Zazdrość pozytywna

Czy zazdrość kojarzy się Wam z czymś pozytywnym? Założę się, że nie.

Dacie wiarę, że jest to uczucie, którego uświadomienie sobie i zaakceptowanie go może poprowadzić nas do szczęścia i zadowolenia z prawie każdej sytuacji, w której się znajdziemy? Co ona bredzi? – myślicie sobie. Już wyjaśniam.

Na pewno słyszałyście nie raz twierdzenie, że „punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.” Nie znam osoby, która by się z tą teorią nie zgodziła. Pozwólcie, że posłużę się pewnym przykładem z mojego życia.

Gdy tylko urodziłam pierwsze dziecko, wiedziałam, że będę chciała mieć drugie. Moim marzeniem była różnica wieku między dziećmi 2-3 lata. Niestety nasza sytuacja materialna i mieszkaniowa, nie za bardzo temu wszystkiemu sprzyjała. Mieszkanie w kawalerce, niby własnej ale jednak za ciasnej, praca, w której miewałam wzloty i upadki, niezbyt dobra praca Ela. To wszystko nie pozwalało na realizację planów. Gdy Bajaderka miała półtora roku przypadkiem odnowił mi się kontakt z dawną koleżanką z liceum, która dopiero co urodziła drugie dziecko i była na urlopie macierzyńskim. Bardzo zazdrościłam jej tej sytuacji. Nie w jakiś wredny, źle życzący sposób, tylko po prostu sama chciałam być na tym właśnie etapie życia, co ona. Tym bardziej, że zaczynałam coraz mocniej czuć się zmęczona swoją pracą i wypalona. Wizja spokojnego, wolnego czasu spędzonego w domu z maluszkiem, bez codziennej gonitwy z czasem była na tamtą chwilę moją wymarzoną Idyllą. Choć dobrze wiedziałam z czym się macierzyństwo wiąże, mając już jedno dziecko. Kilka lat później, kiedy to moja koleżanka odwiedziła mnie na urlopie macierzyńskim, przybywając prosto z pracy, piękna, umalowana i w super żakiecie, ja – niedospana matka wymagającego bobasa i 4-latki, strasząca worami pod oczami na pół twarzy i kołtunem na głowie znów sobie pomyślałam: ale ona ma fajnie, zamieniłabym się z nią…

To jest tylko jeden mały przykład z sytuacji, których doświadczamy setki. Gdy zaczęłam sobie to wszystko analizować i rozmawiać o tym odkryciu z moją przyjaciółką od serca, doszłam do wniosku, że w życiu ZAWSZE uważamy, że ktoś inny jest w lepszej sytuacji od nas. Może zbyt mocnym słowem jest określenie zazdrość, by opisać te uczucia, można to sobie nazywać tęsknotą za nieznanym, tęsknotą za czymś w danej chwili niewykonalnym, jeśli tak będzie Wam łatwiej, ale grunt uświadomić sobie takie zjawisko. Matka, która długo siedzi w domu z dziećmi chciałaby się zamienić choć na chwilę z tą zadbaną koleżanką singielką, która ją odwiedziła. Samotna kobieta, która podróżuje w pasjonujące miejsca na ziemi może akurat marzy o tym, by w końcu mieć możliwość posiadania dzieci i spędzić z nimi spokojny czas w domu. Matka trójki dzieci tęskni za czasami, gdy nie miała dzieci. Matka niepracująca zazdrości wiele razy tej pracującej i vice versa. Singielka mężatce, a mężatka singielce. Jednej i tej samej osobie jest przykro, że tyle czasu spędza w pracy, poza domem, a w innej sytuacji ma na tyle dość domu i dzieci, że tęskni za pracą. Itd., itp. Jeśli chwilę się zastanowicie na pewno uda się Wam przywołać wiele takich przykładów z własnego życia, kiedy to chciałyście uciec od danej rzeczywistości do innej, a gdy później byłyście w tej innej, tęskniłyście za tą dawną, niegdyś znienawidzoną. I wiecie co Wam powiem? To są normalne ludzkie odczucia. Nie trzeba się ich wypierać, udawać, że nas nie dotyczą, nie można się ich wstydzić. Mało tego. Jeśli pogodzimy się z tym, że tak po prostu jest, dużo łatwiej nam zaakceptować każdą trudną sytuację, w której się znajdziemy. Bo życie składa się z różnych etapów. Te etapy to są tylko chwile. Wszystkie chwile i te złe i dobre, kiedyś mijają, a przede wszystkim: nie zawsze to, co wydaje nam się złe albo dobre takie właśnie jest. Każda sytuacja, w której sami nie jesteśmy może wydawać się nam lepsza, ale gdy się w niej znajdziemy nasz punkt widzenia się zmienia. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma – to kolejne wyświechtane powiedzonko, które opisuje w 100% ludzkie odczucia. Większość ludzi zazdrości czegoś tam innym, bo mają błędne wyobrażenia o tych osobach i ich życiu. Np. myślimy sobie: ona to ma dobrze, ciągle wychodzi gdzieś z mężem, więc pewnie mama bez problemu zajmuje się jej dziećmi. A tak naprawdę to ciągle nie wychodzi, tylko akurat tak się zbiegło w ostatnim czasie przez natłok ważnych imprez, na których być trzeba. Do dzieci natomiast musiała wynająć opiekunkę. Ona to ma pracę, w której nic nie robi, bo jest ciągle dostępna na Facebooku. W rzeczywistości: ona prowadzi fanpage firmy, w której pracuje i ma obowiązek być w stałym kontakcie z klientami na Facebooku. Albo zajmuje się social mediami różnych firm. Ta to ma spokojne dzieci, bo ma czas siedzieć na Facebooku. Jest samotna, a Facebook to jej jedyne okno na świat i spogląda na niego co jakiś czas w telefonie między podaniem zupki maluchowi, zmianą pieluchy, a budową wieży z klocków, tęskniąc do ludzi i świata. Ona to ma dobrze, nie musi pracować, bo jej mąż tyle zarabia, że postanowiła nie wracać do pracy po urlopie macierzyńskim. Tylko, że ona została zdegradowana w pracy przez ciąże i urlop, nie ma za bardzo do czego wracać, a jako świeżo upieczona matka nie da rady wykazać się w zupełnie nowej pracy. Postanowiła więc zostać jeszcze trochę w domu, choć będą z mężem ledwo wiązać koniec z końcem.

Kiedy sobie uprzytomnimy, że nie wszystko wygląda tak jak nam się wydaje i cała masa ludzi chciałaby znajdować się w sytuacji, w której my właśnie jesteśmy, łatwiej jest nam cieszyć się życiem, każdym jego momentem, wzlotami i upadkami. Prościej jest nam też dogadywać się z innymi. Zamiast krytykowania ludzi za ich plecami z zazdrości, czy z powodu błędnych wyobrażeń potrafimy im powiedzieć: zazdroszczę ci, chciałabym być w Twojej sytuacji, a wtedy najprawdopodobniej dowiemy się, że ta osoba sądziła, że to właśnie my mamy lepiej. Ewentualnie podzieli się z nami swoimi troskami i problemami, by pokazać, że wcale nie jest wszystko takie kolorowe, jak się na pozór wydaje. I nie chodzi o to, by się wzajemnie dołować i licytować znowuż kto ma gorzej. O nie, nie, nie. To moment, w którym należy docenić swoje życie, zrozumieć, że takie właśnie ono jest. Nie warto tęsknić za czymś, czego nie mamy, tylko trzeba się cieszyć chwilą, która trwa w danym momencie. Jest to jedyna Wasza, niepowtarzalna chwila. Kiedyś możecie wspominać ją z sentymentem. Możliwe, że kiedyś będziecie za nią tęsknić. Tak jest np. z ciężkim dla kobiety okresem urlopu macierzyńskiego, który czasem trwa bardzo długo, bo nachodzi się z kolejną ciążą i kolejnym urlopem lub też jest kontynuowany jako urlop wychowawczy. Niby czekamy, kiedy znów poczujemy trochę wolności, niby zazdrościmy tej zadbanej, umalowanej koleżance jej obecnego życia, aż tu nagle okazuje się, że ten czas nie wiadomo kiedy minął i wspominamy go z rozrzewnieniem.

Odkąd uświadomiłam sobie, że ludziom zawsze brakuje tego, czego akurat nie mają, dużo łatwiej mi cieszyć się życiem. Idę po deszczu, którego zawsze nienawidziłam i się uśmiecham, a po chwili staję by robić zdjęcia wiewiórce wspinającej się po osiedlowym drzewie. Jestem pełna ekscytacji na wyjazd w delegację na targi kosmetyczne, które niegdyś były dla mnie udręką. Nie widzę w nich już tylko ciężkiej pracy i rozstania z dziećmi, ale chwilę dla siebie przez dwa wieczory w hotelu, miły czas spędzony w towarzystwie ludzi, z którymi pracuję. Gdy urodził się Dyzio, stokroć bardziej wymagający od Bajaderki chłonęłam całą sobą każdą chwilę spędzoną z nim w domu, pamiętając jak szybko mija czas bezsennych nocy i chodzenia z wózkiem. Jak błyskawicznie dziecko dorasta i zaczyna mieć swoje sprawy, swoje towarzystwo. Nie jest już w pełni tylko i wyłącznie nasze. Rozumiem bardziej moją przyjaciółkę, która wiedzie skrajnie inne życie od mojego. Przestałam ją pouczać i oceniać, wciskać swoje mądre rady i zasypywać informacjami o moich dzieciach (a przynajmniej staram się). Wyznanie od serca, czego sobie nawzajem zazdrościmy w naszych obecnych światach jest czymś, co zbliża i łączy, mocno, szczerze i serdecznie, bez udawania, ściemniania, bez błędnych wyobrażeń. Jestem pełna życia i optymizmu, mimo swoich napadów lęku, strachu o najbliższych, o przyszłość. W końcu umiem cieszyć się chwilą, swoim cudownym życiem, wyzwaniami, które rzuca los. Spokojem i chaosem. Aktywnością i pasywnością. Nie narzekam już tyle, nie złowróżę. Staram się nie oceniać, że coś jest dobre, albo złe. Nareszcie nauczyłam się być tu i teraz. Chodźcie do mnie, bo z tej perspektywy wszystko wygląda dużo lepiej. 🙂

 

Ps. Nawet w bajce namiętnie wałkowanej od jakiegoś czasu przez Bajaderkę, pojawia się motyw, w którym księżniczka zazdrości życia piosenkarce, a piosenkarka księżniczce. Pewnego dnia postanawiają się zamienić. Piosenkarka przekonuje się, że życie księżniczki to wcale nie jest tylko bajka, a księżniczka doświadcza trudu bycia popularną gwiazdą. Fajna baja. 😉

  • Bo do wszystkiego w życiu powinno się pochodzić z rozsądkiem, a we wszystkim powinna być zachowana równowaga. Odrobinka zazdrości nie jest zła, pod warunkiem, że jest to zazdrość konstruktywna, która pokazuje nam, na czym nam zależy i motywuje do działania 🙂

  • Wyznanie od serca wciąż w cenie:) Lucy Maud Montgomery wprowadziła do literatury termin „przyjaciółka od serca” i to określenie, o dziwo, nie zestarzało się:) Tamara, jestem tu pierwszy raz, ale coś mi się wydaje, że nie ostatni.Na pewno:).
    Nauczenie się czerpania radości z sytuacji, które jakiś czas temu głównie stresowały to dowód osiągnięcia prawdziwej dojrzałości.

    • Nie z każdym, kto wydawał się bliski można sobie na takie wyznania pozwolić, ale to dobrze weryfikuje znajomości 😉
      Dziękuję za komentarz i serdecznie zapraszam. Może nie za często teraz piszę, ale co by się nie działo piszę dalej, juz od dłuższego czasu 😉