Co uratowało mi życie przy drugim dziecku?

Tuż przed porodem publikowałam dla Was post o wyprawce dla niemowlaka, biorąc pod uwagę swoje wcześniejsze doświadczenia z pierwszym dzieckiem. Stwierdziłam tam np., że można w mieszkaniu w bloku obyć się bez niani elektronicznej. Przecież wystarczy mieć drzwi otwarte i wszystko słychać. To było zdanie matki jednego dziecka, która na dodatek mieszkała w kawalerce.

Później narodził się Pan Kuleczka. Pan Wymagająca Kuleczka. Gdzieś tam między wierszami napomknęłam, że chyba high need baby mi się trafiło za drugim razem. Minęło ponad 5 miesiący, poznaliśmy się lepiej, wreszcie rozgryzłam tego małego człowieczka, no przynajmniej po części. Summa summarum okazało się, że nie jest on aż tak bardzo wymagającym dzieckiem, pod warunkiem, że nie doskwierają mu trzy rzeczy – głód, ból brzuszka i senność. Wspominałam niejednokrotnie na Facebooku, że Pan Kuleczka nie sypia w dzień. Miał tak od urodzenia. Łapał tylko krótkie drzemki w trakcie karmienia, noszenia w chuście, czasem na spacerze. Byłam nieco przerażona, że nie mogę go nawet na chwilę odłożyć, bo zaraz zaczynało się jojczenie, prowadzące prędzej, czy później do rozdzierającego płaczu. Fakt, miał troszkę kolki i brzuszek napięty, do tego zjadał stanowczo za dużo, co nie wpływało korzystnie na jego samopoczucie. Z czasem okazało się też, że jego niepokój brał się z… niedospania. Nigdy nie sądziłam, że noworodek, a później miesięczne-dwu miesięczne niemowlę musi mieć specjalne warunki do tego, by usnąć. Ludzie prawią: „Nie przyzwyczajaj dziecka do ciszy!”, „Nie noś!”, „Nie bujaj!”, „Przyzwyczaisz go!” itd. itp. Wiecie mamuśki o co chodzi. Tymczasem odkryłam, że nie istnieje coś takiego, jak przyzwyczajenie dziecka do takich, czy innych preferencji przy zasypianiu! Po prostu jedne dzieci rodzą się mniej wrażliwe, inne bardziej. Córka w pierwszych miesiącach życia potrafiła zasnąć w każdych warunkach. Była śpiąca – zasypiała. Koniec tematu. Synek nie potrafił. Od urodzenia miał problem z usypianiem w dzień, choć tego snu potrzebował. Pan Kuleczka nie zaśnie, gdy jest za głośno (chyba, że jest to głośny dźwięk jednostajny, a nie nagłe krzyknięcie, walnięcie), ma też problem, by usnąć bez bujania lub noszenia. Jeśli nie zaśnie jest bardzo zmęczony. Gdy jest zmęczony zachowuje się jak typowe high need baby. Przysłowiowo nie da się z nim wtedy ani szyć, ani pruć. Co najwyżej on może się pruć – przez cały czas, póki jego potrzeba spania nie zostanie zaspokojona.

Dla matki pozostanie z dwójką małych dzieci sam na sam po raz pierwszy jest największym wyzwaniem życia. To doświadczenie przebija początki z pierwszym dzieckiem. Oczywiście z czasem powoli zaczyna się wszystko układać, a my przywykamy do nowego (nie)porządku. Gdy Pan Kuleczka miał problemy z brzuszkiem i z zasypianiem byłam gotowa wypróbować absolutnie WSZYSTKO, co tylko ktoś polecił jako skuteczne. Szumiś, leżaczek-bujaczek z wibracjami, piłka fitness – to niektóre z nowości, które pojawiły się w moim domu dopiero przy drugim dziecku – tym bardziej wymagającym. Gdybym teraz szykowała listę z wyprawką pod kontem doświadczeń z Panem Kuleczką, myślę że byłaby ona nieco bardziej obszerna, niż ta którą przygotowałam przed porodem. Rozpracowałam w końcu też metodę usypiania mojego bobo w dzień. To zadanie jest zwykle utrudnione przy starszej córce w domu, bo trudno wymagać od czterolatki kompletnej ciszy przez 1-2 godziny ok. 3 razy dziennie. Sen Pana Kuleczki w ciągu dnia wciąż jest bardzo płytki, choć od jakiegoś czasu już trochę bardziej przystosował się on do życia w zgiełku. Kiedy to dostałam propozycję od znanego internetowego sklepu z akcesoriami dla niemowląt – Fabryki Wafelków na przetestowanie elektronicznej niani Babymoov i muślinowego, letniego kocyka Lulujo od razu nabrałam nadziei, że te akcesoria pomogą mi nieco usprawnić nasze codzienne zmagania z usypianiem. Nie będę Was teraz zanudzać specyfikacją techniczną urządzenia, które przetestowałam, bo szczegółowe informacje na ten temat możecie znaleźć tutaj, za to powiem Wam, w jaki sposób niania elektroniczna Babymoov uratowała mi życie przy moim nieco bardziej wymagającym bobasie. Natomiast kocyk Lulujo okazał się w tym wszystkim idealnym dopełnieniem, jak wisienka na torcie, z czego największą radość czerpie bobas. Ale o tym za chwilę.

Łóżeczko Pana Kuleczki wciąż jest umiejscowione w naszej sypialni, więc korzystanie z niani elektronicznej w nocy nie ma u nas sensu. Za jakiś czas Pan Kuleczka będzie dzielił pokój wraz ze starszą siostrą, ale póki co jest na to jeszcze trochę za mały i za bardzo wymagający w nocy, czy nad ranem. Nie chcę by budził Bajaderkę, dlatego też jego łóżeczko jeszcze przez długi czas pozostanie w naszej sypialni. Po co w takim razie mi ta niania, zapytacie? Niani używam zwykle w dzień. Nadajnik jest podłączony w sypiali w pobliżu łóżeczka. W niani Babymoov mamy opcję podłączenia nadajnika do prądu lub włożenia do niego baterii. Ponieważ nadajnik nie musi być nigdzie przenoszony, ja podłączyłam go do prądu. Odbiornik natomiast wędruje ze mną po całym domu, dlatego też do niego włożyłam baterie (3 cienkie paluszki AAA), choć opcja podłączenia do prądu jest tu również możliwa. Kiedy Bajaderka jest w domu, a jej młodszy braciszek potrzebuje trochę snu, wreszcie może on odpocząć w ciszy i spokoju za zamkniętymi drzwiami w sypialni. Wcześniej, gdy jeszcze nie miałam elektronicznej niani, ta opcja w ogóle nie wchodziła w grę. Teraz, gdy malutki nie jest bezpośrednio narażony na nagłe okrzyki, czy śpiewy starszej siostry, które są znacznie tłumione przez zamknięte drzwi, dużo rzadziej wybudza się on przedwcześnie z drzemki. Dzięki elektronicznej niani doskonale słychać każde jego westchnięcie, nie wspominając już o płaczu. Ja preferuję ustawienie niani na opcję No Vox, czyli nadawanie ciągłe tego, co dzieje się w pokoju dziecka. Drugi wariant to Vox, kiedy to niania jest wyciszona i włącza się dopiero wtedy, gdy załapie jakiś hałas. Urządzenie jest bardzo czułe i potrafi uruchomić się w skutek dźwięków wychwyconych zza okna.

Niania przyda się nam również na długo po tym, jak najmłodszy członek rodziny wyrośnie z wieku niemowlęcego. W trakcie wakacyjnych wyjazdów, kiedy to po uśpieniu dzieci będziemy chcieli posiedzieć na tarasie, czy w ogrodzie z ochotą skorzystamy z tego urządzenia. Zasięg modelu, który przetestowałam to aż 500 metrów.

Bajaderka znalazła też nietypowe zastosowanie elektronicznej niani. Nadajnik służy jej za mikrofon, a odbiornik za wzmacniacz głosu. Teraz głośne śpiewanie to dopiero wielka frajda! Oczywiście zabawa w piosenkarkę jest możliwa tylko wtedy, gdy Pan Kuleczka nie śpi.

Fabryka Wafelków ma w swojej ofercie kilkanaście wariantów niań elektronicznych w różnych kategoriach cenowych, także każdy znajdzie coś na swoją kieszeń. W sklepie internetowym znajdziecie również nianie z funkcją video, jeśli stwierdzicie, że dźwięk to trochę za mało, by kontrolować na odległość sen dziecka. Pełna oferta niań tutaj.

Elektroniczna niania Babymoov

Muślinowy kocyk Lulujo to prezent, który najbardziej przypadł go gustu Panu Kuleczce. Uwielbia on zasypiać przytulony do miękkiego materiału. Przykryty w leżaczku natomiast, ciągnie kawałek kocyka do buzi, by pocierać sobie nim swędzące dziąsełka. Producent zaleca używać kocyka do otulania noworodków, jako pieluszkę przy odbijaniu, cienkie okrycie (idealne na upały) lub prześcieradełko. Muślinowe pieluszki i kocyki charakteryzują się niezwykłą miękkością, która nie niknie z każdym kolejnym praniem. I co jest bardzo istotne, szczególnie dla mnie – matki z alergią na żelazko – NIE NALEŻY ICH PRASOWAĆ. W przeciwieństwie do tetry, muślin nie sztywnieje po praniu i absolutnie nie wymaga prasowania. Pranie tylko wzmaga jego miękkość. My wybraliśmy kocyk-pieluszkę w szare kropki, którą znajdziecie tutaj, pozostałe wzory i kolory dostępne tutaj. Dzięki poradom wyprawkowego eksperta, jakim jest Fabryka Wafelków pozbyłam się z domu sztywnych pieluch tetrowych, a ich dotychczasowe zadania przejęły pieluszki muślinowe.

Kocyk Lulujo

A jak było z Waszą wyprawką? Czy znalazły się w niej niania elektroniczna i muślinowe pieluszki? Ja po wypróbowaniu powyższych rzeczy nie wyobrażam już sobie, by miało mi ich zabraknąć. Jakie są Wasze doświadczenia?

Wpis powstał przy współpracy z firmą Fabryka Wafelków.

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

  • karjola

    Ja po 6 tygodniach od urodzenia pierworodnej odkryłam,że to,że ona marudzi oznacza,że chce spać a nie,że robi na złość matce. nawet jeśli przed chwilą obudziła się z długiej drzemki, czy po przespanej nocy i tak może chcieć jeszcze spać. Drugą rzeczą, którą odkryłam to fakt,że w zasypianiu trzeba jej pomóc 🙂 sama sobie nie poradzi (albo nie zawsze). Jak to odkryłam jest duuuuużo łatwiej !:)

    • To wbrew pozorom częsta przypadłość dzieci, ale że z pierwszym nie doświadczyłam to trochę minęło nim się zorientowałam czemu to to drugie tyle jojczy 😉 Wcześniej zwalałam na brzuszek, ale jednak wyspanie się jest u niego kluczowym elementem. Nawet głód wtedy lepiej zdzierży 😉

  • U nas elektroniczna niania się nie sprawdziła. Nie wiem, może mieliśmy po prostu kiepską, ale już jak się wyszło na inne piętro, to traciła sygnał.