5 tekstów znajomych, które wkurzają blogerów

Blogowanie jest obecnie bardzo popularnym zajęciem. Jednocześnie cała masa ludzi wyobraża sobie, że to super szybki i prosty sposób na zarobienie pieniędzy i sławę. Taki bloger po prostu nic nie robi tylko dostaje drogie gadżety do zabawy, propozycje super wyjazdów i długoterminowych współpracy, albo trzepie grube tysiące na bannerach.

Kiedy tylko Twój blog zacznie mieć nieco szersze grono odbiorców, w tym jakieś wpisy sponsorowane, zaczynają się pytania ciekawskich znajomych. Pozwolę sobie przedstawić listę najczęściej rzucanych tekstów, które mnie i innych zaprzyjaźnionych blogerów o podobnym zasięgu najzwyczajniej w świecie wpieniają.

1. Zarabiasz już coś?

To pytanie pojawia się najczęściej. Wiem, że niektórzy rzucają je całkiem nieświadomie, nie mając niczego złego na myśli. Po prostu żyjemy w kraju, w którym każdy kombinuje jak może i próbuje się rozeznać w różnych działaniach umożliwiających dodatkowy dochód. Tyle, że jak ktoś zakłada własną działalność – dajmy na to sklep internetowy, w który jak w każdą działalność inwestuje na początku pieniądze, nikt tak otwarcie nie zadaje mu pytań o finansowe kwestie jego przedsięwzięcia. Blogowanie natomiast jest postrzegane jako szybki i prosty sposób na zarobienie pieniędzy. Odpowiedź na pytanie co zrobić, żeby zarobić i się nie narobić. Tak właśnie widzą to ludzie. Owszem, mamy w Polsce kilku blogerów, o których nieoficjalne źródła donoszą, że zarabiają więcej od niektórych celebrytów, ale oni nie osiągnęli takiej sławy leżąc z laptopem na kanapie. Poza tym takich blogerów jest kilku, a blogów w internecie miliardy.

Regularne prowadzenie bloga to wielogodzinna praca. Owszem, sprawiająca autorowi przyjemność (choć czasami nie na każdym etapie), ale to też praca. Jeśli faktycznie chcemy połączyć swoją pasję do pisania z zarabianiem pieniędzy to niestety nie wystarczy tylko i wyłącznie pisać. Blogowanie to nieustanne dokształcanie się z marketingu, działania social mediów, informatyki w tym zagadnień związanych z SEO, grafiki i fotografii, a ostatnio też z produkcji oraz montażu filmów. Zwykle bloger lubi pisać – po to bloga założył. Nie zawsze za to czuje się komfortowo z całą obsługą techniczną, obróbką zdjęć, czy działaniami marketingowymi. Oczywiście nikt nikogo nie zmusza do jakiejkolwiek komercjalizacji bloga, ale też jeśli pojawiają się ciekawe propozycje, to czemu by nie podjąć wyzwania? No i właśnie – te propozycje nie pojawiają się tak po prostu, bo ktoś bloga założył. Jak wiadomo konkurencja w blogosferze jest ogromna. Zapewniam, że założenie i regularne prowadzenie bloga to nie jest łatwy i szybki sposób na zarobienie fortuny.

Są blogerzy, którzy w ogóle nie czują się komfortowo we współpracach z firmami i większość ofert odrzucają. Piszą dla swojej pierwszej największej pasji – pisania. Prawda jest taka, że prędzej wybijają się w końcu oni, aniżeli ci nastawieni na wielki hajs, natomiast znajomi nie mogą uwierzyć, jak można coś tak skrupulatnie rzeźbić bez konkretnego zarobku? A no można. To się nazywa pielęgnowanie własnych pasji, robienie czegoś co ci sprawia satysfakcję. A gdy kiedyś przy okazji wyjdą z tego jakieś fajne pieniądze, to jest to po prostu miły dodatek.

Jeśli masz znajomego blogera, nie pytaj go o zarobki, bo to tak jakbyś ciągnął za język artystę w szale twórczym, czy aby na pewno starczy mu na chleb w tym miesiącu. Uważasz, że to super sposób na dorobienie się to po prostu załóż swojego bloga! To zajęcie, którego każdy może spróbować, doświadczyć.

2. Tylko nie pisz o tym na blogu!

Ta uwaga boli na wskroś, gdy rzeknie ci ją w twarz bliska osoba. Osoba, której mogłeś zaufać i myślałeś, że ona ufa tobie. Skoro przez lata nie miałeś zwyczaju rozgadywać po znajomych jej sekretów i zawsze dotrzymywałeś słowa, że nie zdradzisz tajemnic, to dlaczego miałbyś jej intymne sprawy publikować w internecie? Owszem bycie blogerem łączy się z pewnego rodzaju ekshibicjonizmem i dzieleniem się ze światem skrawkiem SWOJEGO – podkreślam swojego życia. Nie raz pisze się o zjawiskach zaobserwowanych w otoczeniu, ale przecież nigdy nie są to sprawy, o których dowiadujesz się od kogoś w tajemnicy. To, że znajomy stał się blogerem, nie oznacza, że przestanie być przyjacielem.

3. Fajnie tak dostawać różne rzeczy za darmo.

Nic nie jest za darmo. Ktoś kto pisze bloga sporadycznie, albo ma zbyt mało odbiorców nie dostanie żadnych super propozycji współpracy od firm. Konkurencja w tej dziedzinie jest naprawdę duża. Testowanie różnych produktów to nic innego jak wykonywanie zamówienia zleceniodawcy. Oczywiście dla autentycznego blogera jest to zawsze współpraca, która łączy się z jego przekonaniami, zainteresowaniami. Fakt – tego można blogerowi pozazdrościć, gdyż w pracy zawodowej nie raz, nie dwa musimy sprzedawać jakiś produkt, czy usługę, do której sami nie jesteśmy przekonani, a blogera nikt do takich rzeczy nie zmusza. Tym bardziej, że taka współpraca bez przekonania do produktu ani blogerowi, ani firmie zlecającej nie wyjdzie na dobre.

4. Ja nie wiem jak ty znajdujesz czas na prowadzenie bloga (powiedziane z ironią, nie podziwem).

Jak to jak? Kosztem swoich dzieci, które samopas latają po mieszkaniu, a ja w tym czasie piszę.

Blogowanie to wielogodzinna praca, którą wykonujesz w każdej wolnej chwili, zamiast leżenia na kanapie przed telewizorem, a niejednokrotnie zamiast snu. Nie użalam się i wcale mi to nie przeszkadza. Wybrałam taką opcję, bo satysfakcja przewyższa nad zmęczeniem. Po prostu wiedz, że samo to się nie robi.

5. Mógłbyś/Mogłabyś udostępnić mój post o…/wspomnieć o… na swoim blogu/fanpage’u?

Bloger, który osiągnął już jakiś znaczący zasięg włożył w swoją działalność mnóstwo pracy, czasem też pieniędzy, jeśli zdecydował się na płatne promocje np. na Facebooku. Tymczasem znajomy uważa, że taka niewinna przyjacielska przysługa nic nie kosztuje. Nawet jak nie widzieliście się w realu od dobrych kilku lat, a on nigdy w życiu nie udostępnił żadnego twojego posta.

Ulało mi się trochę… No bywa.

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

Tamara Tur