Abstrakcja o pozytywnym egoizmie i herezjach miesiączkowych

Dla większości mam teksty typu „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko” są abstrakcyjne i wyświechtane. Na zasadzie: „taaaaak, fajnie sobie mówić, mało realne, by to spełnić”. Gdy zostajemy mamami, najzwyczajniej w świecie zapominamy o sobie i swoich potrzebach, a jeśli nie mamy obok nikogo, kto o nas i nasze potrzeby zadba, przypominając nam o ich istnieniu, to już zostaje tylko krzyż na drogę i woda święcona gratis. Stajemy się umęczonymi, sfrustrowanymi, wiecznie nieszczęśliwymi matkami, które oczywiście odmówią sobie wszystkiego dla swoich dzieci. Ale czy takie poświęcenie jest cokolwiek warte? Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje. Doskonale rozpoznają nastroje swojej rodzicielki i niestety wszystkie jej emocje im się udzielają. Im bardziej umęczona, niezadowolona z życia mama, tym bardziej wymagające dziecko – takie prawo fizyki można często zaobserwować w naturze. Oczywiście każda kobieta zostając mamą zalicza wzloty i upadki, każda przechodzi kryzysy, każde dziecko ma swoje lepsze i gorsze momenty rozwoju, ale normalnym stanem rzeczy jest, gdy te gorsze chwile są tylko przejściowe, a nie trwają nieustannie od pół roku, albo i dłużej.

Wiele mam karci się w myślach za to, że chciałyby gdzieś czasem wyjść bez dziecka, albo kupić sobie wymarzoną torebkę, kiedy trzeba wyposażyć malucha na zimę. Odpoczynek to pojęcie tak abstrakcyjne i nierealne do wykonania jak podróż rakietą w kosmos. Pójście na badania (własne, nie dziecka) jest zwykle na szarym końcu rzeczy do zrobienia, do których realizacji nigdy nie dochodzi.

Jest jedna taka sytuacja, w której każda, bez wyjątku matka mająca już dziecko lub dzieci potrafi się ogarnąć. Znów przypomina jej się jak o siebie zadbać, jak odpoczywać. Mowa o ciąży. Oczywiście w ciąży kieruje nami chęć zadbania o nasze rozwijające się dziecko, bardziej niż o nas same, a że jedynym sposobem na to jest dbanie o siebie to udaje nam się podołać temu wyzwaniu. Niezależnie od tego ile dzieci już mamy i jak pomocny jest lub nie jest nasz mąż, czy reszta rodziny. Skoro więc w ciąży da się tak wszystko zorganizować, by zadbać o siebie, to w innych sytuacjach też jest to możliwe! Trzeba tylko przełamać swoją psychiczną barierę i uwierzyć, że mamy takie same prawa, jak pozostali członkowie rodziny. Jeśli najbliżsi z przyzwyczajenia, czy innych względów nie sprzyjają nam w osiąganiu tego, co się każdemu należy, jesteśmy jedynymi istotami, które mogą (i muszą!) o siebie zadbać.

Pierwszym podstawowym problemem kobiet w robieniu czegoś dla siebie nie jest rodzina, wymagające dzieci, upierdliwy mąż, który ma dwie lewe ręce do roboty, czy ogrom obowiązków, tylko one same. Mentalna bariera, która nie pozwala nam czerpać z życia pełnymi garściami, jak byśmy same wątpiły, że mamy do tego prawo. Podam Wam taki przykład. Moja przyjaciółka ma swoje specjalne rytuały związane z miesiączką. Zawsze tak stara się ułożyć własne życie, by pierwszego dnia okresu, gdy czuje się źle nie robić nic, odpocząć. Nie wychodzi wtedy w ogóle z domu, nawet do pracy, ani na ploty przy kawce. Jej facet nie widzi w tym niczego dziwnego. Natomiast gdy opowiem to jakiejkolwiek kobiecie zaczyna się prychanie i podśmiewanie, że jak tak w ogóle można? Herezja jakaś! BEZ PRZESAAAADYYYY! Chyba żartujesz! No to fajnie ma, że sobie tak może pozwolić! – to są najczęstsze komentarze. A ja się pytam dlaczego bez przesady? I przyznaję, że to pytanie musiałam też zadać sama sobie, bo mam tendencję wpadania w dziki pęd pracy i obowiązków. Dobrze, że w moim otoczeniu zawsze znajdzie się ktoś, kto mnie trzepnie bym odpuściła. Takie podejście to nie przesada. To słuchanie potrzeb własnego ciała. To miłość do siebie, która nie powinna być uważana za egoizm, czy coś złego, ale naturalne zachowanie świadomego człowieka, który nie chce zejść z tego świata po trzydziestce, osierocając małe dzieci. To sposób dbania o swoje zdrowie. Oczywiście ile ludzi, tyle pomysłów na robienie czegoś co pozwala nam utrzymać równowagę. Każda kobieta może obrać inną drogę i skupić się na tym, co jej jest najbardziej potrzebne, byle robić coś tylko dla siebie! Bez zgrywania superhipermenki. Bez wiecznego pośpiechu i pędu. Bez akceptowania współczesnego trendu, że kobieta i matka to robot z dziesięcioma rękami zajętymi przez odkurzacze, gary, żelazka, dzieci itd.  I przede wszystkim bez wyrzutów sumienia, że robi coś dla siebie!

Zamiast krytykować inne kobiety za to, że wiedzą jak o siebie zadbać, spróbujmy wziąć z nich przykład. Godne podziwu jest to, że są jeszcze ludzie potrafiący ułożyć swoje życie tak, by nie przypominało wiecznej harówki. Rozumiejący, że istnieje coś takiego jak pozytywny egoizm, który jest zaletą, a nie wadą. Jeśli sami nie umiemy o siebie zadbać, inni nie zrobią tego za nas. A to podstawa osiągnięcia sukcesu. Zarówno w życiu jak i w macierzyństwie.

kobietatatuaż

  • Potrzebne mi były dziś takie słowa 🙂

    • Myślę, że ja też do nich wrócę za jakiś czas 😉

  • Powinnam przybić sobie piątkę z Twoją koleżanką. Zupełnie jakbym czytała o sobie. Jestem w stanie robić wszystko, być zmęczona i dalej zapieprzać jak mały samochodzik, ale pierwszy dzień okresu to jest DZIEŃ ŚWIĘTY. Zrozumiałam to chyba(?) tylko dlatego, że to ból mnie uzależnił. Nie jestem w stanie go pokonać (leki w tym wypadku na mnie nie działają) i musiałam mu się poddać. Po konsultacjach z lekarzem, usłyszałam: „Przejdzie po pierwszym dziecku albo nie przejdzie. Taka Pani natura” – zrozumiałam dopiero wtedy, że ten ból daje mi sygnał do odpoczynku. Do tego żeby zwolnić bieg, przystopować i skupić się na sobie. I powiem Ci, że faktycznie jest tak, że nikt z moich bliskich nie widzi w tym nic dziwnego, że nigdzie nie wychodzę, nie odbieram telefonów, a skupiam się tylko na sobie. Gdybym tylko mogła namówiłabym do tego wszystkie kobiety, że warto. Naprawdę warto!

    PS: Nie wiem jak to będzie wyglądać jak pojawi się Junior, ale mam nadzieję, że uda mi się to jakoś zorganizować.

    • A to piąteczka 🙂 Pewnie, że warto! I nawet jak nie boli (bo mnie nie boli) to też warto. A otoczenie, cóż, przywyknie.

  • Szczęśliwie nie zaliczam się do tych matek co o siebie nie dbają, wręcz przeciwnie – uprawiam sport, mam hobby a dzięki temu moje dziecko też zaczyna przejawiać tendencje do „robótek ręcznych”, badania sobie robię regularnie (dzisiaj odebrałam idealne wyniki) ale tekst uznaję za ważny – posyłam dalej w świat! Dziękuję i pozdrawiam 🙂

    • O dzięki za przesłanie dalej 🙂 Ja mam problem z tymi badaniami i lekarzami ale to tylko i wyłącznie moja wina. Unikam, lekceważę, bo nie lubię chodzić po lekarzach. Oczywiście mam usprawiedliwienie jako matka – brak czasu, choć tak naprawdę pewno czas by się znalazł. Ale obiecałam sobie, że to się zmieni, gdy astma mnie zaatakowała w ciąży

  • Czuję się jak u psychologa na kozetce. Ale fakt, czasem nie potrafię odpuścić i pomyśleć „niech posprząta mąż, jak to zrobi tak będzie” bo wiem, ze ja bym to zrobiła dokładniej. To się tyczy czegokolwiek, gotowania czy zakupów. Coś w tym jest, ale wychodziłoby na to, że w takim razie problem kobiet polega na tym, że nie potrafią odpuscić. Ot co 😀

    • Mam dokładnie tak samo! Ale wiem, że umiem się opanować choć musiałam się tego nauczyć, bo w pierwszym odruchu ściągam wszystko na siebie 😉

  • jeszcze kilka miesięcy temu nie zgodziłabym sie s Tobą. Teraz, gdy mam dwójkę małych dzieci, moje własne ja zaczeło się we mnie mozno odzywać i wołać o jakieś zmiany w moim życiu. Tylko jeszcze nie wiem jak sie za to zabrać.

    • Dasz radę. Trzymam kciuki. Ciekawe czy ja się nie zapętlę przy dwójce

  • Słyszałam, że szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. I jeszcze, że dzieci dzielą się na szczęśliwe i czyste 🙂 Nie mówię o zaniedbaniu, tylko o samodzielnym jedzeniu, taplaniu się w błocie, skakaniu po kałużach i orzełku na śniegu 🙂 Trochę poruszyłaś temat tabu, bo teraz jest moda na zajeżdżanie się jak koń, żeby bliscy byli uśmiechnięci. A Ty masz być szczęśliwa jak oni siedzą na kanapie i oglądają tv obżerając się ciastem Twojej roboty, a Ty sprzątasz w kuchni i gotujesz obiad na jutro. To, co nasyfią na kanapie, posprzątasz, jak pójdą spać.Długo się zajeżdżałam aż kiedyś usiadłam i pomyślałam. Mam tyle lat, ile mam, zapieprzam w robocie maksymalnie, żeby było na opłaty, jedzenie, wczasy, wycieczki dla młodej itd. A gdzie ja??? Gdzie moje marzenia??? Co zawsze chciałam robić?? Tylko się nie śmiejcie. Zapisałam się na jazdę konną (marzenie z wczesnej podstawówki, jak szaleć, to szaleć). Jak mnie córka (16 lat) zobaczyła po powrocie z akcji, kiedy koń się wystraszył kota i pogalopował przed siebie (adrenalina na maksa,ale nie spadłam) to powiedziała „Mamuś, Ty jesteś jak nie Ty. Jak Ci braknie kasy na te konie, to ja Ci zapłacę ze swoich oszczędności, tylko się tak śmiej, jak dzisiaj”. Mi to zajęło ładnych kilka lat. Ale jak mogę coś doradzić młodszym koleżankom 🙂 Nie czekajcie, aż będziecie najmłodsze w zastępie na ujeżdżalni. Później może Wam się nie chcieć a żal zostanie. Jest okazja, dziecko do dziadków, krzywdy nie będzie miało a same na spacer, po sklepach chociaż pooglądać, udawać, że pranie poczeka a sanepid nie wpadnie zobaczyć czy macie czysto w domu. Książeczka, chrupki, pestki albo inne kaloryczne świństwo i pod kocyk. Dziecko wróci od babci, pójdzie spać, to sobie z uśmiechem nadrobicie zaległości 🙂 I uwierzcie, czas się sam jakoś na to znajdzie.

    • Muszę przesłać ten pozytywny komentarz dalej 🙂

  • Mam to szczęście, że mogę zadbać o siebie (pasja, fitness, uroda) bo mam kogoś, kto mi w tym pomaga. Tą osobą jest mój mąż, który wyjścia na kawę do koleżanki, czy nowej pary butów nie traktuje jak jakiegoś widzimisię czy niepotrzebnej zachcianki. Gdybym jednak musiała zająć się w domu wszystkim sama, to pewnie i na zadbanie o siebie nie starczyłoby czasu. Pozdrawiam.

  • Marta Sztybrych-Kamińska

    Amen!

  • Wg mnie, we wszystkim trzeba znajdować złoty środek, a macierzyństwo to właśnie takie ciągłe balansowanie w poszukiwani tego złotego środka 🙂