3 najczęstsze problemy, które dotykają matki po pojawieniu się drugiego dziecka

Planując drugą ciążę, bardzo intensywnie zastanawiałam się, jak to jest mieć drugie dziecko. Czy kocha się tak samo? Czy pierworodne będzie czuło się odrzucone? Czy trudno to wszystko ogarnąć? Choć od zawsze wiedziałam, że nie chcę, by moje dziecko było jedynakiem, jak ja, trudno mi było sobie wyobrazić swoją rzeczywistość z dwójką dzieci. Kobiety mające jedno dziecko często pytają te posiadające dwoje i więcej jakie są tego plusy i minusy. Ja opowiem Wam dzisiaj o najczęstszych problemach, z którymi boryka się kobieta, która została po raz drugi matką.

1. Rozdarcie do potęgi

Rozdarcie to dominujące uczucie w macierzyństwie, które zostaje spotęgowane z chwilą, gdy rodzimy drugie dziecko. Zostając mamą po raz drugi masz wrażenie, że nie jesteś tak całkiem ani dla jednego, ani dla drugiego dziecka. Stajesz na głowie, by starszak nie czuł się zazdrosny, ale nie możesz już w każdej chwili rzucić wszystkiego, by teraz, natychmiast podać mu picie. Masz wyrzuty sumienia, że nie możesz z młodszym spędzić tyle czasu skupiona tylko i wyłącznie na nim, ile spędzałaś ze starszym, kiedy było w tym samym wieku. Twoja uwaga zostaje podzielona na dwa, lecz nie ciało. Zawsze któreś dziecko musi poczekać aż skończysz oporządzać to drugie. Nie zawsze masz możliwość natychmiast zrealizować prośbę jednego z dzieci, bo robisz coś przy drugim. Ze wzruszeniem obserwujesz  dojrzałość pierworodnego, który nagle musi stać się bardziej samodzielny oraz zaradność najmłodszego, który od urodzenia nabywa umiejętności zajmowania się samym sobą.
W sytuacjach ekstremalnych takich jak np. pobyt z jednym z dzieci w szpitalu żałujesz, że nie umiesz się rozdwoić. Twoje serce tęskni za drugim dzieckiem, które zostało z tatą. Tej tęsknoty doświadczasz po raz pierwszy już po drugim porodzie, leżąc te 3-5 dni w szpitalu.

2. Faworyzowanie – najdrażliwszy temat świata

Będąc mamą dwójki starasz się z całych sił być taką samą mamą dla jednego dziecka, jak i drugiego. Przy różnicy wieku powyżej 3 lat niestety nie jest to tak do końca możliwe. Wiadomo, że inaczej wyglądają relacje matki z kilkulatkiem, a inaczej z niemowlakiem. To kilkulatek potrafi bardziej wytrącić z równowagi, co nie znaczy, że robił to też będąc niemowlęciem. Niemowlę natomiast wysysa z nas siły witalne, nie pozwalając na wystarczającą ilość snu, odpoczynku, czy nawet jedzenia i picia. Połączenie tego wszystkiego to niezły test dla układu nerwowego matki. Gdy otoczenie zaczyna oceniać Twoje postępowanie wobec dzieci, sugerując, że któreś faworyzujesz szybko się wpieniasz. Łatwo tak stać z boku i komentować jedną, czy drugą zauważoną sytuację.

To działa też w drugą stronę. Denerwuje Cię, gdy mama się zapomni i dzwoniąc zapyta tylko o starszaka. Wiadomo, że rodzina również dopiero oswaja się z faktem pojawienia nowego jej członka, a jednak takie go pominięcie matkę boli. Źle też gdy goście, którzy przychodzą zobaczyć malucha zachwycają się tylko i wyłącznie nim, nie zauważając starszaka. To również nas boli.

Chyba należałoby pogodzić się z faktem, że szala zainteresowania dziećmi (czy to naszego, czy najbliższych) już zawsze będzie się przechylać raz w jedną, raz w drugą stronę. Grunt by nie pozostawała dłużej po jednej ze stron.

3. Ograniczone wsparcie rodziny

Częstym zjawiskiem, które zaobserwowałam i które potwierdzają inne „wieloródki” jest pewne wycofanie się dziadków w zaangażowanie w pomoc przy dzieciach, gdy jest ich więcej niż jedno. Nasi rodzice, czy teściowie, którzy do tej pory chętnie brali pod swe skrzydła pierworodne z wnucząt, unikają pomocy przy drugim. Trochę jakby bali się, że nie podołają zajmowaniu się dwójką, albo że będą zbyt często wykorzystywani. Na pewno znajdą się wśród Was tacy, których rodzice nigdy nie pomagali przy dzieciach, niezależnie od ich ilości i tacy, którzy mogą liczyć na wsparcie i przy trójce. Jednak z kim nie rozmawiałam, dwoje dzieci to już cięższy temat, jeśli chodzi o ich okazjonalne „sprzedanie” dziadkom, a przynajmniej do czasu, gdy najmłodsze nie skończy jakichś 3-4 lat. Randki i wyjścia z mężem muszą być zazwyczaj na dłuższy okres zawieszone. Na odpoczynek od dzieci możemy liczyć jedynie, gdy mąż zastąpi nas po całości na warcie. W odniesieniu do skali zmęczenia matki przy dwójce dzieci i podwójnej potrzebie resetu od czasu do czasu, jest to spore utrudnienie. A nawet przy dobrych chęciach dziadków dochodzą tutaj tematy takie jak np. niesynchroniczne chorowanie dzieci, tudzież dziadków jedno po drugim, wprost proporcjonalnie do liczby dzieci i dziadków oraz wszystkie możliwe przeciwności losu, które spadają na matkę, gdy raz na ruski rok umówi się na jakieś wyjście. Im więcej dzieci, tym trudniej o odpowiedni timing. Prawdopodobieństwo, że nagle wyskoczy coś nieoczekiwanego niesamowicie mocno wzrasta. Taka prawda.

Dziś było o problemach związanych z pojawieniem się drugiego dziecka. Za jakiś czas będziecie mogli poczytać o plusach posiadania dwójki dzieci. Już teraz zdradzę, że plusów jest znacznie więcej niż minusów.

Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go dalej na Facebooku lub polub. Chcesz się wypowiedzieć, zapytać o coś lub dać mi znać, że czytasz i jesteś – skomentuj!

Dzięki!

  • Ja na razie nie w temacie, a życie pokaże, czy kiedyś będę, czy nie 😉

    • Życzę by wszystko ułożyło się według Twojej myśli 🙂

  • Agni M

    Ze względu na mój stan trochę się bałam czytać ten wpis…. Ale myślę, że nie taki diabeł straszny. Co do pomocy dziadków, to i tak korzystamy z niej okazyjnie (odkąd młoda poszła do przedszkola a ja siedzę w domu), a już tych dziadków którzy 1,5 roku z nią siedzieli jak wracałam do pracy to nie wykorzystujemy nawet okazyjnie. Co do rozdarcia, to myślę że wszystko zależy od podejscia – jesli nauczyliśmy dziecko, że wszystko ma podstawiane pod nos i na hasło to może być trudno. Moje dziecko nie raz się piekli, kiedy mówię „Zaraz ci podam, muszę skończyć…..” albo gdy wisi mi u nogi wrzeszcząc „Am! Am! Am!” i mówię „Za 5 minut bedzie obiad”. Może to głupie przykłady, ale wolę się nastawiać że nie będzie aż tak trudno z tym podziałem 🙂

    • Moje dziecko było bardzo samodzielne. Jadła samodzielnie po roczku z hakiem, szybko nawet zupy łyżeczką. Do tego żłobek bardzo pozytywnie na nią wpłynął. Ludzie przecierali oczy, że nie mając trzech lat nauczyła się sama huśtać na huśtawce. Ale z chwilą pojawienia się rodzeństwa większość starszaków się uwstecznia, prawdopodobnie dla zwrócenia uwagi, bo mama zajmuje się tym młodszym. Mimo zauroczenia starszaka młodszym tak jest. Nagle prosi o pomoc w toalecie, albo żeby nalać jej sok, choć od dawna robiła to sama. Ba! Nawet chce czasem by ją nakarmić. Nie chce się tak dziecka mocno o to strofować, bo dobrze wiesz czym jest spowodowane.
      Początki są trudne ale wszystko się w końcu układa. Teraz wchodzimy w etap rywalizacji i pierwszych kłótni rodzeństwa. I powiem, że to to młode nieźle już umie walczyć o swoje 😉

      • Maja Modlińska

        Moja Starsza ma 2,5 roku i była bardzo samodzielna, odkąd pojawiła się Młodsza, teraz 9 miesięcy, uwsteczniła się strasznie. Chce jeść to samo co młodsza siostra czyli papki i najlepiej żeby ją karmić. Nie wspomnę o udawanym płaczu, bo widzi że jak Młodsza płacze to się ją bierze na ręce i Starsza też tak chce. Niestety rywalizacja i zazdrość to całkiem normalne u takich dzieciaczków. A co do całego wpisu to zgadzam się przede wszystkim z rozdarciem. Ja w każdej chwili mam wyrzuty sumienia że którejś z córeczek daję mniej siebie..

  • Właśnie to są bardzo typowe obawy. Zawsze chciałam mieć jedno dziecko i w tym miesiącu ma się narodzić moja pierworodna… ale biorę pod uwagę że za jakiś czas może nam się zdarzyć i druga pociecha. Warto wtedy przemyśleć wszystkie za i przeciw. Znaczy przed taka decyzja xp