Moje dziecko nie jest cool i nosiło we wrześniu czapkę

Nadeszła jesień, a wraz z nią dziwne pogody. Temperatura w ciągu dnia potrafi podskoczyć nawet o 10-15 stopni. W takiej sytuacji bardzo trudno jest odpowiednio się ubrać. Wychodzisz z domu o godzinie 7:00, gdy jest 5 stopni, ubrana  w kurtkę i szalik, a czasem nawet czapkę, natomiast gdy wracasz po południu jest tak gorąco, że całe wierzchnie ubranie targasz w ręku. Innym razem wyjdziesz lżej ubrana, a potem pogoda się pierdaczy i wracasz zmarznięta. Tym trudniej w takiej sytuacji jest ubrać odpowiednio dzieci.

Ulubionym tematem matek o tej porze roku jest komentowanie ubioru dzieci i licytowanie czyje dziecko było lżej ubrane, wśród innych – tych opatulonych. Albowiem wiadomo wszem i wobec, że przegrzewanie to grzech śmiertelny matki. Będzie z tego surowo rozliczana przez przechodniów i inne mamuśki.

O ile zgadzam się z tym, że nie należy dziecka przegrzewać, o tyle nie mogę stwierdzić, że kwestia odpowiedniego ubioru w stosunku do temperatury i pory roku to temat taki prosty i uniwersalny dla każdego. Zacznijmy od tego, że są różne dzieci jak i dorośli. Niektórzy to zmarzlaki, innym jest zawsze gorąco. Tylko niemowlę jest zdane na ubiór według odczuć rodzica. Starsze dzieci same potrafią powiedzieć czy jest im za zimno, czy za gorąco. Tak więc widząc czterolatkę w czapce we wrześniu przy… dajmy na to 12 stopniach pamiętajmy, że ma na sobie tą czapkę bo np.:

  • jest jej chłodno
  • jest na niej Elsa, a ona ją właśnie dostała i nosi ją nawet po domu
  • rano było zimno i ktoś kto dziecko odebrał z przedszkola założył mu wszystkie rzeczy przygotowane przez mamę (częsta przypadłość dziadków, niektórych tatusiów)

Naprawdę nie sądzę, by jakaś matka widząc, że dziecko jest całe spocone zmuszała je do zbyt grubego ubrania. Fakt widziałam nie raz spocone i rozgrzane do czerwoności maluchy w wózkach, ale starszaki sobie na coś takiego nie pozwolą. Będą marudzić i głośno sygnalizować swoje niezadowolenie, czując nadmierne ciepło, tudzież chłód.

Z mojego doświadczenia z dwójką dzieci wynika, że każdy człowiek ma inną termoregulację. Moja córka od urodzenia była zmarzlakiem, ale też bardzo rzadko się poci. Choć miałam mocne postanowienie wychowywania jej w zimnie dla hartowania, musiałam zweryfikować swój pomysł, bo ona najzwyczajniej w świecie bardzo szybko się wychładzała i po prostu marzła. Jako noworodek spała w rożku, uwielbiała to opatulenie i ciepełko. Później, pomijając upalne noce spała w śpiworku. W innej sytuacji wyciągałam sopel lodu z łóżeczka. Synek za to jest gorącej krwi. Rożka nie dzierżył. Było mu w nim zdecydowanie za gorąco. Szybko się poci. Całe lato przespał bez przykrycia i zawsze wyciągałam go cieplutkiego, nie raz, nie dwa nawet spoconego. Obecnie śpi pod cienkim bawełnianym kocykiem, bo jak spróbowałam przykryć go kołderką straszliwie się spocił (a kaloryfery mamy zakręcone, mimo że już grzeją). Gdybym władowała go w śpiworek to by wpadł w morderczy szał. Obserwując to wszystko jestem pewna, że w wieku Bajaderki będzie ubierany znacznie lżej. Dziecko dziecku nierówne.

Ponoć można przyzwyczajać swój organizm do zimna i jest to korzystne dla zdrowia. Córkę próbuję oswajać z chłodem na tyle, na ile ona mi pozwoli. Jeśli jednak jojczy, że jej zimno, albo kategorycznie chce czapkę – nie odmówię jej ubrania. Nie zauważyłam, by miało to jakiś wpływ na jej odporność. Nigdy się nie zaziębia. Wszelkie infekcje łapie zazwyczaj od kogoś, a nie dlatego że wyszła i ją przewiało. To utwierdza mnie w przekonaniu, że jej ubiór jest odpowiedni.

Nie lubię też podejścia do ubioru przez pryzmat pory roku jaka panuje, czy miesiąca. No bo wrzesień to jak można w czapce chodzić? Może być i lipiec, ale jeśli na termometrze widać rano 5 stopni to jest to 5 stopni i trzeba się ubrać, a nie w klapkach zapitalać, bo jest lato. Nie zawsze też temperatura, którą wskazuje termometr jest temperaturą odczuwalną. Może np. wiać silny wiatr albo świecić słońce od drugiej strony niż mamy okno z termometrem. Czasem trudno nadążyć za zmieniająca się w ciągu dnia temperaturą (szczególnie wiosną i jesienią) i można ubrać się nieodpowiednio – na pewno każdy tego doświadczył.

Reasumując – zimny wychów jest „cool” ale nie u każdego dziecka da się takie hartowanie zastosować. Ile dzieci, tyle termicznych preferencji, na które składa się nie tyle wychowanie, co wrodzona skłonność. Krytyka innych matek w tej kwestii, czy licytowanie kto był lżej ubrany przy 15 stopniach nie ma  według mnie najmniejszego sensu.

moje-dziecko-nie-jest-cool

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

  • Jak zawsze, wszystko zależy od danej sytuacji. Mnie też zdarzyło się widzieć dzieci, w mojej ocenie, kompletnie nieodpowiednio ubrane do panującej temperatury, ale czasem też łatwo coś mylnie ocenić. Tak, jak np. było u nas, gdy byliśmy nad morzem. Syn był na antybiotyku i lekarka kazała chronić jego skórę przed słońcem w tym czasie, więc miał długi rękaw, podczas gdy większość dzieci biegała w krótkim, i miał kalosze, żeby nie moczył nóg i się jeszcze bardziej nie rozchorował. Dla kogoś z boku też to mogło dziwnie wyglądać, ale, szczerze, to kompletnie mi to lata 🙂

  • Myślę, że wszystko zależy od sytuacji i podejścia. Wrzesień to miesiąc absurdów, na ulicy widzi się osoby w szortach i japonkach obok ludzi w kurtkach i szalikach.

  • Każda mama najlepiej wie jak ubrać swoje dziecko. Grunt, aby o tym pamiętała, a nie olewała i pozwalała pociechom na wszystko 😉

  • To jest nic, moja mama kiedyś w środku lata chodziła w kasku narciarskim po domu! Wyobraź sobie minę listonosza 😀