Miejsce matki na oddziale pediatrycznym

Jestem matką od prawie 5 lat i byłam szczęśliwa, że do tej pory nie było mi dane doświadczyć pobytu z dzieckiem w szpitalu. Niestety najmłodszy członek naszej rodziny powitał początek Nowego Roku paskudną chorobą, mimo że dopiero co na święta i Sylwestra życzono tyle zdrowia i szczęścia. Dyzio dostał rozległego zapalenia płuc i musieliśmy się udać do szpitala.

Moje ostatnie szpitalne doświadczenia są raczej pozytywne i nie mogę porównać ich z własnymi pobytami na oddziałach ginekologiczno-położniczych. Opieka była doskonała, a stan zdrowia syna dopiero w szpitalu zaczął się poprawiać. Po rozmowach z koleżankami, które również zaliczyły szpital z dzieckiem i swoich ostatnich obserwacjach muszę jednak doczepić się do bardzo ważnej kwestii:

pobytu matki/ojca/opiekuna prawnego z dzieckiem w szpitalu.

Rodzic jako intruz, czy może pomocnik?

Oczywiście wszystko zależy od szpitala, do którego trafimy, a nawet nie samego szpitala tylko osób pełniących w nim dyżur. Jedni rodzice będą mieli lepsze doświadczenia od drugich, w zależności od życzliwości lub jej braku personelu medycznego – to wiadomo. Ten sam problem dotyczy polskich porodówek. W jaki sposób rodzic i jego dziecko zostaną potraktowani w danym szpitalu to loteria. Ja ją wygrałam tym razem. Moja przyjaciółka, która znalazła się w tym samym szpitalu z córką tydzień później – nie bardzo.

Przyjrzyjmy się najpierw problemom uniwersalnym związanym z pobytem rodzica w szpitalu – tym, które dotyczą każdego niemal oddziału pediatrycznego.

1. Spanie rodzica

W większości przypadków rodzic jest traktowany jako piąte koło u wozu i nie ma zapewnionych warunków do spania. Noc, dwie można by się przemęczyć, ale które chore dziecko przebywa dwa dni w szpitalu? Zwykle najkrótszy pobyt oscyluje coś około tygodnia, tygodnia z dwoma weekendami. Są szpitale, które oferują:

  • nic
  • fotel nierozkładany
  • leżankę, czy łóżko polowe
  • rozkładany fotel
  • łóżko

Jeśli trafimy przedostatnią lub ostatnią opcję – mamy ogromne szczęście! A tak być nie powinno.

W dzień natomiast trzeba być przygotowanym na spędzenie całego czasu na nogach lub krześle. Logiczne, że leżanki/własne materace muszą być złożone, dlatego gdy trafimy na rozkładany fotel, czy łóżko wygrywamy na loterii po raz drugi – poza komfortem w nocy, mamy go jeszcze troszkę w dzień.

2. Jedzenie dla rodziców

Według odgórnych zasad jeść rodzice w szpitalu nie muszą. Tam gdzie byłam nie było możliwości kupienia obiadu tego, co jest dla pacjentów, nie było też żadnej restauracji (tylko sklepik oddalony tak, że bałabym się do niego iść, nawet gdy syn drzemał, bo to niezła wycieczka i mógłby się przed moim powrotem obudzić). Przez położenie szpitala (przy lesie) nie było też za bardzo opcji zamówienia czegoś z okolicznych restauracji z dowozem. Najbliżej – chińskie, którego nie dzierżę. W innych szpitalach też ponoć jest z tym problem.

Zestresowana matka, która przybywa z chorym dzieckiem i tak nie może patrzeć na jedzenie, ale tak koło trzeciego dnia, kiedy stan zdrowia się poprawia i adrenalina opada coś by się wszamało. Rodzina musi więc dowozić posiłki, ewentualnie pozostaje opcja suchy prowiant.

3. Potrzeby fizjologiczne rodziców/higiena

Tu już zależy gdzie i jak trafimy. Szpital, w którym byliśmy miał lepsze warunki dla rodziców na piętrze, gdzie przebywały dzieci młodsze. Niestety z braku miejsca pierwsze 3 dni spędziliśmy na parterze – oddziale dla dzieci starszych. Toalety jak i łazienka były na korytarzu, oddalone od naszej sali. Na piętrze łazienki z toaletą były już na każde dwie sale w przedsionku przed nimi, więc warunki stokroć lepsze. Na parterze nie mogłam zostawić synka w sali, by iść do toalety (taka wycieczka trochę trwała), bo nawet nie usłyszałabym, że płacze, nie mogłam też z nim chodzić po korytarzach, by nie złapał czegoś gratis. Pozostawało czekać aż przyjedzie El lub dziadkowie, co nie było zbyt komfortowe (jakoś zawsze się chce siku, gdy wiadomo, że nie można zrobić).

4. Opłaty

Pobyt rodzica w szpitalu jest oczywiście odpłatny – niezależnie od tego jakie warunki gwarantuje szpital. Rozumiem to w pełni, jednak z racji pobierania tych opłat podstawy typu spanie, toaleta, możliwość zakupienia obiadu – powinny być zapewnione zawsze i wszędzie. U nas dobowa opłata wynosiła 16zł.

Wiadomo, że pozostawione w szpitalu bez opieki niemowlę to nie lada problem dla personelu. Pielęgniarki nie mogą sobie pozwolić na to, by zajmować się tymi dziećmi, choć w miarę możliwości i tak to robią, bo trudno ignorować rozpaczliwy płacz. Zwykle niemowlęta z rodzin patologicznych zostają same w szpitalu, bo nikt o zdrowych zmysłach nie narażałby własnego dziecka na taki stres. Zajmuje się tymi bidami personel szpitala i… inni rodzice. Stanowią więc oni ogromną pomoc dla pielęgniarek i zasługują na podstawowe warunki bytowe, zamiast spartańskich.

Jeśli chodzi o ogólne warunki to poniżej kwestie, które przewijają się notorycznie w relacjach z pobytu w szpitalu mam, a i ja się do nich doczepię:

1. Czajnik elektryczny

Swojego mieć nie wolno, a ten szpitalny w kuchni pozostawia wiele do życzenia. Stan czajników w każdym szpitalu, w którym byłam to jakaś porażka. Dorosły może sobie pić herbatę z zawiesiną z kamienia przez trochę czasu, ale szykowanie mleka dla niemowlęcia z wody z czajnika z żółtym nalotem wzbudzało wątpliwość, choć nie jestem typem przewrażliwionym na punkcie higieny. Pomijając fakt, że producenci mlek modyfikowanych zalecają gotować wodę na mleko 5 minut (przy pierwszym dziecku się tego długo trzymałam). Innej opcji na zagotowanie wody nie było.

2. Czystość i porządki

To też zależy od miejsca, do którego trafimy, podejrzewam że również od pań sprzątających. Doszły mnie słuchy, że w szpitalu zakaźnym nie myto codziennie podłogi, a pani jedną ścierą jechała po wszystkich salach. Tam gdzie byłam też nie bardzo dbano o higienę. Np. osoby odwiedzające mogły wchodzić na oddział w butach, bez ochraniaczy. Szybko robił się syf, a podkreślam, że do pedantki naprawdę mi daleko.

3. Przebieg informacji

Znów sprawa zależna od tego na kogo trafimy. Nasza doktor prowadząca bez problemu odpowiadała na moje pytania. Przychodziła sama i informowała o wynikach badań. W tym samym miejscu tydzień później przyjaciółka zadając innej lekarce pytania usłyszała, że wszystkiego się dowie przy wypisie…

Temat stary jak rzeka i pewno dotyczy wszystkich szpitali, nawet tych postawionych wysoko w rankingach. Szkoda, że w środowisku lekarskim przełożeni nie mają za bardzo wpływu na zachowanie pracujących na ich oddziałach lekarzy.

Z opieki medycznej byłam bardzo zadowolona. Nie spodziewałam się tak szerokiego zakresu badań. Syna wypuszczono dopiero wtedy, kiedy jego stan zdrowia był doskonały i nawet nie wymagał kontynuowania antybiotykoterapii w domu. Mimo przepełnionych szpitalnych sal i ciągle dochodzących nowych ciężkich przypadków, potraktowano nas z należytą dla tak małego pacjenta ostrożnością, bez żadnych pochopnych decyzji i pośpiechu.

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń. Były dobre, czy skrajnie złe? Czy Wam rzuciły się w oczy kwestie, o których wspomniałam?

Lubisz mnie czytać? Daj mi koniecznie znać! Możesz zostawić swój komentarz tutaj lub na Facebooku, polubić lub udostępnić mój wpis. Innym sposobem się tego nie dowiem. A gdy wiem, łatwiej przychodzi mi pisanie 🙂

  • Agni

    Pobyt rodzica w szpitalu jest płatny?? Naprawde???

    Nie miałam na szczęście do czynienia z pobytem w szpitalu przy dziecku (odpukać), ale to już zakrawa na jakąś śmieszność. Nie dość, że dziecko chore, a im mniejsze tym gorzej, bo stres rodzica wykańcza, to jeszcze każą sobie płacić za to, że czuwasz przy własnym dziecku? Gdyby faktycznie zapewniali jakieś łóżko rozkładane i chociaz ten jeden obiad w ciągu dnia, to rozumiem 20zł bo gotowanie i pranie pościeli czy coś….
    O pozostałych punktach typu higiena czy czajnik elektryczny nawet nie będę pisać, bo niestety w szpitalu jak w hotelu czy knajpie – jak właściciel nie będzie wymagał i nie dopilnuje, to pracownicy sami tego nawyku nie nabiorą….

    • No niestety. Wodę przecież zużywamy 😉

  • Ja dwa razy byłam z synem na pobycie w szpitalu i oba razy były całkiem spoko. W szpitalu w Nowym Sączu mogłam spać z synem w łóżku, a pielęgniarki powiedziały, że gdyby mi było ciasno, mogę zająć inne wolne łóżko na sali. Zresztą tam w ogóle był cudowny personel i życzliwa, serdeczna atmosfera.
    W Rabce musiałam mieć swój materac do spania, ale do dyspozycji była lodówka, kącik kuchenny, świetlica i też nikt z niczym nie robił problemów.
    Ani za pierwszym, ani za drugim razem nie musiałam płacić za pobyt w szpitalu.

    • Ja byłam ten jeden raz więc trudno mi powiedzieć, ale inne mamy donoszą, że szpital bez opłat dla rodziców to naprawdę luksus.
      U nas nawet nikt nie raczył o tych opłatach poinformować przy przyjęciu. Dopiero po 3 dniach się dowiedziałam, gdy zapytałam, czy mogę zapłacić za stojące na sali puste łóżko i w nim spać, bo miałam wtedy na tym parterze tylko skrzypiące łóżko polowe i od każdego niemal rychu Dyzio się budził. Oczywiście łóżka nie udostępniono. Szczęście przenieśli nas zaraz na piętro, gdzie były rozkładane fotele.

  • Jejku, mam nadzieję, że jak najdłużej nie będę musiała się przekonywać na własnej skórze jak to jest… Nienawidzę szpitali

    • Mnie dopadło jakieś fatum szpitalne w drugiej ciąży, bo wcześniej w szpitalu byłam w swoim życiu tylko raz – w trakcie porodu córki (nie licząc jednodniowego zabiegu ginekologicznego w wieku 19 lat) i później z nią nie musiałam nigdy. Zawsze się bałam tych klimatów (nawet jazdy karetką i mając duszności w ciąży od zapalenia płuc wolałam by mnie El zawiózł). Teraz chyba już zaczęłam się oswajać. Nie jest to takie straszne. Oczywiście najlepiej być zdrowym 🙂