Moje (nie)ogarnianie dwójki

Od prawie 5 miesięcy jestem mamą dwójki dzieci. Rozbrykanej czterolatki i towarzyskiego bobo. Czasem mam w sobie nagły poryw matki polki i wymyślę coś takiego, że idzie się tylko patelnią Senior z Ikei walnąć w łeb (ona waży 4 kg, jakby ktoś nie wiedział). Tym sposobem wpadłam na pomysł, że z okazji mego URLOPU macierzyńskiego zrobię mojej pierworodnej długie, dwumiesięczne wakacje. Kocham moje dzieci nad życie, ale będąc z nimi przez większość dnia w pojedynkę zdarza mi się nie ogarniać. Ale gdy ogarniam to jestem z siebie taka kurde dumna, że nawet nie wiecie. Dlatego też podzielę się z Wami moim typowym planem dnia, jaki coraz częściej, przy dobrych wiatrach i odpowiedniej fazie księżyca udaje mi się zrealizować, odkąd oswoiłam się z nową sytuacją i wypracowałam coś na kształt rutyny. Bo bez tego trzepię się jak ćma w kloszu żyrandola, najmłodszy w domu przybiera postać Mr Hyde’a, a znudzona pierworodna nie wie, czego się spodziewać. Rutyna jest dobra. Rutyna jest fajna. Macierzyństwo to tyle ekstremalnych przeżyć, że człowiek zaczyna doceniać rutynę. Jest to wakacyjny plan dnia, bo gdy córka chodziła do przedszkola to momentami nie wiedziałam co z wolnym czasem robić (to niesamowite jak punkt widzenia się zmienia w zależności od miejsca siedzenia).

5:00 Pan Kuleczka, zwany przez najbliższych Dyziem oto się budzi o tej magicznej godzinie. Z zegarkiem w ręku. Czasem jest to 4:59, czasem 5:02. No z raz się trafiła 5:30. Dostaje mleczko, a następnie zostaje przetransportowany do naszego łóżka. Leży po środku, pluje nynkiem, którego matka usilnie mu wciska, co by odpłynął jeszcze na trochę. Chichra się, gugla, piszczy i przebiera nogami. Gdzieś nad jego głową, obok twarzy Ela szumi miśko-ośmiornica z 4 mackami. O w mordę jak ten szum potrafi człowieka ululać (poza tym najmniejszym). Matka, która darowała sobie walkę ze smoczkiem wpada w coś pomiędzy snem, a jawą. Nawet to regeneruje mnie z deka.

6:00 Zignorowany Dyzio czasem usypia i wtedy zwykle śpimy razem do 7:00. Jeśli nie zaśnie to jest to moment, gdy zrezygnowana zwlekam się z wyra i idę sobie wstawić wodę na kawę. Karmelową z mlekiem. A co.

6:00 – 8:00 Prowadzimy z Dyziem konwersacje w trakcie krzątania po kuchni. Czasem coś pozmywam z dnia poprzedniego, jeśli zostało, filtruję wodę i świeżą zagotowuję na mleczko, myję butelki z nocy. Dyzio ma teraz chyba jakiś skok rozwojowy, bo znów je w nocy co 3-4 godziny, jak noworód. Niebawem zacznie się rozszerzanie diety i mam nadzieję, że wreszcie zazna uczucia bycia najedzonym.

ok. 8:00 – 9:00 Dyziek idzie na swoją pierwszą dzienną drzemkę, bez której nie umie funkcjonować. Ok. 8:00 pije mleko. W tych godzinach zwykle budzi się Bajaderka, a El szykuje do pracy. Choć ostatnio zdarza się Bajaderze i do 9:30 przysnąć.

ok. 9:00 – 9:30 El wychodzi do pracy. Bajaderka je śniadanie. To niejadek jest z okazjonalnymi fazami na jedzenie. Czasem zje w 10 minut, a czasem je godzinę. Ja się w tym czasie myję, ubieram i maluję (lub daje sobie spokój z tym ostatnim). Po śniadaniu ubieram Bajaderkę po długich negocjacjach, które tutu dziś założy (faza księżniczkowa jak by nie patrzeć jest). Tutu nosi dumnie nawet na placu zabaw, wspinając się po drabinkach.

W niektóre dni o tej porze wstawiam pranie. Potem staram się podszykować obiad, jeśli nie mam nic z dnia poprzedniego lub zamrażarki.

ok. 11:00 Dyziek się budzi. Stęskniona siostrzyczka bierze go w obroty. Albo razem leżą w jej łóżku, albo w naszym, albo na macie. Pocałunkom wtedy nie ma końca. Dyziek tylko oczy przymyka, bo mu do nich złote loki siostry wchodzą. Piska z radości, śmieje się i ciumka swoje pięści. Jeśli nie przebrałam go wcześniej to teraz to robię. Po mleku wychodzimy na spacer, zaliczając po drodze jakieś drobne zakupy. Teraz jest lato to zazwyczaj lądujemy na placu zabaw. Gdy pada zostajemy w domu lub idziemy do figloraju, który niedawno powstał na naszym osiedlu. Czy to na placu zabaw, czy w figloraju mogę chwilę odsapnąć. Bajaderka umie się sama huśtać od zeszłych wakacji, jest bardzo sprawna na wszystkich drabinkach, zjeżdżalniach itd., ale i ostrożna. My siedzimy z Dyziem na ławeczce (on leży w wózku ma się rozumieć). Zwykle jest wtedy zajęty ciumkaniem żyrawki Sophie, albo bawi się czymś innym. Czasem przekima z parę minut. Sporadycznie wymaga ponoszenia, bo chce porozglądać się po świecie. Jeśli jesteśmy w figloraju to też bawi się lub śpi, a mamuśka pije pyszne Latte. Bajaderka wariuje, wołając mnie co jakiś czas. Pokazuje mi i Dyźkowi różne popisy na trampolinie i innych atrakcjach.

14:00 jemy obiad. Znaczy Bajaderka je, ja karmię Dyzia, a potem wciągam błyskawicznie swoją porcję trochę ostygniętą, tudzież zimną, jeśli Dyziek się ociąga. Zazwyczaj jednak młodociany szybko pokonuje butlę i mój obiad jest w sam raz do jedzenia. Jeśli nie zdążę ugotować coś od rana to musimy wcześniej wrócić ze spaceru. Ale jak wiecie z działu z przepisami ja gustuje w szybkich daniach. Ostatnio też mam sporo obiadów pomrożonych od naszych mam. Jeśli coś gotuję, to też staram się, by było na 2 dni.

15:00 – 15:30 Dyzio idzie spać. Już coraz częściej jest to regularna godzina jego drugiej dłuższej drzemki (nie licząc tych kilkuminutowych w wózku). Jeśli dajmy na to dłużej przekima w figloraju lub na spacerze to nie udaje się tej drzemki wprowadzić. Wychodzi wtedy znacznie później, ale też zwykle krócej trwa. Gdy malutki śpi, my z Bajaderką się bawimy. Ostatnio często pieczemy jakieś ciasto.

17:00 Dyziek je, a potem albo idziemy na dwór, albo ktoś nas odwiedza. W 80% są to sąsiadki z góry, minimum raz w tygodniu babcia z dziadkiem (dziadek przyjeżdża wcześniej, a babcia prosto z pracy). Sąsiadki zwykle przychodzą o 17:30 lub my idziemy do nich. Jeśli jesteśmy sami i pogoda nie bardzo, staram się pobawić z Bajaderką i Dyziem. Czasem Bajaderka idzie do sąsiadek bez nas, a my zostajemy i bawimy się na macie. Jeśli mamy gości Dyzio jest wesoły i rozchichrany, bo wyspany. Wyrywa się z leżaczka do dziewczyn. Dzieci go strasznie fascynują, nawet jak są bardzo głośno.

19:00 – 19:30 Przygotowania Dyzia do spania. Nie zawsze jest to kąpiel, choć latem, gdy się spoci wypadają i tygodnie z codzienną kąpielą. W tym czasie wraca też El. Czasem zdąży wrócić na kąpiel, czasem nie, ale zawsze ogarnia wieczorami Bajaderkę – sam po całości. Ja tylko czytam jej bajki na dobranoc. Tak ok. 20 minut – półgodziny. Czasami o 19:00, w trakcie kąpieli Dyzia Bajaderka ogląda „Psi Patrol”, ale nie jest to wpisane w codzienny grafik. Często o tym zapomina. W łóżku ląduje tak przed 20:00.

20:30 – matka i ojciec mają wolne. Matka i ojciec desperacko potrzebują tego czasu i nie chcą go za łatwo oddać, dlatego są dosyć restrykcyjni, co do godzin usypiania dzieci. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale jeszcze nie było tak, by nasza czterolatka poszła spać później niż o 22:00. Chyba nawet nigdy do takiej godziny nie dotrwała. No poza ostatnim Sylwestrem 😉

Tak pi razy drzwi wygląda typowy dzień tygodnia (w weekendy jest oczywiście inaczej). Jeśli uda się mniej więcej podążyć tym planem, jest naprawdę dobrze. Natomiast jak się wszystko rozpirzgnie, to wieczorem nie wiem jak się nazywam. Największym priorytetem są drzemki młodego w określonych godzinach i właściwie reszta obraca się wokół tego. Jest z niego naprawdę fajny gość, gdy jest wyspany, a on nie umie zasypiać w każdych warunkach już od dnia narodzin. Także ten tego – chyba go rozgryzłam.

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

moje (nie)ogarnianie dwójki

  • haha, chyba właśnie wyleczyłaś mnie z myśli o drugim dziecku 😉 Już zapomniałam, że mój syn przez pierwsze dwa lata życia miał zwyczaj budzić się przed piątą 😉

    • O jeżu 2 lata? Córka miała tak pół roku. Mam nadzieję, że synkowi też to minie jak dłużej będzie ciemno 😉

    • t.vik

      Myśl o kolejnym dziecku nie jest chorobą, a decyzji raczej się nie podejmuje po przeczytaniu czyjegoś opowiadania, no nie? 😉
      Przecież każde dziecko jest inne, więc nie musi robić tak samo, jak jego starsze rodzeństwo. A mieć rodzeństwo, to fantastyczna sprawa.
      Pozdrawiam

      • Zdecydowanie jako jedynaczka potwierdzam. Oraz jako matka dwójki, że każde dziecko jest inne też 😉

  • 🙂 ha ha ha … nie udało mi się niestety tego doświadczyć

  • Na razie mam tak samo! I drzemki Młodej to rzecz święta 🙂 Z tym, że mamy ostatnio problem bo Młody zaczął się budzić w nocy z płaczem….
    I zazdroszczę Ci tego wspólnego pieczenia <3 !!!!!!!!! Już się nie mogę doczekać, kiedy się za to z Młodą zabierzemy 🙂

    • Zawsze możesz się za to zabrać z Młodym 😉 Ja z synkiem też będę pichcić :)))