Dlaczego współcześnie trudniej wychować dzieci?

Panie z pokolenia naszych mam, czy babć zachwycają się tym, jakie matki teraz mają dobre czasy. Wszystko wydaje się prostsze i gotowe. Pranie i prasowanie pieluch tetrowych przeszło dawno do lamusa, mamy gotowe kaszki, słoiczki, mleka modyfikowane na wyciągnięcie ręki. Jest dużo więcej miejsc przyjaznych dzieciom, łatwiej zorganizować im czas. Zabawki nie mieszczą się na półkach w dziecięcych pokojach, z czego wiele z nich to przecież gry edukacyjne, pomoce rozwijające zdolności wszelakie. Wszystko, co potrzeba możesz kupić w najbliższym sklepie lub zamówić przez internet…

Czy aby na pewno łatwiej dziś wychować dzieci i być matką?

Zapewniam Was, że nie.

Oczywiście we współczesnym świecie odeszło nam – kobietom trochę obowiązków, które niegdyś spędzały matkom sen z oczu. Łatwiej jest wykonać podstawowe zadania związane z prowadzeniem domu, mamy trochę mniej fizycznej pracy przy niemowlętach, ale to by było na tyle wszystkich udogodnień. Współczesny pęd życia codziennego, gloryfikowany przez media konsumpcjonizm i cały ten „dobrobyt” stanowi ogromne utrudnienie w wychowaniu dziecka, tak by wyrosło ono na człowieka wartościowego, mądrego i zdrowego. Problemów, z którymi borykają się współczesne matki jest całe multum. Gdybym je wszystkie opisała powstałaby książka. Ograniczę się, więc do tych największych, kluczowych w wychowaniu.

1. Wszędobylskie słodycze

Nie przypadkiem umieściłam je na pierwszym miejscu. Mają one bezpośredni wpływ na zdrowie i życie naszych dzieci, a gdy zdrowia zabraknie, inne problemy się nie liczą. Ogromna ilość spożywanych słodyczy to tak naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej. Jedna z oznak zachłyśnięcia się Polaków tym całym współczesnym dobrobytem. Tuż obok znajduje się pozostała niezdrowa, szybka i gotowa żywność, chętnie kupowana na skalę masową. Mówię o sklepowych słodyczach, bo głównie te dotyczą dzieci, ale inne powszechne śmieciowe jedzenie też utrudnia wychowanie zdrowego i silnego człowieka.

Współczesne dzieci dostają na Gwiazdkę więcej słodyczy niż Twoja babcia zjadła przez pierwsze 5 lat swojego życia. Współczesne dzieci są osaczone przez słodycze i mają je na wyciągnięcie ręki. Każda wizyta w popularnym dyskoncie to dla nich jak trafienie do domku z piernika. Łakocie upchane po brzegi na sklepowych półkach kuszą i uśmiechają się do dziecka ustami ulubionej postaci z bajki. Zachęcają do kupna dołączoną niespodzianką, małą zabawką, kolorami, obrazkami. Tak łatwo wziąć je do ręki i wcisnąć mamie do koszyka z zakupami. Współczesne dzieci są doprowadzane do łez przez słodycze, kiedy mama nie chce ich kupić. Współczesne dzieci są nieszczęśliwe, gdy wiedzą, że w szafce leży półroczny zapas słodyczy z urodzin, a mama pozwala zjeść tylko jednego batonika dziennie. Współczesne dzieci spożywają za dużo cukru, kiedy zmęczona mama sobie trochę odpuści. Współczesne dzieci nie dożyją wieku Twojej babci, jeśli wszyscy sobie odpuścimy…

Wiem, słodycze były też powszechne, gdy ludzie w moim wieku (urodzeni na początku lat 80-tych) byli dziećmi. Ale nie aż na taką skalę! Jako dzieci w trakcie wizyty w sklepie spożywczym widzieliśmy tylko to, co stało na ladzie. Nie mogliśmy tego sobie wziąć z półki, by intensywniej namawiać rodziców do zakupu. Opakowania nie były aż tak kolorowe i atrakcyjne, rodzajów gotowych słodyczy było też znacznie mniej. Nie było dramatu, że dziadek z babcią przynieśli w niedzielę tabliczkę czekolady, bo to była tylko jedna tabliczka prawdziwej czekolady, której zjadło się 2 kostki, a nie cały wagon. Rodzice nie musieli kombinować, jak uprzejmie odmawiać słodkich prezentów w rodzinie, czy jak dawkować dzieciom ten ogrom przynoszony na Święta.

2. Presja otoczenia

Każdy z nas chciałby wychować dziecko, które jako nastolatek nie będzie ulegać presji otoczenia. Odmówi propozycji wagarów złożonej przez koleżankę, odmówi piwa, narkotyków, gdy charyzmatyczny kolega zachęca. Tymczasem sami ulegamy presji otoczenia jako rodzice i tłumaczymy swoje złe zachowania, tym że przecież wszyscy tak robią. Zaznaczam, że nikogo tu nie chcę oceniać, czy krytykować, bo sama mam trochę podobnych akcji na sumieniu. Każdy rodzic doznaje chwil słabości. Ważne jednak, by nie odpuszczać sobie i dziecku tak po całości. Twoje dziecko nie musi w poczekalni u lekarza grać na telefonie, by zachowywać się cicho, dlatego że „wszyscy” tak robią. Twoje dziecko nie będzie gorsze, dlatego, że nie gra na komputerze od małego, jak „wszyscy”. Bez obaw – nauczy się obsługi elektroniki w odpowiednim czasie i wcale nie będzie sobie z tym gorzej radzić, niż 4-latek, który non-stop gra na tablecie. Twoje dziecko nie będzie bardziej szczęśliwe (ani zdrowe) jedząc codziennie żelki, bo teraz „wszyscy” je jedzą i takie trochę nie zaszkodzi.

Trudno dziś wychować dziecko, wpajając mu różne zasady (np. dotyczące żywienia, czy ograniczenia korzystania z elektroniki), skoro cała masa rodziców kompletnie sobie ten temat odpuszcza. Byle był spokój. Byle było cicho.

Nasze dziecko obserwując rówieśników z takich „wyluzowanych” rodzin intensywniej domaga się od nas podobnego traktowania. Gdy dziecku ulegniemy pokazujemy tylko, że trzeba żyć, tak jak inni. Dopasować się. Brać co inni proponują. Być takim, jak inni. Na serio tego chcecie?

3. Elektronika

O której już trochę wspomniałam. Współczesny rodzic musi codziennie staczać ze swym dzieckiem batalię odnośnie ilości czasu spędzonego przed ekranem. Kiedyś tego problemu nie było. Jedna dobranocka, czasem jakiś program dla dzieci w ciągu dnia i finito. Teraz mamy mnóstwo kanałów, na których bajki lecą non-stop, nawet w nocy. Jest internet i Youtube, gdzie wszystko znajdziesz. Są tablety, telefony, które najmniej służą do dzwonienia. My rodzice chcielibyśmy, by dzieci używały dobrodziejstw techniki z umiarem, dzieci natomiast testują naszą silną wolę, namawiając do jeszcze jednej bajki, ostatniej gry, jeszcze 5 minutek…

4. Internet

Internet jest nie tylko zagrożeniem dla dzieci, które mogą docierać do nieodpowiednich treści lub zwyczajnie nadużywać elektroniki. Internet szkodzi rodzicom. Wprowadza zamęt. Nadmiar sprzecznych ze sobą informacji prowadzi do skołowania albo niebezpiecznych wniosków. Większy autorytet ma znana blogerka, niż profesor danej specjalizacji. Wiele matek zamiast iść do lekarza diagnozuje dzieci na forum przez internet. Internet zarówno pomaga w zdobywaniu wiedzy potrzebnej do wychowania dzieci, jak i przeszkadza. Ostatnimi czasy, czytając kolejne nowinki internetowe mam wrażenie, że jednak bardziej przeszkadza, niż pomaga.

5. Życie na pokaz

To jedna z konsekwencji szeroko dostępnego internetu, przez który porównujemy swoje życie do życia innych. Współczesne matki są pod ogromną presją bycia idealnymi. Każdy dzieli się swoimi idealnymi fragmentami życia w social mediach i na pozór wydaje się, że życie to istna sielanka. Kiedyś ludzie porównywali się za pewne do postaci z ulubionych książek, czy filmów, ale mieli też większą świadomość, że to co widzą i czytają to fikcja. W internecie natomiast wszystko wygląda na prawdziwe. Szczęśliwe instamatki, które budzą się piękne z jeszcze piękniejszym dzieciątkiem przy piersi, a tydzień po porodzie mają brzuch jak Ewa Chodakowska, blogerki prezentujące białe sterylne wnętrza swych domów, gdzie nawet zabawki pasują do wystroju, znajomi, którzy mimo ciężkiej pracy mają czas i siłę na ciągłe wycieczki z dziećmi, udostępniając co i rusz kolejne fotorelacje z wojaży, bliska koleżanka, która ma tyle samozaparcia i zdolności, by zrobić własnoręczne ozdoby świąteczne, pierniczki z dzieciakami i jeszcze przygotowuje wigilię w swoim domu. Jakoś to do nas nie dociera, że te wszystkie treści to nie tyle co fikcja, ale skrawek rzeczywistości, którą ktoś chce się podzielić ze światem. W ten sposób w internecie mamy zlepek całej tej ludzkiej zajebistości, choć życie to nie jest tylko sielanka, harmonia, zen, białe wnętrza i czyste uśmiechnięte dzieci. I potem siada do kompa taka zaniedbana mamuśka w wyciągniętym dresie, po 150-tej nieprzespanej nocy i się dołuje, że jest z nią coś nie tak, bo inni żyją inaczej.

6. Moda na sukces, szybkie życie

Współcześnie bardziej niż kiedyś rodzice żyją pod presją wychowania człowieka sukcesu, pewnego siebie indywidualisty, a zarazem przywódcy, bez neuroz, ze wspomnieniami idealnego dzieciństwa. Jako matka masz być mądrzejsza niż psycholog, by nie spaczyć jednym złym tekstem psychiki dziecka. Jednocześnie dziecko powinno jak najszybciej mówić, chodzić, samodzielnie jeść, czytać, pisać, robić salto w tył. Nie powinno się nudzić, bo tyle jest opcji na zajęcia dodatkowe. W każdy weekend wypadałoby dziecku zafundować jakieś atrakcje, no bo tyle miejsc jest teraz do zwiedzania, a dzieci, które nie wyjeżdżają nigdzie na wakacje po prostu nie istnieją (lub są z patologii). Przedszkola prześcigają się w wymyślaniu pasjonujących programów. Nie pozwalamy dzieciom na nudę, choć nuda wyzwala kreatywność. Współczesne dzieci, by funkcjonować potrzebują non-stop jakichś bodźców, atrakcji, zorganizowanych animacji, bo zwykła zabawa z koleżanką, czy kolegą w domu pełnym zabawek to przecież nuda. Chyba, że włączymy bajkę…

Jak widzicie ulało mi się trochę. Może powinnam żyć w innych czasach, bo się z tym wszystkim co obserwuję wokół nie zgadzam. Jest tu ktoś po tej samej stronie barykady? Zmęczony i chory od współczesnych trendów? Kto chce żyć inaczej, ale już czasami brak mu sił? Dajcie znać.

Tamara Tur