Rodzina ułomnych ssaków

Zaczęło się już od dziadka. Ponoć prababcia nie raz wspominała, jaki był niedobry i „nawet piersi nie chciał ssać”. Pozostałe czworo swoich dzieci prababcia wykarmiła bez problemu. Gdy urodził się dziadek miała tyle pokarmu, że dokarmiała okoliczne niemowlęta, choćby dlatego by sobie ulżyć. Dziadek podobnie jak moja mama, ja i moje dzieci wzgardził tą matczyną ambrozją.

Czy problem z karmieniem piersią jest zależny od dziecka?

Po części na pewno tak, choć nie można malucha obciążać całą winą. Właściwie każdy noworodek po urodzeniu dopiero uczy się ssać pierś. Jednym wychodzi to od razu, drugim po czasie, jeszcze innym nigdy. Na kompletną porażkę w kwestii naturalnego karmienia zazwyczaj składa się kilka czynników:

– dziecko, które ma problem ze ssaniem

– stres matki, która nie potrafi wykarmić swojego dziecka, co automatycznie przekłada się na zmniejszenie ilości produkowanego pokarmu i kolejny problem gotowy

– budowa matczynych piersi (tak wiem, że osoby z małymi piersiami, czy wklęsłymi sutkami też karmią, ale mają o wiele trudniejszą drogę do przebycia w walce o naturalne karmienie, szczególnie gdy ich dziecko nie jest zbyt pracowite przy piersi)

– wady jamy ustnej noworodka np. nieprawidłowy zgryz lub krótkie wędzidełko podjęzykowe

– brak wsparcia – niezbyt douczone w kwestii karmienia położne, które zamiast wspierać powiedzą Ci, że nie masz pokarmu, że dziecko ma zły zgryz, że baaaardzo trudno będzie, albo że w ogóle się nie da karmić (po pierwszym porodzie usłyszałam nawet, że mam cycki do dupy)

– nałożenie się kilku czynników na raz (albo nawet wszystkich możliwych)

Niby jesteśmy ssakami, ale chyba tak bardzo odbiegliśmy już od natury, że karmienie piersią wielu kobietom nastręcza bardzo dużo problemów nie do przeskoczenia. A że presja społeczna w tym temacie jest ogromna samopoczucie po porażce nie raz, nie dwa prowadzi do stanów niemal depresyjnych. Oczywiście dotyczy to kobiet, które bardzo chciały karmić piersią, a im to całkowicie nie wyszło, z takich, czy innych względów. Ja właśnie należę do gatunku ułomnych ssaków. Nie potrafiłam ssać piersi swojej mamy i nie potrafię wykarmić swoich dzieci. Choć zarzekałam się, że za drugim razem nie będę tak ciężko przeżywać porażki, jeśli znów poniosę totalną klęskę to niestety nie udało mi się w tym postanowieniu wytrwać. Mimo że minął już miesiąc od porodu wciąż rozmowy o karmieniu doprowadzają mnie do potoku łez, jak i nieudane próby przystawiania maluszka. Potrafi on zassać jedynie końcówkę brodawki maksymalnie na kilka minut, całkowicie nieprawidłowo, przy mojej karkołomnej pozycji (ja pochylona, nie mogę nawet drgnąć i muszę trzymać pierś ściśniętą, bo jak ją puszczę, on też puszcza). Kończy się to prędzej, czy później jego ogromnym, rozpaczliwym płaczem. Depresyjnie działa na mnie laktator, który jest jedynym sposobem na dostarczenie mojego mleka synkowi. Nie mogę pogodzić się z tym, że muszę siedzieć tyle godzin przytulona do maszyny zamiast do dziecka, a pokarmu i tak z każdym dniem ubywa. Jakoś to ciągnę, gdyż w momencie, w którym chcę już całkiem odpuścić mleko lepiej płynie przez jakiś czas. Nie mogę pojąć czemu dziecko z przeogromnym apetytem i szukające piersi od razu po porodzie nie może prawidłowo ssać. Pierwsza córka była niejadkiem, do tego z infekcją, którą złapała po pierwszej dobie życia, osłabiona po antybiotyku, niechcąca jeść nawet z butelki, więc jakoś się z przegraną w jej karmieniu piersią pogodziłam, choć też było mi trudno. Wszelkie dyskusje o karmieniu czy to w realu, czy w internecie jeszcze przez długi czas wytrącały mnie z równowagi. Teraz nie umiem zaakceptować porażki, która bynajmniej nie mobilizuje do dalszej walki, czy jakiegokolwiek działania. Wręcz odwrotnie, bo gdy odpuszczam – mleko lepiej płynie do tego przeklętego laktatora.

Co czuje matka, która nie umie wykarmić swojego dziecka?

– Poczucie winy przede wszystkim. Że jest nieudolna, albo niedostatecznie mocno zdeterminowana, źle zbudowana i ułomna.

– Poczucie winy jeszcze raz, kiedy wpadają jej w ręce wszystkie ulotki wychwalające pod niebiosa zalety karmienia piersią, co najmniej jakby większość kobiet świata trzeba było do tego namawiać czy przekonywać.

– Poczucie winy po raz kolejny, gdy czyta jakie mocne więzi między dzieckiem i matką buduje karmienie. Jak pozytywnie wpływa na stan emocjonalny maluszka.

– Monumentalne poczucie winy, gdy czyta, że dzieci karmione piersią według takich i srakich badań są inteligentniejsze i odporniejsze. Nie ważne, że już wcześniej odkryła, że na odporność składa się wiele innych czynników i ma już inteligentne starsze dziecko, które nie było karmione naturalnie.

– Ma wrażenie, że robi swojej kruszynie krzywdę przystawiając ją do piersi. No bo dlaczego ona tak przy tym straszliwie płacze? Czyż bycie przy piersi nie powinno być ukojeniem dla dziecka?

– Boli ją serce, gdy dziecko płacze sygnalizując głód, a ona zamiast natychmiastowo je przytulić i nakarmić piersią musi iść przygotować mleko, bo oczywiście własnego odciągniętego nie wystarcza.

Mój nastrój od narodzin Pana Kuleczki najlepiej zobrazowałaby sinusoida. W te dni, w które malutki nie wpadał w morderczy szał przy przystawianiu i ciumkał sobie po swojemu końcówkę brodawki napawały mnie ogromną nadzieją, dawały pozytywnego kopa. Niestety po nich zawsze nadchodziły te gorsze, szczególnie przy kolkach, kiedy synek w ogóle nie miał nastroju na walkę. Dopiero teraz staram się jakoś to sobie wszystko wytłumaczyć i zaakceptować porażkę. Rozpuszczam Pana Kuleczkę ciągłym noszeniem i tuleniem, co bardzo pozytywnie wpływa i na moje i na jego samopoczucie. Wieczne siedzenie przy laktatorze nie ma już sensu, bo za wiele z piersi nie leci. Choć oczywiście będę odciągać pokarm do ostatniej kropli.

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

dark-drops-motion-milk

  • Ściskam Cię wirtualnie i pięknie proszę: nie wpędzaj się w poczucie winy i nie miej wyrzutów sumienia.
    Jesteś cudowną mamą, starasz się karmić piersią, próbujesz, ale czasem natura planuje inaczej i wtedy dobrze jest
    zaakceptować ten fakt. Nie szukać winy w sobie. Pan Kuleczka codziennie pławi się w morzu matczynej miłości i to jest najważniejsze dla jego rozwoju. Oczywiście nie neguję rangi karmienia piersią, ale uważam, że nie przesądza ono o późniejszej inteligencji dzieci i większej odporności. Dla przykładu: mimo, że karmiłam swoje dzieci piersią dość długo, to dwójka starszych do ok. 5 r.ż. niemal non stop była chora. Miesiąc bez choroby występował u nas w ramach wyjątku.
    Najeździłam się z nimi po sanatoriach, córka była też kilkakrotnie w szpitalu. Z kolei dzieci mojej kuzynki, która od początku stosowała mleko modyfikowane, są tzw. „czołgami immunologicznymi”, w ogóle nie chorowały, a w szkole są prymusami, laureatami konkursów. Będzie dobrze, jest dobrze, bo jest miłość… Powodzenia!

  • ~ania

    Moze dobry neurologopeda by pomógł?

    • ~Ewa

      Nie widzę związku 🙁

      • ~Ania

        W problemach w ssaniu pomaga doradca laktacyjny albo neurologopeda. Nawet w protokole oceny ssania piersi jest opisana wizyta neurologopedy gdy dziecko ssie niepoprawnie. Moze zaproponować ćwiczenia, masaże.To wykracza czesto ponad kompetencje doradcy.

        • U mnie jutro będzie doradca. Może jeszcze coś zawalczymy.

  • ~Joanna

    Ależ Ty karmisz piersią. Ale inaczej. Tak to ma swoją nazwę- Karmienie Piersią Inaczej.

  • ~Monika

    Nie widzę nic złego w tym, że karmisz odciagnietym pokarmem – przecież to tez Twoje mleko, najlepsze mleko dla Maluszka! Nie ma znaczenia, że jest podawane przez butelkę, jeżeli inaczej nie da rady. Jak karmisz butelką tez tulisz do siebie swoje dziecko. Najważniejsze że walczysz i się nie poddajesz – czasem nie wszystko jest po naszej myśli. A każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej!

    • Niestety pokarmu mojego nie wystarcza

  • ~Monika

    Nie martw się. Ja karmie synka już ponad 5 miesięcy ale od samego początku go dolarmialam bo pokarmu było tyle co kot napłakał. Teraz jest go więcej ale mojemu glodomorowi i tak nie starcza. Robię to w zasadzie dla jego przyjemności a nie strikte dla zaspokojenia głodu. I nie martw się. Każda mama chce dla dziecka jak najlepiej. A tulenie i noszenie na pewno Panu Kuleczce to zrekompensuje.

    • Mój też głodomór. Wypił w piątej dobie 100ml, a ja w drugiej i trzeciej odciągałam 1,5 ml z obu. Najwięcej udało mi się 50 w późniejszym czasie w domu.

  • ~magda

    Droga Tamaro, Twój post bardzo mnie poruszył, bo doskonale wiem jak się czujesz. Historia naszego karmienia też była pełna upadków i wzlotów. W pierwszych dniach było tak jak u Ciebie, z bólem serca i piersi i z ogromnym wyrzutem dla własnej niekompetencji w tym temacie sciagalam do laktatora kropelkę po kropelce. Moja kruszyna wolała butelkę. Od samego początku karmilam ją mlekiem swoim i modyfikowanym. Odpuściłabym pewnie wczesniej (i nie byłoby w tym nic złego), gdybym nie spotkała na swojej drodze wspaniałej położnej (doradcy laktacyjnego), która pomogła mi przetrwać trudne chwile, wspierała mnie w realizacji tego trudnego niezmiernie zadania, które sama przed sobą i moją coreczką postawilam. W efekcie – karmilam swoim mlekiem i dokarmialam mieszanką do 8 miesiaca. Z różnym efektem ssania, przez cały ten czas podejmując próby dostawiania do piersi, czasem udane, czasem nie. Używałam różnych laktatorow. Z powodu obaw o niedojadanie kruszyny i ciągłego monitorowania tematu, nauczyliśmy się żyć z codziennym notowaniem tego ile ml mleka i ile minut ssania zrealizowaliśmy w danym dniu. Monitorowalismy przyrost wagi co kilka tygodni. Jeśli mogę Ci coś doradzić to ściągają mleko tak długo jak sama będziesz czuła że chcesz to robić. Wszystko jest z Tobą w porzadku. Nie jest Twoją winą, że dzieje się tak jak się dzieje. Nikt nie powinien nic na Tobie wymuszać. Dużo juz przetrwalaś. Oby było jak najlepiej. Z tego co piszesz wnioskuję, że jesteś super mamą. Kochasz swoje maleństwo i ono Ciebie na pewno też. Pozdrawiam Cię gorąco 🙂 magda

  • Kochana. Dwójkę swoich dzieci wykarmiłam 10 miesięcy. Absolutnie żadnego z nich nie ominęły choroby. W szpitalu byłam z Młodym nie wiem ile razy. Wątpię, czy były większe chorowitki od nas. Mimo, że zahartowany, bo wiecznie na polu, na dodatek moje mleko… A właśnie. Alergicy. Karmiłam, ale moja dieta wyglądała tak, że w pewnym momencie piłam tylko wodę i jadłam bułkę. Myślałam, że wpadnę w depresję. Chodziłam wiecznie głodna. Na dodatek do 3 miesiąca życia Młodej miałam systematycznie zapalenie piersi i masę pokarmu- zastoje jakich mało…
    Nie powiem, karmienie piersią jest wygodne. Ale nie plasuje matki w żaden sposób ponad matką dokarmiającą. Teraz karmię tylko flachą i:
    – jestem wyspana;
    – mogę wreszcie chodzić w normalnym staniku a rozmiar mojego biustu nie waha się o dwa rozmiary w przeciągu dwóch godzin;
    – nadaj czuję niesamowitą bliskość z Młodą- w cale nie mniejszą niż kiedy karmiłam;
    – uczulenia znikają- o dziwo!
    – mogę zjeść to, na co mam ochotę i bez obaw popijać kawkę dwa razy dziennie.

    Kochana. Czytam Cię już tak dawno! Fajna z Ciebie babka i serce mi pęka na myśl, że masz dręczy Cię coś, co nie powinno! O tym, jaką jesteś mamą decyduje ogrom miłości, jaki dajesz swoim Maluchom, a nie to, jakim mlekiem je karmisz. Są rzeczy od nas całkowicie niezależne. Wiadomo, wszystko ma swoje plusy i minusy. Dlatego szukaj plusów 🙂