Jak ułatwić sobie początki macierzyństwa?

Niespodziewanie pozytywnie przyjęliście mój wpis o tym, dlaczego opisuję macierzyństwo w kolorowych barwach. Dostałam kilka miłych wiadomości, słów uznania (nawet od znajomej), a post polubiło sporo osób w mamusiowych grupach na Facebooku. Bardzo dziękuję za każdy komentarz, wiadomość, polubienie i udostępnienie tekstu dalej. Wszelki feedback wiele dla mnie znaczy. Co do tamtego wpisu to prawdę mówiąc myślałam, że zaczniecie pytać co ja biorę, że taka ze mnie optymistka, a tu miłe zaskoczenie. Widzę, że coraz więcej mamusiek ma dosyć wszechobecnego w naszym kraju biadolenia.

Kontynuując temat postanowiłam podzielić się z Wami moimi sposobami na to, jak cieszyć się z bycia mamą. O trudach i wyrzeczeniach, obowiązkach i zmęczeniu każda z nas – matek wie doskonale. Nie każda jednak potrafi sobie z tym poradzić, w szczególności na samym początku swojej przygody, jaką jest macierzyństwo. Kiedy jest Ci źle wróć proszę do tego tekstu. Chciałam byś dzięki niemu odkryła kilka prostych rozwiązań, które ułatwiają życie na maksa, a także nabyła umiejętności spojrzenia na wszystko z innej strony. Nie denerwuj się, jeśli któraś z propozycji nie jest dla Ciebie wykonalna. Nie znaczy, że jesteś jakaś gorsza, mniej zaradna, czy zupełnie nieogarniająca. Może to być niewykonalne teraz, a z czasem się to zmieni. Każda z nas jest inna, ma swoje przyzwyczajenia i bariery. Nam kobietom bardzo trudno jest wyjść poza schemat,  który same sobie narzucamy. Ja chciałam zachęcić Cię do nabrania większego dystansu do pewnych spraw. Chciałam też byś zobaczyła, że świat się nie zawali przez olanie pewnych rzeczy. Skoro mój się nie zawalił to Twój też przetrwa!

Wskazówki na to, jak ułatwić sobie bycie mamą podzieliłam na przyziemne i mentalne. Przyziemne to konkretne przykłady z życia wzięte, na to co można zrobić (albo bardziej nie zrobić), by trochę odpocząć oraz nie oszaleć. Mentalne pomogą Ci spojrzeć na najgorsze momenty z innej perspektywy. Optymistycznie. Aczkolwiek bądź przygotowana na to, że optymistów świat nie traktuje poważnie. Społeczeństwo ma takich ludzi za marzycieli, albo szczęściarzy, których nic złego w życiu nie spotkało i pewno dlatego ze wszystkiego się cieszą. Paradoksalnie największą radość z życia czerpią właśnie ludzie, którzy doświadczyli ogromnej tragedii. Bardzo często taki wstrząs dopiero otwiera oczy.

Ja mówię: zacznij cieszyć się życiem już teraz (aż korci, by napisać ostatnio bardzo modne tu i teraz ;)), nie wtedy gdy coś ważnego zostanie Ci zabrane. Nawet, gdy inni stwierdzą, że jesteś wariatką. Pal licho z nimi. Łap przepis na zostanie szczęśliwą matką wariatką:

PRZYZIEMNE PROPOZYCJE:

1. Spać, gdy dziecko śpi

Gdzieś kiedyś wyczytałam na jakimś blogu, że to największa bujda wciskana matkom. Spanie w ciągu dnia jest niewykonalne, bo kiedy tu zrobić obiad, posprzątać, zrobić pranie? Nie zgadzam się całkowicie. Spanie w ciągu dnia przy małym dziecku jest niewykonalne tylko wtedy, gdy pracujesz zawodowo, albo masz w domu pod opieką starsze dziecko, które już nie śpi i akurat nie jest w przedszkolu (lub jeszcze do niego nie chodzi). Będąc w domu na urlopie macierzyńskim, czy wychowawczym z jednym dzieckiem, lub gdy starsze dzieci chodzą do przedszkola możesz tak wszystko poukładać, by chociaż na jedną drzemkę sobie pozwolić (oczywiście, gdy jest Ci potrzebna). I nie musisz żywić się mrożonymi pizzami, czy zapiekankami. Mieszkanie nie będzie przypominać klejącej meliny, a pranie sięgać sufitu, bo Ty ucinasz sobie drzemkę. Dziecko nie będzie nieszczęśliwe i zaniedbane, bo zrobisz w jego towarzystwie to, czy owo. Rozwinięcie tych tematów poniżej.

2. Gotować z głową

Jest cała masa potraw jednogarnkowych (albo jednopatelniowych ;)), które można przygotować w 20 minut lub krócej. Świat się nie zawali, gdy w tym czasie będzie Ci towarzyszyć obok w leżaczku niemowlę, z którym możesz sobie rozmawiać, jak mama z dzidziusiem ma się rozumieć. Natomiast zupy – gotują się przecież same! Nie musisz nad nimi stać i coś w pocie czoła szykować. Dla ułatwienia, by nie obierać włoszczyzny użyj tej suszonej lub mrożonej. Sytuacja z gotowaniem jest trudniejsza przy drugim starszym dziecku, kiedy to staramy się pichcić coś pod jego gust i nie zawsze są to szybkie i proste w wykonaniu potrawy. Jeśli jednak starszak jada obiady w przedszkolu trzeba nieco z tym tematem w domu wyluzować. Można gotować na więcej dni, mrozić potrawy, by nie jeść co dzień tego samego, od czasu do czasu zamówić jedzenie do domu z pizzerii, czy restauracji. Gotowanie obiadu nie może być przeszkodą w ucięciu sobie drzemki.

3. Nie szaleć ze sprzątaniem

To temat ciężki dla pedantek, ale nawet ich upodobania weryfikuje skrajne zmęczenie oraz rosnące i robiące coraz większy bałagan dzieci. Musisz sobie uświadomić, że świat się nie zawali, dlatego że nie odkurzasz i nie myjesz podłóg codziennie. Ja tego nie robię, moja przyjaciółka tak nie robi, większość moich koleżanek odpuściła. Skoro my możemy to i Ty też. Nie jesteś jakąś fleją i brudasem. Wiem, że osoby, które lubią porządek bardzo męczy bałagan, ale niestety bałagan to jest coś z czym przy dzieciach trzeba się oswoić. Inaczej się zwariuje. Żeby było super czysto przy maluchach trzeba by sprzątać cały czas. To jak mycie zębów przy jedzeniu czekolady, jak to ktoś trafnie w pewnym demotywatorze ujął.

Co do prania, o którym wspomnę przy okazji sprzątania – halo wszystkie mamy pralki automatyczne! One naprawdę mocno ułatwiają życie matkom. Jeśli w Twoim domu pralka musi chodzić codziennie to kup taką z większym wsadem. Nie rób z siebie niewolnicy prania. Dziel pranie na jasne i ciemne – biel tak, czy owak robi się po czasie brzydka od prania w pralce i dezodorantów, więc żywotność białych rzeczy nie jest zbyt długa (nigdy nie piorę białych rzeczy tylko i wyłącznie z białymi, wrzucam też kremowe, jasnoróżowe, jasnoszare, jasnożółte). Niemowlęce ubranka nie trzeba prać osobno, jeśli za dużo rzeczy potrzeba do pełnego wsadu. Wystarczy zmienić proszek na hipoalergiczny (np. Biały Jeleń, np. Vizir Sensitive) i tyle. Między nami mówiąc to w te sprawy z dzidziusiowymi proszkami bawiłam się tylko przy pierwszym dziecku. Drugiemu, mimo zakupienia odpowiednich proszków, od początku zdarzało mi się wyprać coś wraz z naszymi rzeczami w zwyczajnym „dorosłym” Lenorze, czy Persilu.

I tak – prasowanie też można odpuścić. Pisałam o tym więcej w notce pt. Jak ukraść trochę czasu. Może i kijowa ze mnie pani domu, ale dobrze mi z tym. Dużo prościej przy takim podejściu zachować zdrowie psychiczne.

4. Obowiązki domowe męża zostawić mężowi

Nie wyręczać, nie poprawiać, nie zwalniać z obowiązków, bo my to zrobimy lepiej. Niech robi po swojemu, ale ma robić. Można podpowiedzieć mu co nieco, szczególnie jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem, co by mu pieluchy tył na przód nie założył, albo pogubił się w guziczkach przy zapinaniu pajaca. To, że jesteś na urlopie macierzyńskim nie oznacza, że wszystkie domowe obowiązki należą do Ciebie, do tego opieka nad dziećmi 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

W przypadku mężczyzn najlepiej sprawdza się rutyna (jak u niemowląt). To znaczy z automatu umawiacie się, że na przykład w soboty on odkurza i myje podłogi, wyciera kurze. I to ma być jego obowiązek stały i niezmienny – to najprostsza metoda. W jakichś 80% przypadków nie ma co się spodziewać, że facet weźmie się za takie rzeczy sam z siebie, bez wcześniejszych jasnych ustaleń. Dobrym sposobem na zagonienie faceta do roboty jest też ułożenie grafiku obowiązków domowych. Można go zapisać i powiesić, np. po wewnętrznej stronie drzwiczek od szafki z detergentami (zwłaszcza gdy zmieniacie się w różnych obowiązkach, bo nie lubicie stałego ich podziału).

5. Zakupy on-line

Już kiedyś wspominałam w notce Jak ukraść trochę czasu?, że jest to doskonałe ułatwienie życia w XXI wieku. Do tego coraz więcej marketów zaczyna wprowadzać sklepy internetowe z dostawą do domu. Ja najczęściej zamawiam zakupy w Almie, albo Tesco (zależy co chcę kupić).

6. Regularnie wychodzić samemu

Mimo że tęsknimy, spoglądamy co chwilę na telefon, a nasze uczucia są skrajnie sprzeczne (tak samo mocno chcemy wyjść się rozerwać, jak i zostać z dzieckiem, o czym pisałam tutaj) to po prostu musimy czasami pozwolić sobie na reset naszej codziennej macierzyńskiej rutyny. Najlepiej z innymi koleżankami matkami. Nawet jak będziecie gadać o dzieciach to zawsze jest to rozmowa z innym dorosłym człowiekiem, chwila odskoczni, uwolnienie mózgu od działania na pełnych obrotach. Sama podróż autobusem na spotkanie i myślenie o niebieskich migdałach (nie polecam tak się wyłączać kierując samochodem ;)) jest hiper odprężającym zajęciem dla młodej matki. Wyjście towarzyskie to też dobra okazja do zaangażowania partnera w opiekę nad własnymi dziećmi.

7. Angażować starsze dziecko do pomocy w domu

Tu nie chodzi o nawał obowiązków, czy odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo. Co to to nie. Jest dużo takich zajęć w domu, które działają mocno edukacyjnie, rozwijają sensorycznie. Ugniatanie ciasta, segregowanie różnych przedmiotów/ubrań przy sprzątaniu lub zdejmowaniu prania, poznawanie różnych smaków w trakcie pomocy w kuchni, przypinanie prania klamerkami – to tylko niektóre przykłady rozwojowych zajęć dla najmłodszych. Dzieci mają z tego frajdę, a my dużo pomocy.

MENTALNE NASTAWIENIE:

1. Uświadomić sobie, że dzieci szybko dorastają

Teoretycznie banał, ale mamy niemowląt nawet nie wiedzą, jak szybko można się o tym przekonać. Praktycznie trzyletnie dziecko zaczyna już mieć swoje sprawy i momenty w życiu, w których nie uczestniczy rodzic. Przedszkolne wycieczki, konkursy, znajomości. Idzie ci to to do sąsiadek się pobawić samo i się nawet za mamą nie obejrzy. A mama z rozrzewnieniem wspomina jak dopiero co było takie malutkie i tylko jej. Pocałować, czy przytulić też się nie da takiego kilkulatka, kiedy tylko chcesz.

Niektóre mamy czują się bardzo osaczone w początkach macierzyństwa, przez całkowitą zależność niemowlęcia od rodzicielki, w szczególności, gdy jest ono karmione piersią, przy czym nikt nie może mamy zastąpić. Zapewniam, że ten okres totalnego uziemienia naprawdę bardzo szybko mija. Później z perspektywy czasu, jest to tylko drobny epizod w całym macierzyńskim maratonie.

2. Traktować macierzyństwo jako kolejny naturalny etap życia

To nie jest jakaś bomba atomowa, która nagle spadła i wywróciła wszystko do góry nogami, przez co życie już NIGDY nie będzie takie jak dawniej. Nawet jeśli ciąży nie planowałaś i na początku macierzyństwo taką bombę przypomina, to z czasem każdą sytuację da się oswoić. Wszystko w życiu przemija i się zmienia. Gdybyśmy tkwili w jednym miejscu, bylibyśmy nieszczęśliwi. Kończąc szkołę średnią i idąc na studia też zamykamy za sobą jakiś rozdział, który już nie wróci. Wyprowadzając się z domu od rodziców, zaczynając życie na własny rachunek także trafiamy nagle do zupełnie innej rzeczywistości, od tej nam znanej.

Zasiedziłaś się w domu z dziećmi i wspominasz z rozrzewnieniem dawne studenckie imprezy? Każdy ma takie chwile, że tęskni za szalonymi, beztroskimi czasami. Ale wierz mi, że jak byś była w pewnym wieku (a może nawet w tym, w którym już jesteś) i nie miała dzieci to również by Ci brakowało tych dawnych czasów i np. szalonych imprez, bo obecne w ogóle tych dawnych nie przypominają. Ludzie często traktują dzieci jako kule u nogi, coś co ich ogranicza. Co najmniej jakby w czasach szkoły, czy przy rozpoczynaniu kariery zawodowej (np. w korporacji) byli wolni jak ptaki. Wolność to stan umysłu. Są ludzie, którzy całe życie znajdą sobie jakieś przeszkody, wytłumaczenia czemu nie mogli czegoś tam zrobić, są tacy, dla których nie ma granic. Z dziećmi, czy bez.

3. Nie zatracić swej kobiecości

Matki piszą i mówią, że urlop macierzyński kojarzy się z zaplamionymi dresami, albo piżamą noszoną przez pół dnia (swoją drogą ja od dziecka lubiłam długo chodzić w piżamie w dni wolne). Ja się pytam czemu? Jeśli Cię to gryzie nie zakładaj tych pieprzonych dresów! A jeśli masz to gdzieś, bo cenisz sobie wygodę i nigdy jakoś specjalnie nie przejmowałaś się ubiorem to je noś bez marudzenia. Nie rozumiem po co wbijają się w dresy kobiety, którym taki wygląd przeszkadza. Nasze samopoczucie jest bardzo uzależnione od naszego wyglądu. Jeśli zawsze lubiłaś dbać o siebie, nie musisz tego wszystkiego odpuszczać, bo zostałaś matką. Owszem każdy ma gorszy dzień i nie zawsze ma ochotę się nie wiadomo jak stroić, ale jeśli bycie zaniedbaną Cię dołuje, zrób coś ze sobą! Nie chodzi o to, by pomykać w szpilkach z wózkiem, z kilogramem tapety na gębie, ale by czuć się dobrze ze swoim wyglądem. Mankamenty pociążowej figury można odpowiednim ubiorem zmodyfikować.

Kolejna sprawa – piersi owszem służą do karmienia dzieci, ale nie oszukujmy się – większość życia są albo naszym atutem, albo wręcz odwrotnie – największym kompleksem. To atrybut kobiecości i seksualności również. Nie tylko narzędzie do karmienia swych potomków. Nie musisz chcieć ich pokazywać całemu światu, masz prawo się krępować. Nie mam nic przeciwko karmieniu w miejscach publicznych, ale mam dość tych wszystkich nagonek na karmienie piersią wszędzie i za wszelką cenę oraz krytykowanie kobiet, które mają przed tym jakiekolwiek opory. No bo jak to tak dziecko ma jeść z pieluchą na głowie, przecież Ty tak nie jadasz? Raz, że wiele niemowląt potrzebuje spokoju i wyciszenia przy karmieniu, a taka pielucha pozwala im się od otoczenia nieco odciąć, dwa – matka ma prawo nie życzyć sobie gapiącego się na jej piersi wujka Józka, który przyszedł w gości, albo jakiejś zniesmaczonej gówniary w centrum handlowym.

Jeżeli Tobie to nie przeszkadza, masz gdzieś natrętnych gapiów i wszystkie te cycowe afery o karmienie niemowląt w miejscach publicznych podawaj pierś jak chcesz, gdzie chcesz i kiedy chcesz. Grunt byś działała zgodnie ze swoimi przekonaniami, a nie zaszczuta przez różnorakie nagonki. Masz prawo się tego krępować. Nie czyni Cię to gorszą matką. Masz prawo robić to tak jak chcesz, a opinie innych zlać. Prawda jest jak dupa – każdy ma swoją. Rób w tej kwestii co chcesz, ale nie krytykuj tych, którzy mają odmienne zdanie. Pamiętaj o sobie i nie ulegaj presji otoczenia. Nie działaj wbrew sobie. Naprawdę każda matka może w tym temacie wypracować własną taktykę, bez szkody dla dziecka i w zgodzie ze swoimi przekonaniami.

4. Zmienić punkt widzenia

Trochę już napisałam na ten temat w punkcie drugim. Rozwijając tę myśl chodzi o pozytywne nastawienie do zmian, które wraz z pojawieniem się dziecka nas spotkały. Macierzyństwo jako przygoda, naturalna kolej rzeczy, a nie uziemienie i utrata wolności, dziecko jako motor do działania, a nie kula u nogi, gorsze chwile jako chwile, które mijają, a nie stan permanentny. Wdzięczność za wszystko co nas spotkało dobrego, zamiast rozpamiętywanie najgorszego.

5. PRZESTAĆ OD SIEBIE ZBYT WIELE WYMAGAĆ

To najważniejsze, kluczowe zalecenie. Dopiero, gdy nauczymy się tego zaznamy radości i spokoju, uda nam się zrealizować pozostałe zalecenia. Nie ma matek idealnych. Każda ma lepsze i gorsze chwile. Jesteśmy tylko ludźmi.

 

Nie chodzi o to, że w ogóle nie można narzekać, kiedy jest nam źle i jesteśmy zmęczone. Dobrze i zdrowo jest czasem wywalić swoje żale, w szczególności przed bliską osobą, która przytuli, pocieszy, pocałuje w czółko i powie, że rozumie. Grunt by to narzekanie nie przejęło kontroli nad naszym całym życiem, a z tym my Polacy naprawdę mamy problem. Narzekamy na rząd, narzekamy na warunki w kraju, narzekamy na szkoły, na pracę, na brak pieniędzy, młodzi ludzie narzekają na starszych, starsi na młodszych, narzekamy na swoje rodziny, dzieci, znajomych. Co też to zmienia? Stan rzeczy zmienią tylko konkretne działania, nie narzekanie. Dotyczy to tak samo macierzyństwa jak i innych aspektów życia.

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

Jak ułatwić sobie początki macierzyństwa

  • Ja pamiętam, że u mnie sam początek był dość trudny, bo byłam zbyt przejęta nową rolą. Chciałam być perfekcyjną matką pod każdym względem i w każdej minucie, ale z drugiej strony, wyszło mi to na dobre, bo w pewnym momencie, żeby odreagować, wzięłam się wreszcie za pisanie książek 🙂

    • Też mam czasem za duże ambicje, ale nauczyłam się w końcu niektóre sprawy odpuszczać. Żyje się tak dużo łatwiej.
      Ps. Zamawiam właśnie na allegro Twoją „Wiosnę po Wiedeńsku” 🙂 Nie mogę się doczekać kiedy przyjdzie.

      • Ooo, bardzo mi miło! 🙂 Życzę miłej lektury i mam nadzieję, że Ci się spodoba 🙂

  • Świetny post! Łatwo się w tym wszystkim pogubić i ciężko na nowo ustalić priorytety. Każda mama powinna przeczytać taki poradnik 🙂

  • Aga

    Dziękuję za te słowa… I podaję dalej….

  • Pam

    Wow! Dzięki. Przeczytałam i co prawda te przyziemne rzeczy łatwiej mi stosować, to z mentalnymi jest o wiele gorzej :(. No i ciągle chodzę zmęczona i narzekam. Chyba nie umiem się z tym pogodzić. 🙁 To pierwszy artykuł, który mocno mi podpasował stylem i sposobem myślenia 🙂

    • Bardzo dziękuję i zapraszam ponownie 😉 Zachęcam też do przejrzenia innych artykułów w temacie macierzyństwa na blogu.

  • spodziewajka

    Gorzej wychodzić samemu, jak samemu się dzieciorka wychowuje 😛

    http://tiny.pl/gw1fc