Hity i kity dla niemowląt

Pozwólcie, że podzielę się z Wami moją subiektywną oceną różnych popularnych rzeczy dla niemowląt. Niektóre z nich poznałam już ponad 4 lata temu, gdy moja pierworodna była malutka, inne odkryłam dopiero teraz przy synku, jeszcze inne bardzo zmieniły się w ciągu tych prawie 5 lat. Wpisów wyprawkowych można znaleźć w necie co nie miara. Sama kiedyś stworzyłam taki, w którym polecam różne akcesoria. Dziś spojrzenie bardziej krytycznym okiem. Mam nadzieję, że pomogę niektórym przyszłym i świeżo upieczonym mamom zaoszczędzić parę groszy, gdyż na mojej liście kitów znalazły się również bardzo modne rzeczy i drogie. Są to spostrzeżenia po prawie roku użytkowania, jak i porównania dawniej i dziś. Niektórymi rzeczami byłam zachwycona na samym początku, ale nie przeszły one próby czasu. Zacznijmy od HITÓW:

1. Maskotka kocyk

Była hitem u córki (i nadal z nią śpi), jest hitem u synka. Magiczna maskotka, od której oczka robią się malutkie po przytuleniu, a usypianie idzie sprawniej. My mamy te firmy Teddykompaniet Diinglisa (córka – krówkę, synek – tygryska), ale chyba każda tego typu maskotka się sprawdzi, jako przytulanka do snu.

2. Szumiący miś Whisbear

Uważam, że to rewelacyjny wynalazek dla… kolejnych dzieci. Nie jest jakiś super skuteczny przy kolkach, nie jest magicznym usypiaczem, ale kiedy już dziecko zaśnie doskonale odcina je od zgiełku panującego w domu, gdy mamy jeszcze inne dzieci. Mój syn od urodzenia miał problem z zasypianiem w dzień lub budził się z płaczem, gdy siostra czymś walnęła, krzyknęła. Szum szumisia oddalił od niego inne dźwięki i pozwolił się wyciszyć. Zdecydowanie wydłuża czas drzemki w dzień. W nocy Dyzio (który naprawdę ma na imię Aleks) już śpi bez swojego szumu, ale w dzień wciąż mu jest potrzebny, by się wyspać i nie przeobrazić we wredną Alexis 😉

3. Body Lupilu i H&M

Wiadomo, że body to najważniejszy element ubioru bobasa. Bodziaków nigdy za wiele. Dobrze by były w dobrej jakości, bo to coś, co nasze dziecko będzie nosić przy skórze i mocno zużywać. Według mnie najlepsze bodziaki ever produkuje Lidl ze swoją marką Lupilu oraz H&M. Są to body, z którymi absolutnie nic się nie dzieje po praniu, są rozciągliwe i przyjemne. Serie z bawełny organicznej to już w ogóle cud, miód i orzeszki. To bodziaki, które służą przez lata jeszcze innym dzieciakom w rodzinie.

4. Kaszki Hipp

Gotowe kaszki dla dzieci to duża wygoda współczesnych czasów. Niestety skład większości popularnych kaszek odstrasza na kilometr. Na dodatek kupując kaszki smakowe z ogromną ilością cukru od początku przyzwyczajamy dziecko do słodkiego smaku o sztucznym aromacie mającym udawać owoce. A potem zdziwienie, że kasza jaglana ze startym jabłuszkiem bobasowi nie smakuje.

Nie zawsze mam siłę i chęć coś w pocie czoła szykować synkowi na śniadanie. Nie zawsze mam możliwość, bo a to on marudzi, a to córka coś chce. Cieszę się, że powstały błyskawiczne kaszki o fajnym krótkim składzie bez cukru, bez oleju palmowego i innych udziwniaczy. Są fajnie pakowane, bo w pudełku mamy dwa foliopaki, więc nie musimy wyrzucać ogromu niezużytej kaszki, gdy po 3 tygodniach od otwarcia traci przydatność do użycia. Nasz faworyt to kaszka jaglana z ryżem i kukurydzą, bezmleczna. Z dodatkiem świeżego owocu i Bebilonem Pepti (syn ma alergię na mleko, która wyszła z badań) tworzy pyszne i błyskawiczne śniadanko.

5. Chusta

Kiedyś pisałam, że zakup można rozważyć, bo przy córce używałam okazjonalnie. Przy wymagającym synku była nie raz moim ratunkiem. Chusta przydaje się do noszenia po domu, do szybkich wypadów do sklepu lub do przedszkola po starsze rodzeństwo, na wyjazd, do szpitala. Im częściej jej używamy, tym omotanie siebie i dziecka zajmuje nam coraz krócej.

Czas na KITY:

1. Żyrafa Sophie

Ja i mój syn byliśmy zakochani w Sophie. Towarzyszyła nam niemal od pierwszych dni życia. Nawet mi sprawiało przyjemność dotykanie jej. Była to jedyna zabawka, która przykuwała na dłużej uwagę 3- miesięcznego dziecka. Pierwszy gryzaczek, z którym sobie świetnie radził. Uwielbiał ssać jej mordkę i obgryzać nóżki. Szybko zauważyłam, że jak większość gumowych zabawek ma ona dziurkę. Wiedziałam, że nigdy nie będziemy wrzucać jej do kąpieli. Niestety żyrafa nie mogła całkowicie uniknąć mycia. Choć myłam ją z ogromną uwagą i sprawdzałam jej stan na bieżąco, w pewnym momencie zaczęła ona śmierdzieć grzybem z owej dziurki! Do środka nie tylko dostawała się woda w trakcie mycia, ale i ślina dziecka przy obgryzaniu żyrafki! Na domiar złego piszczek wcisnął się do środka i dokładne opróżnienie zabawki z wody było niemożliwe. Problem pojawił się po niecałym pół roku używania, a więc wtedy gdy gryzak jest najbardziej małemu człowiekowi potrzebny. Mojemu synowi nie pasują żadne inne gryzaki. Walczę ze sobą, by nie kupić kolejnej Zośki. I jestem zła, bo gryzak za 70-100 zł (zależy od sklepu, w którym kupimy) nie powinien starczać na jakieś 5 miesięcy (intensywnego używania tylko 3). Żyrafa bardzo się w naszym domu zniszczyła. Wcisnął się do środka piszczek, zalęgł grzyb, cętki prawie do końca się zmazały (aczkolwiek gryzak jest pomalowany naturalnymi barwnikami, więc chociaż wiadomo, że dziecko nie najadło się chemii). Gdy moja córka była mała nikt u nas jeszcze nie słyszał u Sophie i jakoś przetrwaliśmy. Obecnie polecałabym mamom tego gryzaczka po prostu nie kupować, by dziecka nie przyzwyczajać. Albo należy liczyć się z dużymi wydatkami pod kątem gryzaków, bo przez kiepską jakość na jednej Sophie się nie skończy.

Tak żyrafa Sophie jest fajna, dzieci ją kochają, ale jako gryzak – coś co się często myje i jest ciągle mokra od śliny nie powinna mieć dziurki!

2. Pieluchy Pampers Active Baby Dry

Przy córce uważałam, że są to najlepsze pieluchy na świecie. Niestety w ciągu tych prawie 5 lat coś mocno się w nich zmieniło. Doszła nazwa Dry i jakieś niby super innowacyjne kanaliki. Pieluchy te po nocy są jakby wilgotne z zewnątrz. Niby nic nie przesiąka bokiem, czy górą, ale dotykasz piżamki w miejscu pieluchy i jest ona lekko wilgotna. Z tego co widziałam na profilu Pampers na Facebooku rodzice mocno jadą po tych pieluchach, więc nie jestem odosobniona w swojej opinii. U nas dodatkowym problemem jest też to, że Dyzio ma zawsze po tych pieluchach czerwoną pupę, choć w swoim prawie 11-miesięcznym życiu jeszcze nigdy nie miał żadnego odparzenia. Po dłuższym stosowaniu Pampersów nie byłoby już tak pięknie.

Przy córce używałam głównie Pampers Active Baby, tym bardziej, że kolega załatwiał mi je prawie w cenie Dady. Lubiłam ten zapach, dzięki któremu pieluszki nigdy nie śmierdzą sikami. Niestety preparat na bazie aloesu, którym są nasączone pieluszki najwidoczniej uczula niektóre dzieci. Plus problem, który opisałam powyżej równa się opinia pt. NIE POLECAM.

3. Skarpetki SOXO

Kolejna rzecz, której jakość bardzo się pogorszyła przez lata. Skarpetki z Rossmana SOXO z aplikacjami z grzechotką są po prostu przepiękne. Różnorodność wzorów i kolorów kusi. Do tego są ciepłe i mają podeszwę antypoślizgową. Drepczący, czy raczkujący w nich bobo, którego dodatkowo słychać dzięki subtelnym grzechotkom wygląda przesłodko. Skarpetki przykuwają uwagę małych odkrywców, którzy lubią się bawić własnymi stopami. Niestety zanim założycie je swoim maluchom weźcie igłę i nitkę w garść, by doszyć porządnie aplikacje, które bez tego już po pierwszym założeniu się odrywają. Mam 3 pary i z każdą było to samo. Mam jedną parę sprzed 4 lat i nie dosyć, że służyła córce to jeszcze służy synowi, a aplikacje od nowości się trzymają (widać, że są solidnie przyszyte dookoła, a nie zahaczone nitką). Resztę dziewczyńskich wzorów tych skarpet rozdałam koleżankom, którym porodziły się córki i też były w nienagannym stanie, choć Bajaderka dużo je nosiła. Współczesne Soxo nie dość, że mają słabo doszyte aplikacje to jeszcze pęczkują się już po pierwszym praniu. Niefajnie.

4. Oilatum

O istnieniu czegoś takiego jak emolienty dowiedziałam się przed 5 laty po urodzeniu pierwszej córki. Najlepsze do kąpieli dla noworodków – trąbiono, więc czym prędzej zakupiłam wielką butlę Oilatum – emulsji do kąpieli. I tak kąpałam to moje dziecię z użyciem Oilatum przez dobre 3 miesiące, choć żadnych większych problemów skórnych (poza trądzikiem niemowlęcym na początku) nie miała. Aż w końcu poszłam po rozum do głowy i stwierdziłam, że nie ma potrzeby tyle wydawać na kosmetyk do kąpieli u dziecka, które nie ma azs. Lepiej późno niż wcale.

Chwilę potem zaczęłam bardziej interesować się naturalnymi kosmetykami dla kobiet i ich składem chemicznym. Mając jako taką wiedzę, czego szukać zaczęłam też zwracać uwagę na skład chemiczny kosmetyków dziecięcych. Wtedy też trafiłam na bloga Sroki – mamy chemiczki, która analizuje składy kosmetyków dziecięcych. Oilatum ma naprawdę kiepski skład, jak na kosmetyk przeznaczony dla alergików i do tego jego cena powala. Dużo tańszych płynów i to nie emolientów może okazać się łagodniejszymi dla skóry Twojego dziecka. Ja polecam płyn do kąpieli Hipp, a dla alergików piankę Atoperal Baby. Nie trzeba wydawać 6 dych, by mieć coś dużo lepszego.

5. Body z Pepco

Pepco przyciąga wzorami i przede wszystkim cenami. Niestety za każdym razem, gdy skuszę się na jakieś bodziaki jestem mocno zawiedziona. Body z Pepco w zatrważającym tempie lubią się kurczyć w praniu, mimo prania w zimnej wodzie. Zniekształcają się również. Materiał w większości wzorów jest mało naciągliwy, przez co trudno się je bobasowi zakłada. Dosyć często odpadają napki. Rozmiarówka też bywa różna (raczej bodziaki trzeba kupować rozmiar większe niż w innych sklepach). Po użyciu przez jednego bobasa do czasu wyrośnięcia (czyli w pierwszych miesiącach dość szybko) wyglądają jakby obiegły dzieci w całej rodzinie z sąsiadami włącznie. Jakość tragiczna. Lepiej poczekać na promocje w innych sklepach.

A Wy co byście dopisały do tej listy?

Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go dalej na Facebooku lub polub. Chcesz się wypowiedzieć, zapytać o coś lub dać mi znać, że czytasz i jesteś – skomentuj!

Dzięki!

  • Ja ogólnie Lubie ubrania z hm, z tym ze chyba w te wakacje trafiłam albo na kiepska partie, albo i oni zaczynają oszczędzać na materiałach, bo wszystkie zamowione u nich dresy i krotkie spodenki po pierwszym praniu się okropnie „pokulkowaly”…! Masakra. Pepco nie znoszę. To co tam jest to katastrofa. Nie lubię kupować ubrań „do pierwszego prania „, nawet jeśli wyglądają jak sto dolarów. Jest jeszcze jedna mega fajna firma ubranek dziecięcych, ale nie mogę sobie przypomnieć nazwy… jak sprawdzę to Ci tutaj dopisze. Są niedrogie, ale bawełna milion razy lepsza niż nawet słynny hm czy zara. Na dodatek polska 🙂 ogólnie zgadzam się z Tobą w większości. Ponieważ nasze polskie pieluchy pampersy to katastrofa. Widziałam pampersy w Anglii. To zupełnie inna „polka jakosciowa”. No ale wiadomo… dla Polaków można gorzej, prawda?

    • Oj taaak. Odkąd kupiłam moje ulubione perfumy w Monachium już wiem, że nigdzie nie dostanę takich w perfumeriach w Polsce i staram się zawsze załatwiać z Niemiec właśnie. To samo dotyczy proszków i płynów do prania. Kawy.
      Co do Pepco to ja jestem zadowolona ze spódniczek tutu i wszelkich brokatowo-falbaniasto-tiulowych, czy coś w ten deseń 😉 Moja córka tylko takie spódniczki chce nosić, a tam są po 10-15zł i spódniczek nie da się tak szybko ściochrać, nawet kiepskiej jakości 😉

  • Właśnie już miałam okazję słyszeć negatywne opinie o żyrafce sophie i pampersach. Wpis bardzo przydatny dla przyszłych rodziców takich jak ja, wiadomo w co warto inwestować a w co nie

  • Paulina Soból-Hara

    Generalnie się zgadzam z wyborami, choćby np. misia szumisia nie mieliśmy, więc z doświadczenia nie napiszę nic, za to dużo dobrego o nim słyszałam. Żyrafę też mamy (przy córce nie mieliśmy) i też czytałam o tych brudach w środku ale u nas jakoś nie jest hitem więc szczerze to nawet nie wiem gdzie teraz jest. Pewnie w którymś pudle z zabawkami.
    Co do pampersów to muszę się nie zgodzić bo ja jestem z nich baaaaardzo zadowolona, nawet właśnie chwaliłam tę innowację z kanalikami. Jak widać ilu użytkowników tyle opinii. Adaś nie jest na nie uczulony, tak samo jak na chusteczki sensitive pampersa, jako jedne z niewielu, po większości ma od razu czerwone plamy.
    Odnośnie do emolientów mam takie same uczucia, za to bardzo się cieszę, że dzięki położnej odkryłam balsam CETAPHIL Restoraderm, który jest po prostu boski. Nie tylko dla dzieci. Używam go do rąk cały czas.
    U nas nie sprawdził się też, po raz kolejny, bujaczek. Dzieci moje wolą mocniejsze doznania i po raz drugi były bujane w podwieszanym na linkach foteliku samochodowym!
    Nie sprawdziła się też kołyska ani fotelik mamas and papas 😉
    Jeśli chodzi o rzeczy dla mam, to zakochałam się w biustonoszach do karmienia z bon prixu, przetestowałam ih naprawdę kilka i naprawdę są warte swojej ceny. Ponownie też stwierdziłam, że najlepsze są wkładki laktacyjne BabyOno premium. Dałam szansę chyba 5 rodzajom, ale wróciłam do tych (jak 5 lat temu).
    Na ten moment to tyle 😉
    Pozdrawiam

    • Bujaczek mojemu księciuniowi też nie pasuje. On kocha swój ściochrany fotelik-nosidło od wózka 3w1, niby ten do samochodu. Ledwo się w nim mieści, ale tylko w nim uśnie. Nie ważne, że bujaczek buja się w tym samym kierunku. Za mały ściochrany fotelik to jest to 😉
      Fakt to co mam z ubranek z F&F też jest ok, ale trudno mi ocenić, bo jakoś mi do Tesco nie po drodze i mam tych rzeczy za mało. Z Bon Prix dopiero raz zamawiałam ubranka niemowlęce i też bardzo mi podpasowały, aczkolwiek są trochę drogie.

    • Kasiowa

      U nas bujaczek sprawdził się dopiero przy drugorodnej – ta dosłownie jeden ‚zajechała’ i na biegu kupowaliśmy drugi. Przy Synu w ogóle nam nie był potrzebny. Sytuacja odwrotna natomiast miała miejsce z matą edukacyjną. Syn całymi dniami leżał na swojej canpolowskiej krówce, natomiast dla Córy nie była to żadna atrakcja – ona potrzebowała większych bodźców. W kwestii pieluch to ja się przestałam wypowiadać, bo ile użytkowników, tyle doświadczeń. Tak samo jest z chusteczkami nawilżającymi. Ponadto z tymi drugimi doszłam do tego, że warto mieć w domu kilka różnych rodzajów, bo każde np. ze względu na różny poziom wilgotności, sprawdzają się w innych okolicznościach. Co ciekawe, przy drugorodnej odkryłam takie bawełniane ręczniczki (w rolce lub składane), które są w ogóle suche (można było takie kupić w Biedronce z serii Dada, ale na stałe Tami są dostępne w Rossmanie) i te sprawdzają mi się najlepiej – moczę je po prostu wodą gdy potrzebuję i wiem, że nie ma tu żadnych świństw, a czyszczą WSZYSTKO – od buzi po podłogę :p

  • U nas kocyk-maskotka towarzyszy synowi od urodzenia do teraz, czyli ponad 5 lat i jest jego absolutnie ukochanym przedmiotem 😉

  • Kasiowa

    My mamy Zośkę tę niby do kąpieli – z kołem do pływania. Jest nieco mniejsza i z nieco innej gumy. Do tego Oluśka dostała ją od Cioci z Francji – zatem gwarantowana oryginalność. Niestety w bardzo krótkim czasie nasza Córa zaczęła odgryzać gumę z naszego gryzaczka… jeszcze zanim miała zęby. Dla mnie masakra. Oczywiście dziurka w paszczy obecna – więc grzyb gwarantowany (u nas się nie wykluł, bo nie zdążył – Oluśka się z nią nie kąpała, a do gryzienia już nie dopuściłam).
    Zamiast Szumisia miałam okazję przetestować przytulankę z bijącym sercem Osiołka firmy Sterntaler. Dla mnie kit. Nie dosyć, że mało skuteczne, dodatkowo czujka reagowała na każdy mikro-hałas, tylko nie na płacz dziecka.
    Potwierdzam też fenomen Lidlowego Lupilu. Tę bieliznę (i nie tylko) odkryłam 7 lat temu, gdy kupiłam pierwszy dwupak bodziaków dla Syna. Teraz kupuję dla Córy, a i z tych niektórych unisexowych po Synu korzystam przy drugorodnej. Sieć rozszerzyła też swoją ofertę ekskluzywną kolekcję z bawełny organicznej, która dodatkowo jest bardzo estetyczna (unisexowy beż i krem skradły moje serce). Niestety nie jest w stałej ofercie. Do tej pory tylko raz miałam okazję się w te cuda obkupić. Oczywiście nie jest tak, że zawsze i wszystkie ciuchy Lupilu są takie niezniszczalne. Buble jednak zdarzają się niezmiernie rzadko.
    Odkryciem – hitem przy drugim dziecku okazały się kapcie firmy Mothercare http://www.mothercare.com/toddler-girls-1yr-5yrs/first-walker-cut-out-butterfly-shoes/LJC444.html?cgid=clothing_t_girls#prefn1=clothingStyle&sz=90&prefv1=Footwear%7CHats+%26+accessories&start=88 , w Polsce niemal nie do zdobycia, gdyż sieć sklepów zawinęła interes z naszego kraju i dodatkowo nie udostępnia do nas wysyłki. Można je natomiast zdobyć na portalach aukcyjnych kupując od szczęściarzy, którzy mieli okazję dostać je w prezencie od bliskich w UK lub sami zdążyli się z nie zaopatrzyć. Pierwsze dostałyśmy w prezencie. Drugich szukałam kilka tygodni. Udało mi się je własnie odkupić na portalu aukcyjnym. Kapcie są mięciutkie,, lekkie, podeszwę mają plastyczną i piętkę ustabilizowaną, do tego Córa ich nie zdejmuje z prędkością światła, a co więcej sama prosi żeby je zakładać. Dla mnie świetne na stawianie pierwszych kroczków – zdecydowanie wygrywają ze wszystkimi antypoślizgowymi skarpetami, bamboszkami i innymi osławionymi cudami za miliony. Liczę tylko na to, że Mothercare przyspieszy uruchomienie sklepu internetowego dedykowanego polskim klientom i nie trzeba będzie tak kombinować.

    • Szumiś absolutnie nie działa u nas jako uspokajacz płaczu i nawet mam tego bez cry sensora. To tylko wytłumiacz zgiełku. Bijące serce jestem pewna, że też by się nie sprawdziło.
      Nasze dzieci widać są pogromcami żyraf 😉
      Kapcie Mothercare będę musiała wypróbować. Nigdy nie miałam na pierwsze kroczki po domu niczego idealnego. Albo skarpety, albo buty Danielki.

  • Agni

    Ponieważ przetestowałaś to wszystko na własnych dzieciach to notka jest mocno subiektywna 😉 Co do bodziaków z pepco się nie wypowiem, chociaż jak próbowałam znaleźć coś dla przyszłego potomka to jakość mnie nie powaliła, natomiast córka w rozmiarze 104 nosi ciuchy w 90% z pepco. Materiał nie najgorszy, nie maleją w praniu, nie ścierają się, a ponieważ kosztują niewiele to nawet jak się zniszczą to wyrzucić nie szkoda, natomiast bodziaki z Lidla są spoko, tylko rozmiarówka np: 86/92 to de fakto bardziej 92. 😛 Co do żyrafy to od początku jak się pojawiła uważam że wydawać 100zł na gryzak to głupota (moje dziecko miało taki za 5 zł). Z chustą moje doświadczenia też nie są najlepsze; kupiłam próbowałam, ale moja córka nie chciała w niej siedzieć dłużej niż 10 min więc nawet jednego spaceru nie zaliczyłyśmy. Zobaczymy jak będzie z młodym. Buziaki 🙂

    • Według mnie legginsy dla dziewczynek z pepco to też tragedia. 3 prania i mojej córce wystają gołe łydki, choć na poczatku na długość są ok. Kurczą się. Ale też kupuję do ciochrania w przedszkolu mimo wszystko. No i masę tych brokatowych spódniczek, o których Monice wspominałam.
      Co do chusty to te dzieci, które wymagają ciągłego noszenia je lubią, a dla matki jest ratunek, bo ma wolne ręce 😉