O mnie

Witam Cię serdecznie na moim blogu!

Mam na imię Marta (tak – nie przewidziało Ci się), ale możesz mi mówić Tamara. Większość osób piszących do mnie maile za sprawą bloga zwraca się właśnie w ten sposób. Nie to żebym tak strasznie kochała to imię, a nienawidziła swoje prawdziwe. Nic z tych rzeczy! Historia powstania Tamary Tur nie jest super ciekawą opowieścią. Ułożyłam to imię i nazwisko kiedyś w głowie, jadąc autobusem. Powstało z liter mojego prawdziwego imienia i nazwiska, mimo to brzmi całkiem nieźle. Zakładając bloga nie miałam jeszcze pomysłu, o jakiej będzie on tematyce. Głównym założeniem było pisać o tym, o czym mam ochotę powiedzieć światu. Chciałam mieć swój kawałek podłogi. Desperacko potrzebowałam znów coś tworzyć po latach przerwy. Tak też zyskałam swój blogowy pseudonim.
Szybko okazało się, że na aktualnym etapie życia, najbliższe mojemu sercu są tematy związane z macierzyństwem.
Blog, na którym właśnie jesteś nie jest blogiem stricte parentingowym, choć najlepiej czyta się go kobietom – matkom, a mi najlepiej się dla mam pisze. Poruszam tematy najbardziej gorące wśród matek małych dzieci i ciężarnych, co za pewne z czasem i wiekiem moim oraz moich własnych latorośli będzie się zmieniać. Nie znajdziecie u mnie ekshibicjonizmu internetowego. Jestem przeciwniczką upubliczniania zdjęć własnych dzieci. Przedstawiając fragmenty swojego życia używam pseudonimów opisywanych osób.

Na co dzień jestem przede wszystkim mamą: 5-letniej Werki – Bajaderki i rocznego Aleksa, czyli Pana Kuleczki, a od nowszych wpisów – Dyzia. Luby mój na potrzeby bloga zyskał pseudonim El z pewnego anime, które oboje uwielbiamy. Od powrotu z urlopu macierzyńskiego zajmuje się też szeroko pojętym marketingiem firmy, w której piastuje przeróżne stanowiska od prawie 10 lat. Jestem bardzo podekscytowana nowymi wyzwaniami, których się podjęłam.
Jestem też szczęśliwą posiadaczką najlepszych czytelników na świecie. Fajnej zgranej grupy mam, którą częściowo poznałam osobiście. Moje czytelniczki mają do mnie dużo cierpliwości: są, choć mnie czasami nie ma.

Czemu choć bloguje od 3 lat nie ma mnie tu w 100%?
Moją wadą, jak i zaletą jest skłonność do trzymania kilku srok za ogon. Zawsze muszę coś robić. Czasem może za dużo. Przez pewien czas męczyłam się w życiu z powodu natłoku obowiązków, z czego żadna z podjętych przeze mnie prac nie była pracą twórczą. Dla uratowania siebie założyłam bloga. Od dziecka uwielbiam coś tworzyć. Najpierw były to opowiadania, następnie montaż teledysków do filmów i seriali, a obecnie blog. Blogowaniu zawdzięczam to, że moja praca zawodowa również przeobraziła się w pracę kreatywną.

Jestem antymatką polką. Gdy zostałam mamą po raz pierwszy, robiłam wszystko, by mimo trudów w początkach macierzyństwa nie zatracić siebie. Było to dość proste zadanie, z racji mało wymagającego dziecka. Los jednak lubi być sprawiedliwy i drugie dziecko okazało się większym wyzwaniem. Było trudniej, ale też się udało. Postanowiłam w tym temacie wspierać inne młode matki i tak powstała moja grupa Mam, które nie zatraciły własnego ja. Nawołuję do pamiętania o sobie, pamiętania o istnieniu ojców dzieci, pamiętania o byciu kobietą. Wbrew stereotypom przekonuję kobiety do sięgania po szczęście i do bycia dumnymi z takiej postawy. Podpisuję się rękami i nogami pod stwierdzeniem: „szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko”, jak bardzo banalne by to nie było.

Ogromnie cenię sobie kobiecą przyjaźń. Uważam, że mamom łatwiej żyć, gdy pozostają w bliskich relacjach z innymi mamami. Dzięki temu, wiemy, że problemy, które nas dotykają to normalne etapy macierzyństwa. Bardzo staram się pielęgnować wszystkie moje babskie przyjaźnie. Posiadam naprawdę dużo dobrych koleżanek zarówno w realu, jak i w internecie. Oczywiście większość z nich to mamy.
Zostań u mnie na dłużej, a pewnie też się zaprzyjaźnimy.

Masz jakieś pytanie? Napisz: tamaratur83@gmail.com

Jestem też na Facebooku i Instagramie.