Recepta na szczęśliwy związek

Czy istnieje związek idealny? Czy współczesne pary, małżeństwa dotrwają razem do późnej starości? Dlaczego niektórym osobom tak trudno znaleźć swoją drugą połówkę? Czy nasze wymagania są zbyt wielkie?

Znalezienie towarzysza na całe życie to nie lada wyzwanie. Ludzie z łatwością łączą się w pary, a potem rozstają. Dlaczego we współczesnym świecie tak dużo jest rozwodów? Dlaczego tak wiele osób wybiera życie w pojedynkę? Można by o to wszystko posądzić konsumpcjonizm – współcześni ludzie są przyzwyczajeni do tego by brać, a nie dawać. Częściowo to prawda. Po prostu nadeszły czasy, w których nie tylko mężczyźni mają prawo bycia konsumentami. My – kobiety zyskałyśmy w końcu większą świadomość. Nie akceptujemy wszystkiego z podkulonym ogonkiem. Rozumiemy, że mamy takie samo prawo do szczęścia i wolności jak płeć przeciwna. Czy z tego powodu żyje się gorzej? Nie sądzę. Może faktycznie za kilkanaście lat bardzo ciężko będzie dostrzec na ulicy idylliczną parę staruszków trzymających się za ręce, ale może też mniej osób stwierdzi, że zmarnowało sobie życie przez spędzenie go z nieodpowiednią osobą?

Kiedyś faktycznie ludzie dużo częściej łączyli się w pary na całe życie. Czy byli z tego powodu bardziej szczęśliwi? Jakiś procent na pewno tak, ale nie wszyscy. Kobiety chcąc, nie chcąc musiały się podporządkować mężom, bo w pojedynkę miały dużo mniejsze możliwości działania. Akceptowały zdrady, alkohol, wykorzystywanie na różnych płaszczyznach. Mimo takich problemów świętowały w końcu z mężami srebrne, a nawet złote gody. Gdy Panu Mężowi się zeszło nieco wcześniej dopiero odzyskiwały swoje życie, albo raczej spokój. Na pewno znacie niejedną starszą panią, która po utracie męża nie wygląda na taką, której cały świat się zawalił.

Obecnie wciąż dużym problemem ludzkości jest zbyt pochopne dobieranie się w pary, które z założenia mają być na całe życie. Śluby dla uratowania kiepskich związków, zachodzenie w ciążę z kim bądź, bo już czas – to zjawiska nagminne. Tak było, jest i będzie. Różnica polega na tym, że obecnie więcej osób potrafi się wyzwolić z nieszczęśliwych związków. Popełniony gdzieś, kiedyś błąd nie musi pozostać błędem na całe życie. I tu nie chodzi tylko o związki kompletnie patologiczne, czy toksyczne. Czasem ludzie są nieszczęśliwi ze sobą, bo ich drogi się rozeszły. W takim przypadku również żadne terapie, czy próby ratowania związku niczego nie poprawią. Każdy ma prawo do szczęścia i coraz więcej osób – w szczególności kobiet zdaje sobie z tego sprawę.

Ale do rzeczy, bo wygląda, że mało romantyczna ze mnie osoba i nie wierzę w prawdziwą miłość. Otóż wierzę i stworzyłam nawet receptę na szczęśliwą miłość. Oto co najważniejsze w udanym związku:

1. Poczucie humoru
Całkiem serio stwierdzam, że to jedna z najważniejszych cech ludzi żyjących w udanych związkach. Jeśli oboje podchodzimy do życia z dystansem, lepiej radzimy sobie w sytuacjach stresowych. Oczywiście nie chodzi o akceptowanie jakichś chamskich żartów na swój temat, ale takie samo postrzeganie niektórych spraw. Podobne poczucie humoru to nic innego jak cecha ludzi nadających na tych samych falach. Takie osoby zdecydowanie rzadziej się kłócą.

2. Wspólne zainteresowania
Twój partner musi być Twoim przyjacielem, a jest nim tylko wtedy, gdy macie podobne zainteresowania. Nie musicie lubić DOKŁADNIE tego samego, ale musi istnieć między Wami jakaś wspólna płaszczyzna. Czy to będą filmy Tarantino, muzyka poważna, czy filozofia buddyjska – nie ważne. Konieczne jest coś co jara równie mocno Was oboje. Im więcej tego, tym lepsze porozumienie, choć posiadanie czegoś tylko swojego jest równie istotne. Patrz punkt następny.

3. Autonomia
Nawet jak nadajecie na tych samych falach, macie mnóstwo podobnych zainteresowań, musicie pozostawić trochę przestrzeni między sobą. Najgorsze co może być w związku to przebywanie z partnerem non-stop. Nie można razem pracować, razem się bawić i zawsze razem spotykać ze znajomymi. Zarówno facet potrzebuje swojej jaskini, własnej odskoczni, jak i kobieta. Aczkolwiek zdecydowanie częściej kobiety mają jakiś problem z zaakceptowaniem tej autonomii. A od tego już bliska droga do osaczenia. Jeżeli boisz się dać swojemu partnerowi trochę swobody to znaczy, że mu nie ufasz. Zastanów się czy masz ku temu jakieś powody, czy to nieuzasadniona obawa, bo np. kiedyś ktoś inny Cię zdradził. Zaufanie to podstawa dobrego związku. Jeżeli z jakichś powodów go nie ma, nie wróży to dobrej przyszłości. Jeżeli popadasz w paranoję przez kogoś innego z przeszłości, uświadom sobie, że nie masz wpływu na pewne rzeczy. Gdy ktoś chce kogoś zdradzić to prędzej, czy później to zrobi. Nie upilnujesz. Zamknięcie partnera w złotej klatce nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem.
Pomijając kwestię zdrady, każdy potrzebuje trochę autonomii. Czy to będzie jakieś tylko Twoje własne hobby, czy spotkania z Twoimi znajomymi bez towarzystwa partnera (choć oczywiste jest, że pewno ci znajomi stali się już wspólni) – cokolwiek o czym możesz mówić JA, a nie tylko MY, MY i MY. Na pewno znasz takie osoby, które wszystko o czym opowiadają mówią w liczbie mnogiej, jakby ich życie bez partnera w ogóle nie istniało. To przede wszystkim dziecinne, a na dłuższą metę – męczące. I niezdrowe.

4. Umiejętność wybaczania
To bardzo trudna cecha, bo nawet jak w kłótni odpuszczamy nie zawsze wybaczamy. Jeżeli coś zrani nas na wskroś i nie potrafimy tego wyrzucić z naszej głowy całkowicie to uraz zostaje. Może być nawet mały, ale gdy kolejne spięcia pozostawiają po sobie ślady w końcu nagromadzi się to wszystko i wybuchnie jak bomba. Detonatorem może okazać się jakaś błaha sytuacja. A potem partner (dotyczy to zazwyczaj facetów) nie rozumie co doprowadziło do zakończenia. Przecież to była tylko drobna sprzeczka. Problem nas kobiet jest taki, że bardzo często (wbrew pozorom) nie mówimy naszym partnerom co nas boli, co nam przeszkadza, a zamiast tego chowamy urazę, ponieważ partner zrobił coś nie tak, lub się nie domyślił naszych oczekiwań. Szczera rozmowa to zawsze najlepsza droga. Po wyjaśnieniu sobie pewnych kwestii dużo łatwiej jest wybaczyć.

5. Świadomość, że miłość nie jest wieczna
Nawet bardzo udane związki czasem się kończą. Rozchodzące się drogi, czy rutyna nieraz doprowadzają ludzi do takiego miejsca, w którym nie ma już dla nich jako pary ratunku. Niestety wiele mężczyzn uważa, że kobieta raz zdobyta jest już ich na zawsze – to karygodny błąd! Kobiety również przestają się starać, chociażby wyglądać ładnie dla męża (choć niegdyś bardzo dbały o siebie), co do niczego dobrego nie prowadzi. Tu nie chodzi o to by grać, udawać, czy nie pozwolić sobie na chwilę swobody, albo gorszy dzień. Chodzi o to by ta swoboda i gorsze dni nie przeważały tych ciekawszych, innych, spontanicznych. Warto podjąć walkę z rutyną, gdy zaczyna się ona wkradać i nam przeszkadza, ale tą walkę musicie podjąć we dwoje. Są też takie okresy w związku, gdy rutyna i zwolnione tempo pasują obojgu partnerów, dają pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Np. gdy rodzi się dziecko i nie w głowie nam podsycanie ognia w łóżku, czy wspólny skok ze spadochronem. Za to nie możemy się doczekać, gdy po uśpieniu dzieci obejrzymy razem ulubiony serial, albo pójdziemy spać przytuleni na łyżeczkę. Wtedy oboje wiemy, że to okres tylko przejściowy, a bardziej szalone chwile jeszcze wrócą – jeśli tylko będziemy chcieli je przywrócić.

To tyle. 5 najważniejszych filarów, które są niezbędne, bo dotyczą zarówno sfery emocjonalnej, fizycznej jak i duchowej w pewnym sensie. Wszystko inne da się dograć, dopracować, ulepszyć.

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

recepta na udany związek

  • Magda

    Świetnie to ujęłaś 🙂

  • 🙂 Minęło nam 25 lat – każdemu powtarzam, że małżeństwo to kompromis. Mam podobną receptę na szczęście we dwoje…. My z pokolenia gdzie się naprawiało a nie wyrzucało .Jakieś dziewczę na blogu napisało, że dziś nawet zegarków się nie naprawia…pewnie,,,,,,że tandetne wyrzuca się do kosza a wartościowe naprawia się do skutku

    • Tamara Tur

      Oby tylko ten kompromis dotyczył obojga ludzi w związku. W przeciwnym razie też nie jestem zwolenniczką naprawiania 😉