Jesienna chandra? Oto 3 najczęstsze powody złego samopoczucia

Jesień to czas, w którym pogoda dokłada swoje trzy grosze do złego samopoczucia. Nagle jest mniej słońca, więcej deszczu, robi się zimno, a centralne ogrzewanie jeszcze nie hula tak jak powinno. Czujemy się bardziej zmęczeni, zmarznięci, potrzebujemy więcej snu, na który nie zawsze można sobie pozwolić. Heh… matki o wyspaniu się mogą zazwyczaj tylko pomarzyć. Z okazji jesiennego spadku mocy, który również daje mi się we znaki postanowiłam przygotować dla Was krótką listę sytuacji pogarszających humor i samopoczucie. Są one prowodyrami zdołowania przez cały okrąglutki rok, ale w okresach spadku mocy jesteśmy najbardziej na ich działanie podatni. Dobra nowina jest taka, że możemy nauczyć się być na nich odporni. Gdy tylko uświadomimy sobie problem.

1.Internet
W szczególności Facebook. Macie tak, że cały dzień padacie na ryj, dziecko niespokojnie spało w nocy, obudziło się skoro świt, Wy wstawałyście do niego 500 razy, a potem w dzień musiałyście podłączyć sobie kofeinę dożylnie, czekałyście aż w końcu nastanie wieczór, a kiedy on nastał odpaliłyście „na chwilę” Facebooka i tak nie wiadomo kiedy minęło tyle czasu, że kładziecie się spać wyjątkowo późno? Ja tak miałam nie raz. Potem uświadamiam sobie, że nawet nic ciekawego z tego Facebooka nie wyczytałam. Oglądałam głupie filmiki, przeczytałam jakieś tam artykuły, wdałam się w niepotrzebną dyskusję w grupie matek… Coś w ten deseń. Zamiast odpocząć, nadrobić zaległości w spaniu, położyć się o 20:00 wraz z dziećmi.
Niedospanie jest główną przyczyną złego samopoczucia. Większość matek narzekających na swoje życie to po prostu kobiety niewyspane, te którym nie dane było od miesięcy lub nawet lat przespać ciągiem 3 czy 4 godzin. Mają dzieci, które budzą się tak często przez długi okres swojego życia. Wyspany człowiek zupełnie inaczej postrzega rzeczywistość. I nie chodzi o gnicie w wyrze bez końca, tylko rozsądną ilość snu. Dziecka budzącego się w nocy nie wyłączysz, ale możesz wyłączyć komputer lub telefon.
Odkąd telefony stały się naszymi małymi podręcznymi komputerami problem z uzależnieniem od serfowania po internecie jeszcze bardziej narósł. Np. jesteś już przygotowana do spania, kładziesz się do łóżka, ale jeszcze musisz zajrzeć co tam na Facebooku się zmieniło, albo sprawdzić kto pisze przez Messengera, który pikaniem sygnalizuje rozmowę. Moje pierwsze dziecko urodziło się, gdy jeszcze nie miałam internetu w telefonie i zdecydowanie więcej wtedy mogłam pospać. Pomyślcie o tym…

2.Telefony
Przy ich pierwotnym użytkowaniu. Internet swoją drogą, ale jest też masa kobiet, które uwielbiają prawić o dupie Marynie przez telefon. I wydzwaniać do ludzi, którzy niekoniecznie mają czas z nimi gadać. Bosz… jak ja tego nie znoszę! Chcesz pogadać? Spotkajmy się na kawie, z dzieciakami, czy bez. Teraz pewnie każda moja znajoma, która to przeczyta będzie się bała do mnie zadzwonić 😉 Myślę, że jednak wiecie o czym mówię. Nie wiem jak Wy, ale ja znam trochę osób, które uwielbiają długie i częste rozmowy telefoniczne, nawet wtedy gdy nie mają specjalnie o czym gadać. Do tego wszystkiego nie jest z nimi łatwo zakończyć rozmowę, również gdy mówisz, że teraz absolutnie nie możesz rozmawiać. O! Niektóre teściowe są też takie.
Tu nie chodzi o to, żeby w ogóle nie prowadzić długich rozmów telefonicznych, ale nie przeginać z nimi. A są tacy, co uwielbiają wydzwaniać do kogoś niemal każdego dnia i to widząc się z tą osobą dosyć często. Rozumiem, gdy z kimś się widujemy rzadko, dzwonimy do siebie raz na kilka miesięcy i opowiadamy wszystkie zaległości. Ja tak mam z jedną z koleżanek i El już wie, że jak ona dzwoni to będziemy długo gadać. Tyle, że my się na te rozmowy bardzo często umawiamy w dogodnym dla nas obu terminie.
Gadanie o pierdołach przez telefon to taki sam bezwartościowy pożeracz czasu jak Facebook. A potem matki narzekają, że takie zaganiane są cały dzień, nie wiedzą w co ręce włożyć, że o północy pranie muszą robić, bo takie zaharowane. Serio wystarczy ograniczyć Facebooka i telefon i nagle okazuje się, że mamy czas na wszystko. Nawet czasem na nudę.

3.Wampiry energetyczne
Na pewno każda z Was zna taką osobę, która niezależnie od tego co się dzieje, zawsze narzeka, widzi same czarne scenariusze i sieje grozę. Wszystko jej się nie podoba, jeśli coś komentuje to zawsze w negatywnym ujęciu, głośno prawi o beznadziejności żywota własnego i ogółem wszystkiego. Jeśli mamy z taką osobą do czynienia raz kiedy to jeszcze z Bogiem sprawa. Gorzej, gdy musimy z nią przebywać codziennie, bo to np. nasza koleżanka z pracy, albo jakaś bardzo bliska osoba. Takich ludzi nazywa się wampirami energetycznymi, ponieważ po chwili przebywania z nimi tracimy wszelką moc i zapał do czegokolwiek. Potrafią też skutecznie popsuć nam humor. Mało tego, ich zachowanie może nam się udzielić.
Najlepiej trzymać się z daleka od takich ludzi, a jeśli nie jest to możliwe, bo to ktoś bliski albo współpracownik musimy nauczyć się postawić mentalną ścianę i odgrodzić od pesymisty. Mój El nazywa takich ludzi wieszczami Apokalipsy. Kiedyś siedzę sobie przy kompie, obok mnie leży telefon Ela, który zaczyna dzwonić. Patrzę, a na ekranie widnieje informacja, że dzwoni „Wieszczu Apokalipsy” – myślałam, że spadnę z krzesła. Sam wieszcz wie, że jest tak nazywany.
Na wampiry energetyczne najlepiej mieć przygotowaną moc pozytywnych odpowiedzi na ich najczęstsze narzekania. Coś w stylu: „racja, pogoda nie jest dziś za fajna, ale ja kupiłam sobie super ciepły sweter, a poza tym fajnie się siedzi w cieplutkim pomieszczeniu i słucha jak deszcz stuka o parapet”. Fakt czasem można wypaść na zakręconego idiotę, ale lepsze to, niż wieczne narzekanie. Poza tym, gdy nie przyłączymy się do jojczenia i zło wróżenia, nie nakręcimy naszego wampira, który zachęcony potakiwaniem będzie siał grozę dalej. Można też metodą Ela zacząć nabijać się z takiej osoby. Jeden z największych wampirów energetycznych, które znam jest najlepiej zgromiony postawą szczęścia, radości, pasją i zapałem. Autentycznie męczy się, gdy ktoś takimi pozytywnymi emocjami emanuje. Szkoda tylko, że nie potrafi się nimi zarazić.

To by było na tyle. A jakie są Wasze propozycje? Co lub kto najbardziej negatywnie wpływa na Wasze samopoczucie?

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

wampir

foto: Paula.Photography.

  • Ja nie mam pojęcia, co to jesienna chandra! Jesienią cieszę się życiem, rozkwitam, rozkoszuje tą porą roku! Kocham jesień! 🙂

  • Igomama

    Rewelacyjne spostrzeżenia:) Do tego napisane z olbrzymią dawką humoru. Zgadzam się z Tobą co do joty. Na moje samopoczucie na pewno najbardziej negatywnie wpływa: brak snu, zmęczenie, rutyna. Pogoda też ma wpływa, ale nie tak wielki jak towarzystwo „wieszczów Apokalipsy”;)