Dystans, kur** dystans, albo wszyscy zginiemy!

Kiedy zostajemy rodzicami po raz pierwszy, chcemy wszystko co związane z dzieckiem robić idealnie. Szukamy informacji na temat najlepszego sposobu żywienia, najbezpieczniejszych fotelików samochodowych, najwygodniejszych wózków, najlepszych lekarzy, zabawek wspomagających rozwój itd. itp. Szybko jednak okazuje się, że obranie jednej słusznej, pewnej i najlepszej drogi nie jest takie łatwe. Wręcz niewykonalne. Nadmiar wiedzy i informacji, do których mamy obecnie nieograniczony dostęp prowadzi jedynie do skołowania. Jak w całym życiu tak i w rodzicielstwie nie jest wszystko tylko białe, albo czarne. Oczywiście zawsze znajdą się ludzie, którzy uważają, że robią wszystko najlepiej i tylko ich przekonania są słuszne, albo też kierują się zasadą: mnie tak wychowano i żyję, więc z dziećmi będę postępować tak, jak postępowano ze mną. Prawdę mówiąc trochę zazdroszczę tego typu rozumowania. Można w ten sposób zaoszczędzić wiele nerwów i zachować zdrowie. Tylko, że niekoniecznie będzie to zdrowie naszego dziecka…

A no właśnie. Ja, jak i wiele matek należę do grupy osób zamartwiających się o różne kwestie związane z wychowaniem dzieci. Choć nie lubię takiego podejścia do życia i staram się z nim walczyć na różne możliwe sposoby (ostatnio przez praktykę jogi), to nie potrafię olać pewnych kwestii, a przede wszystkim nie umiem zrezygnować z wiedzy. Co niestety skutkuje przeładowaniem nadmiaru informacji, prowadzącym do uczucia kompletnej pustki w głowie. Wtedy już zupełnie nie wiadomo na co się zdecydować. Z pomocą musi przybiec zdystansowany do życia i świata mąż, bo ja bym zginęła popadając w panikę. Gorzej, gdy obojgu rodzicom brakuje trochę dystansu do życia i świata, albo jest tylko jeden rodzic…

Zostając rodzicami spotykamy się z najróżniejszymi problemami. Doznajemy całej masy rozterek. Nie zawsze też mamy pewność, czy obraliśmy dobrą drogę. Odkąd urodziłam drugie dziecko, na każdym niemal kroku przekonuję się, że metody, które sprawdzały się przy pierworodnej córce w ogóle nie sprawdzają się przy drugim synu. Natomiast to co w moim przekonaniu zrobiłam źle przy pierwszym dziecku, staram się modyfikować przy drugim. Dochodzę przy tym wszystkim do jednego jedynego wniosku:

NIE ISTNIEJE JEDYNA SŁUSZNA DROGA

Najlepszym rozwiązaniem jest po prostu wyluzować i posłuchać własnej intuicji. Dotyczy to szczególnie osób, które tak jak ja są bardzo żądne wiedzy.

Patrząc po sobie i innych matkach przygotowałam listę spraw, które najmocniej mieszają w głowach rodziców. Dajcie koniecznie znać, co znalazłoby się na Waszej tego typu liście!

1. Szczepienia

Szczerze zazdroszczę tym, co obrali jedną z dróg i są jej całkowicie pewni. W tym temacie jest tyle niewiadomych, że chyba trzeba być ślepym, albo głuchym, by podejmując decyzję za albo przeciw spać spokojnie. Czy też po podjęciu decyzji np. za, gdy wydarzy się coś złego ze zdrowiem dziecka zakładać ze stoickim spokojem – to NA PEWNO nie wina szczepienia.

Sama motam się z wątpliwościami od lat. Nie wiem, czy podjęłam słuszną decyzję. W pewnym momencie jednak podjęłam decyzję o wyluzowaniu. Zachowaniu maksymalnej ostrożności, ale z dystansem. Pewnych rzeczy po prostu się nie zmieni. Nie od wszystkiego damy radę uchronić nasze dzieci. Nie uchronimy ich ani przed chorobami, ani przed powikłaniami, które zarówno jak po szczepieniach mogą wystąpić i po różnych lekach oraz chorobach. Czasami przeraża mnie to, co można w grupach dyskutujących o szczepieniach przeczytać: „Nie zbijaj gorączki Paracetamolem, bo jest szkodliwy!” – rzekła matka, której dziecko nigdy nie miało ponad 40 stopni, albo drgawek gorączkowych. „Gdybyś zaszczepiła na rotawirusy, to Twój syn nie wylądowałby w szpitalu przy biegunce” – drze się druga „mądra”… Wszędzie są ludzie sfiksowani, albo w jedną, albo w drugą stronę. Oni nie dadzą Ci odpowiedzi na Twoje pytania. Lekarze nie dadzą Ci odpowiedzi, bo jeden powie tak, a drugi siak. Książki opracowane przez naukowców również nie dadzą Ci odpowiedzi. Musisz decyzję podjąć sama. Nawet gdy będziesz jej już pewna, nie powinnaś przekonywać do swoich racji innych. Wtedy życie i zdrowie danego dziecka jest po części w Twoich rękach. Powołaj się na zdrowy rozsądek. Nie wierz w cuda, że Twoje dziecko będzie chronione od chorób, gdy wszczepisz mu wszystko, co tylko się da. Nie musisz też wierzyć w teorie o ludobójstwie na szeroką skalę, zaplanowanym przez koncerny farmaceutyczne. W tej kwestii łatwo ulec manipulacji przez różne nawiedzone osoby. Zarówno w jedną, jak i w drugą stronę.

Ja już przestałam się wczuwać w ten temat, choć absolutnie nie chodzi mi o to, by zaprzestać poszukiwania informacji.

2. Foteliki samochodowe

Kolejny temat okraszony zewsząd manipulacją. Doprowadza do zawrotu głowy albo wyrzutów, że nie stać Cię na zapewnienie należytego bezpieczeństwa w podróży swoich dzieci. Jeśli chcielibyśmy nie mieć sobie nic do zarzucenia w tej kwestii i posłuchali w pełni specjalistów musielibyśmy:

  • kupować foteliki za minimum 2000 zł
  • wymieniać foteliki co 5 lat, co też oznacza, że młodsze rodzeństwo nie może jeździć w foteliku po starszaku
  • wozić dzieci zimą bez kurtek, by zapewnić odpowiednie utrzymanie przez pasy (jak nie masz klimatyzacji, to poza kupnem fotelika jeszcze wymień samochód na lepszy)

Może i podpadnę niektórym osobom, ale i w tym temacie wyleczyłam się z rozwolnienia. Nie chodzi o to, że my jeździliśmy bez fotelików i żyjemy (za naszych czasów był znacznie mniejszy ruch na ulicach, no i samochody znacznie wolniejsze), nie chodzi o to, by kupować używane foteliki z niepewnych źródeł, nie chodzi o to, by kupować tani shit z hipermarketu, nie chodzi o to, by wybierać foteliki o absurdalnie szerokim przedziale wagowym, nie chodzi o ryzyko, bo lekceważymy ważne sprawy. Ja wiem, że nikt nie chce, by mu nawet taka myśl przeszła przez głowę, ale… tak samo jak w temacie szczepień: nie uchronimy dziecka od każdego niebezpieczeństwa. Poważny wypadek ma zazwyczaj tylko jeden scenariusz. Niezależnie od tego czy kupiliśmy najdroższy i najlepiej oceniany w crash-testach fotelik.

Co mają robić ludzie, których autentycznie nie stać na to, co zalecają specjaliści? Umrzeć z powodu wyrzutów sumienia, że nie zapewniają swoim dzieciom odpowiedniej ochrony?

Mnie ręce opadły w kwestii fotelikowego szału w trzech sytuacjach:

  • kiedy pojawiła się na rynku wadliwa seria znanych i dobrze ocenianych, drogich fotelików
  • kiedy musiałam na szybko zamówić taksówkę do lekarza z dzieckiem i okazało się, że w taksówce nie trzeba mieć fotelika, a zamówienie takiej z fotelikiem, gdy mamy mało czasu graniczy z cudem
  • gdy jechałam z synkiem karetką, gdzie fotelik-nosidło był przypięty tylko z grubsza jednym pasem do noszy

Wiem, że jest cała masa ludzi aż nadto wyluzowanych w tym temacie, ale w przeciwną stronę też nie warto się spinać, plując sobie w brodę, że nie stać Cię na taki fotelik, jaki byś chciała oraz zmianę samochodu na odpowiednio bezpieczny z mocowaniem Isofix, pasami wychodzącymi z góry na środkowym miejscu kanapy, klimatyzacją najlepiej zdalnie uruchamianą, by nagrzać w samochodzie, aby dziecko jechało bez kurtki przy mrozie itd., itp. A Ci co podróżują autobusami to chyba w ogóle nie powinni mieć dzieci.

3. Odżywianie

Temat, w którym matki uwielbiają się nawzajem krytykować. Poczynając od tego jak i kiedy rozszerzać dietę niemowlęcia, aż do żywienia małego dziecka, potem przedszkolaka i ucznia. Generalnie nawyki żywieniowe wynosimy z domu. Najprawdopodobniej jeśli sama lubisz zwracać uwagę na to, co jesz tak samo będzie miało kiedyś Twoje dziecko. „Kiedyś”, bo dzieci będąc dziećmi mają bardzo podobne gusta smakowe. Niezależnie od tego, czy od kołyski wpierniczały jarmuż, czy popijały coca-colę. Przychodzi taka chwila, że każde dziecko (no może poza sporadycznymi przypadkami) dostaje oślich uszu na widok słodyczy, na każde śniadanie i kolację chce parówkę, nie zje zupy, jeśli pływa w niej natka, albo nie ruszy jakiejś potrawy, bo mu się z wyglądu nie podoba (nawet nie spróbuje). W domu nigdy nie zasmakowało chipsów, a na urodzinach u koleżanki wpierdzieli potajemnie ich całą michę. Ty pichcisz od kilku godzin aromatyczny i pełen wartości odżywczych sos, którym pachnie w całym mieszkaniu, a ono zje na obiad tylko suchy makaron, bo jak ten makaron choć trochę ubrudzisz sosem to nie zje nic… Chyba każda matka w pewnym momencie sobie uprzytamnia to zjawisko i poddaje się. I tu też nie chodzi mi o to, by zupełnie zrezygnować z zasad, które w Waszym domu panują i wpierdzielać co popadnie, gdzie popadnie. Znów chodzi tylko o dystans i zaakceptowanie tego, że na pewne rzeczy nie ma rady.

Obecnie w internecie na forach mamusiowych toczą się spory o to, kiedy zacząć rozszerzać dietę niemowlęcia. Wytycznie zmieniają się z roku na rok ze względu na wyniki najnowszych badań. Raczej staram się dopasowywać do rad ekspertów w tej kwestii. Raczej – bo czasem mi ręce opadają, gdy jakieś badania całkowicie zaprzeczają innym, wcześniejszym, które np. były przeprowadzone na mniejszej grupie osób i dały inne wyniki…

Raz jeszcze: spokój, dystans i intuicja to najlepsza droga. Intuicja, ale nie głupota. Słowem warto czytać, warto się dokształcać, warto szukać informacji, poszerzać wiedzę, a potem postępować tak, jak podpowiada nam własny rozsądek.

Taką Amerykę po bezsennych trzech tygodniach odkryłam…

dystans

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

  • Joanna B.

    Uwielbiam cię Martus
    Święte Twoje słowa

  • kasiowa

    Amen!

  • Z tymi szczepieniami, to ja też nie wiem, co myśleć. Kiedyś uważałam, że szczepienia to osiągnięcie medycyny i szczepiłam dziecko na wszystko, co się dało. Potem naczytałam się dużo złego i serio nie wiem, co bym zrobiła przy drugim dziecku.

    • To temat rzeka niestety. Po różnych sytuacjach z córką musiałam za drugim razem zachować ogromną ostrożność. Tak naprawdę człowiek zaczyna się nad tym zastanawiać dopiero jak się coś zdarzy :/

  • Igomama

    Twoje trzy bezcenne noce nie były tak do końca zmarnowane, skoro taką „Amerykę odkryłaś”;) Brawo! Podoba mi się Twoje zdroworozsądkowe podejście:)