Czy naprawdę wiesz o co chodziło w czarnym proteście?

Nie mam w zwyczaju politykować na blogu. Nawet w czasie wyborów nie odzywałam się słowem w temacie. Do tej pory raczej nie znaliście moich przekonań politycznych. Raz przedstawiłam tylko swoje zdanie na temat 500 plus. Piszę o rodzicielstwie, więc trudno było zupełnie ten temat zlekceważyć. Piszę też o kobietach i dla kobiet. Gloryfikuję kobiecość i namawiam Was do pamiętania o sobie, nie zatracania siebie dla innych. Znacie moje podejście do macierzyństwa, związków i mężczyzn. Nie raz namawiam do domowych buntów, albo zachęcam do celebracji kobiecych rytuałów. Staram się odganiać od Was jak i od siebie zachowania charakteryzujące uciemiężoną Matkę Polkę. Wszystkie, mniej, czy bardziej mamy skłonności do popadania w ten stan.

Ostatnimi czasy poczułam jeszcze bardziej niż zwykle silną więź z kobietami. Choć staram się pielęgnować wiele kobiecych przyjaźni, które takie poczucie więzi budują, to wydarzenia ostatnich dni spotęgowały to doznanie. Chodzi oczywiście o #czarnyprotest.

Nigdy wcześniej nie brałam udziału w czymś takim. Zaskoczyła mnie ilość ludzi, w tym mężczyzn. Do końca nie wiedziałam, na którą uda mi się dotrzeć, więc nie umawiałam się ze wszystkimi możliwymi koleżankami, które swoją obecność na marszu zapowiadały już od dawna. Spotkałam jedną z koleżanek, która przyszła ze swoimi znajomymi. Dotarłam na Piotrkowską, gdy marsz już się rozpoczął, miałam więc okazję zobaczyć wszystko od przodu. Ledwo przyszłam, a zdążyła zaskoczyć mnie duża grupa motocyklistów, którzy przyjechali wesprzeć kobiety. Otwierali oni pochód. Później zaskoczyła mnie obecność starszych kobiet, zaskoczyła mnie staruszka z laską ubrana na czarno i krzycząca, że nas popiera, zaskoczyły mnie kobiety z dziećmi w wózkach, chustach, na rękach, zaskoczyła mnie ilość mężczyzn, którzy przybyli wspierać swoje partnerki, a także obce kobiety (to nie byli tylko panowie towarzyszący swoim kobietom). Uwierzyłam, że jednak potrafimy się zjednoczyć, przy jakimś bardzo ważnym celu.

Oczywiście czarny protest nie zjednoczył wszystkich kobiet, ale tego akurat nie dało się odczuć w trakcie marszu. Scrollowanie tablicy Facebooka jak zwykle pozostawiło gorycz w ustach.

Bardzo dużo kobiet się zjednoczyło, ale masa też podzieliła. Emocje były (i zresztą wciąż są) tak silne, że niektórzy ostentacyjnie pousuwali znajomych o przeciwnych przekonaniach z profilu na Facebooku. Blogerki potraciły trochę lajków stron, zarówno te za czarnym protestem, jak i przeciw.

Kobiety podzieliły się na 4 grupy:

  • uczestniczki czarnego protestu mniej i bardziej zaangażowane
  • zdecydowane przeciwniczki całej akcji
  • oświecone sceptyczki na wyższym levelu wtajemniczenia
  • osoby bez zdania, zachowujące się tak, jakby nic w ogóle się nie działo

Najczęstsze zarzuty jakie usłyszały kobiety w czerni to:

  • manipulacja ze strony mediów
  • nieprzeczytanie projektu ustawy
  • niezrozumienie projektu ustawy

Szerzący najbardziej radykalne poglądy (a jest ich w naszym kraju niemało) podsumowali protestujące kobiety jako osoby popierające aborcję bez ograniczeń i morderczynie chorych dzieci. Dzieci kobiet protestujących ponazywano wybrańcami, których to matki nie zdecydowały się wyskrobać…

O CO CHODZIŁO W CZARNYM PROTEŚCIE?

Myślę, że warto wyłuszczyć to czym kierowałam się ja i większość znanych mi kobiet.

Kobiety wyszły na ulicę bo:

  • chcą mieć wybór
  • chcą pokazać, że nikt nie będzie decydował o ich życiu i zdrowiu (także psychicznym)
  • martwią się o siebie i swoje córki
  • nie dadzą się umoralniać
  • wyrażają sprzeciw wobec obecnej władzy
  • chcą przywrócenia in vitro na dotychczasowych zasadach
  • nie chcą by szerzyła się aborcja w podziemiu, co tylko ją umocni kolejnymi ograniczeniami
  • nie zgadzają się na ograniczenia dostępu środków antykoncepcyjnych

Taki był główny i najważniejszy oddźwięk całej akcji. Oczywiście każdy kto chciał zrobił sobie z tego pożywkę: zakompleksieni faceci wyzywający protestujące od dziwek czy morderczyń, świętoszkowate dziewoje, które są 100% pewne jak zachowałyby się w ekstremalnie trudnych przypadkach jak np. gwałt, czy poważna choroba genetyczna dziecka, zwolennicy aborcji na życzenie, media.

Protestującym kobietom zarzuca się również głupotę i ignorancję, ponieważ protest uważa się za przykrywkę przepchnięcia CETA i TTIP, więc jeśli rząd podpisze te kontrowersyjne umowy wszystkiemu winne będą kobiety…

Taaaak.

Czemu mnie to wszystko nie dziwi?

Niestety od wieków kobiecość i seksualność to coś co mężczyźni próbują stłamsić, bo tkwi w tym nasza ogromna potęga. Kiedyś kobiety wykraczające poza normy palono na stosie, teraz trzyma się nas w ryzach najróżniejszymi ograniczeniami. Żyjemy w XXI wieku, w demokratycznym państwie, a wciąż traktuje się nas gorzej od płci przeciwnej. Najbezpieczniejsze kobiety to kobiety uciemiężone, o czym dobrze wiedzą mężczyźni obawiający się konkurencji kobiet, więc dbają by taki stan rzeczy utrzymać. Ich zadanie jest ułatwione za sprawą kobiet, które same z własnej woli zaakceptowały takie miejsce w świecie. Jest mi bardzo przykro, że cała masa kobiet nie dostrzegła sedna tej sprawy. Tu nie chodziło przecież o aborcję…

Co do treści projektu ustawy podziwiam tych, którzy po jej przeczytaniu i porównaniu z poprzednią spali spokojnie. Mnie niepokoiła już sama zmiana nazewnictwa i określanie dzieckiem poczętym zapłodnioną komórkę jajową. Rozumiem tym samym, że puste jajo płodowe to również dziecko poczęte? Przecież ono też powstaje w wyniku połączenia męskiej i żeńskiej komórki rozrodczej. Absurd!

Brak zdefiniowania co oznacza słowo „pomoc” dla kobiet, które urodzą dzieci w wyniku gwałtu oraz dla matek dzieci z ciężkimi chorobami też nie jest zbyt satysfakcjonującą propozycją.

Nie będę analizować każdej linijki, bo może faktycznie za głupia jestem, nie osiągnęłam wyższego poziomu wtajemniczenia i niepotrzebnie zamartwiałam się proponowanymi zmianami. Rozumiem jednak w pełni niepokój każdej kobiety, szczególnie w świetle słów, które przy okazji projektu zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej można było usłyszeć z ust polityków, księży, czy pro-liferów.

W temacie, że był to projekt obywatelski, czym władza teraz chętnie się zasłania: ja dziękuję za tego typu projekty obywatelskie, bliskie poglądom rządzących. Skąd pewność, że gdyby nie ta cała afera projekt nie byłby brany pod uwagę? Tylko brak odwagi rządu przed ruszeniem tak kontrowersyjnego tematu nas ochronił.

Co do CETA i TTIP. Nie wiem jak można czarny protest uważać za zasłonę tych kwestii skoro mówi się o nich od samego początku. Według mnie cała akcja wokół kobiet pozwoliła zwrócić uwagę na ten problem większej ilości osób, łącznie z tymi, którzy są z polityką na bakier. Tam gdzie mowa o czarnym proteście tam głosy, że władza coś strasznego knuje, a jest tym CETA i TTIP. Tak przy okazji niebawem demonstracja przeciwko tym umowom. Więcej szczegółów znajdziecie tutaj #StopTTIP #StopCETA #WielkaDemonstracja

Nie dziwi mnie, że problem kobiet jak zawsze został w świetle tych wydarzeń umniejszony, bo tak się dzieje ze wszystkim, co tylko kobiet dotyczy od początku świata. Nie zgodzę się jednak, by czarny protest był jakimś odciągnięciem uwagi narodu od spraw „ważniejszych”. Z tego co widzę zadziało się wręcz odwrotnie.

Jeśli chodzi o strony w ostatnich wydarzeniach. Mam duży szacunek do tych, którzy są za całkowitym zakazem aborcji, oczywiście pod warunkiem, że nie ubliżają innym. Nie rozumiem za to tych, co udali, że ta sytuacja w ogóle nie istnieje albo ich nie dotyczy. Każdy ma prawo do swojego zdania. Moralność innych nie powinna podlegać dyskusji. Katolicy rozliczają się ze swoich grzechów przed Bogiem, w konfesjonale. A przecież jesteśmy narodem w większości katolickim, prawda?

Cieszę się, że tak duża ilość kobiet postanowiła walczyć o nasze kobiece prawa, nawet gdyby miała to być walka z wiatrakami. Wzrusza mnie poparcie kobiet z innych, nawet bardzo odległych krajów. Mam też ogromną nadzieję, że ostatnie wydarzenia zmobilizują w przyszłości Polaków do pojawiania się znacznie liczniej przy urnach, zamiast pozostawiania decyzji o tym, kto ma rządzić krajem w rękach najstarszych, albo tych żyjących poza granicami kraju.

20161002_152818

20161002_155214_hdr

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

  • Też chcę mieć wybór, też o tym pisałam.

  • Konserwy nie rozumieją, że dla większości protest był po to by podtrzymać stan aktualny i pokazać, że nasz głos się liczy. Lewactwo znowu wykorzystało protest do niesmacznej agitacji politycznej. I tak większość protestujących w oczach tych sceptycznych i fundamentalistycznych została uznana za nieświadome i głupie baby wykorzystane do celów politycznych. Ale jak to mówią liczy się idea.

  • Świetny tekst! Ja całą akcja jestem niesamowicie podbudowana. Bo chodzi o naszą wolność. O naszą kobiecość! W nas siła. Potężna <3

  • No, w sedno 🙂 Dodatkowo ślę wyrazy uznania wszystkim mężczyznom, którzy stanęli po stronie kobiet w tej sprawie.