Cykl matka na etacie: Moja historia zawodowa część II

<<część pierwsza historii

W kolejną ciążę zaszłam po niecałych 3 latach od pierwszej. Był to rok 2015, w którym musiałam odpuścić starania w pracy, a także zostawić pracodawcę na lodzie. Na samym początku roku byłam 2 miesiące na zwolnieniu przez komplikacje ciążowe i poronienie w 9 tygodniu. Po tym incydencie przechodziłam lekką depresję, a do pracy chodziłam byleby odbębnić swoje. W wakacje zaszłam w ciąże po raz kolejny i bojąc się, że znów poronię poszłam na zwolnienie, gdy tylko zobaczyłam dwie kreski na teście. Lipiec to najgorętszy okres w tamtej branży, dlatego mówię, że zostawiłam wtedy pracodawcę na lodzie. Nasze stosunki nieco się oziębiły. Zarówno ze współpracownikami, jak i szefem bezpośrednim w Polsce. Nie chodziłam tyle w odwiedziny do biura, co w pierwszej ciąży (wprawdzie za bardzo nie mogłam, bo co i rusz lądowałam w szpitalu), nie utrzymywałam kontaktu telefonicznego. Wiecie jak pracuje się z jakimiś ludźmi tyle lat to siłą rzeczy rodzi się przyjaźń. Nie pielęgnowałam zbytnio tych przyjaźni. Nie dzieliłam się swoimi planami. Byłam za bardzo skupiona na komplikacjach ciążowych i macierzyństwie, a perspektywa powrotu do pracy była bardzo daleka (z rocznym macierzyńskim toż to prawie dwa lata). Czułam wtedy, że muszę wynagrodzić starszej córce ten czas, kiedy ją zostawiłam, by iść do pracy. Pławiłam się więc w macierzyństwie i nawet artykuły dla Was wyjątkowo często pisałam.
Gdy urlop macierzyński (pozwólcie, że tak będę nazywać cały ten roczny urlop, wiem że część to urlop rodzicielski, ale wiecie przecież o co chodzi) dobiegał końca skontaktowałam się ze swoim szefem.
– A to ty jednak wracasz??? – rzucił na początku rozmowy ze zdziwieniem, co mnie zbyt pozytywnie nie nastawiło. Musiałam wydać się mu mamusią mamusińską, która tylko z bycia mamą czerpie moc. I środki do życia. Nie trudno się też dziwić, czasy są jednak troszkę inne. Szef wiedział, że prowadzę bloga. Dużo osób na tym zarabia. Coraz więcej matek otwiera na macierzyńskim swoje biznesy. A ja? Ja jestem niedojdą finansową, przy dwójce dzieci mam horrendalne wydatki i nie wyobrażam sobie życia bez stałej, pewnej pensji. Tym bardziej, że mój mąż zachorował na przypadłość „chcę być na swoim”, więc nie mogłabym ryzykować z interesem w tym samym czasie, co on. To nie ja, to nie mój charakter. On jest spontaniczny, a ja to taki Harry z Mamma Mia 😉

W rezultacie okazało się, że przez te 2 lata mojej nieobecności trochę się pozmieniało i moje dotychczasowe kierownicze stanowisko nie bardzo miało miejsce bytu, ale o tym dowiedziałam się później.
Szef w porozumieniu z szefem wszystkich szefów utworzył dla mnie nowe stanowisko, które wydawało się spełnieniem marzeń. Zaczęłam odpowiadać za e-marketing i social media firmy zdalnie i przy nienormowanym czasie pracy. Dotychczasowe zlecenia agencjom marketingowym i blogerom nie przynosiły pożądanego skutku w naszej dosyć specyficznej branży, w której poznałam klienta od podszewki. Myślałam, że się zsikam z radości na takie warunki pracy, przymykając oko na pogorszenie warunków finansowych. Dostałam laptopa, telefon i cały pakiet zaufania. Zaczęłam w czerwcu 2017.
Był to, moje drogie, najtrudniejszy rok w moim życiu zawodowym, niestety przez problemy osobiste: ciągłe choroby dzieci oraz późniejsze wyjazdy za granicę męża. Nie ma nic trudniejszego niż praca kreatywna w towarzystwie dzieci, nawet gdy są w tym czasie pod opieką kogoś innego. Jest głośno (a ja przy pełnym skupieniu to nawet muzyki słuchać nie mogę), najmłodszemu się nie wytłumaczy, że mama teraz nie może go trzymać na kolanach albo nosić, zwłaszcza gdy jest chory. Szybko zorientowałam się, że ja nigdy nie mam chwili odpoczynku. Wiecie to takie trochę „siedzenie w domu z dziećmi” plus praca zawodowa w międzyczasie. Gdy dzieci były zdrowe i chodziły do przedszkola/żłobka nadrabiałam w wolnych chwilach domowe obowiązki. Chłop mi się popsuł już w trakcie długiego macierzyńskiego i podział domowych obowiązków cichcem, chyłkiem zrobił się jakiś taki nierówny. Praca zdalna, która jest totalną nowością dla większości ludzi nie jest za bardzo traktowana poważnie. Skoro jesteś w domu to możesz zrobić to, skoro jesteś w domu to możesz zrobić tamto. Skoro możesz pracować o północy to wtedy sobie nadrobisz. Skoro siedzisz na Facebooku o 11:30 to można zadzwonić na ploteczki. A ja starałam się wykonać całą swoją pracę zawodową i domową jeszcze tak, by o 15:00 odebrać młodego ze żłobka (co nie zdążyłam robiłam po nocach). Wyciszałam telefon, nie odpowiadałam lub odpowiadałam zdawkowo na rozmowy na messengerze. Ktoś tam się obraził, ktoś tam uznał, że nic nie robię, tylko siedzę na fb, mąż był bardziej oburzony, gdy obiadu nie było, co nigdy wcześniej nie zdarzało mu się przy mojej pracy stacjonarnej. Tylko szef był zadowolony. Na szczęście.
Skoro pojawiły się pochwały słowne postanowiłam pociągnąć temat i porozmawiać o finansach. Może by tu jakąś podwyżkę dostać skoro wszystko tak ładnie pięknie wygląda? Negocjacje finansowe były od zawsze straszną przeprawą w tej firmie. Ostateczną decyzję mógł podjąć tylko szef wszystkich szefów, a przekonanie jego, by wydał więcej kasy na pracownika do najprostszych zadań nie należało. Przez lata bardzo mi to podcinało skrzydła, bo to typ, który nikogo nie pochwali, tylko jeszcze skrytykuje, gdy wychodzisz z inicjatywą. Jego hasło przewodnie to: „NO! Because no!!!” i koniec tematu. Prawdopodobnie gdybym miała z tym człowiekiem tyle do czynienia co polski menadżer, dawno już bym tam nie pracowała.

Skrzydła znów zostały podcięte, albo wręcz wyrwane na żywca, bo się dowiedziałam, że żadnej podwyżki nie będzie, a na pewno nie w najbliższym czasie. Szef wszystkich szefów chciał mi podziękować po urlopie macierzyńskim, ale mój przełożony przekonał go bym zajęła się e-marketingiem, bo to u nich kulało, a ja byłam idealną osobą do tego zadania. Poza tym wiecie nie można tak hop siup wywalić kobiety po macierzyńskim, z 10-letnim stażem w firmie. Czym więc się stałam? Zapchaj dziurą.
I teraz wszyscy sobie myślą: no tak, takie mamy realia, normalka, tak jest zawsze przy ciążach i dzieciach. I co Ci dała ta lojalność i wcześniejsze poświęcenie? My kobiety zawsze mamy trudniej.

Owszem mamy, ale to nie skreśla naszych szans na sukces zawodowy. Taki sukces znaczy dla każdego co innego. Jedni nie wyobrażają sobie pracy dla kogoś, inni wolą mieć wolną głowę po wyjściu z biura i przelew stałego dnia miesiąca. Inne wymagania ma matka, która poświęciła część swojego czasu dla dzieci na pracę, by zachować ciągłość zatrudnienia, a inne matka, która szuka nowej pracy po długiej przerwie na urlop wychowawczy. Uważam, że praca matki na etacie ma sens, jakie niedogodności po drodze by nie napotkała, bo z tym wszystkim i tak dużo łatwiej jest sobie poradzić psychicznie, niż z przedłużającym się pobytem w domu, mało przez kogo docenianym. Można powiedzieć, że liznęłam trochę jednego i drugiego, choć w międzyczasie nigdy nie doszło do sytuacji bym nie wnosiła do domu żadnych pieniędzy.

Od września zaczynam całkiem nową pracę jako specjalista ds. marketingu i sprzedaży internetowej w polskiej firmie zatrudniającej znacznie więcej osób. Jestem tak podekscytowana, że nie potrafię tego wyrazić słowami. Co najlepsze pracę dostałam po odbyciu pierwszej po 10 latach rozmowy kwalifikacyjnej, na którą poszłam na lajcie w ramach treningu (wprawdzie miałam też okazję przeprowadzić kilka rozmów kwalifikacyjnych w swojej pracy). Dogadaliśmy się co do warunków, atmosfera była bardzo miła i poczułam od przyszłej szefowej pozytywne wibracje. Dostałam też doskonałe rekomendacje od dotychczasowego pracodawcy, menadżera polskiego oddziału ma się rozumieć. Teraz nabieram mocy na wyjątkowo długich wakacjach. Kołaczą mi po głowie studia podyplomowe. Trzymajcie kciuki, by moje dzieci znów nie zaczęły mocno chorować, bo to najbardziej wybija mnie z rytmu.
Mam kilka spostrzeżeń odnośnie współczesnych tendencji na rynku pracy. Po moich doświadczeniach wiem już jakie błędy popełniłam jako pracująca matka i będę chciała się tym wszystkim z Wami podzielić. W najbliższym czasie znajdziecie u mnie na blogu trochę porad zawodowych z punktu widzenia matki pracującej, poznacie historie innych pracujących mam w naprawdę przeróżnych branżach i dostaniecie potężnego kopa motywacyjnego. Bo z dłuższym „siedzeniem w domu” naprawdę mało która kobieta potrafi sobie poradzić, a nawet jak potrafi to i tak prędzej, czy później nastaje czas powrotu do życia zawodowego.

Tamara Tur