, jest słaba i zmęczona.

Dziecko zwykle w takich sytuacjach zauważa, że jest coś inaczej i reaguje buntem – znaczy wymaga od mamy jeszcze więcej, niż wymagało wcześniej, przed ciążą. Nagle chce by zakładać mu buty, choć już dawno tą czynność wykonywało samo, nakarmić obiadem, choć ekstremalnie szybko zaczęło jeść samodzielnie, prosi by co chwilę mu coś podawać i usługiwać. Tak też było z Bajaderką, ale nie trwała ta faza długo, bo moje dziecko jest po prostu nadzwyczajne. To mała bohaterka, od pierwszych dni życia. Z nią po prostu z NICZYM, na żadnym etapie rozwoju nie miałam problemów. Moje radosne teksty o macierzyństwie z początków bloga są w 100% autentyczne. Trudno żeby nie były, skoro poczynając od ciąży i porodu wszystko przebiegało IDEALNIE. Ale o tym jeszcze za chwilę. Bajaderka szybko zrozumiała, że mama ma dzidziusia w brzuchu i że są z tym problemy (bo a to musiałam leżeć, a to byłam w szpitalu) i mimo, że dopiero 19 marca skończy 4 lata wykazała się tak ogromną wyrozumiałością, że nawet zaczęła mi we wszystkim co tylko możliwe pomagać. Nastąpiło to zaraz po krótkiej fazie buntu, w której wymagała ode mnie więcej niż przed ciążą (czasem ma chwilowy nawrót fazy, ale naprawdę chwilowy). Nie musiałam jej nigdzie podnosić, przenosić. Jest bardzo samodzielna. Gdy się schylę, by coś podnieść potrafi powiedzieć: „Mamo nie powinnaś się schylać” i podaje mi to co upadło. Kilka razy, gdy sama wciągnęłam ją na kolana powiedziała: „Mamo nie powinnaś mnie dźwigać”. A ostatnio po zrobieniu siku na nocniku podnosi mi nocnik do góry bym nie musiała się po niego schylać. Patrzę na nią z niedowierzaniem. Jestem niesamowicie dumna, że wykazuje się tak ogromną dojrzałością, a jednocześnie jest mi strasznie smutno, że przez tą całą sytuację tak szybko dorasta! To typowa Weronika, według wszelkich opisów znaczenia tego imienia – współczująca, wręcz współodczuwająca. Już w żłobku pocieszała dzieci, które płakały. Teraz rozumie dorosłe problemy mamy i stara się pomagać…

Nie raz porównywałam w myślach (i nie tylko, bo na blogu też) moje obie ciąże, wspominając z rozrzewnieniem spokój, jaki miałam w pierwszej. Nie raz zastanawiałam się, jak bardzo prawdziwe okaże się stwierdzenie, że każde dziecko jest inne. Nie raz odczuwam strach przed tym, że po ideale los ześle mi tzw. high need baby (szczególnie, że ciąża przebiega nerwowo). Inni ludzie uwielbiają o tym przypominać na każdym kroku. Z pierwszym nie doświadczyłaś co to naprawdę macierzyństwo, no to teraz się dowiesz! Praktycznie nie wiem co to nieprzespane noce. NIGDY nie miałam żadnego baby bluesa. Chwili zwątpienia. Tęsknoty za czasem bez dziecka. Jedynym problemem z pierworodną była kwestia karmienia, o czym wspominałam w innych notkach. Poniosłam totalną klęskę, bojąc się, że moja Kruszynka (Calineczka jak nazywali ją w szpitalu) zagłodzi się na śmierć po tych wszystkich kroplówkach, leukocytozie, wenflonie w głowie z antybiotykiem i brakiem reakcji na głód. Do tej pory mam łzy w oczach jak widzę w książeczce zdrowia te opisy infekcji, która zaatakowała po pierwszej dobie życia, zwroty typu: „noworodek apatyczny”, „wagowy wcześniak” itd. Jak sami widzicie problemy były, ale tylko na samiutkim początku i przyczyną była ta wstrętna leukocytoza, a nie moja cudowna córeczka!

No właśnie. Ponieważ już łapię się na porównywaniu ciąż, narzekając na samopoczucie w obecnej, obawiam się, że będę też porównywać dzieci. Mam wrażenie, że Bajaderki nikt nie przebije, że zawsze będzie w moim odczuciu ta lepsza. Moja wymarzona córeczka (tak przyznaję: w pierwszej ciąży nie wyobrażałam sobie, że miałby to być chłopczyk). Jak z takim podejściem matki przejdzie przez życie młodsze dziecko? Z rozmów z rodzicami minimum dwójki dzieci wiem, że każde dziecko kocha się w inny sposób. Mi na razie nie mieści się to w głowię i mam wrażenie, że to młodsze będzie poszkodowane. Jestem jedynaczką, oczkiem w głowie swoich rodziców i po prostu nie mam pojęcia, jak to jest dzielić się miłością. W relacjach damsko-męskich np. nie jestem w stanie wybaczyć zdrady. Kiedyś czytałam, że dla starszego dziecka pojawienie się w domu młodszego rodzeństwa jest czymś takim, jakby mąż przyprowadził do domu drugą żonę i kazał nam ją pokochać. Przecież to porównanie to jakaś masakra!

Jednocześnie czuję się coraz bardziej podekscytowana, im bliżej terminu rozwiązania. Aleksander albo Feliks (nie wiem jeszcze) będzie moim wymarzonym synem, narodzonym po wymarzonej córce (w kwestii płci moich dzieci trzeba przyznać, że sprawdziło się u mnie: kiedy czegoś mocno chcesz i ciągle o tym myślisz to to się spełnia). Też go porównuję z Bajaderką. Np. nie raz wyobrażałam sobie, że skoro tak mocno kopie to będzie silnym mężczyzną, który na pewno po urodzeniu nie wzgardzi moją mikropiersią 😉 Te wszystkie myśli są straszne. Chyba świadczą tylko i wyłącznie o moim stanowczo zbyt wielkim egoizmie. Już od początku mam w głowie jakieś obrazy moich dzieci i cieszę się, że Bajaderka jest wierną kopią jednego z obrazów. Natomiast czuję obawę, że drugie dziecko już nie odzwierciedli ideału, czyli co? Nie spełni moich oczekiwań? Czy w takich sytuacjach matki zaliczają baby bluesa, albo depresje poporodowe? Czy przez to niektóre tak narzekają na macierzyństwo? Zawsze mi się wydawało, że na samopoczucie matki największy wpływ ma jej partner, a ściślej mówiąc jego pomoc i zaangażowanie. Ale może same dzieci też? A może ze mnie taka matka sroka i niezależnie od stanu faktycznego, napotkanych trudności i problemów zawsze będę uważać, że moje dzieci są idealne?

Weźcie napiszcie mi coś mądrego w tej kwestii, bo mam w głowie jakiś ogromny zamęt, a to dla mnie stan mocno odmienny od codziennego. Położyłam się przed Wami na kozetce, otworzyłam, a teraz ratujcie, bo przez hormony ciążowe (zwalmy to na hormony) atakują mnie jakieś ciężkie rozkminy.

4687266722_a92a4f3985_z

Foto: Randi Boice

To przerażające foto na pewno nie obrazuje moich emocji, które aż tak mroczne nie są – bez obaw. Wstawiłam je, bo zrobiło na mnie duże wrażenie. Dla tych, którym dreszcz przeszedł po plecach zaznaczam, że ptak został wstawiony programem graficznym (jak zapewnia autor).

Przypominam o trwającym konkursie, w którym możecie wygrać cudny ocieplany kocyk z Maniiotualnia!

  • A co mają powiedzieć dzieci w rodzinach wielodzietnych, które w wieku 3 lat mają już dwójkę rodzeństwa? Przecież to jest naturalna kolej rzeczy, żaden człowiek nie jest pępkiem świata i im szybciej to zrozumie, tym lepiej dla jego całego przyszłego życia. Nie myśl tyle 🙂 Jadę wybić Ci z głowy te myśli :]

  • ~Magdalena

    Nie mam porównania, ponieważ jestem w pierwszej ciąży, ale myślę że po porodzie te wszystkie Twoje obawy oraz myśli pójdą w niepamięć. Głęboko wierzę, że przeczytamy wpis na blogu o tym, jak bardzo hormony wpłynęły na Twój sposób myślenia podczas ciąży 🙂 Pozostaje mi tylko pogratulować Ci i zazdrościć takiej wspaniałej, mądrej i odpowiedzialnej córeczki. Głowa do góry! 🙂

  • Ojjj kochana! Ja miałam podobnie 🙂 Pisałam o tym całkiem niedawno na swoim blogu… jakie ja miałam wyrzuty sumienia! Płakałam do poduszki, że nie mam siły bawić się z córką… po porodzie było tylko gorzej! Na szczęście szybko minęło… Choć czułam, że dopada mnie coś w rodzaju „depresji”, ale to spowodowane było przebiegiem porodu akurat. 🙂 Trzymam kciuki i nie martw się! 🙂

  • Miałam dokładnie takie same wątpliwości w drugiej ciąży. Nie umiałam sobie wyobrazić, że tulę „nowe” dziecko, a moja ukochana pierworodna na to patrzy. Wydawało mi się, że serce będzie mi pękać i po to, by nie robić przykrości maleńkiej odrzucę lub nie pokocham drugiej. Ależ się okropnie myliłam! Bo miłość ma taki cudowny paradoks w sobie, że się ją mnoży, gdy się ją dzieli 🙂
    Moja pierwsza córcia, to tak jak fajnie napiłaś, stuprocentowe high need baby. Miałam ogromne obawy, że wieczny bunt i krzyk jeszcze przybierze na sile. Nastawiłam się na istny sajgon. I jakaż cudowna niespodzianka mnie spotkała! Moja dwulatka, tylko się tuli i pieści z maluszką. Przynosi jej smoczek i przykrywa kocykiem. Moje dziecko jakby znormalniało po pojawieniu się siostry. Cud na d Wisłą! 🙂
    Te nasze brzdące potrafią tak wspaniale zaskoczyć, że człowiek się rozpływa. Drugą córcię kocham równie mocno co pierwszą. Faktycznie inaczej, ale różnica chyba wynika z jej wieku (ma dopiero 3 miesiące).
    Reasumując: głowa do góry. A dziecko trudne też jest wspaniałe. Nie bój się, tylko przygotuj dwa wiadra cierpliwości ekstra 😉

    • Dzięki, że podzieliłaś się swoją historią. Zaskoczyło mnie to, że Twoja wymagająca pierworodna zyskała na pojawieniu się siostry. Jak widać reakcji dziecka nie da się przewidzieć 🙂

  • Cóż, ja byłam pierwszym dzieckiem, mam 5 lat młodszego brata. I faktycznie więcej ode mnie wymagano, musiałam być odpowiedzialna itp. I niestety, w moim odczuciu przynajmniej, mniej kochana. Ale to nie jest standard, wszystko zależy od rodziny. Czytaj rodziców.
    Co do reszty… Nie stawiaj oczekiwań dzieciom, nie zakładaj jakie będą. Pisałam w notce „Jaka marka taka corka” że moja córka ma takie cechy jak ja (w przewadze) i że się z tego cieszę, ale to wyszło wszystko dopiero po jej urodzeniu. Nie brałam tego za pewnik, nie myślałam że tak musi być. I kocham ją najbardziej na świecie i jednocześnie już myślę o następnym dziecku – też marzę o chłopcu. Myślę że nie powinnaś mieć wyrzutów względem córki, a jedyne o czym powinnaś pamiętać to (już po porodzie) pilnowanie tego by oboje traktować podobnie i zapewniać o swojej miłości. Będzie dobrze! :*

    • Właśnie wydaje mi się, że przed Bajaderką aż tyle nie wyobrażałam sobie jaka będzie, natomiast teraz stanowczo za dużo wyobrażam sobie jakie będzie drugie dziecko. Porównując je do pierwszego.

  • Zgadzam się z komentarzem powyżej. Bycie starszym rodzeństwem to nie piętno tylko cenna lekcja.Im wcześniej ją przyjmiesz, tym lepiej dla ciebie. A co do tych ideałów, to myślę, że gdy urodzi się dziecko i zaczniesz je poznawać – pokochasz je tak mocno, że stanie się dla ciebie ideałem, nawet jeśli wyobraziłaś je sobie inaczej. Matki narzekają na swoje dzieci, kiedy są zmęczone, a zmęczone są często przez nadmiar obowiązków – tak jak zauważyłaś, często kiedy zostają bez pomocy partnera – ale to nie znaczy, że kochają przez to swoje dzieci mniej. Dzieci dla matek zawsze są ideałami. 🙂
    Z dwojga złego i tak dobrze, że to dziewczynka i chłopiec. Gdyby były dwie córeczki, mogłabyś porównywać, która jest ładniejsza, fajniejsza, która osiągnie w życiu więcej, albo którą chciałaś być w dzieciństwie (każda dziewczynka ma takie myśli – chcę mieć proste, blond włosy, zielone oczy, być wysoka, niska, jak Kasia z 2c). Oczywiście żartuję i mam nadzieję, że się uśmiechasz i przestajesz wariować 🙂
    Pozdrawiam cieplutko, dbaj o siebie i ciesz się, że masz parkę cudownych dzieci 🙂

    • Obawiam się, że czasem rodzice tak głupio dzieci porównują właśnie. A przynajmniej wiele osób dorosłych mających rodzeństwo np. zdaje sobie sprawę, że byli dla swoich rodziców tym gorszym dzieckiem. Musieli mocno odczuwać różnicę w traktowaniu. Choć wydaje mi się też, że jednak obecnie większość ludzi wychowuje dzieci trochę bardziej świadomie niż to było kiedyś 😉

  • To po prostu żyjesz głównie przeszłością zupełni zapominając o życiu Tu i Teraz. Odrzuciłaś życie w chwili obecnej, zapomniałaś o teraźniejszości a żyjesz przeszłością. Mam tu na myśli to ciągłe wracanie do tego jak przebiegła poprzednia ciąża, o tym jak córka chorowała. W ogóle ciągłe wspominanie tego co było w poprzedniej ciąży nie tak mie sprowadza nić dobrego do obecnej ciąży. Bo to dla Świata jest mniej więcej taki sygnał, jakbyś „marzyła”, żeby i teraz przeżyć te same problemy albo gorsze.
    Tak dobrze się wyraziłam- marzyła. Bo Świat nie rozpatruje niczego w kategoriach dobra i zła. A to o czym wciąż myślisz, to co wciąż wspominasz wydarza się w Twoim życiu, bo to dla Świata jest Twoje osobiste życzenie (czyli inaczej Twoje marzenie).
    Pozdrawiam 🙂

    • Nie mogę się z tym do końca zgodzić. O córki leukocytozie, którą złapała po urodzeniu wspomniałam dopiero po raz drugi na blogu. Ogółem nigdy nie miałam problemów z tym, by chorowała, poza tą infekcją na dzień dobry, na co prawdopodobnie wpływ miały szczepienia. Bardziej rozkminiam na każdym kroku obecną ciążę, czyli żyję tym co dzieje się aktualnie. Oczekując na dziecko trudno nie wyobrażać sobie przyszłości, nie mieć żadnych obaw, nie kompletować wcześniej wyprawki. Zgodzę się, że żyję mocno przyszłością (jak większość kobiet, które oczekują dziecka), ale nie przeszłością.
      Jestem też zwolenniczką wyobrażania sobie pozytywnej przyszłości, wizualizowania jej, bo nie raz tak intensywne myślenie o moich marzeniach pomagało mi je spełnić 🙂 Niestety przez obecny stan zdrowia i te ciągłe komplikacje ciążowe pozytywne myślenie przysłoniły nieco czarne chmury. Ale jakoś się pozbieram. Grunt, że Junior na razie grzecznie siedzi i nie rwie się przedwcześnie na świat 😉

  • U mnie córka ok. 3 letnia i synek 5 mies., więc sytuacja dość podobna. Też mieliśmy obawy, czy nie będziemy porównywać i czy nam starczy miłości dla drugiego, skoro pierwsze kochamy najbardziej, tak że bardziej się nie da.
    Narodziło się nowe dziecko, a z nim nowa miłość, jakby rodzicom wyrastało drugie serce. Córka nic nie straciła, a wiele zyskała. Bardzo lubi brata, uwielbia mu wtykać smoczek, przynosić zabawki (zabierać też). Jestem przekonana, że rodzeństwo to najlepszy prezent, jaki można dać dziecku (chyba że rodzice starają się bardzo zepsuć relacje między dziećmi, faworyzując jedno itd.), nawet jeśli doceni to za jakiś czas, a nie od razu (co oczywiste). Ja jestem przeszczęśliwa, że mam siostrę, choć pół dzieciństwa się kłóciłyśmy.

    • Mi jedynaczce bardzo brakuje rodzeństwa i zawsze mówiłam, że nie zgotuję takiego losu mojemu dziecku 🙂

  • Mam tylko jedna córkę, więc w temacie drugiego dziecka jako matka się nie wypowiem. Ale jako drugie dziecko… Jestem 1,5 roku młodsza. Nie wiem ile miałam lat, ale pamiętam jak siostrzyczka krzyczała: „po co ją urodziłaś, nie chcę jej!” Mówiąc kolokwialnie „żarłyśmy się, jak psy”. Mama z tatą szału dostawali. Żadna nie przeszła obok drugiej, żeby jej nie uszczypnąć, albo kopnąć. Miałyśmy jeden pokój, więc wojna trwała w najlepsze. Szyba w drzwiach do pokoju była wstawiana od święta, jak poleciała, to musiałyśmy wieszać prześcieradło. Na każdych koloniach, jak rozdzielili grupy i pytali czy ktoś ma uwagi, równocześnie podnosiłyśmy rękę i krzyczałyśmy: „ja z nią nie chcę być”. I zawsze jedną przenosili do innej grupy. Jazda była, jak siostrzyczka dostała się na studia dzienne i urządziła histerię, bo rozkręciłam jej tapczan i próbowałam po kawałku wynieść na śmietnik 🙂 Kiedyś opowiadałam swojej córce o swoim dzieciństwie, wczesnej młodości i zapytała ” a ciocia co wtedy robiła?”. Hmmm… zielonego pojęcia nie mam 🙂 Dwa światy, inne znajomości, inne środowisko podwórkowe. Przełom nastąpił, jak wyszła za mąż i trzeba było im mieszkanie wytapetować a pokój stał się wyłącznie moim królestwem 🙂 Z tej radości, że mam ją z głowy, wytapetowałam i pomalowałam im całe mieszkanie w ramach swojego urlopu:) Jak chrześniak się urodził, pilnowałam po nockach, ciuchy kupowałam całymi siatami. Przeczytałam kiedyś bardzo mądre wytłumaczenie tej sytuacji. Jeżeli rodzeństwo na bieżąco wyładowuje swoje frustracje, nawet agresje, to w życiu dorosłym stanie za sobą murem. Jak jest zmuszane przez rodziców do „poprawności zachowań, ustępowania, wpasowywania jednego w rolę starszego odpowiedzialnego za wszystko i młodszego, któremu wolno wszystko, bo jest młodszy i trzeba mu ustąpić”, to w życiu dorosłym już patrzeć na siebie nie mogą i zrywają kontakty. Patrząc na znajomych – potwierdza się. Czyli należy interweniować, tylko jak pojawi się pierwsza krew 🙂 Nawet mieszkanie kupiłam w bloku obok siostrzyczki. Teraz mamy 40+ i jak jedna zrobi za duży obiad, to połowę zanosi drugiej. Żeby nie było tak kolorowo, to się przyznam:) Jak moja córka znalazła kiedyś w zabawie w „chowanego” swoją cioteczną siostrę (dwa lata różnicy, moja starsza) w szafie i ją tam zabarykadowała, to udawałam, że nie widzę 🙂 Oddałam za trzymanie mnie w tapczanie i skakanie po nim 🙂 Nie chciałam Cie wystraszyć:) Ale dwoje dzieci, to dwoje różnych ludzi, inne charaktery, inne potrzeby. Nie próbuj zadowolić obu „małych człowieków”, bo zwariujesz albo wpadniesz w jakąś depresję. Kochaj, przytulaj, obserwuj, do niczego nie zmuszaj. W końcu się dogadają, bo to jedna krew 🙂

    • W sumie znam sporo takich osób, których relacje z rodzeństwem poukładały się w wieku dorosłym. Myślę, że jak ta dziecięca walka nie jest podsycana przez rodziców faworyzowaniem jednego dziecka to potem zawsze się te relacje naprawiają 🙂

  • Przeżywała dokładnie to samo! Jedno, co mogę Ci powiedzieć to to, że nie warto martwić się na zapas 🙂 dzieci niesamowicie szybko adaptacja się w nowym otoczeniu. Starszaki są dumne z możliwości pomagania 🙂 Bajaderka to mądra dziewczyna!

  • Zupełnie jakbym czytała o sobie. Moja córka (wcześniak) poza początkowym stresem jaki nam zafundowała była i jest dzieckiem idealnym. Zero kłopotów, zero nieprzespanych nocy, zero kolek, same ochy i achy. Kiedy była w drugiej (leżącej niestety) ciąży z synem miałam te same rozterki. Czy dam radę pokochać go równie mocno? Z doświadczenia mogę Cię zapewnić, że te rozkminy są zupełnie nieuzasadnione. Są zupełnie różni i jednocześnie bardzo do siebie podobni. Kiedy byliśmy tylko we trójkę byłam przekonana, że jest idealnie. Nawet nie potrafię opisać jak bardzo się myliłam i jak bardzo Młody dopełnił naszą rodzinę. Zyskaliśmy z jego pojawieniem się bardzo dużo. Wszyscy, a Ona może nawet najwięcej 🙂

  • Ja mam co prawda tylko jedno dziecko, ale jestem starszą siostrą. Starszą o 10 lat. I pamiętam moment jak młodsza przyszła na świat. Pamiętam swoją fascynację tym, że jestem starsza, odpowiedzialna, że mogę przy niej robić to czy tamto, że mogę pokazywać jej świat. To naprawdę było niesamowite!

    • Bajaderka też już planuje czego to brata nie nauczy, co mu nie pokaże 😉

  • Myślę, że dobrze zrobiłaś dzieląc się z nami swoimi obawami. Już samo „ubranie” lęków w słowa, na pewno pomogło Ci oswoić swoje strachy. Moim zdaniem – one są naturalne i normalne, a to że ich doświadczasz dobrze świadczy o Tobie – jesteś odpowiedzialną, świadomą mamą. Jestem pewna, że jak przytulisz swojego synusia, jak go zobaczysz, pogłaszczesz po maleńkich rączkach – zaleje Cię ogromna fala miłości. Nie będziesz go porównywać z siostrą, on Ci na to nie pozwoli;)
    Od razu pokaże Ci swoją osobowość, indywidualność, odrębność i takim go będziesz kochać.
    Wiesz, ja mam trójkę dzieci i za każdym razem zastanawiałam się, jak przyjmę to następne. Wydawało mi się, że niemożliwe jest kochać jeszcze; kochać mocniej, bardziej… A jednak! Za każdym razem doświadczałam, że tak właśnie jest.
    Serce matki ma niezwykłą właściwość – rośnie z pojawieniem się każdego nowego członka rodziny.
    Powodzenia:)
    Ps. Nie miej wyrzutów sumienia z powodu Bajaderki. Przyśpieszony kurs dorastania jej nie zaszkodził. Nadal pozostała malutką dziewczynką. Jej dzieciństwo z bratem będzie jeszcze bogatsze i piękniejsze.
    Ba, nie tylko dzieciństwo – całe życie! Rodzeństwo to najlepszy prezent, jaki mogłaś sprawić córce:)

    • Dzięki Ci za te słowa. Widocznie to jest coś czego trzeba doświadczyć, by wiedzieć jak to serce rośnie. Moja mama nie doświadczyła tego całe życie, gdyż jestem jedynaczką, więc też jej trudno to sobie wyobrazić. A rodzeństwo to zawsze wiedziałam, że będę musiała dać swojemu dziecku 🙂