3 najczęstsze fiksacje matek

Do napisania tej notki zainspirowała mnie niedawna sytuacja, która wynikła przez pewien post na fanpage’u bloga. Aby nie zanudzać tych, którzy śledzą profil na Facebooku na bieżąco nie będę wszystkiego streszczać. Jeśli chcecie wiedzieć o co chodzi przeczytajcie najpierw ten wpis na Facebooku, a następnie ten.

Po owym wydarzeniu postanowiłam opisać najczęstsze fiksacje matek. Okazuje się, że często smuci nas, dołuje albo wręcz wścieka coś, co otoczenie wcale nie postrzega tak jak my. Czujemy się oceniane, atakowane zewsząd złotymi poradami przez idealne matki albo stare baby. Tylko, że to wszystko w większości przypadków dzieje się… tylko w naszej głowie…

1. Karmienie

Przyprawia matki o największe fiksacje. Ja jestem przykładem totalnego freaka w tym temacie, przy którym nie można mówić o kp, bo będzie trzeba dzwonić po ludzi z kaftanem bezpieczeństwa.

Wokół karmienia piersią powstała przez ostatnie lata straszliwa nagonka. Kluczowym problemem w tym temacie jest wrzucanie wszystkich kobiet, które nie karmiły naturalnie do jednego wora z etykietką „wygodnicka”, „leń”, „zła matka”. Tymczasem cały ogrom mam, które nie karmiły naturalnie ma ten stan rzeczy za swoją największą życiową klęskę. Na wszelkie pytania pt.: „Karmisz?” reagują alergicznie. Tylko one wiedzą ile razy spotkały się z dopytywaniem o przyczyny karmienia butelką, albo z propozycjami co można było zrobić, by NA PEWNO udało się karmić. W rezultacie przez mocno nawiedzone podejście całej zgrai kobiet, każdą osobę, która ruszy temat uważamy za atakującą nas, oceniającą negatywnie. Matka karmiąca dziecko sztucznie, która przegrała walkę o karmienie naturalne wstydzi się wyciągać butelkę w miejscu publicznym. To dowód jej największej porażki. A że nie raz usłyszała z tego względu wiele przykrości myśli, że wszyscy ją w tej kwestii oceniają i krytykują. Nawet gdy tego nie robią. O czym sama się ostatnio przekonałam.

Jeśli kiedyś poczujesz się oceniania przez to, że nie karmiłaś swojego dziecka naturalnie przypomnij sobie moją niedawną historię. Może to wcale nie wyglądało tak jak poczułaś? Może ten ktoś nie miał na myśli tego co Ty zrozumiałaś? Mocno prawdopodobne jest, że tak właśnie było.

Jest jeszcze grupa sfiksowanych matek karmiących (zaznaczam, że nie wszystkie mamy karmiące piersią są sfiksowane, jak i nie wszystkie karmiące butelką świrują, że im się nie udało karmić naturalnie). To kobiety, które jawnie atakują matki karmiące mlekiem modyfikowanym. Są święcie przekonane, że ich dzieci będą najzdrowsze i najinteligentniejsze na świecie za to co od nich otrzymały na starcie. Zaprzeczają wszystkim problemom laktacyjnym, rzucając na lewo i prawo hasła pt. „Jeśli ktoś bardzo chce to będzie karmić”. Uważają mleko modyfikowane za paszę dla bydła, a smoczki za wymysł szatana. Mleko matki mają za cudowny lek na wszystkie, absolutnie wszystkie przypadłości. Wystarczy tylko posmarować, wkropić do oka, albo do nosa… Krytykują inne matki karmiące piersią, jeśli te śmiały pomyśleć o okazjonalnej butelce, czy laktatorze, bo według nich to poddanie się albo zaburzanie laktacji.

2. Uwagi starszych pań

Starsze panie potrafią matkom podnieść ciśnienie. Zawsze mają coś do powiedzenia, zawsze wiedzą wszystko lepiej. Biadolą nad brakiem czapeczki albo wyskakują z łapami, by szczypnąć w policzek naszego największego skarba. Pieją, że nasza ubrana od stóp do głów na różowo dziewczynka w wózku to śliczny chłopczyk. Zagadują, zaczepiają, wtrącają się w nieswoje sprawy.

Oczywiście zawsze można trafić na bardzo natarczywą i niegrzeczną wręcz starszą kobietę, która ewidentnie wszystkiego się czepia, co bez ogródek wytknie matce prosto w twarz, krytykując tak, że dziecko słyszy. Często jednak jesteśmy mocno przewrażliwione na tym punkcie, że każdą zaczepkę starszej kobiety traktujemy jako atak, czego wiele z nich wcale nie ma na myśli. Dziwią się nad niektórymi rzeczami, bo za ich czasów było inaczej. Np. tak jak teraz zewsząd możesz nasłuchać się o szkodliwości nosideł typu wisiadeł, tak im na każdym kroku prawiono, że niemowlę musi mieć czapeczkę. Starsza pani zagaduje Twoją blond córeczkę, bo bardzo jej się spodobała, nie po to by ją zawstydzać. Za jej czasów nie prawiono tyle o uczuciach dziecka i tym, że ono ma prawo bać się obcych. Kiedyś matki zachęcały zawstydzone dziecko do grzecznych odpowiedzi na pytania dorosłych, czy np. witania się buziakiem z wujkami i ciociami. Niewiele wiedziano o psychologii najmłodszych, nie dostrzegano niczego złego w takich zachowaniach. Kiedyś za cukierek dla dziecka od starszej pani w parku mówiło się dziękuję, posyłając życzliwy uśmiech, a nie analizowało jego tragiczny skład przed wyrzuceniem do śmieci.

My też kiedyś będziemy starsze, innej daty, nienadążające za nowościami współczesnego świata.

3. Uwagi jakiekolwiek

Wiele matek reaguje alergicznie na jakiekolwiek porady od otoczenia w myśl zasady „ja jestem mamą i wiem co dla mojego dziecka jest najlepsze”. Nie wszystkie uwagi są złe. Czasem warto kogoś posłuchać, bo najzwyczajniej w świecie ma w danej kwestii większe doświadczenie albo wiedzę. Nikt nie jest alfą i omegą i nie warto tak całkiem zacietrzewiać się w słuszności własnego postępowania. Czasem mama, czy teściowa się nie znają – owszem, ale innym razem mogą podpowiedzieć coś mądrego. Podobnie koleżanka ze starszym dzieckiem. Nie podchodźmy do wszystkich porad jak do jeża, bo nie zawsze świadczą one o nachalnym wtrącaniu się kogoś, kto zjadł wszystkie rozumy. Tak – jesteś mamą i najlepiej ze wszystkich znasz swoje dziecko. Nie – nie wiesz co jest dla niego najlepsze, choć na pewno chciałabyś mu wszystko co najlepsze dać. Nie rodzimy dziecka z instrukcją obsługi i dyplomem ukończonego kursu przygotowawczego o nazwie idealny rodzic ………………. (tu wstaw imię swojego dziecka). Popełniamy czasami błędy, a całkowite zamknięcie się na uwagi innych nie pozwoli te błędy zweryfikować. Oczywiście młode kobiety, gdy zostają matkami po raz pierwszy nasłuchają się wszelkiego rodzaju złotych rad na każdym kroku i to normalne, że mają w pewnym momencie dosyć. Umówmy się jednak, że należy rozróżnić te wszystkie rady. Ciocia Halinka może być nawiedzoną kobietą, która nie zna życia, ale może babcia ma trochę racji w tym co mówi? Jeśli koleżanka sugeruje jakąś zmianę w oparciu o najnowsze badania naukowców może warto przyjrzeć się tym badaniom? Po prostu nie zawsze porady idą w parze z krytyką Waszego macierzyństwa.

W dzisiejszych czasach trudno być mamą. Jesteśmy obserwowane i oceniane bardziej niż to było dawniej, a to wszystko za sprawą internetu i większego dostępu do wiedzy wszelakiej. Nie raz na własne życzenie możemy usłyszeć, przeczytać jakieś komentarze na swój temat, chwaląc się jakimiś tam poczynaniami w internecie, gdzie każdy czuje się najmądrzejszy i bezkarny. Ponieważ krytyka przez internet przychodzi łatwo mamy wrażenie, że w realnym życiu też wszyscy nas krytykują i oceniają. A tak naprawdę największa agresja istnieje w internecie. Na żywo jest znacznie spokojniej, albo też mniej osób ma odwagę zwrócić matce uwagę (jak już to starsze panie właśnie).

Ostatnio wiele blogerek nagłaśniało kwestię zakrywania wózków pieluchami przed słońcem. Jako coś bardzo niebezpiecznego, z czego mamy nie zdają sobie sprawy. Ja nie widzę niebezpieczeństwa w tym jak sama zakrywam pieluchą bambusową część wózka, kiedy to powiewa ona swobodnie na budce, a z tyłu wózka mam samą siateczkę. Nienawidzę parasolki, bo ona zawsze mi się jakoś odkręca i spada, co potrafi odwrócić uwagę np. w trakcie przechodzenia przez jezdnię z wózkiem i czterolatką. Chodzę tak z tym wózkiem po słońcu i niedawno jedna kobieta bardzo się na ten mój wózek z pieluchą patrzyła. I to raczej nie była moja paranoja, bo się aż za nami oglądała (na wózek patrzyła). Pytanie brzmi: była na skraju zwrócenia mi uwagi odnośnie tej pieluchy, a może spodobał jej się wózek i szukała napisu jaka to firma? Pierwsze co przyszło mi do głowy to właśnie to nieszczęsne zakrywanie wózka. Kobieta przeszła. Nic się nie odezwała. Myślę, że bardzo często zdarza nam się nadinterpretować różne reakcje ludzkie.

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

fiksacje-matek

Foto: Ivan

  • Ja byłam sfiksowana przez pierwsze tygodnie macierzyństwa na punkcie wszystkiego, na szczęście szybko mi przeszło 😉

  • A ja Ci powiem Kochana, że każdy z nas jest sfiksowany na jakimś punkcie. Bo ja, o ile nie jestem sfiksowana na żadnym z wymienionych przez Ciebie punktów, mam gdzieś opinie innych (choć długo dochodziłam do tego punktu olewania, co ludzie powiedzą…), to np. jestem chora gdy widzę matkę oblizującą smoczek swojego dziecka. A to dlatego, że ja po prostu nienawidzę: picia z jednej butelki/jednej szklanki/jedzenia jednym widelcem. Nie obrzydza mnie w ogóle kupa dziecka, jego rzygi, ale zawsze brzydziła mnie wizja czyjejś śliny. Ba! To tyczy nawet mojego męża, z którym np. się całujemy. A i tak nie potrafię pić z nim z jednej butelki… 😉

    • O w mordę to już niezła fiksacja.
      Ja niby nie mam aż tak z tą śliną, ale obrzydza mnie oblizywanie smoczków dzieci albo jak matki poliżą kawałek chusteczki by dziecku wytrzeć twarz. A bleeee.

      • O tak… No i widzisz, każdy ma na jakimś punkcie fioła. 🙂 A na „gadanie dobrych ludzi” trzeba się uodpornić. Bo pamiętaj, najwięcej o wychowaniu mają do powiedzenia Ci, którzy jeszcze dzieci nie mieli 😉

        • Ja z gadaniem innych problemów nie mam. Moją fiksacją jest karmienie i tu nawet gadać nie trzeba, wystarczy, że ktoś źle spojrzy 😉 Podsumowałam takie najczęściej wpadające mi w oko fiksacje, sytuacje, które nagminnie drażnią młode matki na forach mamusiowych, a mogą okazać się sytuacjami tylko w naszej głowie 😉

          • Chyba powinnam była nazwać takie zachowania schizofrenią 😉 😀

  • Ja w ogóle mam wrażenie, że matki robią się strasznie drażliwe…a środowisko mam jest wyjątkowo trudne…łatwo kogoś urazić, łatwo wywołać wojenkę, i tak od kilku lat…brakuje wyrozumienia, normalnego, zdrowego podejścia, dystansu